18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

200 tys. fanów pajdy chleba

Paweł Franczak
Na jarmarku można było usłyszeć, jak brzmią węgierskie dudy...
Na jarmarku można było usłyszeć, jak brzmią węgierskie dudy... Fot. Jacek Babicz
Podobno najbardziej kształcą podróże, ale jak się okazało, w trakcie zakończonego wczoraj III Jarmarku Jagiellońskiego, zostając w swoim mieście, też można się wiele nauczyć.

Przede wszystkim ci, którzy odwiedzili w ciągu ostatnich czterech dni Stare Miasto i Błonia pod Zamkiem, nauczyli się... kulturalnej zabawy. Biorąc pod uwagę gigantyczne ilości turystów i tubylców (nie znamy jeszcze statystyk, ale pewnie na imprezie się bawiło ok. 200 tys. osób) oraz potworny upał, aż dziw bierze, że nie doszło do żadnych przepychanek albo przynajmniej obrzucania się wyzwiskami. Jarmark pozostał świętem prawdziwie rodzinnym i wszyscy obecni zachowywali się ze stoickim spokojem, czy to stojąc w koszmarnych kolejkach do Bramy Grodzkiej i Krakowskiej, czy to po pajdę chleba ze smalcem.

Na tym jednak nauka się nie kończyła. Można było np. dowiedzieć się, że litewski placek ziemniaczany niczym nie różni się od polskiego, za to kwas chlebowy z Litwy nie ma nic wspólnego z tym, który kupuje się w lubelskich marketach. Inną cenną nauką był wspomniany chleb ze smalcem, który - jak informował jeden z wystawców - "na litość boską, smalcem nie jest!". Pewnie wszyscy, którzy ów produkt spożyli, zastanawiają się, co właściwie zjedli.

Nic to, najważniejsze, że smakowało.

Ważną naukę można było wynieść również z obserwacji niektórych cen. Były one, mówiąc delikatnie, horrendalne. Jasne, rękodzieło musi kosztować, ale coś nam się zdaje, że niektórzy z 300 wystawców objęli swoje produkty specjalną promocją - taką, która promowała ich portfele. Takie to jednak ich prawo, a kto się nie targował - ten trąba! Odwiedzający wiele dowiedzieli się także o obyczajach rycerskich, a to za sprawą II Turnieju o Liść Srebrnego Drzewa. Główne wnioski? Przede wszystkim: walki rycerskie to sport ekstremalny i o żadnym pozoranctwie nie ma tu mowy. Dowodem był pewien dzielny rycerz, który po otrzymaniu silnego ciosu w przyłbicę dzielnie osunął się na ziemię. Oprócz tego się dowiedzieliśmy, że: zbroje są naprawdę ciężkie i naprawdę w nich gorąco, nasi rycerze wcale nie zawsze wygrywają oraz że drewniane fortece płoną aż miło.

I na koniec cenna nauczka dla tych, którzy weekend spędzili poza Lublinem: nie popełnijcie tego błędu za rok, bo znów przegapicie fantastyczne wydarzenie, jakim jest Jarmark Jagielloński!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Nick
Bardzo piękny rekalmowy artykuł ale autor mógłby się troche wysilić i zapytać organizatorów i kupców co jest co a nie ot tak z sufitu pisać. Faktem jest ,że przez te 4 dni przewineło się dobrze ponad 300 tyś zwiedzajacych tylko w piątek według pobierznych szacunków przez Sare Miasto przeszo około 150 tyś gosci ( turystów). Ten "niewiadomo jaki" Smalec co opisuje autor to faktycznie nie smalec lecz "Żóbrowiec" wykonany z boczku i cebuli z dodatkiem popularnego ostatnio trunku ŻÓBRÓWKI. Co do cen to jak słusznie zauważono są to produkty rękodzieła i rzemiosła artystycznego które wymagaja znacznych nakładów pracy i umiejętności więc się nie trzeba dziwić. Najdroższe były chyba meble wykonane z jednego kawałka dzewa ( wydrążone w pniach) -- jeden z nich kosztował 3400zł ( to była komoda z 2-ma duzymi szufladami wykonana w drzewie dębowym).
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie