Czas dzielnych chłopaków z Lublina

    Czas dzielnych chłopaków z Lublina

    Ewa Czerwińska

    Kurier Lubelski

    Kurier Lubelski

    Dorota Olech, niestrudzona w tropieniu rodzinnych historii
    1/8
    przejdź do galerii

    Dorota Olech, niestrudzona w tropieniu rodzinnych historii ©Jacek Babicz

    Wyprowadziła Pani drzewo genealogiczne rodziny Barszczewskich, lubelskich mieszczan, od XVIII wieku. Skąd u mikrobiologa takie samozaparcie?
    To kwestia patriotycznego wychowania. No właśnie, w pracowni badam materiał bakteriologiczny, a w wolnych chwilach ślęczę w archiwum lub buszuję w internecie. Ale to pasja. Pracę nad drzewem rozpoczęłam przed dwudziestu laty. Moje kuzynki kłóciły się ze mną, bo twierdziłam, że jeden syn Mateusza Barszczewskiego, lubelskiego mistrza mularskiego, nie może być starszy aż o czterdzieści lat od drugiego. Wszystkie się upierałyśmy, ale to one miały rację. Postanowiłam wtedy poważnie zająć się swoimi korzeniami.

    Wyobrażam sobie: Pani ślęczy nad księgami, a mąż czeka na obiad.
    Udało mi się jakoś pogodzić dom i czas dla rodziny - męża i syna Witka - z tym moim hobby. Wiele informacji zdobyłam z aktów urodzenia licznych dzieci. Od czasów napoleońskich zmieniły się zasady pisania aktów USC, stały się bardzo rozbudowane i dziś są kopalnią wiedzy genealogicznej. Najstarsi przodkowie, jakich odkryłam, to Katarzyna z Dobrowolskich (1765 - 1822) i Stanisław (1765 - 1840) Barszczewscy, pradziadkowie mojej babci Niuni, która długie lata mieszkała z nami, kiedy jeszcze byłam dzieckiem. Katarzyna i Stanisław mieszkali na Czwartku. Była to wówczas dzielnica prawie wiejska, z domkami w ogrodach. W kościele św. Mikołaja znajduje się poświęcona ich pamięci tablica, ufundowana przez wdzięczne dzieci. W tym samym kościele do jednej z ławek, jeszcze po wojnie, przytwierdzona była tabliczka z nazwiskiem Barszczewskich. Moi przodkowie mieli wiele dzieci. Do tej pory odnalazłam informacje o datach urodzenia Marcina, Mateusza, Wincentego, Laurentego i Unicentego, ale były jeszcze i inne, do których mam zamiar dotrzeć. Z synów Stanisława i Katarzyny z Dobrowolskich w Lublinie pozostali Marcin, urodzony w 1795 roku, i mój prapradziad Mateusz, urodzony w 1805 r. Obaj pracowali jako mistrzowie mularscy.

    Ale to mieszczanie rodem z Kresów.
    Tę informację zawdzięczamy kapitanowi Franciszkowi Barszczewskiemu. Służył w latach 30. XX wieku, kiedy wojsko stało się bardzo snobistyczne i w dobrym tonie było udowodnić swoje szlachectwo. Franciszek jeździł w tym celu aż na Kresy i tam odkrył, że rodzina Barszczewskich pochodzi z miejscowości Borszczewo lub Barszczewo w okolicach Kamieńca Podolskiego. Podobnie jak większość szlachty kresowej - między innymi znani w Lublinie Szeptyccy, Pliszczyńscy - byli pierwotnie wyznania unickiego. Legitymowali się herbem Ślepowron. Po upadku Kamieńca Podolskiego ta linia przeniosła się do Lublina. Z powodu prześladowań unitów przez carat przeszli na katolicyzm, ale jeszcze przez długi czas pozostawali ukrytymi unitami. Moi prapradziadkowie Mateusz i Julia z Zieniewiczów Barszczewscy zostali pochowani na cmentarzu unickim (przy dzisiejszej ulicy Walecznych). Niestety, cmentarz ten pełen wielkiej urody, zabytkowych nagrobków został w czasie II wojny częściowo zniszczony przez Niemców. Resztę nagrobków pewnej nocy, gdzieś na początku lat 50. XX wieku, wywieźli w nieznanym kierunku komuniści i nie wiadomo, co stało się ze szczątkami zmarłych. Nie zawiadomiono rodzin, które przecież mogłyby gdzieś przenieść prochy.

    Patrzę na zdjęcia: Mężczyźni mocnej postury, kobiety delikatne.
    Rzeczywiście, Barszczewscy charakteryzowali się typowo wschodnią urodą. Może domieszała się tam odrobina tatarskiej krwi?o Mężczyźni byli niewysokiego wzrostu, o krągłych twarzach, kobiety miały rysy porcelanowych lalek. Kiedyś przeżyłam szok, gdy udało mi się zobaczyć album u jednego z potomków Michała Barszczewskiego, przyrodniego brata mojego pradziadka. Nagle zobaczyłam zdjęcia mojej babci, tyle że ubranej w stylowe XIX-wieczne toalety i kapelusze z piórami. Mateusz, mój przodek, miał, jak już powiedziałam, brata Marcina. Marcin był mistrzem mularskim, młodszy Mateusz także, bo wzorował się na starszym bracie. Obyd-waj najpierw chrzcili dzieci w kościele na Czwartku, potem w katedrze. Żyli w czasach intensywnej rozbudowy Lublina, kiedy przebudowywano Zamek i powstawał ratusz. Coraz lepiej im się powodziło. Widać to w aktach chrztu kolejnych dzieci Mateusza, bo w latach 20. był mistrzem mularskim, w 30. już szynkarzem, a w 60. - kamienicznikiem na Czwartku. Mateusz, urodzony w 1908 r., ożenił się z Maryanną z Rogulskich, a jednym z ich synów był powstaniec 1863 roku - Józefat Barszczewski. Po śmierci Maryanny, która osierociła kilkoro dzieci, ożenił się z Julią z Zieniewiczów. Wynajął dworek Na Białkowskiej Górze, a na Czwartku pozostał jego syn Michał.
    « 2 »

    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo