Górnik Łęczna - Znicz Pruszków 1:0. Wygrana po bramce w samej końcówce meczu. Zobacz zdjęcia

Bartosz Litwin
Bartosz Litwin
fot. Wojciech Szubartowski
Udostępnij:
Kibice łęczyńskiego Górnika czekali na zwycięstwo swojej drużyny 201 dni. Jeszcze dłużej na bramkę w zielono-czarnych barwach czekał Bartosz Śpiączka. "Górnicy" wreszcie się przełamali i wygrali pierwsze spotkanie w 2020 roku. Tym samym obronili ligowe podium i zmniejszyli dystans do miejsca premiowanego bezpośrednim awansem.

Trener łęcznian, Kamil Kiereś zdecydował się na identyczne zestawienie personalne co w ostatnim meczu w Rzeszowie. Pewnym zaskoczeniem może być nieobecność w kadrze meczowej bramkarza Patryka Rojka. W ostatnich dwóch meczach zastąpił go Adrian Kostrzewski. Tym razem Rojka zabrakło nawet na ławce.

Piłkarze z Pruszkowa od początku spotkania sygnalizowali, że nie przyjechali do Łęcznej jedynie się bronić. To właśnie goście starali się konstruować ofensywne akcje. Pierwszy strzał na bramkę gospodarzy kibice przed telewizorami mogli zobaczyć już 30 sekund po pierwszym gwizdku. Uderzenie Piotra Moskwika z dystansu nie zrobiło jednak wrażenia na bramkarzu z Łęcznej. W 7. minucie zaskoczyć Kostrzewskiego próbował Patryk Czarnowski. Równie nieskutecznie. 5 minut później kolejny strzał z dystansu nieznacznie minął bramkę Górnika. Z każdą chwilą coraz bardziej zaznaczała się przewaga Znicza. Pierwszy kwadrans nie przyniósł choćby jednej ofensywnej akcji gospodarzy. Później "Górnicy" zaczęli szukać długich wrzutek w pole karne przeciwnika. Żadna z nich nie wywołała jednak poważnego zagrożenia.

Pierwszy strzał na bramkę gości w 31. minucie oddał Tomasz Tymosiak. Jego uderzenie z dystansu było jednak zbyt lekkie, by zaskoczyć Bartłomieja Gradeckiego. Idealną sytuację na objęcie prowadzenia 90 sekund później zmarnował Aron Stasiak. Biegnącemu na lewy słupek skrzydłowemu piłkę wyłożył Paweł Wojciechowski. Stasiak w pełnym biegu huknął z bliskiej odległości, posyłając piłkę wysoko nad bramką. Ostatni kwadrans pierwszej odsłony należał do gospodarzy. Lepszej sytuacji jednak już nie mieli, a do szatni obydwa zespoły zeszły przy wyniku remisowym.

Kamil Kiereś zdecydował się po przerwie wprowadzić na boisko drugiego napastnika. Zamiast Adriana Cierpki na murawę wybiegł Bartosz Śpiączka. W miejsce Arona Stasiaka wszedł ponadto Dominik Lewandowski. Po zaledwie pięciu minutach trener Górnika dokonał trzeciej zmiany. Mocno poturbowanego Macieja Orłowskiego zmienił Jakub Zagórski. W drugiej połowie gospodarze grali nieco odważniej. Obudził się kapitan "Górników" Leandro, który już w pierwszych minutach drugiej odsłony wywalczył rzut wolny, oddał strzał i zaliczył kilka wrzutek. Po jednej z nich piłka znalazła się w siatce. W 57. minucie piłkę w bramce umieścił Dominik Lewandowski. Sędzia jednak gola nie uznał, gdyż wcześniej dopatrzył się faulu Marcina Stromeckiego na bramkarzu Znicza.

W drugiej połowie zdecydowanie przeważali zielono-czarni. Strzały z dystansu podopiecznych Kamila Kieresia nie stwarzały jednak większego zagrożenia. 20 minut przed końcem regulaminowego czasu gry zagrozić bramce starał się Bartosz Śpiączka. Najpierw jednak strzałem głową trafił w obrońcę, a chwilę później uderzając z ostrego kąta, posłał piłkę obok słupka. Napastnik Górnika dopiął swego w 88. minucie. Leandro podał do Śpiączki płasko na bliski słupek, a ten bezbłędnie wykończył akcję. To pierwszy gol Śpiączki dla łęczyńskiego klubu po ponad trzech latach. Ostatni raz bramkę dla Górnika zdobył 2 czerwca 2017 roku w ekstraklasowym spotkaniu z Ruchem Chorzów. Goście do końca walczyli o punkt, ale mimo doliczonych aż pięciu minut nie udało im się stworzyć poważnego zagrożenia.

Górnik Łęczna - Znicz Pruszków 1:0 (0:0)
Bramki: Śpiączka 88

Górnik: Kostrzewski - Leandro, Baranowski, Midzierski, Orłowski (51 Zagórski), Goliński (90+2 Turek), Tymosiak, Cierpka (46 Śpiączka), Stromecki, Stasiak (46 Lewandowski), Wojciechowski.
Trener: Kamil Kiereś

Znicz: Gradecki - Bochenek, Baran, Rybak, Drobnak, Machalski, Nowicki (70 Obst), Rackiewicz (66 Pyrka), Moskwik (83 Proczek), Zjawiński (78 Nojszewski), Czarnowski.
Trener: Piotr Mosór

Żółte kartki: Orłowski - Rackiewicz, Baran, Machalski, Czarnkowski, Proczek
Sędziował: Marek Śliwa (Kielce)

ZOBACZ TAKŻE:

Fani futbolowych drużyn od lat sympatyzują lub nie lubią się z kibicami innych zespołów. Jak to wygląda w przypadku najpopularniejszych klubów z województwa lubelskiego? Sprawdźcie na kolejnych slajdach!

Zgody i kosy kibiców klubów piłkarskich z woj. lubelskiego. ...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie