Co nam przyniesie dalsza złota jesień

Maciej Wijatkowski
Nie taka już ona złota, już późna, ale tak przynajmniej lepiej brzmi. Rozpieściły nas wrzesień i początek października, jakby specjaliści od różnych PR-ów i politycznych marketingów złożyli zamówienia na pogodę w kampanii wyborczej.

Nie była szczególnie burzliwa, ot parę piorunków raczej, niż porządnych afer i skleszczeń. Mówi się, że to były wybory najniższe rangą, ale jeśli chce się coś „załatwić”, idzie się raczej do odźwiernego niż do hrabiego, a takich właśnie kluczników władzy niniejszym wybraliśmy.

Teraz trwają nieprzerwane dyskusje co komu spadło, a co wzrosło. Dyskutują raczej dziennikarze i politycy, bo wyborców interesują głównie wzrosty sum na kontach i w pończochach. Co więc może wzrosnąć? Niewątpliwie ceny. I to wszystkiego, bo zostały przyspawane do wyborczego kalendarza, by „ciemnego ludu” nie straszyć za wcześnie. Kraczę? Jeśli ropa na całym świecie podrożała, a u nas ceny stoją od dłuższego czasu, to czego można się spodziewać? 500+ dla każdego dystrybutora? Nie sądzę. Wzrost cen paliwa to wzrost cen wszystkiego, bo wszystko trzeba dowieźć, a i samemu się przemieścić.

Wzrośnie też niewątpliwie lista obowiązkowych podatków, bo choć na prawo i lewo głoszono ich znaczną redukcję, to kieszenie jakoś nie krzyczą z radości. Poza tym - wzrośnie lista, to ważne, bo o ile nie podniesie się, być może tych istniejących, nowe pojawią się jak jesienne opieńki. To nie kwękanie frustrata, tylko opinie specjalistów.

Przybędzie, niewątpliwie, mieszkań. Tak w ogóle, a nie tych tanich, dla młodych. Owo „młodych” samo w sobie nie napawa optymizmem, bo cóż to oznacza - że nie najmłodsi to tylko „pod most”? Znaczy - popracowali już trochę, pooszczędzali i dalej nie stać ich nawet na garaż? Mieszkania powstają gdzie się da, gęstwina bloków zaczyna gdzieniegdzie wyglądać groteskowo i nie zapowiada się, by proces ten zwolnił. Nie za te pieniądze. Dla deweloperów, oczywiście.

Możliwe jest rozluźnienie kredytowego gorsetu banków. Obecna polityka kupczących naszymi pieniędzmi zaczyna trochę przypominać czynności pieska goniącego za własnym chwostem. Nie dostaniesz kredytu, bo nie miałeś kredytu. Tego, którego nie dostałeś. Widzi ktoś tu jakiś sens? Bankierzy widzą, to jasne, a wytłumaczą to zawsze i każdemu, tyle że nikt tego nie zrozumie, podobnie jak umów, które proponują. I o to właśnie chodzi.

To może wreszcie coś dobrego? Jesień na pewno przyniosła już grzyby, a w pełni jest wysyp znakomitych, rodzimych owoców i warzyw. Tych od działkowych „babć” i sąsiadek, a nie z hipermarketowych siateczek. Tych ze straganów i skrzynek po jabłkach. Kupujmy i jedzmy, póki ich czas, bo niedługo je zestandaryzują i opodatkują.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie