reklama

Balcerowicz: Podatek liniowy byłby bardzo korzystny dla Polski

RedakcjaZaktualizowano 
Leszek Balcerowicz
Leszek Balcerowicz Jakub Szymczuk/POLSKA
Dla gospodarki najniebezpieczniejsi są intelektualiści i kawiarniani ideolodzy, którzy nałykali się abstrakcyjnych doktryn bez żadnej ich konfrontacji z życiem gospodarczym - mówi "Polsce" były minister finansów Leszek Balcerowicz

Z prof. Leszkiem Balcerowiczem rozmawiają Mira Suchodolska i Paweł Rożyński

Czy kryzys wywrócił do góry nogami kanony ekonomii?
Nie mam takiego wrażenia. Z tego kryzysu nie można wyciągać tak rewolucyjnych wniosków. A zwłaszcza w sensie rewolucji socjalistycznej.

Uświadomiliśmy sobie, jak łatwo ożywić gospodarkę, dodrukowując pieniądze. Pana, zwolennika twardej polityki gospodarczej, to nie szokuje?
Po pierwsze, to nie jest nowa praktyka, a znana od wieków. Przynajmniej od czasów, gdy pieniądz stał się papierowy, czyli oderwał się od kruszcu. Po drugie, trzeba pamiętać o konsekwencjach takiej praktyki. W kręgach zawodowo zajmujących się ekonomią coraz intensywniej zastanawiamy się, w jaki sposób świat rozwinięty wyjdzie z z tej zwiększonej masy pieniądza, która była jednym z narzędzi łagodzenia kryzysu w Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii. Banki centralne mają instrumenty do odczerpywania zbyt dużej masy pieniądza z rynku. Można to robić, np. oferując bankom, które mają nadwyżki gotówki, odpowiednio oprocentowane lokaty. Problem w tym, czy szefowie banków centralnych w tych krajach potrafią wyczuć odpowiedni moment, by zacząć akcję odczerpywania pieniędzy. Jeśli zrobią to za późno, dojdzie do wzrostu inflacji, jeśli za wcześnie, zaszkodzą ożywieniu gospodarczemu. Może też dojść do presji politycznej na dalsze podsycanie wzrostu dosypywaniem pieniędzy. Świat będzie się też musiał wycofywać z praktyki nacjonalizacji upadających przedsiębiorstw, głównie banków. Do nacjonalizacji niektórych banków doszło, o dziwo, w niewielkim stopniu we Francji, którą posądza się o etatystyczne ciągoty, a w większym stopniu w Wielkiej Brytanii i Niemczech czy USA. Na szczęście nie mamy potęgowania tego procesu - przeciwnie: banki stopniowo wychodzą spod państwowej kurateli. Tu warto zauważyć, że w niektórych krajach banki są od dawna publiczne i znajdują się pod wpływem polityki. W Niemczech mamy cały sektor banków, których właścicielami są rządy landów. I co bardzo ważne - prawie wszystkie te banki są w kryzysie. Mówię o tym, bo idzie to w poprzek popularnych tez, że kapitalizm się wali.

To może przynajmniej liberalizm. Chiny ze sterowaną gospodarką i sztywnym kursem waluty przeszły kryzys niemal bez szwanku, utrzymując imponujące tempo wzrostu.
Prawdą jest, że Chiny od końca lat 70. rosną w tempie dużo wyższym niż Zachód. Ale czy to powinno dziwić? Nie.
Bo Chiny przez ostatnie 300 lat cofały się w stosunku do Zachodu, który się gospodarczo rozpędzał. Utrzymywały bowiem absolutystyczny system, który tłumił rozwój. Dopiero w końcu lat 70. Chiny, nie ogłaszając tego, zaczęły de facto przechodzić na kapitalizm. I zaczęły się szybo rozwijać. By uruchomić rozwój, nie trzeba od razu przeskoczyć z systemu represyjnego do maksymalnie wolnego w gospodarce. Ważne, by pierwsza doza zmian była wystarczająco duża, a po niej poszły następne.

Teraz pieszczochem inwestorów jest Brazylia. Jej prezydentem jest były związkowiec i populista Lula da Silva. Chwieje się dogmat, że populiści są niebezpieczni dla gospodarki.
Brazylia straciła mnóstwo czasu, choć może nie aż tyle, co Chiny, przez etatyzm. Przejawiał się on w protekcjonizmie, wielkim i marnotrawnym sektorze publicznym, a jednocześnie wielkich przywilejach socjalnych dla rozbudowanej administracji publicznej. Z tych problemów zaczęli wychodzić jeszcze przed pojawieniem się Luli za sprawą poprzedniego prezydenta Fernando Cardozo, który zresztą w młodości był lewicowym intelektualistą, ulegającym marksizmowi. Lula pozytywnie zaskoczył świat i mianował niezwykle konserwatywnego bankiera szefem banku centralnego, a poza tym jego rząd prowadził ostrożną politykę budżetową. W efekcie Brazylia ma tylko niewielki deficyt. Jednakże ze względu na nadmierną rolę państwa, czyli polityki, w gospodarce Brazylia nie była i do tej pory nie jest prawdziwym tygrysem, jakimi były Korea Południowa, Tajwan czy Hongkong.

Jaki z tego morał?
Mam wrażenie, że ludzie, którzy otarli się o praktykę życia społecznego, łącznie ze związkowcami, mają mniejszą skłonność do lewicowych skrajności, które przejawiają się w ekspansji państwa w gospodarce.
Na przykład bardzo dobrym premierem był w Holandii Wim Kok, były związkowiec. Prosta obserwacja pokazuje, że najbardziej niebezpieczni są intelektualiści, którzy przychodzą zza biurka bądź kawiarnianego stolika. Ideolodzy, którzy nałykali się abstrakcyjnych doktryn - bez żadnej ich konfrontacji z życiem gospodarczym. Do takiej kategorii należeli Marks, Lenin, Trocki, Pol Pot.
Andrzej Lepper zaznał realnego życia. Mógłby zaskoczyć jak Lula w Brazylii?
Znajduję w sobie więcej zrozumienia, co nie znaczy akceptacji, dla plebejskiego populizmu niż dla programów głoszonych na zasadzie schematów przez intelektualistów kompletnie oderwanych od życia.

Neoliberalizm jest krytykowany. W Polsce Grzegorz W. Kołodko nawołuje do społecznej gospodarki rynkowej.
W socjalizmie wyzwiskiem było "burżuazyjny", teraz jest nim "neoliberalizm". Jeżeli ktoś używa etykietek jako maczugi, to znaczy, że krytykuje stworzoną przez kogoś czy przez siebie samego karykaturę. Z takimi ludźmi nie da się dyskutować, bo dyskusja to wymiana informacji i argumentów, a nie wyzwisk. Z kolei "społeczna" gospodarka rynkowa to też jest etykietka, tym razem pozytywna. Ponieważ słowo "społeczna" brzmi dobrze, to użycie tej nazwy ma wytworzyć u części odbiorców wrażenie, że to dobre. To jest z kolei myślenie magiczne.

Co Pan myśli o kolejnych bankierach wypłacających sobie gigantyczne premie?
Z tego nie wynika, że głębsze przyczyny kryzysu finansowego leżą wyłącznie w systemie finansowym. Miejscem, gdzie odczuwamy katar, jest nos, ale nos nie jest przyczyną kataru. Głębsze analizy pokazują, że do kryzysu w znacznej mierze przyczyniła się polityka głównych państw świata, na czele z USA. Fed popełnił poważny błąd, obniżając po roku 2000 stopy procentowe do 1 proc., co przyczyniło się do boomu kredytowego. Środki te szły do sektora nieruchomości, co windowało ceny. Powstawał bąbel, który pękł. Kolejna przyczyna kryzysu to ulgi podatkowe na nieruchomości, które zwiększają sztucznie popyt. Taki błąd popełniono w USA, Wielkiej Brytanii, w Hiszpanii. Ulgi mamy też w Polsce.

Był Pan członkiem zespołu ekspertów UE, który przygotował raport o przyczynach kryzysu.
Podkreśliliśmy w nim dużą rolę błędnej polityki gospodarczej głównych państw w doprowadzeniu do kryzysu i wskazaliśmy na rozwiązania. Ten raport został zaakceptowany przez władze UE, ale w jakiej mierze zostanie to wprowadzone w życie, zobaczymy. Niestety, w praktyce politycznej przebijają się niekiedy propozycje pod publiczkę, niekoniecznie najważniejsze. Popularne jest np. potępianie działalności funduszy hedgingowych czy private equity, chociaż były one raczej ofiarą kryzysu niż jego sprawcą. Kryzys wybuchł w częściach najbardziej uregulowanych, czyli w bankach. To powinno dawać do myślenia tym, którzy chcą więcej regulacji w gospodarce.

Chiny pędzą, USA się mocno odbiją, a co będzie z Europą?
Europa jest mocno zróżnicowana. Niektóre kraje zanotowały większy spadek niż USA. Takie kraje jak Hiszpania i Wielka Brytania, które miały najwięcej błędów w polityce gospodarczej. W Hiszpanii, a także Wielkiej Brytanii polegało to na tolerowaniu boomu mieszkaniowego. Dodatkowo Brown, który lubił uchodzić za żelaznego kanclerza, okazał się niezwykle miękki. Za jego rządów pokutowało założenie, że jak się wpompuje więcej pieniędzy do sektora publicznego, to z samego faktu, że jest więcej pieniędzy, będzie się tam dziać lepiej. Kłopoty tych krajów pokazują, że nie wszystko można zwalać na USA. USA będą się szybciej rozwijać od Europy m.in. dlatego, że tam będzie, na dłuższa metę, rosło zatrudnienie, a w Europie nie - bo ludność się starzeje. Europa bardziej potrzebuje reform, które zdynamizowałyby gospodarkę niż USA. Jeżeli przebije się w opinii publicznej słuszny wniosek, że kryzys wynika z błędów polityki poszczególnych państw i przeregulowania, to dzięki reformom i w naszym regionie dojdzie do przyspieszonego rozwoju.

A jak będzie w Polsce?
Nie ma żadnych wątpliwości, że możemy wrócić do szybkiego rozwoju. Czy wrócimy, zależy od tego, jak rozłożą się poglądy opinii publicznej i - w efekcie - jacy ludzie i jakie programy się w praktyce przebiją. Dobrze, że podkreśla się w większości mediów, że mamy za szybko rosnący dług publiczny, bo mamy za wysokie wydatki budżetu. Uzdrawianie finansów publicznych zależy od legislacji. Mamy ustawy, które tworzą zobowiązania do dużych wydatków, takie wydatki są nazywane sztywnymi.
Trzeba wzmagać presję nie tylko na rząd, ale też na prezydenta i opozycję, by zdjęli nogę z hamulca reform.

Polska rzeczywiście tak dobrze radzi sobie w kryzysie?

Jaka jest polityka budżetowa, zależy w dużej mierze od całego układu politycznego.
To, że mamy problem piętrzącego się długu przy wysokich podatkach, nie wynika z faktu, że w przeszłości byli sami źli ministrowie finansów, a z tego, że za duże wpływy mieli w polityce osobnicy, których nazywam fałszywymi świętymi mikołajami. Uważam, że Jacek Rostowski zasługuje na tytuł najlepszego ministra finansów w Europie, który dostał. Część jego działalności dla Polski jest słabo widoczna, bo rozgrywa się na forum UE. Sam fakt, że minister finansów jest doskonale wykształcony, mówi doskonale po angielsku, ma w tych gremiach wielkie znacznie. Jacek Rostowski przyczynił się do tego, że Polsce udało się uciec, miejmy nadzieje trwale, od skutków szaleństwa polityki klimatycznej na szczeblu UE.
Premier Tusk wraz z ministrem Rostowskim lubią prezentować się na tle mapy z zaznaczoną na zielono Polską. Czy za granicą tak to doceniają?
Na pewno w prasie fachowej jest odnotowywane, że Polska to wyjątek w tym roku na tle Europy. Ale nie przesadzałbym z tą prezentacją sukcesu, bo chodzi o to, byśmy nie byli tylko sezonowym tygrysem Europy, a długofalowym. Prawdziwy sukces to dogonienie Niemiec w 20 lat.
To jest możliwe. Wymaga nie poświęceń, a mobilizacji do reform.

Ale reformy są zwykle bolesne i wymagają poświęceń.
Te, które mogłyby przyspieszyć nasz rozwój, nie wymagają wyrzeczeń, a skorzystałoby z nich społeczeństwo. Czy to, że wszyscy ludzie na normalnych warunkach będą przechodzili na emeryturę to wyrzeczenie?
Odpolitycznienie gospodarki poprzez prywatyzowanie to wyrzeczenie? A jeśli tak, to dla kogo? Chyba dla tych polityków, którzy lubią obsadzać swoimi kolegami państwowe przedsiębiorstwa. Podobnie jest z lepszymi mechanizmami społecznego nadzoru nad legislacją, żeby nie trafiały się buble albo ustawy czysto lobbystyczne. W Polsce wielkim problemem jest to, że my mamy ciągłą biegunkę legislacyjną. Kolejne ekipy polityczne chwalą się: uchwaliliśmy w tym roku tyle i tyle ustaw. Przy takiej legislacyjnej biegunce uchwala się wiele bubli, a prawo destabilizuje warunki życia ludzi. Dużo zmian w prawie tworzy też duże możliwości rozmaitych nacisków, włącznie z korupcyjnymi.

Obecnie rząd przerzuca odpowiedzialność na prezydenta, twierdząc, że cokolwiek zrobi, to i tak zostanie zawetowane.
Rzeczywiście wiele ustaw spotkał ten los. Na przykład najważniejsza ustawa - o emeryturach pomostowych - została zawetowana, ale na szczęście nieskutecznie. Proszę zwrócić uwagę, że kiedy rząd zarzuca prezydentowi, że blokuje reformy, ten milczy. A powinien powiedzieć: nieprawda, sprawdzam; niech rząd przedstawi propozycje reformy finansów publicznych; ja również - podobnie jak wielu Polaków - obawiam się tak szybkiego wzrostu długu publicznego, i dlatego nie będę blokować niezbędnych reform. Ale prezydent - wedle mojej wiedzy - tego dotąd nie powiedział.

Największa debata obecnie dotyczy systemu emerytalnego.

Wszystko sprowadza się do tego, by w sytuacji, kiedy - na szczęście - ludzie dłużej żyją, nie przechodzili tak wcześnie na emeryturę. Mądrość ludowa: bez pracy nie ma kołaczy, tutaj się sprawdza. Trzeba wprowadzić jednolity system emerytalny i usunąć przywileje. Dla mnie szczytem oportunizmu było to, co się zdarzyło w Sejmie w 2005 r. przed wyborami. Oto przyszli działacze związkowi i górnicy z kilofami i ogromna większość w Sejmie na czele z ówczesnym marszałkiem Włodzimierzem Cimoszewiczem głosowała jak na rozkaz za przywilejami. Potem premier Marcinkiewicz cofnął zaskarżenie tej skandalicznej ustawy z Trybunału Konstytucyjnego. Nie spotkałem się z jakąś krytyką tych oportunistycznych czynów. Należy upowszechniać zasadę, że im dłużej pracujesz, tym wyższą masz emeryturę. Nie widzę uzasadnienia, by minimalny wiek emerytalny kobiet, które przecież dłużej żyją niż mężczyźni, był krótszy. W latach 70., które są tak chwalone przez wielu Polaków, nie było takich przywilejów emerytalnych, a na emeryturę przechodzono później.

Ale jak reformy przeforsować?
Trzeba punktowo skupić uwagę opinii publicznej na blokujących i spróbować zrobić koalicję ludzi mediów i uczestników życia publicznego, która dążyłaby do tego, aby wyłączano kluczowe reformy z walki politycznej przed wyborami. Wiem, że łatwo to wyśmiewać jako niemożliwe. Ale w Polsce udało się w ostatnich 20 latach zrobić kilka rzeczy, które większość uważała za nierealne. Spróbujmy i tym razem.
Gdzie byłoby możliwe takie porozumienie?
Najbardziej zapalnym problemem jest szybko piętrzący się dług publiczny, który przekracza już 50 proc. PKB. Nie można porównywać go np. z niemieckim i twierdzić, że nie ma w Polsce problemu, bo Niemcy mają podobny. My za nasz dług płacimy dużo wyższe procenty.
Różne kraje mają różną odporność na dług. W niektórych krajach próg, po którego przekroczeniu następują różne niekorzystne zjawiska, może wynosić już 30 proc. a w niektórych może być to 60 proc. Trzeba podjąć decyzje, które osłabiłyby to zagrożenie, najlepiej wrócić do planu Hausnera i go rozszerzyć.

Gdzie jest granica prywatyzacji?
Miłość nie jest na sprzedaż, sprawiedliwość też nie, a na pewno - nie powinna. Oczywiście, że nie wszystko prywatyzować. Ale zdecydowana większość dziedzin życia społecznego lepiej funkcjonuje, gdy dostawcami są organizacje niezależne od polityki. Ostatnio się dowiedziałem, że "przedsiębiorstwem strategicznym" jest kopalnia w Wieliczce. Tam, gdzie usługa czy produkt może być przedmiotem takiego obrotu, nie ma żadnego powodu by, ten, co ją świadczy, był państwowy.

Więzienia na sprzedaż?
Pod odpowiednią regulacją, tak. Tak jest np. w USA.

A szpitale?
Nie słyszałem, by w szpitalach prywatnych w USA ginęło więcej osób niż w publicznych. W Polsce z powodzeniem działaj prywatne przychodnie. Nie znam żadnego prawa ekonomii, z którego wynikałoby, że sektor prywatny w warunkach wolnej konkurencji sprawdza się w produkcji cegieł czy lemoniady, a nie sprawdza się w produkcji usług lekarskich czy mieszkań.

To może choć lasy zostawić państwowe?
To bardzo wrażliwy temat. Ludzie uważają, że gdyby były prywatne, to nie będzie można zbierać grzybów. A jednak np. w Finlandii lasy są prywatne i ludzie nadal zbierają grzyby. Własność prywatna nie musi pozbawiać ludzi zwyczajowego prawa do zbierania grzybów.

Czy podatek liniowy w tej sytuacji ekonomicznej ma sens?
Najważniejsza dyskusja o podatkach musi dotyczyć wydatków. Podatki są za wysokie, gdyż wydatki są coraz większe.
To po pierwsze. Po drugie, trzeba upraszczać system podatkowy. A już na pewno usuwać ulgi, które są niebezpieczne, jak np. mieszkaniowe. Podatek liniowy jest bardziej potrzebny krajom jeszcze biednym czy rozwijającym się niż bogatym. Bo kraje na dorobku potrzebują silnych bodźców - ludzie nie powinni być karani większym procentowo podatkiem za to, że więcej zarabiają. Warto więc, byśmy mieli podatek liniowy.

Mówił Pan ostatnio, że nie warto pomagać biednej ścianie wschodniej.
Tego wcale nie powiedziałem. Powiedziałem, że nie wszędzie da się łatwo stworzyć miejsca pracy. Najlepiej byłoby, gdy państwo skupiało się na rzeczach, w których nie można go zastąpić: dobrze działająca policja, sprawny wymiar sprawiedliwości, części infrastruktury, polityka zagraniczna. Natomiast niech państwo da - w ramach dobrego prawa - jak najwięcej wolności ludziom, żeby sami sobie pomagali przez swoją zaradność i żeby pomagali innym ludziom poprzez społeczeństwo obywatelskie albo rodzinę. Państwo, które wszystkim pomaga, wszystkim szkodzi. Problem polega na tym, że mamy za dużo tego źle wspierającego państwa, które paraliżuje, korumpuje, ściąga za duże podatki.

A nie ma rzeczy, którą Pan dziś zrobiłby inaczej, lepiej?

Są rzeczy, które przeoczyliśmy. Na przykład ustawa o zasiłkach dla bezrobotnych w 1990 r., która dawała prawo do zasiłku absolwentom zaraz po szkole i zachęcała do przechodzenia na bezrobocie. Niestety, nie wszystko dało się na czas zablokować - tyle było pracy. Ale najważniejszy, że podstawowe reformy zostały z powodzeniem rozpoczęte w 1989 i 1990 r.

Rozmawiali: Mira Suchodolska i Paweł Rożyński

Zima 30-lecia w Polsce, zasypie nas śnieg

Wideo

Materiał oryginalny: Balcerowicz: Podatek liniowy byłby bardzo korzystny dla Polski - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 17

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

A
ASUS

Czy nasze społeczeństwo zdaje sobie sprawę, jakie będą konsekwencje wprowadzenia podatku liniowego? Jeśli nie, to najwyższa pora otworzyć ludziom oczy. Trzeba powiedzieć jasno, że jednolita stawka jest bardzo na rękę pracodawcom i biznesmenom, słowem klasie posiadającej, która dzięki jego wprowadzeniu będzie mogła pozwolić sobie na zakup kolejnych luksusowych samochodów i jeszcze częstsze wyjazdy do egzotycznych krajów. Pracownicy, emeryci i renciści skorzystają na tej reformie bardzo niewiele lub zupełnie nic, a oceniając ją z bardziej odległej perspektywy nawet na tym stracą. Podatek ten obowiązuje w większości krajów Europy wschodniej, między innymi na Słowacji, Litwie, w Estonii, Macedonii i Rosji. Wprowadzenie go w tych krajach wcale nie wpłynęło pozytywnie na ich rozwój, a wręcz przeciwnie doprowadziło do obniżenia poziomu wykształcenia, a co za tym idzie obniżenia ilości wykwalifikowanych pracowników i wykształconych kadr kierowniczych. Jednolita stawka podatkowa musi bowiem prowadzić do cięć socjalnych, które zawsze kończą się katastrofą i znacznym obniżeniem jakości życia. Tym bardziej może dziwić postawa niektórych polityków nazywających siebie „lewicowymi”, jak na przykład Leszka Millera, który słynie ze swych liberalnych poglądów gospodarczych. Były premier, a obecny założyciel partii Polska Lewica nie jest nawet w najmniejszym stopniu socjaldemokratą, tylko neoliberałem nie widzącym niczego złego w wyzysku. Nie wolno zapomnieć też jemu i panu Hausnerowi szumnie zapowiadanej „obniżki podatków dla przedsiębiorców”, która skończyła się katastrofą. Skorzystało z niej bowiem tylko 5% z nich, co najlepiej obrazuje, że podatek liniowy jest dobrodziejstwem, ale tylko dla najbogatszych!Obecnie w Polsce budżet utrzymywany jest głównie przez pracowników oraz drobnych przedsiębiorców. Najbogatsi stosują różnego rodzaju sztuczki oraz wykorzystują luki prawne, byleby tylko nie oddać państwu zbyt dużej części olbrzymich dochodów. Nie pamiętają oczywiście o tym, że dorobili się dzięki pomocy innych ludzi i że uczciwe płacenie podatków byłoby dla społeczeństwa pewną rekompensatą, którą niewątpliwie są mu winni. Przecież każdy z obecnych milionerów dawniej uczył się w państwowej szkole, korzystał z darmowych bibliotek, służby zdrowia czy też szkolnictwa wyższego. Czyżby zbyt długie pławienie się w luksusach oderwało ich od rzeczywistości? Warto zatem zastanowić się, jakie podatki byłyby najlepsze dla Polski. Przede wszystkim należałoby znacznie powiększyć kwotę wolną od podatku. W całym cywilizowanym świecie jest ona wyższa niż u nas. W krajach Europy zachodniej osoba, której dochody nie przekraczają minimum socjalnego, czy wręcz minimum egzystencji, są zwolnione od wszelkich świadczeń na rzecz państwa. Tam rozumie się, że nie ma najmniejszego sensu zmuszać tych ludzi do płacenia podatków, a następnie oddawać im zabrane wcześniej pieniądze w postaci świadczeń socjalnych, gdyż takie działanie niepotrzebnie napędzałoby i tak zbyt rozbudowaną biurokrację. Poza tym nie do pomyślenia jest, by podatkiem VAT obciążone były najpotrzebniejsze leki i produkty żywnościowe. Należałoby też przywrócić zlikwidowane bezmyślnie, w imię tak zwanego „upraszczania systemu”, ulgi mieszkaniowe. Przecież każdy człowiek musi gdzieś mieszkać, choć najwyraźniej liberałowie mają na ten temat zupełnie inne zdanie. No i powinno się natychmiast znieść podatek od rent i emerytur, zupełnym nonsensem jest sytuacja, w której państwo wypłaca człowiekowi pieniądze, a w chwilę później odbiera mu część z nich. Oczywiście w wyniku takich reform powstałaby dziura w budżecie, którą trzeba by zapełnić. Nic prostszego, wystarczyłoby rozszerzyć progresję podatkową (która w Polsce i tak jest już tylko de nomine). O najbogatszych, którzy płaciliby najwięcej nie trzeba się martwić. Oni zawsze sobie poradzą.Jak wspomniano wcześniej rolą podatków jest tworzenie polityki prospołecznej. Niestety, w naszym kraju lwia część pozyskiwanych przez państwo pieniędzy jest bezmyślnie trwoniona. Polska , co wynika ze specyfiki samego kapitalizmu , jest bowiem krajem umocowanym w określonej klasowej rzeczywistości i w jej obecnym kształcie wszelkie mechanizmy władzy służą klasie posiadającej. W innych krajach sytuacja często wygląda podobnie, ale u nas jest to szczególnie widoczne. 5 mld złotych rocznie kosztuje nas utrzymanie kościoła katolickiego. Doliczmy jeszcze instytucje takie jak IPN czy Muzeum Powstania Warszawskiego, a już powstanie niezła sumka. Jednocześnie szkoły czy szpitale są zamykane lub prywatyzowane. Nonsens? Mało powiedziane…

A
Alicja

Wiecej o Balcerowiczu na www.p o lo n i c a.net

N
Nairam

nie opuszcza Balcerowicza co oznacza, że ciągle wymaga on leczenia. W krajach cywilizowanych
jednak "ludzie są karani większym procentowo podatkiem za to, że więcej zarabiają." A więc czy świat cywilizowany jest chory czy też chory jest Balcerowicz? Odpowiedż jest chyba prosta! Nasz budżet ma horrendalną dziurę a ten facet w kółko Macieju o podatku liniowym chrzani żeby nie powiedzieć pie....rzy! Balcerowicz pewnie boleje nad tym, że jego kolega po fachu Bielecki zarabiający "tylko" 4,5 mil. zł rocznie musi zapłacić "aż" 32% podatku a przecież powinien on zapłacić tylko 18% ( a nawet tylko 10% jak to kiedyś PO obiecywało ) jak ten, który zarabia 15 tys. rocznie.
rocznie!

P
Polak MAŁY

kawiarniane, dziennikarskie dywagacje typu "pierdu-pierdu" jeno zapomniał wół..... Ukraina jak na razie realizuje doradztwo naszego geniusza ekonomii....

JAK WIDAĆ U BRACI UKRAINCÓW .....SKUTECZNIE NAS ZNIENAWIDZĄ......

ps. (czerwono w głowie i w oczkach gwiazdy..:)) )

h
hary

Widac wyraznier jak bogate regiony dorobily sie na roznych podatkach a teraz biedny wschod niech sobie radzi sam bez podatkow czerwonych liberalow ,ktorzy juz podzielili polakow na regiony b. bogatych i biedakow ze wscjhodu tym sposobem obluda karmi ludzi PO .

p
polo

Te partie reprezentujące dziki czerwony liberalizm, kłamstwo i afery to jego matecznik.
Czy ktoś zastanawiał się nad odpowiedzią, gdzie byłaby Polska dzisiaj gdyby reformy przeprowadził
prawdziwie Polski ekonomista ?
Ale wówczas, w latach 1989 - 91 nie dał Polakom szansy. Jak dzisiaj wygląda Polska zadłużona na miliardy?

S
SirAdi

JEŚLI LINIOWY BĘDZIE WYŻSZY TO LOGICZNE JEST, ŻE STRACĄ NAJBIEDNIEJSI A ZYSKAJA NAJBOGATSI. CHYBA, ŻE CHODZI I DALSZE POWIĘKSANIE SIE PRZEPAŚCI MIĘDZY BIEDNYMI A BOGATYMI ...

K
Katarzyna

Nie strasz pan Polaków, bo jeszcze się po pana pomysłach schładzania gospodarki nie zdążyli ogrzać. Może by tak na emeryturkę? Co Waść na to? ;)

d
dr antyBalcerowicz

PODATEK LINIOWY JEST DOBRY DLA OLIGARCHÓW KTÓRZY STOJĄ ZA BALCEROWICZEM NIE DLA POLSKI.
Balcerowicz kto Ci dał prawo wypowiadać sie w imieniu całej POlski ?
Oznacza on mniejsze wydatki na szpitale, leczenie, naukę, zasiłki, wszelką pomoc panstwa w biedzie.
Bogaty bez tego sobie poradzi, ale biedny już nie.

Do durnych polskich dziennikarzy papużek i bezmyślnych rządowych prowincjonajnych naśladowców złych i wychodzących z użycia ideologii Nie rozsiewajcie tej głupoty i nie czyńcie szkód swoim bezmyślnym naśladowaniem ideologii ludzi. skompromitowanych.

Dla ideologicznych fundametalistów polecam przeczytać wywiad z Jeffrey'em Sachs'em, nauczycielem L. Balcerowicza i mózgiem tych przemian.
który przejrzał po tych doświadczeniach na oczy i zmienił zdanie, tylko Balcerowicz ma klapki na oczach.
(źródło: Wikipedia)
Jeffrey David Sachs (ur. 5 listopada 1954 w Detroit) – uważany za jednego z najważniejszych i najbardziej znanych ekonomistów w skali ogólnoświatowej.
W celu rozwiązania kryzysów ekonomicznych takich państw, jak Boliwia, Rosja, czy Polska doradzał stosowanie tzw. terapii szokowej.
W 1989 Sachs był ekonomicznym doradcą "Solidarności", przygotował wstępny projekt programu transformacji polskiej gospodarki - planu Balcerowicza, doradzał pierwszemu postkomunistycznemu rządowi we wprowadzaniu radykalnych reform gospodarczych.

Wywiad z J. Sachs'em
(...)
Teraz tak być nie musi. Bankructwo czy bezrobocie dla wielu ludzi staje się nie do wytrzymania, gdy oznacza, że wraz z dochodami tracą dach nad głową, pomoc medyczną, szansę wyżywienia dzieci, a nawet posłania ich do szkoły. Kryzys to okres, kiedy rozbudowa pomocy społecznej staje się konieczna, by społeczeństwo mogło prędko podnieść się po ciosach, które on zadaje. Bush tak zreformował amerykańskie finanse publiczne, że stany muszą ciąć pomoc medyczną dla biednych. W wielu stanach nawet ci, którym przysługuje bezpłatne leczenie, nie mogą z niego korzystać, bo nie ma lekarza gotowego ich przyjąć za stawki płacone przez państwo. A w czasie kryzysu coraz więcej osób będzie skazanych na publiczną opiekę medyczną. Jeżeli po kryzysie chcemy mieć społeczeństwo funkcjonujące nie gorzej niż przed nim, Obama musi pozwolić stanom na zaciąganie długów, by mogły radykalnie zwiększyć wydatki na solidarność społeczną.
Jeff Sachs uważa, że w czasie kryzysu powinno się zwiększać wydatki socjalne powiększając deficyt?
Oczywiście!
Gdyby to usłyszał Leszek Balcerowicz…
On by oczywiście tego nie aprobował. Ja też nie jestem za marnowaniem pieniędzy. Rząd powinien być oszczędny. Ale nie może oszczędzać na tym co najważniejsze: na niezbędnych wydatkach społecznych i infrastrukturze. Takich źródeł deficytu teraz się nie boję. Natomiast jestem przeciwny cięciu podatków w nadziei na zwiększenie popytu. Bo to powiększa deficyt, a nie daje pewnego efektu rynkowego. Dobrze wykorzystane pieniądze z podatków mogą się bardziej przyczynić do stworzenia społeczeństwa produktywnego i sprawiedliwego niż pompowanie konsumpcji przez cięcia podatkowe. Jeżeli Ameryka chce być na dłuższą metę konkurencyjna, musi znacząco podnieść udział podatków w dochodzie narodowym i poziom inwestycji publicznych w wydatkach budżetu.
Obama to zrobi?
Najpierw musiałby otworzyć i wygrać wielką społeczną debatę. Nie jestem pewien, czy się na to porwie. Bo na razie większość Amerykanów absurdalnie wierzy w obniżanie podatków, chociaż już mamy trzybilionowy deficyt. To jest jeden z zatrutych owoców epoki Reagana. Zamiast liczyć się z realiami, Amerykanie wierzą w przyjemne absurdy.
Słysząc, jak przekonuje pan do podnoszenia podatków, rozbudowywania programów socjalnych, zwiększania deficytu, utrzymywania nierówności społecznych w ryzach, mam wrażenie, że słucham całkiem innego człowieka niż 20 lat temu, kiedy przywiózł pan do Polski ideę bolesnej terapii szokowej. Co się stało z tamtym Jeffreyem Sachsem?
Pewnie wiem trochę więcej o ekonomii i życiu. Ale zmieniłem się mniej, niż pan myśli. Wciąż wyznaję tezę, którą sformułowałem na początku lat 90., że bez względu na to, jaką ścieżkę rozwoju Polska by obrała – amerykańską czy szwedzką – i tak na początku trzeba było zrobić to, co przeprowadził Leszek Balcerowicz. Wychowałem się w rodzinie o silnych demokratycznych tradycjach i zawsze wierzyłem, że lepszy jest model gospodarki mieszanej z dużą rolą państwa. Kiedy doradzałem w Boliwii, Polsce, Rosji, przekonywałem do jak najszybszych reform, ale nigdy nie opowiadałem się za tym, żeby ich efektem była gospodarka całkowicie rynkowa. Lewica krytykowała mnie za promowanie rynku, a prawica za to, że popierałem np. utrzymanie publicznej służby zdrowia. Leszek Balcerowicz był zawsze dużo bardziej wolnorynkowy niż ja.
Kiedy pracował pan w Polsce, tego się raczej nie dało zauważyć.
Bo kiedy reformuje się gospodarkę w 80 proc. zarządzaną przez państwo, trzeba zacząć od reform wolnorynkowych. Pytanie, gdzie wolny rynek powinien się skończyć, przychodzi później. W Polsce chciałem przede wszystkim ułatwić wasz powrót do Europy. To była definicja docelowego modelu. Zniesienie barier hamujących rozwój i separujących Polskę było oczywiste. Prywatyzacja była oczywista. Ale za tym powinien iść program pomocy, wyrównywania szans, spójności społecznej.
(...)
W księgarniach tego nie widać.
Co z księgarń przebija się do opinii publicznej? W mediach pan tego nie znajdzie. W Ameryce, podobnie jak w Polsce, poważna debata – o kształcie społeczeństwa, o gospodarce, o zaczynającej się epoce – wymaga uspołecznienia. To jest trudne. Bo złożone poglądy się nie przebijają. Polacy i Amerykanie mają tu podobnie uproszczone poglądy. Ludzie żyjący w rozwiniętych społeczeństwach kapitalistycznych nie zdają sobie sprawy, jak wielu regulacji i instytucji trzeba, żeby kapitalizm dobrze funkcjonował. Jeżeli nie uporamy się z mitem samoregulującego rynku, będziemy wytwarzali coraz poważniejsze kryzysy. Sama zmiana władzy w Ameryce nie starczy. Potrzebna jest zmiana mentalności

Z
Zbynio

Doganiamy Niemcy od tysiąca lat i to się nie udało, to jak je dogonić w 20 lat?

t
trzecioświatowiec

Czy prof. Balcerowicz jest za wyjściem Polski z UE? Wszak UE wspiera biedniejsze regiony, takie jak Polska. Prof. Balcerowicz nie chce wspierać Polski B, czyli biedniejszych regionów. Jest więc przeciwny polityce Unii Europejskiej. A zatem wychodzimy z Unii, panie profesorze?

t
turysta

przecież przedsiębiorcy mają podatek liniowy. A reszta "praktyków życia gospodarczego"chce sobie odbić ustawę kominową.

d
dr Hałs

może ktoś z kawiarni powie.

k
kaktusnadłoni

a wy ciągle uprawiacie nieużytki.
Balcerowicz najlepiej by zrobił, gdyby zamknął się w klasztorze, lub jakimś odosobnionym eremie i przemyślał ile złego zrobił dla tego umęczonego kraju.
Najlepiej, gdybyśmy w ogóle nie płacili podatków, tylko kto utrzymywałby tych cudownych ludzi z rządu i sejmu, nie mówiąc już o kancelarii prezydenckiej. Oni się starają, dług publiczny rośnie, a Balcerowicz chce by go potem spłacali najbiedniejsi.

G
GAMA

Myślę, że podatek liniowy byłby najlepszy dla tych samych krętaczy i złodziei, którzy najbardziej skorzystali na reformach Balcerowicza.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3