Czy Kuba Wojewódzki mógłby założyć swoją partię polityczną?

Agaton Koziński
Marcin Obara/Polskapresse
Czy Kuba Wojewódzki jest gejem, kto może porwać za sobą tłumy i dlaczego polscy celebryci są tak niskiej jakości - mówi Wiesław Godzic, medioznawca, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Czy Kuba Wojewódzki jest gejem?
A skąd ja mam to wiedzieć?! Zresztą kompletnie mnie to nie interesuje.

Karolina Korwin-Piotrowska zasugerowała, że Pan to napisał w swojej najnowszej książce "Kuba i inni. Twarze i maski popkultury".
Ona ujęła to inaczej, stwierdziła, że Wojewódzki boi się mojej książki - ale nie dlatego, że ujawniam jakieś tajemnice dotyczące jego seksualności. Ona to mówiła w takim sensie, że Kuba czeka na moją książkę. Zbierając do niej materiały, odbyłem z nim zresztą dwugodzinną rozmowę, ale rozmawialiśmy na inne tematy niż gejostwo.

Na czym według Pana polega fenomen tego 50-letniego dziennikarza, który głośno krzyczy, dużo macha rękami, a tym wszystkim przyciąga uwagę Polaków? Przecież rewelacje o jego preferencjach seksualnych wzbudziłyby dużo większe emocje niż fakt, że Jarosław Kaczyński zastąpił Donalda Tuska na fotelu premiera. Jak to wyjaśnić?
Tak, za Wojewódzkim stoi ogromny kapitał społeczny. Szkoda by było, gdyby go zmarnował. Jego fenomen bierze się stąd, że on jest bardzo inteligentnym człowiekiem, który umie wykorzystać do swych celów całą maszynę, jaką jest show-biznes. Trudno o nim powiedzieć, czy jest celebrytą, czy antycelebrytą - on umie zakładać jedną albo drugą maskę, w zależności od tego, która mu bardziej odpowiada. On to bardzo umiejętnie kontroluje. Potrafi generować o sobie plotki, na przykład dotyczące jego seksualności, ale umie też wygłaszać ważne orędzia, mówiące o wolności. W ten sposób świetnie gra na emocjach. Skoro przez studentów uważany jest za autorytet, wzór dziennikarstwa, to lepszy dowód na jego zręczność trudno znaleźć. Choć widać, że on powoli dojrzewa do swojego wieku - i wydaje mi się, że zacznie zajmować się kwestiami adekwatnymi do swojego wieku.

Generalnie, polski świat celebrytów stał się alternatywną rzeczywistością do polskiej polityki. Czy może stać się ważniejszy niż krajowa polityka?
Celebryci z definicji są bardziej odważni w swoich zachowaniach niż politycy. W ten sposób przykuwają bardziej uwagę - i za pośrednictwem tej uwagi mogą sterować życiem politycznym, a przynajmniej mogą próbować. Pyta pan, czy celebryci mogą się stać ważniejsi od polityków. Na razie żyjemy w systemie demokratycznym, a to oznacza, że parlamentarzystów wybiera się w powszechnych wyborach. Gdyby doszło do całkowitej zapaści polskiej sceny politycznej - a zdaje się, że do tego się zbliżamy - to nie wykluczyłbym sytuacji, że w tych wyborach szansę mieliby celebryci, a przynajmniej najciekawsi z nich. Jednym z nich na pewno mógłby być Kuba Wojewódzki. Czy mógłby on założyć własną partię? On czasami sprawia wrażenie człowieka zatroskanego o losy Polski. I tym się różni od obrazu świata celebrytów, jaki u nas istnieje. Polacy uważają ich za osoby, które szukają przede wszystkim sławy i przyjemności. Wojewódzki odstaje od tego schematu i dlatego właśnie zdecydowałem się napisać o nim książkę.

Ale nie chciałbym mówić tylko o nim, wolałbym ugryźć temat celebrytów szerzej. Czemu oni tak łatwo weszli w nasze codzienne życie? Wyraźnie bowiem widać, że Polacy głosują nogami i pilotem - coraz rzadziej ludzie interesują się informacjami politycznymi, natomiast zainteresowanie plotkami z show-biznesu nieustannie rośnie.
Urokliwa jest pana teza. Rzeczywiście, mamy Kukiza, który ostatnio ciągle mówi, że gardzi rządem, z kolei Kuba mówi, że gardzi przeciwnikami rządu.
I naśmiewając się z nich, zdobywa kolejne celebryckie punkty - politycy nigdy nie umieli się Kubie zrewanżować pięknym za nadobne.
Jeśli można się naśmiewać z polityków, to czemu tego nie robić? W końcu oni są osobami publicznymi. Ale też naśmiewanie się z kogoś nie jest udziałem w debacie publicznej. Pod tym względem są oni bardzo daleko od tego, by kształtować opinie w kwestiach najistotniejszych. Choć sam jestem ciekawy, jak dalej się będzie rozwijać sytuacja. Mam wrażenie, że Polacy są bardziej zniesmaczeni nieudolną klasą polityczną w naszym kraju. Z jednej strony, oczekują od niej cudów, z drugiej wiedzą, że nie ma na nie szans - i odczuwają zawód. Brakuje kogoś, kto by im powiedział, że od polityków nie można oczekiwać wszystkiego. Być może uda im się sprawić, że nie będzie gorzej, ale właściwie niemożliwym jest oczekiwanie, że zdołają cokolwiek poprawić. Być może takie oczekiwania rozbudziliby celebryci, gdyby zdecydowali się mocniej zaangażować w życie publiczne - ale podejrzewam, że oni w nim szybko się spalą. Łatwo bowiem rzucać hasła, dużo trudniej je realizować. Dlatego właśnie określiłem pana teorię słowem "urokliwa" - brzmi ona atrakcyjnie, być może ktoś spróbuje wcielić ją w życie, ale trudno spodziewać się sukcesu takiego projektu. Tym bardziej, że polscy celebryci są dość niskiej jakości. Skoro do tego świata jest w stanie wejść osoba, która zagrała małą rólkę w jednym z seriali, to znaczy, że poziom intelektualny tego towarzystwa nie jest zbyt wysoki.

W 2007 r. wydał Pan książkę "Znani z tego, że są znani. Celebryci w kulturze tabloidów". To było pierwsze, kompleksowe omówienie w Polsce nowego wtedy tematu, czyli rozkwitu show--biznesu i ludzi z nim związanych. Teraz wraca Pan do tego tematu. Jak celebryci zmienili się przez ostatnich sześć lat?
Przede wszystkim jest ich coraz więcej, nastąpił prawdziwy wylęg celebrytów, także takich, którzy funkcjonują tylko w internecie. Niedawno byłem na nagraniu programu Łukasza Jakóbiaka "20 metrów kwadratowych", który on nagrywa we własnej kawalerce i emituje tylko w sieci. Obawiałem się tego występu, ale zupełnie niepotrzebnie. Okazało się, że do jego kameralnego talk-show przychodzi absolutna czołówka polskiego show--biznesu, przede mną byli tam m.in. Krystyna Janda, Doda Rabczewska, Zbigniew Lew-Starowicz, a także Anna Grodzka. Widać, że jego pomysł wypalił, on zresztą się z tego utrzymuje. Rozumiem, że należy to uznać za sukces. Przecież po studiach dziennikarskich łatwiej zostać bezrobotnym 30-latkiem, niż utrzymywać się z pracy w wyuczonym zawodzie. On tymczasem nieźle zarabia, zbiera pochlebne recenzje, wszyscy o nim mówią. Jego styl działania utwierdza mnie coraz bardziej w przekonaniu, że najpełniejsza definicja celebryty brzmi następująco: celebrytą trzeba chcieć być.

W Pana poprzedniej książce tego sformułowania nie było. Kiedy Pan do niego doszedł?
Już po jej napisaniu. Ale gdy pisałem "Znanych z tego, że są znani", żyliśmy w innej rzeczywistości. Wtedy zjawisko celebrytyzmu w Polsce się rodziło, pojawiały się pierwsze gwiazdki, które określaliśmy tym słowem. Ale one reagowały na nie wyjątkowo alergicznie, mocno podkreślały, że celebrytami nie są i nie zamierzają być. Ten termin był niczym pocałunek śmierci. Natomiast teraz mamy wręcz pęd ku celebrytyzmowi. Dzieci w szkołach są uczone, jak wypadać przed kamerą, jak radzić sobie z mikrofonem. Przeszliśmy na taki etap, w którym cała polityka odbywa się w telewizji albo na wiecach - młodzież tego się uczy już w podstawówkach. Coraz więcej osób szkoli się, jak występować publicznie. Widać więc wyraźnie, jak zmienił się stosunek do wszelkich objawów celebryctwa, jak wiele osób zmieniło swój stosunek do show-biznesu. Dobrze by było, gdyby jeszcze szła za tym jakaś myśl.

Z tym będzie trudno. Największa polska celebrytka 2012 r. - Natalia Siwiec - właściwie nie powiedziała ani słowa, a i tak odniosła sukces. Widać, że myśl nie jest do niczego potrzebna.
Ona się wypowiada swoim ciałem. Ale rzeczywiście, takie zjawisko jest bardzo groźne. Ale przeciwko niemu muszą protestować widzowie i czytelnicy. Jeśli natomiast oni wolą oglądać ładnych celebrytów, bez specjalnego zainteresowania ich wnętrzem, to trend celebrycki będzie jeszcze narastał. Nie ma sposobu, by temu zaradzić. Można co najwyżej dekonstruować, czyli krytykować. Ale też nie samo zjawisko, tylko jego najgorsze objawy.
Kto według Pana stwarza celebrytów? Po różnego rodzaju talent shows widać, że rzeczywiście chętnych do zostania gwiazdą z okładek jest wielu, dużo więcej niż miejsca w najbardziej pojemnych serwisach internetowych. Kto decyduje o tym, kto zostanie gwiazdką w Polsce? Kto w naszym kraju jest celebrity makerem?
Nie da się wskazać jednej osoby czy jednej instytucji. Eksperci zajmujący się tą dziedziną twierdzą, że celebryci są obrazem społeczeństwa, z którego się wywodzą. Przecież te gwiazdki utrzymują się z zainteresowania, które wzbudzają. Nikt widzów czy czytelników nie zmusza do oglądania programów im poświęconych czy klikania wiadomości o nich.

Owszem, na końcu decyduje odbiorca. Ale wstępna selekcja jest dokonywana wcześniej. Gdzie zapadają kluczowe decyzje?
Nie wiem, czy można w ogóle uogólniać, pewnie każda kariera rozwija się w inny sposób. Wiadomo, że każdy celebryta musi dobrze wyglądać, każdy musi nad sobą pracować. Ale do tego wszystkiego potrzebne jest szczęście. Trzeba znaleźć się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej godzinie. Nie wiem, czy pamięta pan Forfitera. Filmik o sztucznym aligatorze swego czasu zrobił furorę w internecie - mimo że tak naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego, przecież podobnych materiałów na YouTube jest więcej. Ale zaskoczył akurat ten. Podobnie jak "Jozin z bazin" - w pewnym momencie pół Polski nuciło ten motyw, choć nie było ku temu wyraźnego powodu. To wszystko każe przypuszczać, że nie ma jednej instytucji czy jednego człowieka, który decyduje o tym, kto staje się gwiazdą, a kto nie. Decyduje rynek - i często przypadek.

Tylko to? Co musi mieć w sobie celebryta, by zaistnieć? Bo mimo wszystko trudno uwierzyć, że wszystko jest kwestią szczęścia i przypadku.
Większość celebrytów idzie jasno wytyczoną ścieżką. Opiszę ją na przykładzie Łukasza Jakóbiaka, o którym już mówiłem. On zaczął od swojego talk-show, który pokazuje w internecie. Jego pomysł się przyjął, więc zaczął być zapraszany na różne imprezy. Jako że on zwykł się ubierać bardzo ekscentrycznie, to szybko go na nich zauważono, zdobył nawet tytuł "Najlepiej ubranego mężczyzny w show-biznesie". Ale w ten sposób zaistniał, zdobył popularność - i dziś może się utrzymywać z tego, co zarabia jako celebryta. Słyszałem o wynurzeniach jednej z celebrytek, która mówiła: "Trzeba się dobrze napracować, żeby zostać celebrytą". To akurat prawda.

Na czym ta praca polega? Na sesjach dla kolorowych magazynów i bywaniu na przyjęciach?
Tak. Przecież w każdym tygodniu są dwie, trzy imprezy, na których się należy pojawić. Koszt jednego wyjścia to 2-4 tys. zł - tyle kosztuje kreacja na wieczór, fryzjer, makijaż, taksówka. A za takie wyjście nic się nie dostaje, jedynie szansę na to, że uda się nawiązać podczas takiej imprezy kontakt, który później zaowocuje propozycją zawodową. Ale na tym polega ten biznes. Każdy pracuje na własną rozpoznawalność, licząc, że dzięki temu dostanie angaż, rolę czy innego rodzaju propozycję. Tabloidy uwielbiają się rozpisywać o pieniądzach w show-biznesie, wymieniając ogromne sumy, które w nim krążą. W rzeczywistości te pieniądze są dużo mniejsze. Naprawdę duże pieniądze zgarnia dosłownie kilka, może kilkanaście najbardziej rozpoznawalnych nazwisk. W dodatku też nie mają oni gwarancji, że te sumy z wieloma zerami na końcu będą dostawać do końca życia. Ich sława najczęściej trwa sezon, może dwa, trzy. Później przychodzi pora na kogoś innego. Przez ten krótki czas trzeba właściwie zarobić na resztę życia. Ale i tak taką szansę otrzyma kilkadziesiąt osób, nie więcej. Natomiast cały celebrycki plankton, liczący pewnie kilka tysięcy nazwisk, nie ma nawet na to szans. Ci ludzie są gotowi zrobić bardzo dużo, by ją otrzymać, ale większości nigdy to się nie uda. Tak naprawdę najlepiej by było, gdyby ktoś młodym ludziom, próbującym wskoczyć na show-biznesową karuzelę, uświadomił na początku, jak wiele może ich to kosztować. W ten sposób można by uniknąć wielu dramatów życiowych. Należy o tym mówić więcej, a nie tylko ekscytować się kreacjami uwiecznionymi na zdjęciach z kolejnych rautów.

Co do show-biznesu przyciąga te tysiące młodych ludzi? Chęć sławy czy możliwość wielkich zarobków? Co ich bardziej napędza?
Oficjalnie - sława. O niej mówią wszyscy, każda gwiazda w wywiadzie będzie podkreślała, że to ona popycha ją do działania. I jeszcze doda, że w ten sposób pozwoli jej zmieniać świat na lepsze. Ale tak naprawdę sławę zdobywają najczęściej osoby, którym się zwyczajnie poszczęściło. Proszę sobie przypomnieć przypadek Michała Wiśniewskiego. Jak piękna była jego historia! Chłopak z nizin społecznych, z trudnego środowiska, z rozbitej rodziny ciężką pracą przebił się na sam szczyt sławy, zarobił duże pieniądze. I tak naprawdę mam wrażenie, że o nie chodzi przede wszystkim. Taki styl narzucił Wojewódzki opowiadając o kilometrowych apartamentowcach ze złotymi klamkami oraz o rozbijaniu się sportowymi samochodami. On to, chyba, mówił ironicznie. Ale ile osób tę ironię jest w stanie wychwycić? Tym bardziej, że w dorosłe życie wchodzi pokolenie, dla którego motorem działania są przede wszystkim pieniądze i rozrywki, jakie można za nie kupić. Choć mimo wszystko cieszy mnie, że wciąż tak wielu celebrytów deklaruje, że chce polepszyć świat, w którym żyjemy.

Rozmawiał Agaton Koziński

Wideo

Materiał oryginalny: Czy Kuba Wojewódzki mógłby założyć swoją partię polityczną? - Polska Times

Komentarze 25

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
allan Starski
"Peof" Godzic, sprawia wrażenie stanu znanego jako: "pomroczność jasna"!
j
jasne!
PO = 00,000 % - i tyle.
K
KAZIU
coś mnie się widzi, że pedał lansuje pedała. dlaczego się ukrywają? otóż można sobie wyobrazić, że jakiś męski osobnik zachowuje się w obecności wojewódzkiego najzwyczajniej normalnie, przypuszcza, że mu nic nie grozi. a tu nagle Kubuś rzuca mu mydełko na podłogę i prosi, żeby mu podniósł. a sam zdejnuje spodnie. BARDZO NIEPRZEWIDYWALNA I NIEBEZPIECZNA SYTUACJA. homo powinno być jawne
G
Gość
...... jak nienormalni osobnicy troszczą się o moją Ojczyznę.-
G
GRE
ZE TEGO KOGO POCHWALI TIMES TO BAGNO, BEZTALENCIE I ZLODZIEJ
c
caro
"Tak, za Wojewódzkim stoi ogromny kapitał społeczny. Szkoda by było, gdyby go zmarnował." No, jeszcze jest wielu innych z kapitałem, ot chociażby i tacy; Hołdys, Owsiak, Miecugow, no i oczywiście mój sołtys ze Starej Wsi. Jednak co takiego stoi lub wisi za samym prof., że kompromituje się aż w taki oczywisty sposób? Ot, jakim ja szczęśliwym, iż Bóg nie ukarał mnie tego rodzaju protoplastami.
K
Kraklauer
Jesli blazny i klowny maja rzadzic to Wojewodzki jaknajbardziej sie nadaje to telewizyjny kaczordonald
E
Ewa24
Jeśli Kuba Wojewódzki jest geyem ( lub osobą Bi sexualną) to powinien odwaznie o tym mówić a nie ukrywać sie za plecami i piersiami 18 letnich lachonów które robią na tym watpliwe kariery. Kuba To inteligentny człowiek i od takiego wiecej sie wymaga-powinien dac przykład a potem nie poruszac tego tematu- jak np Andrzej Piaseczny. Inaczej zostaje ludziom widok sztandarowego geja- p.Jacykowa- naprawdę niesmaczny widok.
a
anton
Po co lansujecie tego idiotę. Przecież wstyd aż w oczy szczypie jak się o tym debilu czyta.
D
Debil
No faktycznie , debile nie mają jeszcze swojej partii.
Towarzysz wojewódzki byłby znakomitym liderem takiej formacji.
g
guru
"Na czym według Pana polega fenomen tego 50-
letniego dziennikarza, który głośno krzyczy, dużo
macha rękami, a tym wszystkim przyciąga uwagę
Polaków?"
Dureń Godzic opowiada bajki dla grzecznych dzieci.
Koziński przepis na zostanie celebrytą jest prosty. Najpierw musisz mieć zagwarantowane 'pudło' z małpiarni, gdzie będzisz pokazywany i twoje wygłupy niczym małpa. Żeby się tam dostać musisz zazwyczaj dać kasę lub doopy odpowiednim decydentom.
Im będziesz głupszy, tym praktycznie w tym cyrku masz zazwyczaj większe szanse. Np.. 50letni Wojewodzki udający nastolatka nie skończył żadnych rozpoczętych studow uniwerseckich. Dalej, co zrobić masz Koziński, żeby zostać a'la celebryta ? Musisz zrobić coś szokującego, zaszokować, żeby być zapamiętany, najlepiej w temacie seksu, bo jest łatwy i najlepiej się sprzedaje. Coś a'la Doda, ha nie mam majtek dziś, zobaczcie lub niejaka Frytka, tak na poczatek. Np.. Koziński sciągnij majtki i pokaż siu....ra, tylko jak masz normalnego lub dużego, żeby nie było żenady.
Wojewodzki np.. tego numeru nie robi, newet gdyby chciał, bo ponoć, jak mowią jego byłe kochanki, ma bardzo mikroskopijnego. I już jesteś na językach celebryta pełną gębą. Jakie to proste Koziński, nie trzeba do tego dorabiać żadnej ideologii nierozgarniętego profesora od siedmiu boleści...
Koziński do działa i po 'sławę' marsz....
g
guru
"Na czym według Pana polega fenomen tego 50-
letniego dziennikarza, który głośno krzyczy, dużo
macha rękami, a tym wszystkim przyciąga uwagę
Polaków?"
Dureń Godzic opowiada bajki dla grzecznych dzieci.
Koziński przepis na zostanie celebrytą jest prosty. Najpierw musisz mieć zagwarantowane 'pudło' z małpiarni, gdzie będzisz pokazywany i twoje wygłupy niczym małpa. Żeby się tam dostać musisz zazwyczaj dać kasę lub doopy odpowiednim decydentom.
Im będziesz głupszy, tym praktycznie w tym cyrku masz zazwyczaj większe szanse. Np.. 50letni Wojewodzki udający nastolatka nie skończył żadnych rozpoczętych studow uniwerseckich. Dalej, co zrobić masz Koziński, żeby zostać a'la celebryta ? Musisz zrobić coś szokującego, zaszokować, żeby być zapamiętany, najlepiej w temacie seksu, bo jest łatwy i najlepiej się sprzedaje. Coś a'la Doda, ha nie mam majtek dziś, zobaczcie lub niejaka Frytka, tak na poczatek. Np.. Koziński sciągnij majtki i pokaż siu....ra, tylko jak masz normalnego lub dużego, żeby nie było żenady.
Wojewodzki np.. tego numeru nie robi, newet gdyby chciał, bo ponoć, jak mowią jego byłe kochanki, ma bardzo mikroskopijnego. I już jesteś na językach celebryta pełną gębą. Jakie to proste Koziński, nie trzeba do tego dorabiać żadnej ideologii nierozgarniętego profesora od siedmiu boleści...
Koziński do działa i po 'sławę' marsz....
Z
ZS
zycze mu powodzenia.
d
duraj
zakłada partie !!!!!
z
zp
Zydowska Partie mowi po polsku a mysli po zydowsku.......
Dodaj ogłoszenie