Bielecki, pierwszy po Tusku

Michał Karnowski, Piotr ZarembaZaktualizowano 
Odejście Jana Krzysztofa Bieleckiego z Pekao SA nie wywołało tematu jego powrotu do polityki, ale tylko go nagłośniło. Od dawna słabła jego pozycja w banku i mocno rosła przy boku Tuska. Puenta była i jest kwestią czasu.

Jan Krzysztof Bielecki rządził Polską dawno i krótko - od stycznia do grudnia 1991 r. Potem był ministrem do spraw integracji europejskiej w rządzie Suchockiej. W 1993 r., aż na dziesięć lat, zniknął z kraju. Reprezentował Polskę w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie. Wreszcie, w październiku 2003 r., przeskoczył do bankowości prywatnej i został prezesem Pekao SA. A jednak z polskiej polityki nigdy nie zniknął. - Nigdy z niej nie wypadł. Od lat z Donaldem Tuskiem tworzą tandem, choć nikt do końca nie wie, czy to on jest człowiekiem Tuska, czy Tusk jest jego człowiekiem. Krzysztof jest tu obecny niemal w sposób codzienny. Ale doradza premierowi tylko w sprawach strategicznych, od kwestii drugorzędnych są inni - ocenia wyraziście Maciej Płażyński, jeden z założycieli Platformy Obywatelskiej, znający obu polityków od początku lat 80.

To rzadki przykład szczerej odpowiedzi na pytanie o Bieleckiego. Bo większość jego znajomych, tych dawnych i obecnych, waży słowa, jakby mieli się wypowiedzieć o osobie potężnej, a nie kimś poza sceną. - Na wspomnienia za wcześnie, aktualnej sprawy nie znam - mówi na przykład Andrzej Zarębski, rzecznik rządu Bieleckiego. I taka reakcja powtarza się zaskakująco często. Jedno jest pewne: tak się nie mówi o politycznym emerycie. I on sam tak o sobie nigdy nie mówił. Zapytany kiedyś przez "Polskę" o relacje z premierem, niby się dystansował, ale de facto potwierdzał zażyłość: "Prawdziwa przyjemność polega na tym, że nie trzeba dużo rozmawiać, żeby mieć satysfakcję przebywania w czyimś towarzystwie".

Pojawiał się w kuluarach tym częściej, im więcej znaczyło jego rodzime środowisko polityczne, czyli ludzie Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Ślady jego cichych rad, inspiracji i wpływów często pojawiają się w opowieściach o kuluarach polskiej polityki. Profesor Wiesław Chrzanowski, w rządzie Bieleckiego minister sprawiedliwości, opowiada reporterom "Polski" charakterystyczną scenę: - W styczniu 2001 r. premier Bielecki zaprosił dawnych ministrów w jego rządzie na uroczysty obiad. Zadziwiły mnie wtedy dwie rzeczy: że nie przyszedł nikt z Unii Wolności. I że Bielecki pozwala sobie na duże złośliwości w stosunku do unitów. Pomyślałem sobie: oho, coś się szykuje. I faktycznie, kilka dni później trzech tenorów ogłosiło powstanie Platformy Obywatelskiej. Wiedziałem, że on wie, co się dzieje, bo niezależnie od tego, co robił, zawsze był silnie obecny na zapleczu swojego środowiska - ocenia prof. Chrzanowski. Płażyński zaś stwierdza wprost: - Bielecki był po stronie liberałów autorem pomysłu utworzenia PO i jest w niej od początku, czuje się za nią współodpowiedzialny.

Pięć lat później, w roku 2005, Platforma minimalnie przegrywa wybory parlamentarne z PiS. Rozpoczynają się rozmowy o koalicji. Jak dziś wiemy, nieudane. Ale Bielecki jest wtedy dla Tuska, o czym mało kto wie, rezerwowym kandydatem na premiera. Oficjalnym był Jan Rokita. Lider PO spotykał się nawet wtedy w towarzystwie Bieleckiego z liderami PiS. Budził w nich sympatię - jako człowiek unikający personalnych ataków, łatwiejszy niż apodyktyczny Rokita. Z drugiej strony był jednak kandydatem mniej nastawionym na reformowanie państwa, bardziej skoncentrowanym na gospodarce. Spokojniejszym, zgodnie z wizją Tuska, który chyba gwałtownego potrząsania strukturami państwa nigdy nie chciał. Ludwik Dorn w wywiadzie rzece, jakiego niedawno udzielił, wspominał: "Prowadziliśmy rozmowy z Tuskiem oraz Bieleckim. (...) To było jasne powiedzenie nam: Rokita się nie liczy". Adam Bielan, rzecznik PiS, przy tych rozmowach nie był obecny. Ale - jak mówi - jednoznacznie interpretowano je w PiS jako jasny sygnał, że Bielecki jest jednym z rozgrywających, że należy go traktować jako pełnoprawnego kandydata rezerwowego Platformy na premiera. I że jest dużo ważniejszy, niż się sądzi, niezależnie od braku formalnego umocowania w strukturach partyjnych.
Z premierowania nic jednak nie wyszło, bo nic nie wyszło z koalicji PO-PiS. Ale kiedy po dwóch latach rządy objęła Platforma, pogłoski o silnej pozycji Bieleckiego na zapleczu tej partii powróciły. Niemal jawnie pojawia się w momencie wybuchu afery hazardowej. Według wielu poważnych źródeł w Platformie to właśnie on doradza premierowi Tuskowi radykalne rozwiązanie, czyli szeroki pakiet dymisji. Przekonuje, że musi odciąć się od osób choćby tkniętych meszkiem afery, krytycznie ocenia też zespół bliskich współpracowników szefa rządu, zarzucając im miałkość i nadmierne skupienie na sobie. I Tusk z rad korzysta. Opisujemy to wtedy w "Polsce". Z jasnym wnioskiem: Bielecki wraca do polityki. Jest tylko jeden problem - wciąż jest prezesem Pekao SA, drugiego co do wielkości banku w Polsce. Dochodzą co prawda nieoficjalne informacje o jego konflikcie z włoskim właścicielem, UniCredit Group, o planach takiej zmiany struktury korporacji, że polski prezes stałby się figurantem, o przygotowaniach do przekazania steru jego zastępcy Luigiemu Lavaglio, ale trudno o konkrety. Co bardziej wtajemniczeni w plany premiera przekonują, że odejście Bieleckiego z banku jest kwestią czasu, choć on sam jeszcze w kwietniu mówi Polsce: "Miałem duży kredyt na akcje naszego banku, ale spłaciłem. Akcje mojego banku wciąż trzymam, bo wierzę w jego przyszłość". I rzeczywiście, w sprawozdaniach banku można znaleźć informacje, że na koniec pierwszego półrocza 2009 r. posiadał 24 tysiące akcji.

Wydarzenia przyspieszają. Na koniec III kwartału Bielecki ma już tylko 5 tysięcy akcji swojego banku. We wtorek zarząd firmy w lakonicznym komunikacie informuje: "Pan Jan Krzysztof Bielecki złożył w dniu 24 listopada 2009 r. rezygnację z zajmowanego stanowiska ze skutkiem na dzień 11 stycznia 2010 r.". Sprawa staje się jasna: Bielecki znowu jest wolny. Wykonał długie okrążenie, by znowu móc spotkać się z Donaldem Tuskiem i podzielić wpływy, stanowiska, odpowiedzialność. Jak wtedy, kiedy w grudniu 1990 r. Lech Wałęsa wskazał go na premiera, następcę Mazowieckiego, szokując świat rodzącej się demokratycznej polityki i opinię publiczną.

To ważny moment. Zaczyna się prawdziwa polityka i biznes. "Małoczarny", jak mówili na niego koledzy z konspiracji, odchodzi w przeszłość. Powoli rodzi się "Siwy", jak nazywano go potem w bankowych korytarzach.

Jeden z naszych rozmówców kreśli anegdotę z tamtego gorącego czasu. Liberałowie siedzą w Gdańsku w swoim gronie, są Jacek Merkel, Janusz Lewandowski, Donald Tusk, Krzysztof Kilian i Bielecki. Dzielą obowiązki, wpływy i teki w przyszłym rządzie, trochę wirtualnie, bo przed nimi przecież jeszcze negocjacje z koalicjantami. Ale próbują. Bielecki mówi, że ten będzie pełnił taką funkcję, tamten inną. Gdy dochodzi do Tuska, rzuca: "A Donald, nasza nadzieja i gwiazda, będzie pilnował spraw w Sejmie. Nie będziemy go palić, jeszcze kiedyś się przyda".

Od lat działają przecież w drużynie. Bielecki, skromny absolwent ekonomii transportu na Uniwersytecie Gdańskim, wyrzucony z pracy w stanie wojennym, staje się w latach 80. współtwórcą ciekawego, choć typowo lokalnego, bo ograniczonego do Gdańska środowiska liberałów. Jest jednym z jego kilku liderów, ale zarazem kimś, kto chętniej pracuje na innych niż na siebie. Janusz Lewandowski, opowiadając po latach o stosunkach w grupie przywódczej Kongresu, mówił: - Ja byłem od koncepcji programowych, Tusk od politycznego przywództwa, a Krzyś Bielecki od pracy organizacyjnej.

Pozostają grupą przyjaciół. Piją wódkę i wino, pracują w dających sporo zarobić w czasach PRL spółdzielniach, jak Świetlik założony przez Macieja Płażyńskiego. Bielecki z czasem zakłada jednak swoją. To Doradca, spółdzielnia, jakbyśmy powiedzieli dzisiaj, konsultingowa. Doradza oczywiście firmom państwowym, innych nie ma. Ale, jakżeby inaczej, Świetlik współpracuje z Doradcą. Oczywiście razem grają w piłkę nożną.
Szczególna strategia liberałów: byli za radykalnymi kapitalistycznymi przemianami, ale równocześnie trzymali się Solidarności i personalnie Lecha Wałęsy, dała im oszałamiający, nieproporcjonalny do faktycznego znaczenia sukces po roku 1989. Bielecki wchodzi jako poseł do Sejmu kontraktowego, a w roku 1990 po prezydenckim sukcesie Wałęsy zostaje przez niego nieoczekiwanie wybrany na premiera, dystansując bardziej znane postaci, zwłaszcza Jacka Merkla. - Ponieważ był człowiekiem zawsze pracującym bardziej na innych niż na siebie, nie miał kłopotów, aby co kilka dni akcentować swoją uległość wobec Wałęsy - mówi o nim kolega liberał.

Dziś mało kto już to pamięta, ale w stolicy Bielecki nie został przyjęty zbyt ciepło. To raczej zaskoczenie i nieufność. Mówi się o gdańskim desancie, dziennikarze żartują z zagubienia nowego szefa rządu w warszawskich salonach. Jak przypomina Wiesław Chrzanowski, to przecież wtedy był człowiek nie tylko z opozycji antykomunistycznej, z natury rzeczy mało doświadczonej w tym czasie w rządzeniu, ale nawet nie z jej pierwszego szeregu. Ba, także w samym Kongresie Liberalno-Demokratycznym nie jest najważniejszy, pierwsze skrzypce gra wtedy tam Janusz Lewandowski. Ale szybko przejmuje inicjatywę. Zyskuje popularność jako człowiek, który chodzi na dziennikarskie imprezy, chętnie rozmawia o piłce i rock and rollu. Ponieważ zachowuje w rządzie Leszka Balcerowicza i bardziej kontynuuje dorobek rządu Mazowieckiego, niż go odrzuca, ułaskawia go początkowo niechętna, a wtedy potężna i wpływowa "Gazeta Wyborcza": symbolem jest wywiad z Adamem Michnikiem, w którym ku zdziwieniu Bieleckiego pytania są dłuższe od jego odpowiedzi, ale który jest utrzymany w przyjaznym tonie. Dla premiera śpiewa w pewnym warszawskim klubie Kora Jackowska, a przyjęcie liberałów w kawiarni Nowy Świat, gdzie odegrany zostaje musical "Metro", to jedno z ważniejszych wydarzeń towarzyskich 1991 r.

Uczy się rządzenia. Adam Tański, ekonomista, był w rządzie Tadeusza Mazowieckiego wiceministrem rolnictwa. Za Bieleckiego został szefem resortu. Wspomina, że pierwsze trzy miesiące były dla nowego premiera ciężkie. - To był chyba taki szybki kurs nauki o państwie, myślenia o nim w kategoriach makroekonomicznych. Ale zdał ten egzamin bardzo dobrze. Pamiętam go jako bardzo zdecydowanego premiera, który szybko podejmował decyzję - mówi nam Tański.
Skończyły się rozwlekłe posiedzenia Rady Ministrów z czasów Mazowieckiego, trwające często do późnej nocy, skończył z tłumami doradców i gości, uniemożliwiających skondensowaną dyskusję i podejmowanie decyzji.

Bronił swoich ludzi. Wiesław Chrzanowski wspomina, że gdy zaatakowano premiera za nominowanie na stanowisko ministra sprawiedliwości lidera Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, ten stanął w jego obronie. A potem mimo krzyków o zagrożeniu demokracji zgodził się na pakiet antykorupcyjny, który powędrował do Sejmu, niestety, tuż przed jego rozwiązaniem, co pomysł unicestwiło. Tański opowiada, jak Bielecki nie bał się stanąć twarzą w twarz z rolnikami na dożynkach w roku 1991. - I w tej trudnej sytuacji wielu przekonał. Nie czuł za dobrze wsi, ale nie bał się tłumaczyć swoich racji rolnikom przeżywającym wtedy rynkowy szok - wspomina były członek jego rządu.

Bielecki na początku przeżywa też zderzenie z Leszkiem Balcerowiczem, który kontynuuje swoje reformy. I nie lubi, gdy nowy premier, o zacięciu gospodarczym, próbuje się wtrącać. Po kilku tygodniach Bielecki uznaje niezależność Balcerowicza.

Polityka jest wtedy szybsza, trwa szok reform i nadzieje związane z końcem komunizmu. Czy Bielecki wykorzystuje wszystkie szanse? Na pewno kontynuuje reformy. To plus. Ale ma też wpadki...

Więcej czytaj na www.prasa24.pl - e-wydanie gazety ''Polska The Times''

polecane: Flesz - Co piąta transakcja będzie wymagać użycia PIN-u

Wideo

Materiał oryginalny: Bielecki, pierwszy po Tusku - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
GAMA

@ Władysław
Proszę się nie martwić. Poszkodowani, którzy wykonali dla Tuska czarną robotę, razem z Bieleckim wykończą Tuska (naznaczonego przez Boga geniuszem).
Jest przysłowie: "Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka"
A moje przysłowie: "Wiecznie nie można być świnią"

P
Polonez

Tusk nie lubi gdy ktoś z jego otoczenia, jest lepiej postrzegany niż on sam.
Przyjaźń, piłeczka i wódeczka to jedno, ale prezydentura to co innego.

W
Widukind

to kolejny dureń z nadania Platformy Obłąkanych.

J
Jurek

Juz mu dorabiaja "brode" -ekonomista. Ha.ha.ha.. Doradca ekonomiczny "Solidarnosci". No i pomnik...

W
Władysław

O ile mi wiadomo to on nie należy do palikotów !! Jak więc czują się: Gowin, Karpiniuk, Komorowski, Dzikowski i inni skoro Siwy jest drugi chociaż z nimi nie krętaczył? Oberwali po twarzy i tyle. Cóż pozostało wykopanym? Robić dobrą minę do złej gry. A gdzie honor?

w
west

No to chlopaki juz zescie nam zalatwili prezydenta i premiera na nastepne lata i dobrze. Juz nikomu nie beda potrzebne zadne wybory centralne, bo po powiatach i gminach i tak kazdy wie kogo i po co wybiera.
A co do Bieleckiego, to gdybyscie jeszcze do wlasnych wymyslow i hektolitrow wody dodali pare KONKRETOW, to bylbym wdzieczny.
Bo w ten sposob to dwie kumochy po sumie plotkuja o tym co wiedza, czego sie domyslaja i co uslyszaly od sasiadki w sklepie u soltysowej.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3