"Grzeczna" w Teatrze Andersena: Przekleństwa zbyt dobrej dziewczynki

Sylwia Hejno
„Grzeczna” Aleksandry Konarskiej wizualnie przypomina komiks lub kolorowankę Małgorzata Genca
Pewnego razu była sobie bardzo miła i cicha dziewczynka. I tak nikomu nie przeszkadzała, że w końcu znikła. Morał? Nie warto być grzecznym.

W „Grzecznej” Gro Dahle i Sveina Nyhusa (podobnie jak w innych ich wspólnych książkach) ilustracje mówią równie wiele co tekst. Młoda reżyserka i scenografka Aleksandra Konarska również tworzy na scenie Teatru Andersena coś w rodzaju rysunkowej opowieści - momentami mającej w sobie coś zarówno z klimatu slapstickowej komedii, jak i z filmu grozy.

Głównym bohaterem jest scenografia, której towarzyszy pełna napięcia muzyka Rafała Rozmusa. Scena to żywe, czarno-białe rysunki. Rysunkowi są bohaterowie, rysunkowy jest ich świat. Aktorzy są za nim skrzętnie schowani. Dorośli są tak nieosiągalnie wysocy, że kończą się w połowie, maleńkie dzieci oglądają tylko ich nogi. Dorośli nie fatygują się wypowiadaniem słów, mamroczą coś niezrozumiale z aprobatą lub z niezadowoleniem - wtedy rozbrzmiewają ciężkie tony i niepokojące odgłosy, rodem z niemego horroru. Niemego nie tylko stylem i nie tylko w przenośni, bo jak mówi słynne powiedzenie - dzieci i ryby głosu nie mają.

Lusia (Roma Drozdówna) to dziewczynka najgrzeczniejsza z grzecznych. A bycie grzecznym, wedle dorosłych, to niesprawianie kłopotów, bycie niezauważalnym. Lusię wiele to kosztuje. Stopniowo znika, traci kolejne warstwy ubranek świadczących o indywidualności, stapiając się z tapetą. Narrator opowiada, ale jakby obok, bo Lusi nikt z jej otoczenia przecież nie słyszy tak naprawdę. Pewnego dnia wtapia się w ścianę. Uwięziona czuje jakby swędzenie w gardle, jakby coś, od dawna powstrzymywane, chciało się z niego wydostać. Wreszcie Lusia krzyczy: dość tego, nie będzie już grzeczną dziewczynką, a na tle tynku zaczynają majaczyć sylwetki innych pozbawionych głosu dziewczynek i kobiet. Popiskują coraz śmielej i śmielej, aż też udaje im się wydostać ze ściany, a świat nabiera kolorów.

Ten spektakl można zadedykować wszystkim kobietom, niezależnie od wieku, którym głos więźnie w gardle. Wszystkim rodzicom, którzy uczą małe dziewczynki, że złościć się nie wypada. Ale poza tym, że mówi o rzeczach naprawdę ważnych, na kolejne sceny patrzy się z prawdziwą przyjemnością.

To przedstawienie z pewnością nie na rękę tym, którzy oczekują od dzieci, aby na co dzień były niewidzialne, bo pokazuje destrukcyjne wygodnictwo takiego postępowania. Lusia może i przestała być grzeczną dziewczynką, ale za to stała się taką, która w razie potrzeby potrafi przebić się przez ścianę.

„Grzeczna” reż. Aleksandra Konarska, Teatr Andersena. Premiera 23.01. Kolejne spektakle: 27 - 29.01, godz. 9.30 i 11.30. Bilety 20 - 25zł

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kinol
więc muszę napisać,że w pełni zgadzam się z Jolką co do tematu przedstawienia-nie jest dla dzieci.
J
Jolka
Scenografia świetna, muzyka świetna, spektakl... nieświetny/świetny. Na pewno nie dla dzieci, a tym bardziej nie od 5. roku życia. Docelowy widz: rodzice spodziewający się córki; rodzice malutkiej córki; dorosłe córki, które były wychowywane przez rodziców "pod linijkę", a dziś potrzebują przez to pomocy psychiatry. Absolutnie nie dla przedszkoli ani dla I i II etapu nauczania. Przedstawienie to wielka metafora - dla dojrzałych ludzi!
Dodaj ogłoszenie