Bohater zdjęcia z Lublina, które obiegło internet. „W życiu nie żałowałem, że zostałem strażakiem"

Gabriela Bogaczyk
Gabriela Bogaczyk
Asp. sztab. Piotr Gryta podczas gaszenia pożaru w bloku przy ul. Wrońskiej w Lublinie KM PSP w Lublinie
Rozmowa z asp. sztab. Piotrem Grytą, lubelskim strażakiem, który brał udział w gaszeniu pożaru bloku przy ul. Wrońskiej w Lublinie.

Internet obiegło pana zdjęcie z akcji przy ul. Wrońskiej. Jaki moment uchwycił fotograf?
Zdjęcie zostało zrobione po pierwszej fazie akcji, czyli gaszeniu klatki schodowej. Myślę, że było to po zużyciu dwóch pierwszych butli powietrznych. Podejrzewam więc, że po około dwóch godzinach trwania akcji. Wtedy właśnie zdjąłem drugi aparat ochrony dróg oddechowych, który zużyłem i musiałem na chwilę wyjść z bloku i złapać trochę oddechu. Po tych pięciu minutach znowu wszedłem z kolegami do budynku. Dalej rozbieraliśmy strop na klatce schodowej i w pomieszczeniach po to, żeby dostać się do źródła ognia.

Jak zaczęła się ta akcja?
Wezwanie otrzymaliśmy po godz. 10 we wtorek (tj. 2 marca). Na miejscu zastaliśmy pożar klatki schodowej w budynku mieszkalnym. Naszym priorytetem było życie ludzkie. Część mieszkańców sama się ewakuowała. Po przyjeździe pomagaliśmy wydostać się z budynku innym osobom poszkodowanym z wyższych pięter, które nie mogły zejść po schodach ze względu na palącą się klatkę schodową. Całe szczęście w tym nieszczęściu, że wydarzyło się w dzień, a nie w nocy, kiedy wszyscy śpią.

Pali się komunalny blok przy Wrońskiej w Lublinie. Wśród pos...

Na czym polegała trudność tej akcji?
W tym wypadku specyficzna była sama konstrukcja bloku ze względu na to, że był on otynkowany, więc mogłoby się wydawać, że jest murowany. Natomiast okazało się, że był to obiekt o konstrukcji drewnianej, w środku wypełniony trzciną, wiórami i papą. Dlatego zdecydowaliśmy się na rozebranie stropu i dachu. Akcja trwała ponad 12 godzin. Zakończyła się o godz. 23. W tym czasie staraliśmy się też ochronić przylegający budynek, bo w zasadzie cały ten blok składał się dwóch klatek schodowych, które miały wspólny dach.

Koledzy mówią, że jest pan legendą lubelskich strażaków. Ile lat pełni pan służbę?
Bez przesady, żadna legenda. Jestem strażakiem od ponad 35 lat. U mnie historia wyglądała tak, że jeszcze przed wojną dziadek zaczął być strażakiem. W czasie największego nalotu na Lublin we wrześniu 1939 roku pełnił posterunek obserwacyjny w pomieszczeniach na szczycie Bramy Krakowskiej, w celu przekazywania informacji o miejscach spadających na miasto bomb. Później mój tata przez kilkadziesiąt lat pracował jako strażak. Muszę dodać, że również mój syn Paweł jest strażakiem. Także można powiedzieć, że jest to rodzinna tradycja. Jako dziecko przychodziłem często do jednostki ojca przy ul. Szczerbowskiego, np. aby podrzucić mu coś do jedzenia i miałem okazję, zobaczyć ćwiczenia bojowe w koszarach.

Pożar przy ul. Wrońskiej w Lublinie. Kilka rodzin straciło d...

Jakie akcje były najtrudniejsze w pana karierze?
W pamięci utkwił mi pożar młyna Krauzego, który trwał 10 godzin. Musieliśmy z wielką ostrożnością podejść do jego gaszenia ze względu na to, że jest to duży obiekt i w zasadzie cały drewniany. Szczególnie ciężkie są akcje z udziałem poszkodowanych. To nie tylko pożary, ale wypadki samochodowe, wybuchy gazu, zawalenia budynków, gdzie ciężko dostać się do osób poszkodowanych. Pamiętam też akcję, gdy uwalnialiśmy zasypanego mężczyznę, który pracował na budowie. Robotnik był praktycznie cały zasypany, tylko czubek głowy było widać. Akcja zakończyła się sukcesem, bo po kilku godzinach udało nam się go wydostać z wykopu.

Czy żałował pan kiedyś, że został strażakiem?
W życiu! Wiadomo, że przez te 35 lat bywały lepsze i gorsze chwile, ale taka praca. Emocje towarzyszą nam przy każdej akcji. Jednak straż pożarna to praca zespołowa. Chodzi mi zarówno o strażaków zawodowych i ochotników, ale również pracowników biurowych, którzy dbają o nasze wyposażenie. Cieszy to, że w czasie akcji zawsze można liczyć na drugiego kolegę, bo strażacy nigdy nie opuszczają się w potrzebie. Wspieramy się wzajemnie w czasie służby, jak i po służbie.

Nauczanie hybrydowe zamiast powrotu do szkół

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie