MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Cyrkonie zamiast brylantów. Zapadł wyrok w sprawie afery u jubilera

Michał Dybaczewski
Michał Dybaczewski
Michał Dybaczewski
Była już kierowniczka znanego salonu jubilerskiego w centrum Lublina, która została oskarżona m.in. o zamianę kamieni szlachetnych cyrkoniami, usłyszała wyrok.

Joanna F. została skazana na rok więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Musi też zapłacić 7 tys. zł grzywny oraz 152 tysięcy na rzecz swojego byłego pracodawcy – właściciela salonu jubilerskiego.

Przypomnijmy, Joanna F. została oskarżona o to, że w efekcie przestępczego procederu, który trwał od grudnia 2003 r. do listopada 2017 r. przywłaszczyła sobie biżuterię, kamienie szlachetnie oraz zegarki za ponad 331 tys. zł. Cała sprawa wyszła na jaw podczas inwentaryzacji sklepu prowadzonej przez przedstawicielkę władz spółki. O sprawie zostały powiadomione organy ścigania. Jeszcze w 2017 roku Joanna F. zwróciła część tej sumy właścicielom salonu, dzięki czemu zmieniła się kwalifikacja prawna czynu – przyłaszone mienie nie było już kwalifikowane jako „mienie znacznej wartości”.

Oskarżonym w sprawie był również ówczesny konkubent (a teraz mąż) Joanny F., Marcin F., który miał dostarczać jej tanie „zamienniki”. Sąd jednak mężczyznę uniewinnił, albowiem w jego ocenie dowody (nagrania rozmów telefonicznych) dostarczone w tej sprawie przez właściciela salonu jubilerskiego, jak również sposób ich pozyskania, budzą wątpliwości.

W trakcie postępowania sądowego Joanna F. w złym świetle stawiała swojego pracodawcę, właściciela znanego w Lublinie salonu jubilerskiego.

– Praca odbywała się pod presją. Sprzedawałam półfabrykaty i brylanty, które nie posiadały żadnego dowodu zakupu. Właściciel kazał mi zrywać metki i chować je – wyjaśniała Joanna F.

Joanna F. posiłkując się przykładem opisywała jak wyglądała sprzedaż: – Bransoletkę wartą 50 tys. zł sprzedawałam z rabatem 20% i odejmowałam jeszcze 23% VAT. W firmie nazywało się to "supersprzedażą z pozdrowieniami od szefa", a motto właściciela brzmiało: „Biznesmeni VAT-u nie płacą” – opowiadała Joanna F.

Z jej słów wynikało, że adresatami takich „lewych” sprzedaży były prominentne osoby z Lublina – sędziowie, adwokaci, lekarze i potentaci budowlani.

– Szef przynosił mi zegarki marki Rolex, których nie mieliśmy w sklepie. Ich ceny wahały się od 50 do 100 tys. zł. Dzwoniłam do klientów i proponowałam sprzedaż. Przy większych transakcjach umawiałam szefa bezpośrednio z klientami. Jeden z nich przyniósł 550 tys. zł w reklamówce – mówiła Joanna F.

od 7 lat
Wideo

Znaleziono ślady ptasiej grypy w Teksasie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski