Gliński: Młodzież jest dziś podatna na sprawy ducha. Nie myśli wyłącznie o tym, jak zrobić karierę

Kuba Dobroszek
Robert Gliński: Warto rozmawiać o patriotyzmie. Zastanawiać się, na czym on w ogóle polega
Robert Gliński: Warto rozmawiać o patriotyzmie. Zastanawiać się, na czym on w ogóle polega Bartek Syta/Polskapresse
- Tradycyjne pojęcie "patriotyzmu" powinno odejść do lamusa. Kiedyś polegał on na walce o ojczyznę. Gdybym był przekorny, powiedziałbym nawet, że polegał na składaniu ofiary ze swojego życia - mówi reżyser Robert Gliński.

Będziemy narzekać na rodzimy patriotyzm?
Narzekanie jest narodową cechą Polaków, więc jeśli chcielibyśmy rozpatrywać patriotyzm pod kątem narodu, to należałoby narzekać.

Ale?
Wydaje mi się, że czasy są tak skomplikowane, ale jednocześnie tak interesujące, że o patriotyzmie warto przede wszystkim rozmawiać. Zastanawiać się, na czym on polega.

Pana zdaniem na czym?
Tradycyjne pojęcie patriotyzmu powinno odejść do lamusa. Kiedyś polegał on na walce o ojczyznę. Gdybym był przekorny, powiedziałbym nawet, że polegał na składaniu ofiary ze swojego życia.

Jeśli natomiast chodzi o współczesną definicję?
Patriotyzm polega na dokonywaniu właściwych wyborów. Na pracy nad sobą. Na nadziei związanej z przyszłością. To definicja autorstwa ks. Tischnera, ale wydaje mi się, że wciąż aktualna.

Są ludzie, dla których patriotyzm jest płaceniem podatków, zaopatrywaniem się w rodzime produkty oraz mówieniem ludziom "dzień dobry" na ulicach.
A czy taki ktoś, dla którego ojczyzna ogranicza się do zmywaka w jakiejś knajpie w Londynie, może być patriotą? Oczywiście, że tak. Każdy, kto pracuje nad sobą, myśli o przyszłości - myśli patriotycznie. Oderwałbym patriotyzm od takich pojęć jak naród czy państwo. One mogą z nim współgrać.

Ale nie muszą.
Zgadza się. Przy tej okazji znów odwołałbym się do ks. Tischnera.

Lubimy ks. Tischnera.
Gdy mówimy szumnie: naród, ojczyzna, od razu odzywają się wielkie dzwony Zygmunta. A ks. Tischner definiował ojczyznę w sposób dosyć niekonwencjonalny. Odwoływał się do Hegla, do substancji etycznej. Ci ludzie, którzy mają wspólną substancję etyczną, czyli fundament budujący wspólną przestrzeń dobra i zła, tworzą ojczyznę.

Oderwałbym patriotyzm od takich pojęć jak "naród" czy "państwo". One mogą z nim współgrać. Ale nie muszą

A więc rzeczywiście można rozmawiać o patriotyzmie. Bez napięć, sporów. Aż chce się zapytać, dlaczego my - Polacy - nie dyskutujemy w ten sposób częściej. Winę mamy zrzucić na to wszędobylskie narzekanie, o którym wspomniał Pan na początku?
Bo narzekanie jest łatwiejsze niż dyskusja. Trudno rozmawiać o patriotyzmie. Łatwo stwierdzić, że w Polsce nie ma patriotów albo są, ale nie tacy jak powinni.

Ten drugi zarzut pojawia się chyba częściej.
Obecne czasy odznaczają się bardzo szeroką gamą różnych postaw. Z jednej strony mamy Marysię Peszek, która śpiewa, że nie zginie za ojczyznę, bo ma ją gdzieś.
A z drugiej? Palących tęczę na pl. Zbawiciela?
Ci od tęczy to już chyba trzecia strona medalu. Bo druga to patrioci wyrastający z tradycyjnych postaw romantycznych, ale otwarci i tolerancyjni. Ale wróćmy do postawy pierwszej: moim zdaniem ci, którzy skupiają się na swoim życiu prywatnym - troszczą się o dom, rodzinę - też są patriotami. Parę miesięcy temu odbyłem w jednej ze stacji radiowych bardzo ciekawą rozmowę.

O patriotyzmie?
Tak. Zadzwoniła wówczas do studia pewna kobieta. Powiedziała: "Proszę Pana, ja uważam, że jestem ogromną patriotką, bo zdecydowałam się urodzić dziecko. I wychowywać". Koncepcja małych ojczyzn - nasze miasteczka, ulica, dom, rodzina.

O czym świadczy ta szeroka gama postaw? Pan wymienił trzy, ale podejrzewam, że jest ich znacznie więcej.
To cecha wolności. Możemy sami obierać swoją drogę patriotyczną. Jeśli miałbym odnieść się do "Kamieni na szaniec", to proszę pamiętać, że chłopcy z Szarych Szeregów urodzili się już w wolnej Polsce. Nie mieli obciążenia związanego z ofiarą na barykadach. Romantyzm traktowali na równi z racjonalizmem. Niestety historia wywinęła im okrutnego, że się tak wyrażę, figla.

Figla?
Zmusiła ich do postawy, którą nie byli obciążeni. Podczas pierwszych lat wojny oni dokonywali wyborów. Byli wśród nich i tacy, którzy nie zamierzali ginąć. Chcieli działać w konspiracji, ale szukali własnych ścieżek.

Chce Pan powiedzieć, że pod tym względem jesteśmy do nich podobni?
Nazwałbym to pewnym odbiciem tamtej postawy. Choć pamiętajmy, że już późniejsze lata okupacji niemieckiej bardzo spolaryzowały działania ówczesnych chłopców. Należało walczyć z okupantem. I, niestety, ginąć. W Szarych Szeregach był taki program: "Dziś, jutro, pojutrze". Dotyczył właśnie postawy dziś, czyli konspiracji i sabotażu, jutro - walki zbrojnej z okupantem, oraz pojutrze - pracy dla wolnej Polski. Toczono zażarte polemiki, która postawa jest najważniejsza. I którą wybrać.

Sporo opowiada Pan o tamtejszej młodzieży. Ciekaw jestem, gdzie współcześni dwudziestokilkulatkowie mają szukać własnej definicji patriotyzmu.
Pozwoli pan, że nie będę nic radził, bo wyjdę na jakiegoś nudnego belfra. (śmiech)

To niech Pan chociaż podzieli się doświadczeniem.
Po premierze "Kamieni na szaniec" odbyłem z młodzieżą wiele spotkań, na które zapraszały mnie szkoły. Te wizyty były fascynujące! W postawach młodych ludzi dojrzałem ogromne zaangażowanie. Emocje, które wywołał film, przerzuciły się na chęć do rozmowy.

Jakie postawy Pan zauważył?
Młodzież jest bardzo podatna na sprawy idei i ducha. Spotkałem osoby zarówno o skrajnie prawicowych poglądach, jak i wyraźnie lewicowych. I to w jednej, tej samej klasie.

Był ktoś pośrodku?
Oczywiście - zaangażowani w religię. Patrzyli na życie pod kątem dekalogu, dobra, zła, Boga. Też może to dziwić, gdyż panuje pogląd, że młodzież odsuwa się od Kościoła.
Młodzież się różniła, za to łączyło ich jedno - pasja. Skąd ja to znam.
Moim zdaniem to w pewnym sensie novum. Czternaście lat temu zrobiłem film "Cześć, Tereska". Wtedy również objeżdżałem szkoły. Tamta młodzież była kompletnie niezainteresowana jakąkolwiek ideą. Myślała wyłącznie o tym, jak się dobrze urządzić, zrobić karierę, zarobić pieniądze.

Teraz te kwestie zeszły na drugi plan?
To już nie jest myślenie wyłącznie o dobrobycie. Nastąpiło otwarcie na kwestie duchowe. To pogląd oczywiście generalny, ale wyraźną tendencję można zaobserwować. Bardzo się cieszę, że "Kamienie na szaniec" wywoływały chęć do dyskusji, bo w moim filmie nie ma gotowych recept.

Co się takiego wydarzyło przez te czternaście lat dzielących "Tereskę" od "Kamieni na szaniec", że nastąpiła zmiana w myśleniu młodych ludzi?
Być może zobaczyli, że pieniądz tak dużo nie daje? Być może poziom życia ich rodzin osiągnął już pewne minimum?

Być może wpływ internetu?
Oczywiście! Zaobserwowałem, że młodzież kompletnie nie ogląda telewizji. Jest dla nich zbyt obciachowa, zbyt wstydliwa.

Oglądając TVP, też mam czasem ochotę zapaść się pod ziemię.
Posunąłbym się dalej: internet co prawda jest obecnie głównym medium wpływającym na mózgi młodych ludzi, ale mogę się założyć, że za kilka lat buszowanie po sieci również stanie się obciachem. Ja pamiętam czasy, gdy telewizja była wszystkim. Marzeniem. Krainą szczęśliwości.

Zaobserwował Pan jakieś różnice w sposobie myślenia między młodymi ludźmi z małych miejscowości a tymi z większych miast?
Ci pierwsi są mniej radykalni w swoich poglądach. Są bardziej wycofani, mniej bezczelni. Mają więcej masek. Widzę podobieństwa w myśleniu, ale kontakt jest znacznie inny. Moim zdaniem młodzi ludzie z, powiedzmy, Warszawy nie mają problemów z wyrażeniem uczuć wprost. Czasem nawet specjalnie prowokują, by wywołać jakiś szok.

Nauczył się Pan od nich czegoś?
Zdecydowanie więcej uczę się od moich studentów. Mają często zupełnie inne spojrzenie na film niż ja. I to jest ciekawe. Ale wracając do młodzieży, z którą się spotykałem. Za każdym razem uczyłem się tolerancji.

Młodzież z małych miejscowości jest mniej radykalna w poglądach. Bardziej wycofana, mniej bezczelna. Ma więcej masek

To znaczy?
Żeby na przykład nie pogrozić palcem kibolowi, dyszącemu zatwardziałą demagogią. Starałem się go zrozumieć, pokazać inne perspektywy. To zdecydowanie moja największa zdobycz z tych wizyt.

A zdobycz z "Kamieni na szaniec"? Pana bardziej przy okazji premiery filmu irytował fakt, że niektóre kręgi skrytykowały go, nie oglądając wcześniej, czy może to, że odbierano Panu prawo do własnej prawdy?
Uwagi przesadzone z pewnością bolą. Krytyka sposobu ukazania moich bohaterów była niesłuszna. To nie były postaci, które dyskutowały wyłącznie o konspiracji i walce z nieprzyjacielem. 90 proc. ich aktywności polegała na spotkaniach towarzyskich. Konkursy, wieczorki poetyckie, zabawa w teatr. Opowiadam oczywiście głównie o pierwszych latach okupacji.
Wydaje mi się, że te wszystkie krytyczne opinie niosły ze sobą dwie prawdy. Z jednej strony, świadczyły o jednak wielkim przywiązaniu do ojczyzny: każdy "zamach" na narodowe świętości spotyka się z radykalną reakcją. To naprawdę w jakimś stopniu determinowane jest przez miłość. Z drugiej strony, to myślenie dosyć zaściankowe, bardzo ograniczające.
Po premierze nieprzychylne opinie prawie ucichły. Film jednak zrobił wiele dobrego. Młodzież przede wszystkim sięgnęła do książki, która wcześniej była dla nich nieznana. Bo lektur się nie czyta.

W gimnazjum jeden z moich znajomych z klasy podczas sprawdzianu z "Kamieni" napisał: "bohaterami książki są Rudy, Alek i ich koleżanka Zośka". Z nieba nam spadła Pańska ekranizacja.
W ostatnich miesiącach pojawiło się kilka wznowień książki. Może pański kolega również będzie miał okazję przeczytać. (śmiech)

Ale zostawiając kolegę, a wracając do "Kamieni". Kiedy przy okazji premiery miałem przyjemność rozmowy z panem Pawłem Edelmanem, ten stwierdził, że bardzo bolało go, że film stał się kolejnym narzędziem w pewnym politycznym konflikcie.
Nie jestem pewien, która opcja była za, a która przeciw, ale mnie również to zabolało.

Zaskoczyło?
Jeśli spodziewałem się jakiś zarzutów, to zupełnie odwrotnych: że film będzie zbyt grzeczny. Zbyt lekturowy. Takie jest życie, że wszystko na głowie staje. Łącznie z naszym życiem politycznym: główna partia prawicowa ma program lewicowy, a lewicowa dąży w prawo, liberałowie natomiast sznurują wolny rynek. Polityka zdecydowanie przerasta moją wyobraźnię, nie rozumiem jej.

Być może polskie kino jeszcze po prostu nie potrafi sobie poradzić z tym naszym narodowym patriotyzmem?
Z historią jest pewien problem - nie ma obiektywnej historii. Ona zawsze jest widziana przez różne osoby, więc za każdym razem wygląda inaczej. Jeśli zobaczymy liczbę różnych książek dotyczących powstania warszawskiego, to widzimy złożoność problemu. Historia jest subiektywna. I taki musi być film historyczny.

To jak rodzimi filmowcy powinni opowiadać o polskiej historii, żeby ona była również zrozumiała dla zagranicznego widza? Też subiektywnie?
Przede wszystkim przez losy ludzi. Bohater, który wchodzi w konflikty, dokonuje wyborów, który cierpi, jest zrozumiały pod każdą szerokością geograficzną. Wszelkie niuanse historyczne są dużo trudniejsze do zinterpretowania. W "Kamieniach na szaniec", podczas sceny akcji pod Arsenałem, w pewnym momencie przejeżdża na rowerze pomiędzy walczącymi żołnierz Wehrmachtu. I wszyscy oglądający film byli zdziwieni, dlaczego on nie pomaga swoim rodakom z SS! Otóż między SS a Wehrmachtem istniał olbrzymi konflikt, oni się nie wtrącali do swoich spraw. Wręcz źle sobie życzyli. To są właśnie te niuanse historyczne.

Czego by więc Pan sobie życzył, żeby np. Amerykanin dowiedział się o polskiej historii z Pańskiej interpretacji "Kamieni"?
Kiedy kręciliśmy scenę strzelaniny pod Arsenałem, obserwowało ją mnóstwo zagranicznych wycieczek. I one kibicowały naszym chłopcom. Pamiętam przede wszystkim pewnych wizytujących z Izraela, którzy autentycznie ekscytowali się całą sytuacją. Zacząłem się wówczas zastanawiać, co w tym wszystkim jest na tyle interesującego, że obcokrajowcy nawet przez kilka godzin stali na planie i śledzili wydarzenia. Co mogłoby szczególnie zaabsorbować Amerykanina? Wydaje mi się, że oni zawsze opierali się na prostych diagnozach moralnych: dobro zwycięża zło. Więc myślę, że być może właśnie ta, w gruncie rzeczy, prostota przedstawionej historii.

Robert Gliński - reżyser i scenarzysta. Twórca takich filmów jak "Łabędzi śpiew", "Cześć Tereska", "Kamienie na szaniec"
"Kamienie na szaniec" w niecały tydzień po premierze film obejrzało ponad ćwierć miliona widzów. Produkcja ukazuje się właśnie na DVD oraz Blu-ray

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Materiał oryginalny: Gliński: Młodzież jest dziś podatna na sprawy ducha. Nie myśli wyłącznie o tym, jak zrobić karierę - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Maja powody.
Od ponad 20 lat pejsata nichnikowszczyzna stara się wynarodowić Polaków. Częściowo
im się to udało, gdyż w każdej populacji znajdzie się kilkanaście procent użytecznych idiotów.
Ogólnie jednak, POnieśli klęskę.
Zaczynają więc narzekać. Oczywiście na Polaków, którzy nie ulegają żydolewackiej ideologii.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Gliński: Młodzież jest dziś podatna na sprawy ducha. Nie myśli wyłącznie o tym, jak zrobić karierę

s
spokojny

Też jestem za wychowaniem patriotycznym, za tym żeby szkoła uczyła, że patriotą jest ten kto wzmacnia pozycję własnego kraju wśród innych a więc potrafi z innymi współpracować, rozmawiać, nawet jeśli są problemy, dąży do dobrych relacji z sąsiadami czy dalszymi krajami, potrafi patrzeć w przyszłość i nie zapomina o historii ale kieruje się przede wszystkim sytuacją bieżącą.

Patriota nie chowa głowy w piasek i nie chowa się w kibelku ale śmiało podejmuje dialog, nawet z tymi, których nie lubi. Patriota nie izoluje się ale działa aktywnie w międzynarodowych organizacjach, w sposób demokratyczny i z poszanowaniem prawa, wywiązując się z umów.

Patriota odrzuca spiskowe teorie dziejów, nie wini rządu za katastrofy komunikacyjne a jego zachowanie w kraju i za granicą jest wzorem poszanowania przepisów, elegancji i dobrego wychowania dla rodaków i cudzoziemców.

Patriota nie używa przemocy wobec ludzi o innych poglądach, nie kłamie, nie oczernia, szanuje godność każdego człowieka i każdy naród, inne rasy czy inne religie, bo patriota to ktoś, kto poważnie traktuje tekst polskiej Konstytucji. Np. patriota nie mówi zatem błędnie, że nasz kraj nazywa się IV RP skoro Konstytucja wyraźnie definiuje nazwę państwa jako III RP.

Patriota to człowiek silny i inteligentny a więc potrafiący zareagować na satyrę celnym dowcipem lub eleganckim milczeniem a nie straszyć prokuratorem. Patriota nie występuje wobec innych z pozycji moralnej wyższości ale potrafi być skromny. Patriota systematycznie i profesjonalnie pracuje, bez kombinowania, przekrętów, łapówek, kupowania podróbek czy kradzionych fantów.

Myślę, że jak na pierwszą lekcję wystarczy. Po jej odrobieniu, służę za jakieś 50 lat, dalszymi propozycjami.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3