reklama

Jaruzelski walczy o miejsce w historii. Nie zamierzam mu w tym pomóc

Piotr ZarembaZaktualizowano 
Materiały prasowe.
Film "Towarzysz generał" jest oderagowaniem wieloletniej sytuacji, gdy Wojciech Jaruzelski jest gospodarzem debaty o samym sobie. Choćby z tego powodu dobrze, że pokazano go w TVP. Ratowanie własnego życia zmieniło się u Jaruzelskiego niepostrzeżenie w brawurową karierę.

Zacznę od osobistego wspomnienia. W pierwszej połowie lat 70. na wakacjach z rodzicami (byłem wtedy w podstawówce) spotkałem człowieka, który niezwykle dramatycznie opowiedział nam o masakrze grudniowej na Wybrzeżu. Chłonęliśmy każde jego słowo, a on zaskakiwał szczegółami. Wiedział, że gdyńscy robotnicy wezwani do powrotu do pracy przez partyjnego dygnitarza Stanisława Kociołka zostali zaatakowani na stacji kolejki podmiejskiej. Porażał nas scenami brutalności milicji. Spytany w końcu przez moją mamę: Jaka w tym była rola Jaruzelskiego, człowiek ów, zagorzały antykomunista, odpowiedział: mówią, że Generał siedział wtedy w areszcie domowym.

Tak dowiadywaliśmy się wówczas, rzecz dla młodszego pokolenia nie do wyobrażenia, o najbardziej elementarnych historycznych faktach. Z ustnych opowieści. To była nawet jeszcze przed zorganizowaną KOR-owską i ROPCiO-wą opozycją. Mit Jaruzelskiego, który nie "brał udziału" w niczym złym, za to symbolizował "godność munduru", okazał się zaskakująco żywotny. Trochę jeszcze w niego wierzyłem nawet na początku 1981 roku, kiedy został premierem. Skończyło się stanem wojennym i ośmioleciem miałkich, nieprzyjemnych, odzierających Polaków z nadziei rządów.

Mam wrażenie, że odrobinę tych złudzeń pozostało wielu Polakom do dzisiaj, choć od lat wiadomo, że Jaruzelski w żadnym areszcie w roku 1970 nie siedział, za to brał udział w posiedzeniu Biura Politycznego, które zgodziło się na użycie broni (co proponował pierwszy sekretarz Gomułka). A jednak choć toczy się, także od lat, kuriozalny proces odpowiedzialnych za grudniową masakrę, większość chce widzieć w Generale dobrotliwego staruszka, a on to zapotrzebowanie świetnie spełnia. Ile w tym tęsknot zwykłych Polaków, którzy szukają w peerelowskiej przeszłości jaśniejszych punktów, a ile zdominowania debaty przez chwalców, życzliwych i pozornie neutralnych?

Historycy na czele z nieocenionym profesorem Andrzejem Paczkowskim właściwie spełniają swoją rolę. Stan wojenny jest badany. Ale przecież o wiele bardziej liczy się przekaz publicystyczny, dziennikarski, nawet popkulturowy. Gdy zaś nawet ostatnio oglądało się tasiemcowe wywiady z Jaruzelskim, trzeba przyznać wyjątkowo sprawnym w przekonywaniu do własnych racji, można było odnieść wrażenie, że mówił, co chciał. Nie był niepokojony trudnymi pytaniami.

Mówił, co chciał, także i w takich quasi-artystycznych przedsięwzięciach jak dokumentalny film Teresy Torańskiej i Marii Zmarz-Koczanowicz "Noc z generałem". Rozumiem pokusę wniknięcia w duszę twórcy stanu wojennego, ale przecież nie za cenę zatarcia dokuczliwych jak drzazga faktów, zwłaszcza z dalszej przeszłości. Gdy już Jaruzelski był z nimi czasem konfrontowany (jak w programie Andrzeja Morozowskiego i Tomasza Sekielskiego "Teraz my" w TVN), wybuchała awantura. Wszystko było niestosowne, zbyt agresywne, nie na miejscu. Zgodnie ze słowami klasyka od Generała należało się znowu odp...Dopiero na tym tle można rozpatrywać i zrozumieć film dokumentalny Roberta Kaczmarka i Grzegorza Brauna "Towarzysz generał". Czytam prasowe ataki na ten film i jestem zdziwiony. To przecież nie jest praca naukowa z całym charakterystycznym dla tego gatunku wymogiem ważenia racji. To zaangażowana historyczna publicystyka, która zawsze jest jednostronna, wyrazista i subiektywna. Uprawia ją także Adam Michnik, Jacek Żakowski i dziesiątki innych ludzi piszących chętnie i dużo na temat historii, a nie pochylających się z pewnością nad opiniami i interpretacjami swoich antagonistów.

Film przedstawia wizję historii pułkownika Lecha Kowalskiego, świętej pamięci Pawła Wieczorkiewicza, Piotra Gontarczyka, Sławomira Cenckiewicza czy Władimira Bukowskiego, wreszcie zaś i samego Grzegorza Brauna, człowieka bardzo wyrazistego. I zamiast się oburzać z powodu ich "jednostronności", albo co gorsza atakować tych ludzi ad personam jako byłych komunistów czy prawicowych radykałów, a tym się dziś głównie zajmują ich krytycy, warto się wziąć z tą ich wizją za bary. Spróbować wykazać, gdzie skłamali, gdzie przerysowali, gdzie podkoloryzowali. Gdzie mijają się z historyczną prawdą.

Takich zasadniczych zarzutów doczekać się nie sposób, więc nic dziwnego, że nie padają. Jaruzelski był naprawdę współpracownikiem zbrodniczej Informacji Wojskowej, dowódcą podpisującym rozkazy wymierzone w żydowskich oficerów (z przyczyn oportunistycznych, to w filmie pada), technicznym wykonawcą inwazji na Czechosłowację, człowiekiem co najmniej firmującym grudniowe masakry, a wreszcie na poły groteskowym, ale jednak dla wielu ludzi groźnym dyktatorem Polski. Żeby to wiedzieć, nie trzeba oglądać filmu Brauna. Ale Braun to przypomniał. Burząc spokój wielu Polaków. Którzy owszem, godzą się nawet, aby napomknąć o tym, że Jaruzelski "mógł być" człowiekiem Moskwy. Ale którzy zaraz potem chcieliby usłyszeć narrację pełną pytań, wątpliwości i momentów ocieplających.

Jakim językiem powinno się o tym dorobku opowiadać? Chłodnej analizy? Oskarżycielskiej mowy? Szukania za wszelką cenę jasnych punktów i przyjaznych anegdotek, które znajdą się na temat każdego, Stalina i Hitlera nie wyłączając. Nie umiem tego rozstrzygnąć, ale przyznam - mało kiedy ton emocjonalny i pozbawiony niuansów jest tak bardzo uzasadniony jak w przypadku tej historii.
Oczywiście można mieć zastrzeżenia do kilku drugoplanowych wątków tego filmu. Czy na przykład wrzucając ustami jednego z historyków tezę o istnieniu w latach 70. kolejnego wewnątrzpezetpeerowskiego sprzysiężenia skupionego wokół Stanisława Kani, autorzy nie ulegli superspiskowym interpretacjom? To Edward Gierek tłumaczył swoje odejście w 1980 roku nie społecznym procesem, a knowaniami Kani.

Potrzeba powiedzenia o Jaruzelskim jak najwięcej złych rzeczy była również wyczuwalna chwilami w samym języku opowieści. Języku może nadmiernie mnożącym epitety i tłumaczącym wszelkie wątpliwości na niekorzyść bohatera filmu. Nie do końca ufam takiemu językowi. I dlatego, że historycy i dziennikarze powinni bardziej prowadzić nas przez zdarzenia, niż ulegać własnym emocjom. I również dlatego, że dla widzów niezorientowanych lub zbyt młodych, by pamiętać tamte czasy, może on rzeczywiście trącić propagandą. Bo przekonuje przede wszystkim już przekonanych.Niemniej ten film jest, powtórzę raz jeszcze, odreagowaniem czasu, gdy Jaruzelski stał się dzięki nieudolności jednych, a małoduszności innych komentatorów gospodarzem debaty o samym sobie. A taka dominacja dawnego dyktatora jest i nienaturalna, i niemoralna.

Mam własną teorię na temat tej postaci. On mi się kojarzy z bohaterem filmu "Spaleni słońcem" Nikity Michałkowa. Przypomnę, że w filmie tym do willi bolszewickiego dowódcy przybywa dawny znajomy, a teraz donosiciel NKWD, który ma dopilnować aby owego dowódcę aresztowano. Człowiek ów jest złamanym przedstawicielem dawnych warstw wyższych. Można podejrzewać, że współpracę podjął, aby się ratować, a potem nowa rola zaczęła go nieść. Co więcej jako oprawca bolszewików był postacią boleśnie dwuznaczną. Skończył samobójstwem.

Wojciech Jaruzelski, człowiek "klasowo obcy" nowemu ustrojowi, też prawdopodobnie zaczął na Syberii od ratowania siebie. A potem już jakoś szło, tyle że w jego przypadku ratowanie się, kurczowe zabezpieczanie, zmieniło się niepostrzeżenie w coraz bardziej brawurową karierę, a cierpieli niekoniecznie "bolszewicy". Co więcej, całe pokłady patriotycznego i religijnego wychowania Generała, który jeszcze w latach 80. wracał jako szef partii do idei kolektywizacji rolnictwa, wydostały się na wierzch na stare lata. Dziś może już naprawdę wierzy, że był Wallenrodem. I z pewnością walczy nie tylko o oczyszczenie przed sądem. Także o swoje miejsce w historii.

Czy taka wizja skazuje na potępienie, czy umożliwia oczyszczenie? Z pewnością łatwo dzięki niej uznać, że człowiek jest wyłącznie igraszką historii, zabawką w rękach systemu, w Polsce zdeterminowanego na dokładkę jałtańską geopolityką. Ale przecież przyjmując po części takie założenie, nie możemy zapominać o indywidualnej - sądowej, ale i politycznej, a wreszcie i moralnej odpowiedzialności. Generał, nawet będąc ofiarą splotów okoliczności, dziejowych paradoksów, decydował o czyimś losie, kogoś krzywdził. I o tym dziś nie chce rozmawiać. A powinien.

To wszystko chciałem powiedzieć, przyjmując zaproszenie do debaty po projekcji filmu Kaczmarka i Brauna w pierwszym programie TVP. Okazało się to w zasadzie niemożliwe. Nie recenzuję z reguły programów z własnym udziałem, ale muszę przyznać, że nigdy jeszcze nie doznałem w studio telewizyjnym takiego dyskomfortu, by nie powiedzieć szoku.Z "Gazety Wyborczej" dowiedziałem się następnego dnia, że w owej debacie "siły okazały się wyrównane. Dyskutowali: Wojciech Mazowiecki i Jacek Żakowski z jednej, a Łukasz Warzecha i Piotr Zaremba z drugiej". Rzecz w tym, że - pewnie niewyobrażalne dla autora owej notki - nie czułem się częścią żadnej strony.

Chciałem dyskutować o blaskach i słabościach tego filmu oraz o meandrach natury Jaruzelskiego. Tyle że w obliczu krzyków Wojciecha Mazowieckiego, który żądał ode mnie, nie wiem, czy serio, liczenia oficerów żydowskiego pochodzenia, których wyrzucono w latach 60. z wojska, dałem sobie spokój. W pewien sposób przegrałem, bo nie godzę się na przyjęcie reguł bokserskiego meczu. Gdy z góry próbuje się mnie wepchnąć do jednej z drużyn, a właściwie zbrojnych watah.

Jestem zadziwiony, gdy Wojciech Mazowiecki tłumaczy antysemickie czystki w armii PRL konfliktem różnych grup władzy (to klasyczny argument marcowej propagandy). Albo gdy Jacek Żakowski bierze się żwawo za uzasadnianie decyzji o stanie wojennym, bo: "Generał nie miał wyboru". Nie miał, jak gangster, który może musiał zabić policjanta, ale niekoniecznie zostawać gangsterem.

Myślę, że nie jest to produkt ich wieloletnich przemyśleń i doświadczeń, a doraźnych politycznych potrzeb. W latach 80. nasze oceny Jaruzelskiego byłyby zapewne zbliżone. Dziś Generał "wielowymiarowy", a tak naprawdę broniony zażarcie, z adwokacką pasją, jest im potrzebny do podtrzymania założycielskiego mitu III Rzeczpospolitej.

Oczywiście, tak samo profesorowi Wieczorkie-wiczowi głoszącemu w filmie tezę, że Polską po roku 1989 rządziły wojskowe służby, antymit Jaruzelskiego był potrzebny do delegitymizacji tego państwa.
Jest wszakże zasadnicza różnica między nimi. Jaruzelski, nie ten symboliczny, ale ten realny, naprawdę pisał raporty, które komuś szkodziły, krzywdził swoich kolegów Żydów i wysyłał polskie wojsko, aby okupowało Czechosłowację i zabijało robotników. Tego nie da się sprowadzić do przypisu, ciekawostki, rzuconej mimochodem wzmianki. To ciągle bardzo boli.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Materiał oryginalny: Jaruzelski walczy o miejsce w historii. Nie zamierzam mu w tym pomóc - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 17

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

r
reig

Zaręba nie ma wpływu na fakt - Generał czy mu się to podoba czy nie jest na trwale wpisany w historię Polski. Natomiast ocena tej postaci będzie znana jak to mówią znawcy gdzieś po 50 latach i to jeszcze będzie zależeć od polityków rządzących krajem

F
FARA

Żakowski żwawo pokrzykiwał o propagandowym filmie , Mazowiecki coś tam o PISie. I tak to wyglądało ! Panie Ziemkiewicz niech pan zaprasza kogoś normalnego a nie obsesjonatów ! Film był prawdziwy do szpiku kośći , więc jak z wymową faktów dyskutować !!! Jaruzelski to bydlak i zdarajca !!!

b
born 58

Współczuję Panu Redaktorowi tej debaty. Z Żakowskim i Mazowieckim nie da się dyskutować.

b
born 58

Współczuję Panu Redaktorowi tej debaty. Z Żakowskim i Mazowieckim nie da się dyskutować.

_JaC

Coś z tym 'aresztem domowym' jest, gdyż ja z dzieciństwa pamiętam rozmowę dorosłych o areszcie domowym, ale zdaje się dla gen. Korczyńskiego.

Tyle tylko, że nie wiemy czy była to sterowana psychologia plotki, czy po prostu ludzki wymysł społeczeństwa poszukującego nadziei, coś jak rzekome a wyłacznie prasowe bombardowanie Berlina przez polskie Łosie we wrześniu 1939.

T
Tomek

dobry komentarz.niestety Żakowski i jemu podobni nie są zainteresowani faktami

K
Karol

Jaruzelski był dyktatorem reżimu komunistycznego i tyle. Jak można go zapraszać do TV . U Lisa zachwalał bodajże , ze "żołnierze nie wystąpili przeciwko niemu w stanie wojennym " . A jak mieli wystąpić będąc de facto spacyfikowani, pod kontrolą oficerów politycznych i odpowiednich służb !

F
Fryd

Pomagał gienierał w łapaniu,niszczeniu żołnierzy AK?Pomagał.
Więc to ZDRAJCA.
A gdzie jest miejsce zdrajcy?
No gdzie!
Na latarni!

p
pierwiastek 1976

Wreszcie znalazł sie odwazny rezyser który odbarwił tego
komunistycznego idola. Nie było rozliczenia tego komunistycznego tałatajstwa.Kto kiedys wyrzuci raz na zawsze ts komunistyczna wierchorzke
na smietnik historii.Jakies pseudo procesy.Wstyd i hańba ,a oni nadal maja sie bardzo dobrze. Uwłaszczyli sie na majatku narodowym i nikt tego nie może ruszyc. na domiar zlego ciagle sa w mediach- niczym jacys bohaterzy narodowi

W
Widz

Elementarna kultura polityczna tego wymaga. Jeżeli ktoś chce zrobić film z tezą - proszę bardzo ale nie za publiczne pieniądze. Ten film o dziwo przypomniał mi metody i styl działania z tamtych lat ! Jaruzelskiego oceni historia

k
kiken

albo jego stronicy( komuchy , szpicle ,tchorze ) albo syjonisci z GW , ktorzy nienawidza Polski

J
Jacoo42

Ma pan rację p. Piotrze z takimi ludzmi jak Zakowski i Mazowiecki nie da się dyskutować.
Ich zdaniem nawiększym dyktatorem był Jarosław Kaczyński podczas dwóch lat rządów. Pierwsze słowa Mazowieckiego, że taki film może się ukazać tylko w pisowskiej telewizji mówią wszystko

s
sykstus

Był jednym z większych terorystów w tamtych czasach znienawidzony przez część społeczeństwa a dzisiaj wszyscy do niego się przyznają i mówią ze wychowany był w rodzinie o tradycjach Piłsudzczykowskich czyli terostów . Jeszcze trochę i będzie inne spojrzenie na Jaruzelskiego spokojnie.

J
Janek

Panie Piotrze, gratuluję, bardzo dobry komentarz. Zgadzam się z Panem w całości. Jaruzelski to komunistyczny, sowiecki lokaj i oprawca, zaś zachowanie Żakowskiego a przede wszystkim Mazowieckiego w czasie dyskusji po projekcji filmu mogło tylko zszokować.

L
Lizus

Uderz w stół nożyce się odezwią. To, że komuchy i poprawni politycznie będą przeciwnikami tego typu filmu to zrozumiałe. Najgorsze jest to, że Taka dama jak Pani Torońska czepia się autorów filmu jak mokra koszula d.... Czyli prawda jest jedna i "wybiórcza".

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3