MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Bohaterowie Porytowego Wzgórza – oddziały podziemia niepodległościowego

Dr Rafał Drabik, IPN Warszawa
Oddział NSZ Wincentego Sowy „Visa”
Wiosna 1944r. przyniosła nie tylko przybliżenie frontu niemiecko-sowieckiego bliżej Lubelszczyzny, ale także duży wzrost działalności partyzanckiej, zarówno podziemia niepodległościowego jak i partyzantki sowieckiej i współpracującej z nią komunistycznej Armii Ludowej. Oddziały partyzantki sowieckiej skupiały się na zadaniach dywersyjnych jednocześnie prowadząc działania rozpoznawcze polskiego podziemia. Oddziały AL skupiały się na zdobywaniu poparcia i wpływów na Lubelszczyźnie.

Obok działań wymierzonych w Niemców, były to głównie działania we współpracy z oddziałami sowieckimi, prowadziły nieustanną walkę z podziemiem niepodległościowym. Raporty niemieckie kwietnia i maja 1944 r. podkreślały dużą intensywność oddziałów partyzanckich znajdujących się w dużym kompleksie leśnym między Zaklikowem a Tomaszowem Lubelskim. Nic dziwnego, że jednym rozwiązaniem dla Niemców miało być przeprowadzenie dużej operacji wymierzonej we wszystkie siły występujące przeciwko Niemcom w tym regionie. Nie dziwi zatem, że Niemcy rozpoczęli w tym czasie przeprowadzenie akcji, mającej za zadanie „oczyszczenie” zaplecza frontu. Nazwali ją „Sturmwind I”.

Pośród tej wielkiej akcji, komunistycznym historykom przez wiele lat umykały oddziały podziemia niepodległościowego, popierające legalny rząd Polski. W okrążeniu, w lasach janowskich znalazły się bowiem: oddział NOW-AK „Ojca Jana”, którym pod nieobecność dowódcy dowodził por. Bolesław Usow „Konar”, oddział dyspozycyjny Jana Orła „Kmicic” podległy obwodowi AK Nisko - Stalowa Wola AK, którym dowodził na czas bitwy por. Mieczysław Potyrański „Poraj” oraz żołnierze Kursu Młodszych Dowódców Piechoty AK (szkoła podoficerska przy oddziale por. Bolesława Ostrowskiego „Lanca”) pod dow. mjr. Biedzińskiego „Żbik” oraz ochraniający ów kurs oddział AK-NSZ Wincentego Sowy „Vis”. Do tego oddziału dołączyli pojedynczy żołnierze ze struktur AK i NSZ, którzy uciekli do lasu przed obławą niemiecką. Z uwagi na swoje bezpieczeństwo, ukrywali wówczas oraz po wojnie swoją przynależność wojskową. Z tego powodu trudno dziś określić przybliżoną liczbę tych osób.

9 czerwca, podczas wspólnej narady dowództwa oddziałów „Ojca Jana” oraz „Poraja” podjęto decyzję o wspólnym marszu w kierunku Zawichostu, gdzie zamierzano sforsować Wisłę. Stacjonujący wówczas w okolicy Momot partyzanci zamierzali przebijać się w kierunku Lipy. Rozwiązano funkcjonującą wówczas szkołę podchorążych i podoficerską.

Jednocześnie żołnierze otrzymali wolną rękę, aby móc samodzielnie przedrzeć się przez obławę ewentualnie, kto mógł się ukryć w najbliższej okolicy. Wiadomo, że z tej możliwości skorzystało ponad 120 żołnierzy. Miało to zwiększyć mobilność i siłę ogniową całego zgrupowania. Wg zachowanych danych, na początku akcji „Sturmwind I” w oddziałach polskiej partyzantki było około 230-250 żołnierzy.

10 czerwca 1944r. doszło do pierwszej bitwy z niemiecką obławą. Partyzanci dotarli do grobli w okolicy wsi Kochany i Gwizdów. Tam natknęli się na umocnione już niemieckie pozycje, broniące przeprawy przez rzeczkę. Spalony został także most. Partyzantom udaje się sforsować groblę jednak silny, niemiecki ogień zmusił do odwrotu w kierunku folwarku Świdry. W kolejnych dwóch dniach wszyscy docierają w okolice Porytowego Wzgórza.

Zgrupowanie po dotarciu nad Porytowe Wzgórza od 13 czerwca bierze udział w głównej bitwie. „Konar”, jako dowódca zgrupowania wchodzi w skład sztabu okrążonych oddziałów. Każdy z oddziałów otrzymał odcinki do obrony. Partyzanci z oddziału „Konara” i „Poraja”, jako najlepiej znający teren, byli wysyłani na zwiad, który umożliwiał, nie tylko przygotowanie obrony ale także wyznaczał cele dla granatników. W takich działaniach w ręce partyzantów AK pod dowództwem „Poraja” wpadł patrol niemiecki a łączony oddział polsko-sowiecki, dowodzony przez por. „Kordiana” zdobył informacje o „układzie niemieckiej podstawy wyjściowej na przedpolu oddziałów Jakowlewa i Sankowa”. Należy podkreślić, że to dzięki oddziałom AK, które zostały rzucone, jako odwody, uratowano pozycje zajęte dotychczas przez Sowietów, a których wypchnęli Niemcy, uratowano wszystkie okrążone oddziały. Wieczorem 14 czerwca po długich obradach sztabu partyzanckiego „Konar” przekonał pozostałych dowódców do przebijania się w kierunku na Kiszki. Było to zgodne z meldunkami kilku patroli partyzantów NOW-AK, które podjęły działania rozpoznawcze. Jak mówią o tym polskie relacje, narada była bardzo burzliwa. Sami Sowieci chcieli przebijać się w innym kierunku. Jeden z nich miał powiedzieć do „Konara”: „radzimy tu dwie godziny, a ten Polak uważa sięga najmądrzejszego”. Siła argumentów musiała jednak przekonać dowodzącego zgrupowaniem płk Prokopiukiem. Zgodził się na plan, mówiąc: „Dobrze ‘Konar’, ale ty ze swoimi pójdziesz pierwszy”. Oczywiście „Konar” zgodził się na to, słusznie wychodząc z założenia, że w przypadku dużej luki w pierścieniu obławy, to idący na przedzie mają największe szanse przebicia się. Tak też się stało. Na szpicy znalazło się także część oddziałów AK. Do poszczególnych oddziałów sowieckich dołączyli przewodnicy z oddziału NOW-AK. Mieli oni, po wykonaniu zadania, wrócić do swojego oddziału. „Konar” miał bowiem zamiar oderwać się od zgrupowania i zaszyć w innej części Lasów Janowskich.

W środku nocy całe zgrupowanie ruszyło w stronę Kiszek. Niemcy, nie zdając sobie sprawy z luki, jaką mają, próbowali przeszkodzić w marszu, jednakże nie przyniosło to żadnego negatywnego skutku. Całe zgrupowanie szybkim marszem minąwszy Kiszki dotarło do wsi Szeligi i Ciosmy. Rankiem, 15 czerwca, „Konar” ze swoimi ludźmi, po rozmowie z dowódcami sowieckimi, oderwał się w stronę Huty Krzeszowskiej, w kierunku wyspy Kruć, na miejscowych bagnach. Oddziały sowieckie i komunistyczne ruszyły na wschód, do Puszczy Solskiej. Wraz z nimi poszła niewielka część zgrupowania AK-AK/NOW, nie wszyscy, bowiem zostali powiadomieni na czas o planach. Trudno dziś oszacować straty żołnierzy polskiego podziemia. Zginęło przynajmniej 14 partyzantów. Losów części do dziś dnia nie udało się ustalić.

Przez lata rola żołnierzy AK, NOW i NSZ była albo przemilczana albo pomijana. Wielu z nich po wojnie trafiło do więzień a zdarzało się, że wsadzali ich Ci, których uratowali podczas akcji „Sturmwind I”. Przed zbliżającą się rocznicą 80 lecia akcji pacyfikacyjnej nie tylko warto ale i należy przypomnieć zapomnianych bohaterów tej bitwy.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Studio Euro odc.4 - PO AUSTRII

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski