David Dedek (trener TBV Startu Lublin): Koszykarskie "szachy" nie są dla nas

KK
David Dedek prowadzi lubelski zespół od 24 listopada 2016 roku
David Dedek prowadzi lubelski zespół od 24 listopada 2016 roku fot. Łukasz Kaczanowski
Rozmawiamy z Davidem Dedkiem, trenerem TBV Startu Lublin, który w ostatnim meczu 2018 roku zanotował wraz ze swoim zespołem bardzo cenne zwycięstwo nad Polskim Cukrem Toruń, po celnym rzucie z dystansu Joe Thomassona równo z końcową syreną.

Jak można wytłumaczyć tę niesamowitą końcówkę meczu z Polskim Cukrem Toruń w waszym wykonaniu?
Nie skupiałbym sie tylko o końcówce, ale o całym meczu. Do tej pory graliśmy w tym sezonie za wolno, w okolicach 15-16 posiadań na kwartę. Teraz przyspieszyliśmy na poziom 18-20 i to jest sposób, w jaki musimy grać. Trzeba głośno powiedzieć, że w samej końcówce mieliśmy trochę szczęścia. Dzięki zaangażowaniu wszystkich zawodników, którzy wchodzili na boisko i walczyli o każdy milimetr parkietu i o każdą piłkę, doprowadziliśmy, że Joe mógł oddać ten ostatni rzut. Bardzo się cieszę, że zakończyliśmy rok zwycięstwem, ale przed nami kolejne mecze, więc na nich trzeba się skoncentrować.

Thomasson został bohaterem, choć rozkręcał się w tym meczu dość długo i zwłaszcza w pierwszej połowie było sporo takich momentów, w których grał przeciętnie...
Na pewno popełnił pewne błędy, ale to wynika bardziej z tego, że jeszcze nie do końca zna nasz system w ataku i obronie. Trzeba było trochę pomóc mu się odnaleźć. W drugiej części meczu popełnił znacznie mniej błędów i cieszę się z tego, że miał szczęśliwą rękę do ostatniego rzutu.

Takiego meczu, w którym rzut równo z syreną zapewnia zwycięstwo, dawno w hali Globus nie widzieliśmy...
Pamiętam, że w sezonie 2016/17 trochę podobna sytuacja miała miejsce w spotkaniu z MKS Dąbrowa Górnicza. Bardzo się cieszę z sobotniej wygranej, bo Polski Cukier Toruń to klub z wysokiej półki, w którym zawodnicy doskonale czytają grę. Było to widać szczególnie w pierwszej połowie, gdy mieliśmy olbrzymie problemy z zatrzymaniem ich ataku. Cieszę się, że wytrzymaliśmy przez 40 minut. Piłka jest w grze do ostatniego dźwięku syreny i tym razem wiara oraz walka do samego końca zapewniły nam zwycięstwo.

Nowy rok zaczniecie od dwóch wyjazdów z rzędu, w których z pewnością czekają was ciężkie boje, choć wydaje się, że wygrana nad torunianami w takich okolicznościach was uskrzydli.
Mamy za sobą bardzo ważne zwycięstwo po paru porażkach z rzędu, w momencie, gdy brakowało nam pewności siebie. Na szczęście, przyspieszyliśmy grę, co sprawiło, że zdobywaliśmy punkty z szybkiego ataku i doprowadzaliśmy do sytuacji, gdy mamy otwarte rzuty. I to powinno być znakiem rozpoznawczym naszej drużyny, bo mamy bardzo atletyczny zespół. Koszykarskie "szachy" nie są dla nas. Preferujemy raczej grę, w której się dużo biega, szybko przenosi piłkę i walczy. A właśnie taka gra cieszy kibiców.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
And

Oj cieszy ;)

Dodaj ogłoszenie