Franciszek Piątkowski: - Reportaż się tnie

Ewa Czerwińska
Franciszek Piątkowski, pomysłodawca i organizator Wakacyjnej Akademii Reportażu im. R. Kapuścińskiego
Franciszek Piątkowski, pomysłodawca i organizator Wakacyjnej Akademii Reportażu im. R. Kapuścińskiego Karolina Przesmycka
Co się stało z reportażem prasowym? Zaczęliśmy oszczędzać pieniądze, a reportaż jest drogi, czasochłonny, zaczęliśmy oszczędzać czas dziennikarza, piszemy krótko, bo wychodzimy zzałożenia, że czytelnik więcej nie przeczyta - z Franciszkiem Piątkowskim, pomysłodawcą i organizatorem Wakacyjnej Akademii Reportażu im. R. Kapuścińskiego, rozmawia Ewa Czerwińska

Podobno po pół roku nie przespanych nocy przespał Pan ostatnio sześć godzin? Wystarczy?
To nieprawda. To fakty medialne. Natomiast prawdą jest, że sypiałem trzy godziny z przecinkiem średnio na dobę.

I w tej bezsenności roją się Panu pomysły dotyczące kolejnej edycji Wakacyjnej Akademii Reportażu im. Ryszarda Kapuścińskiego?
Ja jestem człowiekiem nocy. Nie powiem, że jestem człowiekiem ciemności - raczej białej kartki. Nie jestem zbyt rozgarnięty, ale kiedy biorę do ręki długopis i pochylam się nad tą kartką, to zaczynam myśleć. Jeśli w dzień mi się to nie udaje, bo dzień mnie rozprasza, to czekam na noc i wtedy jest bardzo dobrze.

W dobie komputerów, iPadów itd.?
A tak. Ja jestem e-wykluczony.

Miejsce na te letnie, jak Pan kiedyś powiedział, reporterskie kamieniołomy, wybrał Pan przednie: Siennica Różana. Już sama nazwa pachnie…
Tak, to miejsce przepiękne. W dodatku miejsce Rejowe i miejsce Mikołaja Siennickiego. Nazwiska jak dzwony. Jeden to ojciec literatury polskiej, drugi najwybitniejszy parlamentarzysta polski w dziejach. Obydwaj są związani z Siennicą. Tak dobrze o Siennicy mówią i studenci. I wykładowcy. Powiedzmy chociażby o tych ubiegłorocznych: wszyscy bez wyjątku, od Andrzeja Mularczyka poczynając a na Hugo Baderze kończąc, po powrocie dzwonili do mnie i przekonywali, że takiego magicznego miejsca jak Siennica nie ma na świecie. Coraz więcej publikacji o nas w radiu, prasie, na forach internetowych.

Sukces.
Dla mnie sukces sprowadza się do tego, że dziś rekrutujemy uczestników już z całej Polski. Studentów z Uniwersytetu Jagiellońskiego, Szczecińskiego, Gdańskiego, Warszawskiego, lubelskich uczelni - UMCS i KUL. Od Bielska-Białej po Chełm. Kiedyś bardzo długo musiałem namawiać wykładowców do przyjazdu, musiałem tłumaczyć. Dziś nie muszę. I to dotyczy nie tylko polskich wykładowców. Jestem po rozmowach z Martinem Pollackiem i Andersem Bodegardem, tłumaczami Kapuścińskiego. W czasie czterech poprzednich edycji były w Siennicy wszystkie matki i ojcowie założyciele polskiej szkoły reportażu, m.in. Hanna Krall, Małgorzata Szejnert, Wojciech Giełżyński, Andrzej Mularczyk… Plus całe stado młodych wilków, którzy znakomicie kontynuują dokonania polskiej szkoły reportażu, chociażby Wojciech Jagielski, Hugo Bader, Wojciech Górecki. Mieliśmy wszystkich.

Co Pan trzyma w rękawie na tegoroczną odsłonę akademii?
W tym roku jest zasada: autor i jego dzieło. Będą ci, którzy wydali ważne książki reportażowe lub dotyczące reportażu, będzie Mirosław Ikonowicz z "Hombre Kapuściński", Marek Miller z "Pisaniem - rozmową z Ryszardem Kapuścińskim", Małgorzata Szejnert z "Domem żółwia", Bolesław Lutosławski z "Alchemią portretu". Hasłem naczelnym jest otwieranie reportażu. Nacisk kładziemy na zajęcia warsztatowe. Będzie tak, jak lekcja anatomii na obrazie Rembrandta: kładziemy reportaż na stole, tniemy i patrzymy, co jest w środku.

Czym różni się akademia w Siennicy od studiowania na dziennikarstwie? Nie ma egzaminów, zajęcia mogą odbywać się na łące… To wszystko?
To w gruncie rzeczy nabój kumulacyjny. Inaczej chodzi się na zajęcia raz na tydzień - byłem, zapomniałem. Natomiast w Siennicy ten trening intensywny trwa codziennie od rana do kolacji, a nawet po.

Tak jak Pan obiecał: kamieniołomy. Nie zmęczy się ten reporterski narybek?
W ubiegłym roku pod koniec widać było lekkie zmęczenie… Ale jeśli mówimy: kamieniołomy, to dodałbym jednak - radosne. Sama pani była świadkiem, że kiedy uczestnicy odjeżdżają, to ryczą. Zdecydowana większość słuchaczy chce powracać za rok. Jeśli ci młodzi ludzie widzą sens tych spotkań, to potrafią pracować. A jak? Widać w "Arce", piśmie, które wydajemy pokolejnej edycji i które zawiera plon reporterskiej pracy naszych studentów. Akademia pomaga też tym młodym ludziom śmielej żyć.

Co się stało z reportażem prasowym?
Zaczęliśmy oszczędzać pieniądze, a reportaż jest drogi, czasochłonny, zaczęliśmy oszczędzać czas dziennikarza, piszemy krótko, bo wychodzimy zzałożenia, że czytelnik więcej nie przeczyta.


Codziennie rano najświeższe informacje z Lublina i okolic na Twoją skrzynkę mailową.
Zapisz się do newslettera!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
czytelnik
Najważniejszy jest tytuł, jeśli jest intrygujący i zapowiadający ciekawą informację to czytelnik go "kupi". Przegląd prasy zazwyczaj zaczyna się od "taksowania" tytułów...
Dodaj ogłoszenie