Izraelski bard sceny alternatywnej śpiewa Kaczmarskiego

RedakcjaZaktualizowano 
Noam Rotem w "Naszej klasie" Jacka Kaczmarskiego odnalazł echa przeszłości swojego własnego kraju. Utwór opowiada bowiem o przymusowej emigracji polskich Żydów po Marcu 1968 roku. Gwiazda muzycznego podziemia z Izraela opowiada o tym w rozmowie z Joanną Berendt.

Z Noamem Rotemem, gwiazdą muzycznego podziemia z Tel Awiwu, rozmawia Joanna Berendt

Jak to się stało, że znalazłeś się dziś w Polsce?
Oj, to długa historia... Mówiąc jednak w skrócie - w zeszłym roku Instytut Adama Mickiewicza zaczął organizować Polsko-Izraelski Rok. Jedną z inicjatyw miało być znalezienie u nas artysty, który wykonałby po hebrajsku cover jakiejś piosenki o Solidarności oraz polskiej drodze do wolności. Organizatorzy trafili na mnie. Stwierdzili, że skoro tyle z moich utworów opowiada o konfliktach społecznych, będę odpowiednią do tego osobą. Ja się zgodziłem, a oni zaprosili mnie do Polski. I oto jestem!

Co sprawiło, że tym utworem, który wybrałeś, jest właśnie "Nasza klasa" Jacka Kaczmarskiego?
Dostałem całą listę utworów. Przesłuchałem mnóstwo piosenek, aż natrafiłem na "Naszą klasę". W pierwszym momencie uderzyła mnie melodia. Nie brzmi nowocześnie, ale właśnie w tym tkwi sęk. Wielu z dawniejszych izraelskich artystów pochodziło z Polski i komponowało w podobny do Kaczmarskiego sposób. Kiedy więc usłyszałem ten utwór, natychmiast ogarnęło mnie uczucie, że to coś znajomego i mi bliskiego. Dopiero potem usłyszałem tekst. Pierwsze wersy mówią, że "Adam jest w Tel Awiwie," a więc w moim mieście. A do tego jeden z moich bliskich przyjaciół, który zresztą wykonał ze mną ten utwór, ma na imię Adam. Wtedy poczułem, że to przeznaczenie. Następnie przetłumaczyłem cały tekst, który zadziwił mnie swoją autentycznością. Piosenka opowiada m.in. o tym, jak Żydzi musieli emigrować z Polski w latach 70. i o tym, jak los rozdziela bliskich sobie ludzi.

Coś zmieniłeś w tekście?
Wers: "Marek siedzi za odmowę, bo nie strzelał do Michała", byłby w Izraelu niezrozumiały. W mojej wersji Marek siedzi za odmowę służby wojskowej, co często się u nas zdarza. Ponadto brat Janusza w mojej wersji nie popełnia samobójstwa, ale zostaje zastrzelony na terenach okupowanych.

Słyszałeś coś o Solidarności, zanim przystąpiłeś do pracy nad piosenką?
Bardzo dużo się dowiedziałem o niej w trakcie robienia researchu na temat utworu. To tak jak z pisarzem, który - tworząc bohatera - przechodzi przez cały proces: od jego dzieciństwa, historii miłosnych czy upodobań, nawet jeżeli nie będą one bezpośrednio związane z akcją. I tak samo ja musiałem dowiedzieć się jak najwięcej o tle wydarzeń, o których opowiada piosenka. Znalazłem m.in. obrazy z okresu wprowadzenia stanu wojennego w Polsce - wszystkie czarno-białe z wielką krwistoczerwoną flagą Solidarności. W podobnej konwencji próbowaliśmy zresztą utrzymać wideoklip do naszej wersji "Naszej klasy".

Szczerze mówiąc, wydaje mi się dziwne, że ktoś spoza Polski może tak łatwo poczuć i wejść w klimat tej naszej słowiańskiej melancholii.
Właśnie w tym rzecz. Już pomijając związki między muzyką polską a izraelską - utwory Jacka Kaczmarskiego może i opowiadają konkretne historie, ale pod tymi historiami przemycają uniwersalne treści. Podobnie jest z baśniami czy przypowieściami biblijnymi, które są tak samo rozumiane zawsze i wszędzie. Mam tylko nadzieję, że gdyby Jacek Kaczmarski żył, to zgodziłby się ze mną co do słuszności wprowadzenia zmian w jego tekście.

Wydaje mi się, że byłby szczęśliwy, że jego piosenka po blisko 30 latach jest tak samo aktualna i broni się w nowej interpretacji.
To jest właśnie wyznacznikiem prawdziwej sztuki i to pokazuje ci, jak wspaniałym utworem jest "Nasza klasa". W nowym kontekście i po tylu latach jest nadal tak samo aktualna jak kiedyś. Piosenka nie pojawiła się jeszcze w radiu, ale zagrałem ją na kilku koncertach i reakcje były niesamowite. Młodzi ludzie nie zorientowali się, że to nie mój utwór, co tylko udowadnia, jak ciągle jest on aktualny. Starsi ludzi reagowali intensywniej - część z nich musiała emigrować z Polski w latach 70. i znała ten utwór w oryginale.
Jesteś przedstawicielem sceny alternatywnej muzyki w Izraelu...
Nie jestem wcale tego taki pewien! Coraz częściej słyszę, że wchodzę do mainstreamu i bardzo mnie to denerwuje! Ostatnio nie zaprosili mnie nawet na wielki festiwal muzyki indie, choć do tej pory byłem na nim co roku... Podobno zacząłem odnosić zbyt duży sukces komercyjny.

Jak więc wygląda ta scena muzyki alternatywnej?
Teraz jest dużo lepiej niż kiedyś. Kiedy ja zaczynałem (a było to dawno, dawno temu, choć może nie wyglądam na swoje lata!), żeby wydać album niezależnie, potrzeba było 100 tys. dol. To był koszt małego domu. Pamiętam pot, krew i łzy, zanim w końcu udało nam się znaleźć kogoś, kto nam wydał pierwszą płytę. To było jak wygranie losu na loterii. Teraz jest dużo prościej, bo każdy może nagrać profesjonalną płytę w domu i umieścić ją w internecie. To jednak wiąże się z innym problemem. Teraz mamy więcej gitarzystów niż ludzi, którzy chcieliby ich słuchać.

A o czym śpiewacie? W Polsce niezależni artyści wyśpiewują głównie inwektywy pod adresem polityków. Kaczmarski sam śpiewał protest songi.

Chciałbym tu zacytować Boba Dylana, któremu po wydaniu płyty w latach 60. jakiś dziennikarz zadał pytanie: "Na twoim nowym albumie jest kilka piosenek o miłości. Nie śpiewasz już protest songów?". A on odpowiedział: "Wszystko, co śpiewam, jest protest songiem". Mogę tak samo odpowiedzieć. W miejscu o tak skomplikowanej sytuacji politycznej jak Izrael nawet pisanie piosenki miłosnej jest dla mnie aktem politycznym. Nie można tego jednak odnieść do całej sceny muzycznej, bo jest ona stosunkowo młoda. Czekam, aż muzycy nieco dojrzeją. Na razie większość z nich pisze i śpiewa o małych sprawach, jak o tym, co dzieje się w takiej choćby kawiarni! Sam uczę muzyki współczesnej i ciągle powtarzam moim studentom: "Kiedy ja byłem w waszym wieku, wszystko, co chciałem robić, to rozwalać gitary na czyichś głowach. Nie można całe życie pisać o niespełnionej miłości!". Ale oni są opętani wizją sukcesu. Trzymają się jakiegoś głupiego wzoru na murowany przebój muzyczny. Według tego wzoru miłość się sprzedaje, polityka - mniej.

Dlaczego młodzi ludzie nie chcą się angażować w sprawy kraju?

Młodzi ludzie nie wiedzą zbyt wiele ani o historii, ani o polityce Izraela. U nas w ogóle nie jest w dobrym tonie być patriotą. To wynika bardziej z braku wiedzy niż z czegokolwiek innego.

Ktokolwiek chce śpiewać o konflikcie z Palestyną?
W mainstreamie nie przypominam sobie ani jednego utworu, który by o tym traktował. Sam kiedyś jeden napisałem. Nie chciałem w nim jednak oceniać. Wymowa miała być taka, że ani racja, ani prawda nie leżą po jednej stronie, a wszyscy się nawzajem ranimy. To szalenie skomplikowany dla nas temat.

OK, wróćmy więc do Polski. Dlaczego zdecydowałeś się zaangażować w projekt Instytutu?
Zazwyczaj jest tak, że muzyka sama ciebie wybiera. I ten projekt wybrał mnie. A ja się w nim zakochałem. Wcześniej z Polską nie łączyło mnie nic poza wspomnieniami o moich dziadkach. Teraz jednak, po spędzeniu w waszym kraju nawet niecałej doby, czuję się, jakbym był w domu, jakbym mieszkał tu całe życie. To niewiarygodne. Jest w tym coś mistycznego, bo rzeczywiście moje korzenie są właśnie stąd. Moi dziadkowie z jednej strony są z Warszawy, a z drugiej z Łodzi. Polska jest zresztą miejscem specjalnym dla wszystkich Żydów - nasze największe osiągnięcia intelektualne, polityczne, artystyczne pochodzą właśnie stąd. Podobnie jak i nasza największa tragedia.

Dlatego też nasze relacje są tak skomplikowane...
Tak, ale czy są skomplikowane, czy nie, to przynajmniej mamy jakieś relacje. Tymczasem, kiedy pojawiam się w Islandii, to nie mam żadnego poczucia wspólnoty. Co mnie niby łączy z tymi ludźmi? Stamtąd pochodzi Björk, ale to by było na tyle. Z Polską jest inaczej. Zresztą znajomi często nazywają mnie Polakiem, ale to z innego powodu…

Jakiego?
Bycie Polakiem u nas oznacza być wiecznie niezadowolonym… To często odnosi się do kobiet, które chcą wzbudzać w innych poczucie winy. Coś na zasadzie, kiedy dziewczyna mówi do chłopaka: "OK, nie przejmuj się mną i idź się dobrze bawić. Ja mogę tu zostać sama i płakać w samotności"…

I Ty też taki jesteś?!
(śmiech) Cóż, na pewno ciężko mnie zadowolić!

Polska jest więc taka, jak sobie wyobrażałeś?
Tak już na poważnie. W Izraelu funkcjonuje pewien etos Polski, więc bardzo niecierpliwie oczekiwałem przyjazdu tutaj. I ten przyjazd niezwykle mnie wzruszył. To dziwne uczucie, ale rozpoznaję siebie w tych warszawskich ulicach, w mijanych ludziach. Czuję obecność mojej rodziny. To dlatego że Warszawa nie wymazała dawnej obecności Żydów ze swojej topografii.

A ludzie? Jesteśmy bardzo "polscy"?
Coś w tym jest... Szczerze mówiąc, ludzie bardzo mnie zaskoczyli. Historia odcisnęła na was swoje piętno. Jesteście bardzo skromni i prostolinijni. Wracam właśnie z wywiadu w radiu i byłem w szoku, jak normalni mogą być ludzie mediów! W Izraelu wszyscy dziennikarze są niewiarygodnie zarozumiali i nadęci. Wy nie pozwalacie sobie na zmanierowanie.

Dobra, dobra... Nie jesteś w naszym kraju nawet 24 godziny!
Tak, ale już widzę, że wy próbujecie zachować proporcje w tym, co robicie. Znajdujecie umiar.

Mówiłeś, że śpiewając Kaczmarskiego, chciałbyś sprowokować Izraelczyków do dowiedzenia się czegoś więcej o Polsce. Co by to miało być?

Po pierwsze, chciałbym, aby ludzie w moim kraju uświadomili sobie, że ucząc się historii Polski, jednocześnie uczą się swojej własnej historii. Nie możemy zaprzeczać ani zapominać o tym, kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Korzenie naszych drzew genealogicznych wyrastają w waszym kraju. I to przede wszystkim chciałbym ludziom przekazać. Poza tym chciałbym, aby patrząc na Polskę, ludzie sobie uświadamiali, jakie siły drzemią w każdym narodzie i w każdym człowieku.

Kaczmarski jest tak inspirujący?
Tak, on mi uświadomił, jak silny jest duch człowieka. Kiedy śpiewam czy wypowiadam się na bardziej polityczne tematy, ludzie mi gratulują, że taki jestem odważny, ryzykując swoją karierę. Kaczmarski tymczasem, pisząc takie utwory jak "Nasza klasa," nie tylko ryzykował swoją karierę, ale i wolność, a nawet życie. To niesamowite.

Kaczmarski śpiewał w "Rozmowie," że "pan śpiewak świat widzi ponuro". A Ty, Noam, jak go widzisz?
Jestem raczej optymistą. Z jakiegoś jednak powodu niemal wszystkie moje piosenki są smutne. Być może chodzi o to, że nawet w radosnym utworze musi być nuta nostalgii czy melancholii, aby brzmiał on prawdziwiej. Z drugiej strony, muzyka nie może być chyba odzwierciedleniem całej duszy i osobowości artysty. W moim przypadku pokazuje ona raczej moje bardziej ponure oblicze.

Myślisz może o nagraniu jeszcze jakichś innych utworów polskich artystów?
Zastanawiam się nad tym. Ostatnio bardzo polubiłem także Republikę i ich kawałek "Biała flaga". Zresztą jeden z izraelskich muzyków nagrał jakiś czas temu album coverów Włodzimierza Wysockiego i odniósł z nimi spory sukces. Z drugiej strony, jest jeszcze sporo rzeczy, o których chciałbym opowiedzieć własnymi słowami.

Czy ja dobrze zrozumiałam, że chciałeś zaśpiewać polskie kawałki po polsku?
(śmiech) Tak, miałem taki plan. Okazało się jednak, że nauczenie się pierwszego wersu "Naszej klasy" po polsku to szczyt moich lingwistycznych możliwości…
Cholernie trudny ten wasz język!
Rozmawiała Joanna Berendt

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Materiał oryginalny: Izraelski bard sceny alternatywnej śpiewa Kaczmarskiego - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3