reklama

"Irasiad" na emeryturze pomaga skrzywdzonym psom

Irena ŁaszynZaktualizowano 
Ira spędza emeryturę na wózku, ale energii jej nie brakuje
Ira spędza emeryturę na wózku, ale energii jej nie brakuje Archiwum prywatne
Dzięki prezydentowi stała się najsłynniejszym psem w Polsce. Ira, nazwana raz Irasiadem, była ratowniczką, jeździła na akcje. Dziś porusza się na wózku, ale pomaga innym zwierzętom.

Agnieszka mówi, że o psa walczy się tak długo, dopóki nie uwłacza to jego godności. Oni wiedzą, kiedy przychodzi ten czas, bo wiele psów w ich domu umierało. Niektóre brali tylko po to, by mogły godnie odejść. Nie w zatłoczonym boksie, pośród innych skazańców, ale na własnym posłaniu, w ludzkich objęciach. Widzieli cuda.

- Pamiętacie Benka? Miał chłoniaka, który wyłaził mu wszystkimi porami i zadawał ból. Ale Benek się nad sobą nie rozczulał. Osiem lat spędził w schronisku, osiem lat załatwiał się pod siebie. A gdy trafił do normalnego domu, nigdy nie zsiusiał się na podłogę. Nawet, gdy podawałam mu chemię i bardzo cierpiał, zbierał siły, by wyjść na dwór. Umarł szczęśliwy.

Zanim przytrafiła się ta historia z Irą, mieli tu psie hospicjum. Przywozili zwierzaki w takim stanie, że wszyscy załamywali ręce. Bywały ślepe, chore, pokaleczone, z nowotworami. Wozili je do lecznicy, sprowadzali zagraniczne leki. Nawet jad tarantuli, który miał je uzdrowić! Lekarze mówili: To już koniec, nie męczcie ich. A oni nie odpuszczali. Dopóki nie uwłaczało to psiej godności. Dopóki były świadome, przyjmowały pokarm i z grubsza panowały nad fizjologią.
Iry też więc nikt nie męczy.

- Czy tak wygląda pies, który cierpi? - pyta Michał.
Ira unosi się błyskawicznie i sunie, niczym foczka, po pokoju, ciągnąc dwie tylne łapy. "To znowu o mnie?" - dziwi się i zagląda panu w oczy. A potem patrzy na gości, niemal z politowaniem, przekrzywia głowę i uśmiecha się od ucha do ucha.

Zaraz wyjdzie na spacer i udowodni światu, że pies na wózku też może być szczęśliwy. Podobnie jak człowiek. Wózek nie boli i nikomu nie uwłacza. Zastępuje nogi. Pomaga biegać, gonić koty, wróble i kaczki. Kaczki? Bez podtekstów - to tylko ptaki. Ira nie robi im krzywdy. One jej nie denerwują. Są jak kumple.

Psie dementi

Wyjaśnijmy sobie coś. Spotkanie z prezydentem Lechem Kaczyńskim wcale nie przebiegało tak jak podawały media. Po dwóch latach z okładem czas te brednie wyprostować. To nieprawda, że była nieposłuszna. Że nie chciała usiąść. I to jeszcze z powodu savoir-vivre! Nieważne, że pan prezydent stał. Rozkaz jest rozkaz. Gdy Michał Szalc mówi: Ira, siad! - ona siada. I nie patrzy na dystynkcje gapiów, bo to Michał rządzi. On jest jej treserem i opiekunem, a więc jest ważniejszy niż prezydent i zwierzchnik sił zbrojnych.
Oni z Michałem nie pojechali zresztą do Pałacu Prezydenckiego na musztrę, tylko na pokazy ratownicze, bo pracowali wtedy wspólnie w Grupie Poszukiwawczo-Ratowniczej Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku, uczestniczyli w różnych akcjach, mieli zasługi i sporo do pokazania. Michał ten pokaz prowadził, bardzo był zajęty i nawet nie zdążyli sobie zrobić, jak inni, zdjęcia z głową państwa. Ta wspólna fotografia miała być później. Ledwie się jednak do niej ustawili, wpadła grupa fotoreporterów, szczelnie ich obstąpiła i wycelowała w nich obiektywy. No i Ira pomyślała, że będzie jak w szkole.

Bo w szkole, podczas prowadzonego przez nich programu profilaktycznego "Postępowanie ze zwierzętami", na początku zawsze było tak: Michał mówił głośno - dzień dooobryyyy! A ona, czyli Ira, równie głośno odpowiadała: Hau, hau, hau! Gdy więc zobaczyła tylu "uczniów", czekała na to Michałowe dzień dooobryyy, żeby się przywitać.

Nie przewidziała zmiany scenariusza. "Ira, siad!" - skarcił ją Michał. A pan prezydent podsumował: "Irasiad jest dzisiaj bardzo zdenerwowany". Nie wierzyła własnym uszom! Ona, ratowniczka, z certyfikatem gruzowiskowym, która nawet podczas trzęsienia ziemi zachowywała spokój, chodziła po rumowiskach i wskazywała zasypanych, została potraktowana jak rozhisteryzowany kanapowiec. W dodatku - rodzaju męskiego…

- A ja słów pana prezydenta po prostu nie usłyszałem - wyjawia Michał Szalc. - O całym zamieszaniu dowiedziałem się w… Kaliningradzie, od dziennikarzy, którzy wydzwaniali, by zapytać o samopoczucie Iry. No i zaczęło się: "Szkło kontaktowe", Youtube, wszelkie możliwe gazety i stacje. Co za ironia losu, myślałem. Ira tyle dobrego w życiu zrobiła, a zaistniała w mediach z powodu pewnego lapsusu…

Perełki i kijanki

Nikt nie wie, kto to Ira. Każdy zna hasło Irasiad. Spróbujcie wpisać słowo do Google'a! Właśnie. Zdziwicie się, jak tego dużo. Ale, oprócz setki mniej lub bardziej rozważnych informacji, zobaczycie też adres strony internetowej: Irasiad-zagubionym.pl. A na niej znajomy psi pysk. Uśmiechnięty, jak zawsze. To Ira - ambasadorka. Patronka fundacji, ratującej bezdomne, porzucone, chore zwierzaki.
Perełki, mówi o nich Agnieszka Szalc. Albo misie. To te bardziej sprawne, ale już niespecjalnie urodziwe, niepasujące do nowego dywanu, świątecznie nakrytego stołu i wczasów z ofertą all inclusive. Te ze sparaliżowanymi tylnymi nogami, takie jak Ira, nazywane są foczkami. Albo kijankami. Jedne i drugie, przed świętami i wakacjami, przywiązywane są do barierek przed hipermarketami lub do drzew w lesie. Im dalej od domu, tym lepiej. Ale niektóre zostawia się w Kokoszkach, w pobliżu schroniska Promyk. Bo skoro jest miejsce dla 400 zwierzaków, to i ten jeden brzydal w którymś boksie się zmieści. Agnieszka zna setki takich perełek.

- Najpierw podrzucałam do schroniska koce, karmę, stare szmaty do okrycia - opowiada. - Potem zaczęłam tam chodzić. Żeby wyprowadzać psy na spacer. Żeby wydobywać je z zatłoczonych boksów. Strzyc. Oswajać z człowiekiem. Szukać dla nich nowego domu. Albo zabierać do swojego. Na czas umierania. - Wracała po paru godzinach, wykończona fizycznie i psychicznie - wspomina Michał.

Takich jak ona było więcej. Poznały się w internecie, spotkały w realu. A dokładnie - w gdańskim schronisku dla bezdomnych zwierząt przy ul. Przyrodników. Dodatkową opieką otoczyły ok. 50 psiaków. Sprzątały im klatki, karmiły, kąpały, wyszukiwały lekarzy, kombinowały diety, organizowały kojce. Trochę na dziko. Któraś wpadła więc na pomysł, by usankcjonować to prawnie. Założyły fundację. Prezeską została Ania, która działa w Związku Kynologicznym i trochę zna się na papierach.

Jest ich kilkanaście. Poważne baby, żadne nawiedzone paniusie. Aga pracuje w Straży Granicznej i ma stopień kapitana. Druga Agnieszka jest po farmacji, Mariola ma sieć butików, Dominika - stawy rybne, Aneta - doktorat z ekonomii, a Kasia wkrótce studia doktoranckie skończy. Beata pierwsza pracuje w firmie informatycznej, Beata druga zajmuje się funduszami unijnymi. Każda robi coś fajnego. A w wolnych chwilach tuli pokaleczone psy i koty.

Fundacji patronuje Ira. Nie ukrywają, że nazwa chwyciła. Nawet premier przed świętami przekazał trochę pieniędzy. A prezydent RP przesłał im dobre słowo. Ono jest może ważniejsze niż pieniądze, bo przecież gdyby nie tamto spotkanie i tamten lapsus, nie działyby się te wszystkie wspaniałe rzeczy. I cuda.
Jakie cuda? Foczki Pik i Pok, które trafiły do schroniska po wypadku, dostały wózki. Babcia, duża stara suczka, w wieku węgla brunatnego, której nikt nie chciał, trafiła na Człowieka. "Biorę ją i tylko ją" - powiedział Człowiek i zabrał Babcię do Domu. A inny Człowiek zabrał ślepego Rydzyka, którego ktoś inny zostawił w lesie, by umarł. Bo w prawdziwym Domu nie oczy są najważniejsze.

Ile takich szczęśliwych przypadków było? Setki.Omek też jest ze schroniska. Też nie widzi. Ma padaczkę, chore serce i trzustkę.
- No i śmierdzi mu z pyska - uściśla Agnieszka, biorąc go w objęcia i w śmierdzący pysk całując.

Siedzą na kanapie, razem z Wanią, która ma trzy tygodnie i rodowód. Z Kaloszem, psim ratownikiem, następcą Iry, u jednego boku i z Irą u drugiego. Taki dom. Z wytartymi parkietami, psimi posłaniami we wszystkich możliwych miejscach i psimi wizerunkami na ścianach i w gablotach. Psy z porcelany, psy na starych pocztówkach, psy na zdjęciach, psy zamiast stolika kawowego i psy zamiast przetworów w spiżarni.

- Od kiedy Ira zachorowała, nie bierzemy kolejnych - mówi Aga. - Jej komfort jest najważniejszy. Tyle psów odchodziło na jej oczach, tylu ludzi. Wystarczy. Jak to tłumaczył Lis Małemu Księciu? Stajesz się odpowiedzialny na zawsze za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za swoją różę…

Iskry w oczach

Michał uważa, że o Irze można książkę napisać. Taka dzielna, pracowita, karna, podporządkowana. Kazał skakać z pędzącej motorówki - skakała. Kazał skoczyć w ogień - skoczyła.

Rok 2002. Ćwiczą w Sobieszewie skoki do wody, gdy dostają wiadomość: w Szczecinie wybuchł gaz, są ranni, trzeba lecieć. Wsiadają do śmigłowca, lecą, przeszukują rumowisko. Ira po raz pierwszy czuje zapach martwego człowieka. To ją zmienia. Dorośleje. Oddaje się pracy bez reszty.
Rok 2003, Algieria po trzęsieniu ziemi. Przeszukują gruzy, gdy następują wstrząsy wtórne. Ira zachowuje spokój, Michał zaczyna wątpić. Co ja tu robię? - pyta sam siebie. - Teraz, gdy mój syn ma Pierwszą Komunię. Dlaczego mnie przy nim nie ma? Ale jest Ira. Trąca go nosem, zagląda w oczy. Wytrzymasz, mówi.
Rok 2005, Pakistan. Przeszukują domostwa dotknięte kataklizmem, udzielają pomocy medycznej 800 osobom, znajdują setki trupów. To wielkie obciążenie psychiczne. I dla niego, i dla psa. A tu kolejny rozkaz: trzeba przejrzeć jeszcze jedno gruzowisko. Znowu trupy, setki trupów. Parę lat później niemal w tym samym miejscu, bo tylko sto kilometrów dalej, zginie porwany przez talibów polski geodeta. Czy zachowywałby się inaczej, gdyby to wtedy wiedział? Oczywiście, że nie. Ale te trupy śnią mu się po nocach. Jemu i psu.

Ira znowu zagląda mu w oczy. Niemal wzrusza ramionami, to znaczy łapami. Dość tych wspomnień! Jest fajnie. Patrz: Aga uszyła buciki na tylne łapy, żebym nie szorowała pazurami po ziemi, żebym się nie kaleczyła. Patrz: to mój kosmodrom, mój biko! Już zapomniałam, że istnieje, a zapłaciliście za to 750 złotych. Tyle pieniędzy za kilka gumek, które miały ułatwić poruszanie. Może na początku choroby tak było. Ale potem gumki przestały wystarczać. To przecież postępujące zwyrodnienie osłonki mielinowej rdzenia kręgowego.

Niektórzy mówią, że taka degeneracja jest jak stwardnienie rozsiane u człowieka. Postępuje - i już. Operacja neurologiczna odbarczenia rdzenia kręgowego i nerwów kulszowych w klinice w Grudziądzu, na którą strażacy wyłożyli pieniądze, tylko zdjęła ból. Ira odzyskała apetyt na życie. Energię. Było super. Ale do czasu, bo siadła druga noga. Pojawiły się skurcze spastyczne. Nogi same się unosiły, a potem szły własną drogą. Jakże była na nie zła! Bo to przypominało ministerstwo dziwnych kroków Monty Pythona. Żyć się odechciewało, zdaje się tłumaczyć Ira.

Został tylko wózek. Dwa kółka, uprząż, wyłożone materiałem uszy, podtrzymujące uda. Pamiętacie? Gdy to założyła, odetchnęła. Miała iskry w oczach. Mogła biegać.

Neurolodzy powiedzieli: jeśli będziecie o nią walczyć, to będzie z wami dłużej. Może do zimy, może do lata. Walczą więc. Naświetlają, ćwiczą z nią, pływają. Taplają się razem w Motławie i w jeziorze w Łapinie. Biegają po plaży. Ludzie, gdy widzą niepełnosprawnego psa w pojeździe na kółkach, różnie reagują. Jedni się wzruszają, inni pytają o eutanazję.

- Parę tygodni temu Ira została laureatką ogólnopolskiego programu "Pomóżmy razem", uzyskując tytuł Psa Bohatera Profesjonalisty - przypomina Michał. - Gdy jechaliśmy do Warszawy po odbiór nagrody, zastanawialiśmy się, czy wózek też zabrać. Bo przecież Ira, z niewielką pomocą, sama zdołałaby się po to trofeum wdrapać. Ale zabraliśmy. Po to, by ludzie zobaczyli szczęśliwego, radosnego wózkowicza i nigdy więcej nie pytali o eutanazję.

Wózek nie uwłacza godności. Choroba nie uwłacza. Uwłaczają takie pytania.

Ten tekst, a także inne ciekawe materiały, znajdziesz w Magazynie "Polski The Times"

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: "Irasiad" na emeryturze pomaga skrzywdzonym psom - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

H
HALINA9000

Mam 2 znajdy: owczarka i dalmatynkę.

Pierwszy (Beryl) w chwili adopcji miał 7 szwów na pysku i połamaną łopatkę. Wpadł pod samochód porzucony przez już-nie-kochających właścicieli. Fuksem ocalało mu oko.
Druga (Kredka) została ordynarnie zostawiona w schronisku bo szczekała na działce i tym przeszkadzała sąsiadom. Fizycznie zdrowa (poza złamanym ogonem), psychicznie podziurawiona jak ser. Musiała przetrwać ponad 5 lat horroru.

Teraz mają nieustający Dzień Dziecka. I to się nie zmieni. Do końca.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3