Handlarze złomu czy bliskowschodni terroryści. Kto ukradł radioaktywny izotop? Służby długo próbowały rozwikłać tę zagadkę

Piotr Nowak
Piotr Nowak
Małgorzata Genca / archiwum
Udostępnij:
Siedem jajowatych pojemników, każdy z okrągłą pokrywą, dwoma uchwytami, pomalowany na jaskrawo żółty kolor i z czerwonymi symbolami promieniotwórczości na bokach. Jak to się stało, że 40-kilogramowe pojemniki „wyparowały” z lubelskiej fabryki? Odpowiedzi na to pytanie poszukiwała prokuratura i ABW.
Handlarze złomu czy bliskowschodni terroryści. Kto ukradł radioaktywny izotop? Służby długo próbowały rozwikłać tę zagadkę

„Radioaktywny kobalt zniknął z odlewni” - czytamy na pierwszej stronie Kuriera Lubelskiego z 9 grudnia 2010 r. „Siedem pojemników z radioaktywnym kobaltem-60 zniknęło z nieczynnej odlewni żeliwa Ursus. Dopóki znajdują się w specjalnych pojemnikach nie stanowią zagrożenia, ale jeśli zostaną uszkodzone – może dojść do skażenia” - donosił dziennikarz Kuriera.

Brak pojemników stwierdzili pracownicy Państwowej Agencji Atomistyki, którzy miesiąc wcześniej przyjechali do likwidowanej odlewni na rutynową kontrolę. Postępowanie wykazało brak siedmiu źródeł promieniowania. O swoim odkryciu agencja poinformowała policję, policja złożyła meldunek do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Handlarze złomu czy bliskowschodni terroryści. Kto ukradł radioaktywny izotop? Służby długo próbowały rozwikłać tę zagadkę
Małgorzata Genca / archiwum

- Przyglądamy się sprawie. Na obecnym etapie mogę powiedzieć tylko tyle - powiedział Jakub Tatarczuk, rzecznik lubelskiej delegatury ABW. Mniej oszczędni w słowach byli urzędnicy lubelskiego ratusza, którzy wcześniej nie byli świadomi zagrożenia.

- Kiedy w 2003 r. obejmowałem urząd, dostałem projekt likwidacji odlewni. W dokumencie były wymienione materiały, które się tam znajdują, ale nie było ani słowa o czymkolwiek radioaktywnym. Takie materiały powinny być ściśle ewidencjonowane przez właścicieli obiektu. Ktoś po prostu wykazał się ogromnym niedbalstwem - stwierdził Marian Stani, dyrektor Wydziału Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Lublin.

Odlewnia żeliwa była sztandarową inwestycją PRL. Kombinat na lubelskim Hajdowie budowano przez około 11 lat. Lata świetności fabryki przypadają na koniec lat 80-tych. To wtedy sprowadzono do niej pojemniki z niebezpiecznym izotopem. Każdy ważył około 40 kilogramów. Jednak promieniotwórczy pierwiastek stanowił zaledwie niewielki ułamek ich masy.

- Pojemniki są bardzo ciężkie ze względu na ołów, który służy jako zabezpieczenie przed promieniowaniem gamma. Materiału radioaktywnego w takim pojemniku jest bardzo mało, rzędu miligramów - wyjaśnia prof. Andrzej Komosa z Katedry Radiochemii i Chemii Środowiskowej Instytutu Nauk Chemicznych UMCS.

Handlarze złomu czy bliskowschodni terroryści. Kto ukradł radioaktywny izotop? Służby długo próbowały rozwikłać tę zagadkę

Do czego wykorzystywano izotop? - pytamy badacza.

- W przemyśle promieniowanie kobaltu-60 stosuje się do prześwietlania różnych metalowych elementów w celu wykrycia ich wad i oceny jakości. Każdy pojemnik ma otwór, przez który emitowana jest jednolita wiązka promieniowania. Promieniowanie jest pochłaniane przez materiał zależnie od jego wymiarów i gęstości. Dzięki temu uzyskujemy obraz wnętrza badanego materiału, np. widać, czy stal ma bąble powietrza lub inne wady – mówi naukowiec.

- W latach 50-tych i 60-tych był olbrzymi boom na izotopy. Na potęgę stosowano je w hutnictwie. Kobalt dodawano do pieców, żeby śledzić, jak przebiega proces wytopu. Stal była później nieco napromieniowana, ale nikt się tym nie przejmował. Kobalt nadal jest stosowany w medycynie, do naświetlania komórek rakowych u pacjentów onkologicznych. Dziś już ta metoda nie jest tak popularna jak kilkadziesiąt lat temu, ze względu na istnienie nowej aparatury, wykorzystującej inne rodzaje promieniowania - mówi prof. Komosa.

Złomiarze lub terroryści
Kobalt był wykorzystywany w lubelskiej odlewni do sprawdzania jakości wyrobów. Przez pewien czas był to jeden z największych tego typu zakładów w Europie. Przez hale fabryczne przewinęło się około 10 tysięcy osób. W latach świetności jednocześnie pracowało tu 3000 osób.

Likwidacja odlewni rozpoczęła się w 1999 r. Przez pierwsze lata elementy konstrukcyjne hal fabrycznych były wywożone na złom. Część z nich została rozkradziona. Między metalowymi szkieletami koczowali bezdomni. Proces upadłościowy Ursusa zakończył się w 2010 r. Do tego czasu większość terenu i obiektów została sprzedana. Pieniądze uzyskane w ten sposób zostały przekazane na pokrycie długów przedsiębiorstwa. Afera z zaginionymi izotopami wypłynęła akurat w momencie, kiedy losy odlewni były już właściwie przypieczętowane.

- Afera była na cztery fajerki - tak wydarzenia sprzed lat wspomina osoba, która uczestniczyła w poszukiwaniach „zaginionych” pojemników. Z ironią wspomina działania ówczesnych służb i reakcje zwykłych ludzi. „Na mieście” niemal od razu zaczęły pojawiać się różne wersje zdarzeń i domysły, co mogło się stać z zaginionym kobaltem.

- W sprawę zaangażowały się Państwowa Agencja Atomistyki, Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, prokuratura. Niektórzy sugerowali, że izotopy zostały przeszmuglowane na Bliski Wschód, że mogą posłużyć do wyprodukowania „brudnej bomby atomowej” - mówi uczestnik tamtych wydarzeń.

Handlarze złomu czy bliskowschodni terroryści. Kto ukradł radioaktywny izotop? Służby długo próbowały rozwikłać tę zagadkę
Jacek Babicz/archiwum

Pracownicy likwidowanych zakładów przypomnieli sobie, że parę lat wcześniej część zabudowań fabrycznych zdemontowano na zlecenie firmy z Węgier. Niewykluczone, że część pojemników znajdowała się w rozbieranych halach i została wywieziona nad Balaton. Po latach nie udało się potwierdzić tej wersji wydarzeń.

Wątpliwości było sporo. W 2005 r. ołowiane pojemniki z kobaltem zostały wywiezione z Lublina do Świerku. W obiektach Państwowej Agencji Atomistyki w Świerku znajduje się bowiem przechowalniki wypalonego paliwa jądrowego i zużytych źródeł promieniowania gamma. 168 pojemników z kobaltem z Ursusa przekazano do utylizacji. Dopiero kilka lat później pracownicy PAA zorientowali się, że siedmiu pojemników brakuje. Na finał poszukiwań trzeba było czekać.

Zagrożenie minęło
„Przez dwa lata śledczy szukali złodziei, którzy mieli ukraść siedem pojemników z kobaltem z odlewni Ursus przy ul. Metalurgicznej. Teraz prokuratura umorzyła dochodzenie, uznając, że zostały one oddane na złom, a radioaktywna substancja jest zupełnie niegroźna” - czytamy w Kurierze z 7 stycznia 2012 r.

Jak wyjaśnia ekspert, izotop, owszem, emituje silne promieniowanie gamma, ale jednocześnie ma stosunkowo krótki czas połowicznego rozpadu. Oznacza to, że szybko traci swoją „promieniotwórczość". Wystarczy około pięciu lat, żeby aktywność tego izotopu zmniejszyła się o połowę. Po kolejnych pięciu latach aktywność spada do 25 proc. aktywności początkowej, a po około 50 latach można przyjąć, że aktywność nie będzie już zagrażać nikomu. Zdaniem prokuratury, pojemniki z kobaltem zostały zdemontowane z innymi elementami metalowymi i wywiezione na złom.

- Jeśli pojemniki z kobaltem trafiły na złom, zostały przetopione razem z ołowianym „opakowaniem" to bardzo możliwe, że elementy z nich wykonane mają właściwości radioaktywne. Jednak po tylu latach oraz dużym rozproszeniu promieniowanie zmniejszyło się na tyle, że prawdopodobnie zrównało się z naturalnym promieniowaniem, które na co dzień towarzyszy człowiekowi. Nie sądzę, żeby dziś ta ilość izotopu, która znajdowała się w zaginionych pojemnikach stanowiła stanowiła jakiekolwiek zagrożenie - uspokaja prof. Andrzej Komosa.

Nasz cykl „Kroniki Kryminale 1957-2020"

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Morawiecki prezydentem? Polacy mówią: tak!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie