reklama

"Ciacho" to film dla niewybrednych

Przemysław WinterZaktualizowano 
<br>Twórcy "Ciacha" chcą na  tym filmie za wszelką cenę zarobić. To nic złego, sęk w tym, że treści filmu daleko do arcydzieła
Twórcy "Ciacha" chcą na tym filmie za wszelką cenę zarobić. To nic złego, sęk w tym, że treści filmu daleko do arcydzieła
Buńczuczne hasło "wreszcie prawdziwa komedia", jakim film "Ciacho" został zareklamowany kinomanom, powinno zobowiązywać.

Reżyser Patryk Vega obwieścił więc w wywiadach powrót do komediowych źródeł ("Na ten film idzie się po to, aby przez dwie godziny śmiać się i wyjść w świetnym nastroju"), na widzów runęła reklamowa lawina, w eterze pojawił się nawet przebojowy kawałek muzyczny śpiewany przez aktorską ekipę, a w świat poszła fama, że część dochodu z komedii zostanie przekazana na konto Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Wszystko pięknie, ale z tezą, że nie było dotąd w polskim kinie niczego tak jajcarskiego, trudno się zgodzić. "Ciacho" to cienizna jakich mało, choć - jak na tak wątpliwej świeżości danie - znalazło wyjątkowo dużo amatorów.

Niektóre rzeczy w tym filmie faktycznie pokazano po raz pierwszy. Nikt na przykład nie wymyślił dotąd tak oryginalnych oświadczyn. Dawid (Tomasz Karolak), szukający nowych życiowych podniet ginekolog, postanowił "wręczyć" swojej niedoszłej wybrance pierścionek ukryty - gdzie?

A nie powiem. Powiem tylko, że w tych samych sekretnych okolicach, którym zawdzięczał swoją ksywkę jeden z występujących w filmie bandziorów. Otóż ksywę tę, "Ciasny Wiesiek", nadali mu jego kumple dlatego, że w wieku lat dziewięciu ukatrupił w szpitalu pielęgniarkę, która próbowała zaaplikować mu zbyt pokaźny czopek. Czy już pomysł na oświadczyny jest jasny? No to jasny jest też przepis na humor w "Ciachu".

Tak naprawdę nic to jednak specjalnie oryginalnego, bo reżysera Patryka Vegę w tych akurat scenkach natchnęły amerykańskie komedie zwane rozporkowymi, w których z upodobaniem sika się, pierdzi i swobodnie dyskutuje na temat każdego z licznych otworów w ludzkim ciele.

W innych scenkach "Ciacha" Vega bawi się dla odmiany amerykańskim kinem policyjnym, w jeszcze innych filmami katastroficznymi (to akurat nieźle mu wychodzi). Oczywistym cytatem jest Marta Żmuda-Trzebiatowska (główna bohaterka Basia) jako Lara Croft, w bardzo opiętych szortach i ze spluwą w futerale, umocowanym na ponętnym udzie. Można by tak wyliczać właściwie bez końca.

Jeśli idzie o tzw. sztukę reżyserii, "Ciacho" to posklejane ze sobą ścinki z hollywoodzkiego kina, od "American Pie", przez "Policjantów z Miami", po "Mamma Mia". Vega dobrze sam ze sobą się przy tej okazji zabawia, co każe przypuszczać, że nie wyzwolił się jeszcze z pewnych chłopięcych przyzwyczajeń. Czy równie dobrze bawi się widz? Mam co do tego sporo wątpliwości.

Raz czy drugi, czy nawet trzeci błyśnie w tym jakaś iskra humoru, ale jako całość - niestety - kompletnie się to kupy nie trzyma. Tak to się kończą ryzykowne zabawy z czopkami i koszarowym humorem, który chce się sprzedać jako sposób na inteligentną rozrywkę.

W "Ciachu" są też oczywiście akcenty specyficznie polskie. Polski na przykład jest obśmiewany Święty Mikołaj, zamówiony z prezentami na Wielkanoc, bo w Wigilię "jakoś to nie wyszło". Polski jest niepanujący nad swoją instytucją komendant policji (Cezary Żak), zakochany w telewizyjnych relacjach na własny temat, rodzima jest gwiazdorska, telewizyjno-serialowa obsada filmu (wyliczmy tylko te najbardziej znane aktorskie sławy: Marta Żmuda-Trzebiatowska, Paweł Małaszyński, Tomasz Kot, Tomasz Karolak, Marcin Bosak, a na dokładkę Danuta Stenka, która choć dostała do zagrania jedynie epizod policyjnej psycholog, zołzy z ukrytym temperamentem, odegrała go kapitalnie). A najbardziej polski jest oczywiście niejaki Krzysztof Kononowicz.
A ten, kogo tu gra? Otóż prokuratora, choć tak naprawdę zaś robi to samo, co każdy aktor występujący w "Ciachu": ma po prostu zwiększyć sprzedaż. Bowiem od strony marketingowej ten film jest, uważam, prawdziwym majstersztykiem. Nie bez racji dzieło Patryka Vegi już teraz jest więc reklamowane jako nowatorskie rozwiązanie filmowo-biznesowe.

Zręczna promocja pokazała swoją skuteczność w premierowy weekend. Film obejrzało dotąd ponad 500 tys. widzów. Za bilety zapłacili prawie 10 mln zł. To box office lepszy od któregokolwiek polskiego filmu w 2009 roku. Okazuje się, że nie trzeba mieć żadnego specjalnego pomysłu na film, wystarczy zręcznie posklejać ileś tam promocyjnych pomysłów. To rzeczywiście pewne nowatorstwo.

Złośliwcy twierdzą, że Patryk Vega pozazdrościł twórcom "Lejdis" i "Testosteronu" i też postanowił zapisać sobie w CV własną komedię. Ale z hitowymi dziełami duetu Konecki & Saramonowicz "Ciacho" nie ma co się równać (nie tylko dlatego, że "Lejdis" obejrzało prawie dwa i pół miliona Polaków). Zrobione są po prostu o niebo lepiej i śmieszą, choćby nawet ciągnęła się za nimi opinia zbytniego uwikłania w dosyć śliskie kwestie ludzkiej płciowości.

Ale i w opiniach musi być równowaga. "Ciacho" znalazło już w internecie swoją, dość liczną, armię obrońców, kierujących się wskazaniem Vegi, że "kino nie jest dla krytyków, tylko dla ludzi". Owszem, trudno odmówić temu zdaniu sensu, ale taka logika prowadzi do tego, że największym wzięciem będą się cieszyć u oglądających produkcje z gatunku "grubodowcipnych". Nic bowiem tak nie bawi, jak ktoś rymnie na ziemię i rozkwasi sobie gębę albo gdy snuje analizy o cielesnej skatologii.

Wspomnijmy jeszcze zaanonsowany wcześniej oryginalny pomysł na piosenkę "Ciacho" śpiewaną zbiorowo przez aktorską ekipę, która towarzyszyła promocji filmu. Producent co prawda lukruje go wyjaśnieniem, że artyści wpadli na pomysł założenia zespołu "zainspirowani wspaniałą atmosferą, która panowała na planie zdjęciowym", ale sam fakt zbiorowego wyśpiewywania wart jest odnotowania w annałach polskiej kinematografii. Przy "Ciachu" może podobać się tytuł. Jest prześmiewczy i ironiczny.

Zapowiada co prawda piękne męskie ciała (tak naprawdę film jest o trzech niedojrzałych chłopcach mężczyznach, którzy mają życiową szansę dorosnąć dzięki siostrze policjantce), ale tym akurat pomysłem Patryk Vega bawi się całkiem udanie. Szkoda, że oprócz wymyślenia tak fajnego tytułu biedak musiał jeszcze nakręcić cały film. Który ma dla mnie smak mrożonej pizzy z Tesco, odgrzanej w mikrofali.

Twórcy "Ciacha" chcą na tym filmie za wszelką cenę zarobić. To nic złego, sęk w tym, że treści filmu daleko do arcydzieła

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: &quot;Ciacho&quot; to film dla niewybrednych - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3