MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Integracje – Mediacje: Ta błazeńska polityka (RECENZJA)

Andrzej Z. Kowalczyk
Teatr InZhest zagrał na placu przed Centrum Kultury
Teatr InZhest zagrał na placu przed Centrum Kultury Maciej Rukasz
Program ostatniego wieczoru przeglądu białoruskich teatrów ruchu wyprowadził widzów z teatralnej sali Chatki Żaka w plener, na plac przed Centrum Kultury. Właśnie tam Teatr InZhest z Mińska pokazał swój spektakl „Ostatnie szaty cesarza” z choreografią Sławy Inoziemcewa.

Już tytuł widowiska wyraźnie sugeruje źródło inspiracji, a jego początek zdaje się ową sugestię potwierdzać. Oto pewnego razu, pewien cesarz wyraził wolę odbycia przechadzki ulicami miasta i porozmawiania z prostymi ludźmi. Tak się zaczyna historia znana nam od pokoleń.

Ale twórcy „Ostatnich szat cesarza” w podtytule deklarują, że ich realizacja jest „tylko trochę na podstawie Andersena” i rozkręcają opowieść nie o sile kłamstwa i iluzoryczności władzy, ale mechanizmach polityki. Opowieść błazeńską, hałaśliwą i efekciarską, świadomie kiczowatą. Chcę być jednak dobrze zrozumiany – poprzednie zdanie nie jest zarzutem wobec spektaklu. Błazeńska, hałaśliwa, efekciarska i kiczowata jest sama polityka, a widowisko Teatru InZhest po prostu ją portretuje. Oczywiście w sposób przerysowany, ale właśnie dzięki temu tym silniej i dobitniej. I niech nikogo nie uspokaja fakt, że spektakl został zrealizowany na Białorusi i nas nie dotyczy. Dotyczy, i to bardzo. Telewizyjne serwisy informacyjne każdego dnia pokazują wciąż nowe na to przykłady. Powiem więcej: błazeństwo prezentowane ze śmiertelną powagą jest o wiele bardziej groteskowe niż to w wykonaniu białoruskich artystów. Oni bowiem błaznują świadomie, politycy zaś przeważnie nie zdają sobie z tego sprawy; nie dostrzegają własnej tragifarsowej śmieszności.

Takie potraktowanie tematu z góry determinuje wizualny kształt spektaklu. Wszystkie owe obecne w nim fajerwerki, ognie i dymy, szczudła i aktorstwo rodem bardziej z cyrkowej areny niźli scen teatralnych. Teatr uliczny chętnie i często sięga po takie środki. Można nawet rzec, iż są one dlań niejako znakiem rozpoznawczym. Co czasami prowadzi do sytuacji, w której stosowane efekty przykrywają przekaz. Nie tym razem jednak. W „Ostatnich szatach cesarza” rozmaitych efektów, sztuczek i grepsów jest rzeczywiście mnóstwo, ale idea spektaklu, jego zawartość intelektualna i przesłanie przez cały czas są doskonale czytelne. A to sprawia, że jest przedstawienie nie tylko do obejrzenia, lecz także do przemyślenia, co w przypadku teatrów ulicznych wcale nie jest regułą zawsze obowiązującą.

I na koniec jeszcze jedna uwaga, natury – nazwijmy to tak – organizacyjnej. Dotychczas miejscem prezentacji spektakli plenerowych był zazwyczaj plac Litewski, który często nie zapewniał dobrych warunków odbioru. Plac przed Centrum Kultury natomiast, dzięki swemu ukształtowaniu i elementom zabudowy, okazał się bardzo dobrą przestrzenią teatralną, z której warto w przyszłości częściej korzystać.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski