Bartoszewski, jakiego nie znacie, czyli profesor Zatopek lub UZI

Redakcja
Jerzy Kubrak, "Bartoszewski. Opowieści przyjaciół", wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2011
Jerzy Kubrak, "Bartoszewski. Opowieści przyjaciół", wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2011
O rzeczach wesołych, ważnych, ale też błahostkach związanych z Władysławem Bartoszewskim Jerzemu Kubrakowi opowiadają przyjaciele i znajomi profesora.

Zdzisław Najder: - Poznałem Bartoszewskiego w Pen Clubie albo w warszawskim Klubie Księgarza. Wiedziałem o nim, że jest zapalonym varsavianistą zbierającym dokumentację dotyczącą stolicy, zwłaszcza jej wojennych losów. Otaczała go legenda człowieka, który długo siedział za kratami, aura weterana więziennego. Ale wtedy nie podchodziło się jeszcze do Bartoszewskiego jak do relikwii. Od 1976 r. prowadziłem opozycyjną grupę podziemną - Polskie Porozumienie Niepodległościowe - która do stanu wojennego opublikowała w sumie pięćdziesiąt nielegalnych wydawnictw. Nasz program ogłosiliśmy w Londynie, a potem w paryskiej "Kulturze". W pewnym momencie uznaliśmy, że trzeba napisać coś o stosunkach polsko-żydowskich. Postanowiliśmy zwrócić się z tym do Bartoszewskiego.

Czytaj też:Bartoszewski: Niczego w życiu nie żałuję

W końcu umówiłem się z nim w samochodzie, na rogu ulicy. Bartoszewski słyszał o PPN-ie, widział już jakieś nasze teksty. Rozmowa miała być sekretna. Wiedziałem, że nie jesteśmy podsłuchiwani. Mój Peugeot 404 był pod dobrą opieką. Gdyby mechanicy zauważyli w nim coś podejrzanego, na pewno bym o tym wiedział. Kiedyś uprzedzili mnie, że mam opony przedziurawione. Nie na bieżniku, tylko celowo przekłute z boku koła. Czuwali nad autem, by było "czyste". Ale co z tego, skoro Władek, jak to on, rozmawiając, cały czas się wydzierał. Miałem wrażenie, że za chwilę szyby wylecą z samochodu pod naporem jego energii. Na szczęście nikogo nie było w okolicy.

Zaufał nam, bo staraliśmy się dokładnie konspirować. Ale i tak zdarzyła się jedna wpadka. Kiedy pod koniec 1978 r. do Warszawy przyjechał mój kolega z Oksfordu, amerykański dyplomata Steve Gallup, skorzystałem z okazji, żeby przekazać przez niego list do Leszka Kołakowskiego. SB zabrała mu ten list na lotnisku. Musiałem natychmiast ewakuować ze swojego mieszkania wszystkie podejrzane rzeczy. Od tej pory byłem pod obserwacją. W telefonie miałem zamontowany podsłuch. A po przeciwnej stronie ulicy esbecy władowali się komuś do domu i założyli punkt obserwacyjny. O podsłuchu zawiadomiła mnie dozorczyni, która widziała, jak w domu zakładano coś dziwnego. A ludzie, u których założono punkt obserwacyjny, nie znając mnie, sami przyszli do mnie i powiedzieli: "Proszę pana, nas zmuszono do tego, żebyśmy im oddali klucze do naszego mieszkania". Esbecy śledzili mnie stamtąd przez okno. Dlatego spotykałem się z Bartoszewskim niemal wyłącznie w samochodzie. Raz czy dwa rozmawialiśmy też na jakimś spacerze.

Czytaj też:Potworności obozu Mauthausen. Bartoszewski: Kryminaliści niemieccy mścili się na Polakach

Kilka miesięcy po uwolnieniu z internowania Bartoszewski wyrywa się z kraju. Wyjeżdża do Berlina na stypendium. Z krótką przerwą mieszka w Niemczech osiem lat. Wydaje książki i pracuje na uczelniach - prowadzi seminarium na temat Holocaustu, wykłada najnowszą historię Polski. Wakacje spędza w Austrii. Zawsze w tej samej alpejskiej miejscowości, w tym samym pensjonacie i w tym samym pokoju. Gdy wróci na stałe do Polski, też będzie tam rok w rok przyjeżdżał. Odnajduje na obczyźnie bratnią duszę w osobie dawnego towarzysza konspiracyjnych schadzek.
Zdzisław Najder: - To był okres naszych najbliższych kontaktów, takiej pogłębionej przyjaźni. Spotkaliśmy się w Monachium, kiedy byłem już dyrektorem Radia Wolna Europa, a on pracował na tamtejszym uniwersytecie. Wykładał też na innych bawarskich uczelniach - w niewielkim Eichstätt, a potem w Augsburgu. Na letnie i zimowe wakacje wyjeżdżał do Austrii, nieodłącznie z żoną Zosią. Zawsze w jedno miejsce - do Sankt Wolfgang, nad jeziorem o tej samej nazwie. Okolice zachwycające. Alpy jeszcze nie najwyższe, ale już spore. Wokół miejscowości uzdrowiskowe i narciarskie.

Czytaj też:Bartoszewski: Niczego w życiu nie żałuję

Bartoszewscy wynajmowali pokój w jakimś pensjonaciku, ciągle tym samym. Wielokrotnie dojeżdżałem do nich z żoną na kilka dni. To była kwestia zaledwie dwóch godzin jazdy samochodem z Monachium. Co Bartoszewski robił w górach? Dużo chodził i dużo mówił. Nie jeździł na nartach, nigdy nie słyszałem, żeby uprawiał jakikolwiek sport. Nie widziałem go też leżącego na leżaku. Spacerował i opowiadał. Myśmy godzinami rozmawiali. Często snuł wspomnienia więzienne. Mówił np., że jak więźniowie się podochocili, to śpiewali taką piosenkę: "Pójdziemy nago, nago, na godzinkę / Zrobimy sobie bobo, bobo, boski raj". Zosia była zgorszona tym opowiadaniem.

Wszystkich potrafi zagadać bezlitośnie. Nie dopuścić do głosu dyplomatycznej wygi, szefa MSZ Rosji Igora Iwanowa, to dla niego bułka z masłem

Bardzo rzadko wspominał natomiast o Oświęcimiu. Pobyt w Auschwitz był dla niego straszliwym szokiem. Trafił do obozu jako młody chłopak, zachorował i ta choroba go uratowała. Dzięki niej został wyciągnięty z obozu. Miał wielkie szczęście, że przeżył. Ale pamięć, jak wielu ludzi tam zginęło, mogła przesłonić w jego świadomości fakt własnych doświadczeń. No tak, mi się udało, ale gdzie ci wszyscy ludzie, którzy byli koło mnie? Nie ma ich. Nie jest łatwo przywoływać takie wspomnienia. Dlatego prawdziwi kombatanci zazwyczaj nie lubią o swoich przeżyciach opowiadać.

Czytaj też:Potworności obozu Mauthausen. Bartoszewski: Kryminaliści niemieccy mścili się na Polakach

Ale generalnie Bartoszewski ma skłonność do tego, żeby zawsze być zwycięzcą w konkursie oratorów. Jeśli jego przemowa jest przewidziana na siedem minut, zwykle trwa minut dwadzieścia siedem. Jednak w kontaktach towarzyskich niekoniecznie ma charakter dominujący. Nie jest tak, że jak się Bartoszewskiego zaprosi, to ma się cały wieczór stracony na jego słuchanie. Po pierwsze - czasem potrafi siedzieć i słuchać innych. A po drugie - mówi naprawdę zajmująco. Posiada niesamowicie sprawną pamięć. Naciśnie w głowie guziczek, powiedzmy "Edward Raczyński". I z miejsca wygłosi, w zależności od potrzeb, pięć minut albo dwie godziny swoich wspomnień o Edwardzie Raczyńskim. Tak jakoś ma głowę skomputeryzowaną. To imponujące.
Był miłym towarzyszem przy stole. Pijał białe wino (czerwone mu podobno szkodziło), ale w ilościach zupełnie śladowych. On jest człowiekiem zdecydowanie niepijącym, jak na polskie obyczaje. Ja bardzo lubię wino, ale bardzo nie lubię mieszania polityki z alkoholem. Bo naprawdę nie wiem wtedy, kiedy jedno się kończy, a drugie zaczyna. Pod tym względem jestem dosyć doktrynalny. Z Władkiem nigdy nie było tego problemu, że siedzimy, siedzimy i w końcu dokładnie nie wiemy, czy to mówi wino, czy człowiek. Nie należy też do osób specjalnie wybrednych. Jest zbyt zajęty mówieniem i myśleniem, żeby skupiać większą uwagę na jedzeniu. Ale nie jest też tak, że wszystko zje. Bo na to, żeby się dobrze odżywiał, zwraca uwagę jego żona.

Czytaj też:Bartoszewski: Niczego w życiu nie żałuję

Zofia zawsze trochę narzekała na hiperaktywność Władka, który chwili nie usiedzi na miejscu i bez przerwy jest aktywny. Sprawiała czasami wrażenie, jakby nie mogła za nim nadążyć. Jesienią wymuszała na Bartoszewskim wyjazdy do północnych Niemiec, w okolice Lüneburga, gdzie są ogromne wrzosowiska. Jeździliśmy też po Bawarii. Władek nie jest jednak osobą zapaloną do zwiedzania. Raczej czyta i mówi, niż ogląda widoki czy zabytki. Nasze zwiedzanie wyglądało więc tak, że przez cały czas rozmawialiśmy. O Wolnej Europie, o sytuacji w Polsce. On miał swoje znakomite źródła informacji, ja swoje. Było o czym mówić.

O oratorskich zdolnościach Władysława Bartoszewskiego mówią wszyscy jego znajomi. Aleksander Kwaśniewski: - Nadawaliśmy na podobnych falach. Bartoszewski lubił cięty humor i szybką ripostę. Ja też. Ale innych Bartoszewski potrafi zagadać bezlitośnie. Wszędzie i na każdym szczeblu. Nie dopuścić do głosu dyplomatycznej wygi, szefa MSZ Rosji Igora Iwanowa, to dla niego bułka z masłem. "Panie prezydencie, miałem świetną rozmowę z Iwanowem" - chwalił mi się kiedyś. "A, to bardzo się cieszę" - odpowiedziałem. "Proszę pana, przez godzinę, muszę przyznać, w ogóle go do głosu nie dopuściłem" - opowiadał mi rozpromieniony Bartoszewski. "Czy jest pan pewny, że to była dobra rozmowa?" - zapytałem. "Oczywiście, przecież i tak wiem, co on by powiedział" - skwitował Bartoszewski. Profesor miał pseudonim "Kałasznikow" albo "UZI". Od szybkostrzelnych karabinów. Coś w tym było. Rzeczywiście przekazywał informacje z całą mocą.

Czytaj też:Potworności obozu Mauthausen. Bartoszewski: Kryminaliści niemieccy mścili się na Polakach

Radosław Sikorski: - Spekulowano, że niebywałe zdolności oratorskie i zawrotne tempo mówienia Bartoszewskiego to świadoma taktyka negocjacyjna, dotycząca ważnych dla Polski spraw najróżniejszych, która miała doprowadzić rozmówców do stanu, w którym powiedzą: zgadzamy się na wszystko, tylko niech już przestanie...

Wiesław Chrzanowski: - Wie pan, jak go nazywali w stalinowskim więzieniu? Głośno było wtedy o takim czeskim biegaczu, długodystansowcu, który wygrywał wszystkie zawody: Emilu Zatopku. Bartoszewski był "Zatopkiem od mówienia". Mówił szybko i długo. I nigdy się nie męczył.

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Materiał oryginalny: Bartoszewski, jakiego nie znacie, czyli profesor Zatopek lub UZI - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

j
jaskierka

Niektóre osoby mają spore problemy z pozyskiwaniem względów osób płci przeciwnej, dlatego z myślą o takich właśnie osobach powstały kursy uwodzenia prowadzone przez Wyższą Szkołę Uwodzenia, Wywierania Wpływu i Rozwoju Wewnętrznego. Mam o nich bardzo dobrą opinię, są to profesjonaliści, którzy bardzo wiele potrafią zmienić w osobowości uczestników szkoleń. Dzięki nim w końcu poczułam się prawdziwą kobietą, która potrafi zdobyć względy każdego mężczyzny a uwodzenie daje mi wielką satysfakcję ;) sprawdźcie ich ofertę na www.wyzszaszkolauwodzenia.pl

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Bartoszewski, jakiego nie znacie, czyli profesor Zatopek lub UZI

b
bydłoszewski

znam Bartoszewskiego herbu Fiki-Miki nie tylko jako miłośnika Warszawy, ale również jako polskiego patriotę co wyraził w swoim wiekopomnym "dziele" pt. MOJA JEROZOLIMA _ MÓJ IZRAEL!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3