MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Dostałem od miasta prezent na Mikołaja

Jan Pleszczyński
Jan Pleszczyński.
Jan Pleszczyński. archiwum
Nie mogłem chyba życzyć sobie lepszego prezentu od miasta na Mikołaja. Oczywiście myślę o Ogrodzie Saskim. Wprawdzie prezent dostałem z kilkudniowym wyprzedzeniem, ale jeszcze go nie rozpakowałem. Przyglądałem mu się tylko z okien trolejbusu. Odwiedziny zostawiłem sobie na 6 grudnia. Może będzie śnieg?

Rzecz jasna, przez te dni ciekawość mnie zżerała, więc śledziłem media, a nawet czytałem komentarze online, czego prawie nigdy nie robię w trosce o zdrowie. Tak więc co nieco o Ogrodzie już wiem, ale co innego czytać, a co innego samemu zobaczyć.

Trochę obawiam się jednak dzisiejszej wyprawy; nie chciałbym się rozczarować, bo Ogród Saski to jedno z ulubionych moich miejsc i jedna z wielu lubelskich perełek. A boję się tego, że park będzie nazbyt dopieszczony, nazbyt poukładany i uporządkowany, słowem - zbyt doskonały. I utraci swój dawny klimat.

Wiem, że przemawiają przeze mnie sentymenty. Ale w Lublinie mieszkam "od zawsze", a z wiekiem coraz trudniej akceptuje się zmiany. Mnie podobał się park taki, jaki był - nieco zapuszczony, ale "artystycznie". Lekko zaniedbany, ale nie dziki, jak park Ludowy, do którego strach wejść nie tylko po zmierzchu, ale nawet w środku dnia. Inna sprawa, że i ten park bardzo lubię taki, jaki jest. Tak już mam, że źle się czuję w miejscach, w których wszystko jest pod linijkę, równiutkie, wyczyszczone, wyszorowane i wypolerowane, a na dodatek obwarowane nakazami i zakazami. Np. w dopieszczonych poza granice rozsądku mieszkaniach, gdzie boję się usiąść na fotelu - bo wygniotę, albo nowym mercedesie klasy lux, o którego drżę, bo zaraz ktoś mi go porysuje, stuknie, albo ukradnie. A rzeczy, tak jak parki i ogrody, mają być dla ludzi. Dla zwierząt też.

Mam nadzieję, że Ogród Saski będzie miejscem żywym i przyjaznym ludziom i zwierzętom. Tak jak park Południowy na Krzykach we Wrocławiu, w którym tego lata byłem kilka razy. Po alejkach jeździli rowerzyści i rolkarze, wszędzie biegały wesołe psy, na trawie wokół stawu siedzieli ludzie - na kocach, rozkładanych fotelikach, albo po prostu na ziemi. Opalali się, drzemali, czytali, a niektórzy, o zgrozo, pili piwo. Nie natknąłem się natomiast ani na strażników miejskich, ani policjantów. Ale jakoś nie widziałem nikogo upitego do nieprzytomności, rozbitych butelek, porozrzucanych papierów, petów, ani razu nie przykleiła mi się do podeszwy guma do żucia, ani nie wdepnąłem w żadne inne paskudztwo.

Nie ma pojęcia, jak im się to udaje - ale wierzę, że i Ogród Saski będzie takim miejskim parkiem - do życia, a nie muzeum - tylko do podziwiania.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski