reklama

Jedziemy autostopem, czyli wspomnienia z podróży

Damian Stępień
Damian Stępień
Zaktualizowano 
Paweł Gołąb
W czasach PRL autostop był jedną z najpopularniejszych form podróżowania wśród młodych ludzi. O tym, jak wyglądały ówczesne wyprawy i czy jechanie"na stopa" cieszy się dzisiaj jeszcze zainteresowaniem, pisze Damian Stępień.

Historia polskiego autostopu sięga roku 1957. Wtedy to grupa studentów AGH w Krakowie, przemierzając w ten sposób Polskę, wysyłała listy z podróży do pisma "Dookoła świata". Zafascynowani amerykańskimi beatnikami, polscy studenci przygotowali sobie nawet specjalne ubrania tzw. spodnie autostopki, które były uszyte z drelichu.

Książeczka autostopowicza

Już rok później zaczęto wydawać książeczki autostopowiczów. Można było je kupić w kioskach "Ruchu" lub biurach turystycznych. Po zarejestrowaniu książeczki na poczcie, autostopowicz otrzymywał ubezpieczenie. Kierowca natomiast za podwiezienie dostawał kupon, który pod koniec akcji brał udział w losowaniu nagród.

Stopem "gdziekolwiek"

- Czy jeździłem autostopem? To dobre pytanie. Jasne, że tak - śmieje się Karol Mansz. - Pierwszy raz wybrałem się "na stopa" z kolegami, gdy miałem około czternastu lub piętnastu lat. Było to na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Mieszkałem wtedy w Ostrowcu Świętokrzyskim. Postanowiliśmy wybrać się nad zalew Brody Iłżeckie. Nie przypominam sobie, abyśmy mieli jakiekolwiek problemy na trasie.

Nie jestem w stanie zliczyć ile razy jechałem w ten sposób. Podróżowałem zarówno w pojedynkę, jak i ze znajomymi. Samemu było zawsze łatwiej zatrzymać "okazję". Wychodziłem na wylotówkę, odpalałem papierosa i nim skończyłem go palić już zatrzymywał się kierowca. Z większą "paczką" trzeba było jechać na raty. Chociaż raz mieliśmy dużo szczęścia. Trafił nam się pusty autokar. Kierowca odwiózł dzieci na kolonię i wracał sam. Mimo że byliśmy młodymi punkami, bez problemu przejechaliśmy z nim trasę.

Mam mnóstwo wspomnień związanych z jazdą autostopem. Podróżowaliśmy, kiedy tylko nadarzyła się okazja. Wypadało kilka dni wolnego, od razu plecak i w trasę. Często dla żartów wystawialiśmy kartkę z napisem: Gdziekolwiek. Najgorzej było trafić na podmiejskie "dostawczaki". Ich kierowcy zazwyczaj liczyli na opłatę. Jednak zawsze można było się dogadać, mimo że nie posiadałem książeczki autostopowicza - wspomina Karol Mansz.

Ostatnie takie lata?

W latach dziewięćdziesiątych zainteresowanie autostopem zaczęło maleć. W 1997 roku sprzedano ostatnią edycję książeczek autostopowych.

Obecnie większym zainteresowaniem wśród podróżujących cieszy się carpooling. Jednak autostop nie stracił całkowicie na swym uroku, o czym świadczy historia Małgorzaty Fąfary.

- Pierwszy raz pojechałam stopem we wrześniu 2010 roku do Francji, na winobranie, ze swoją koleżanką Olą. Byłyśmy wtedy już po maturze - wspomina Małgorzata.

Skąd taki pomysł? Miałam starszych znajomych, którzy podróżowali stopem w latach siedemdziesiątych, a nawet dużo wcześniej. Wiele słyszałam o tej formie komunikacji.

Pomysł więc zaczął we mnie kiełkować na długo przed pierwszym wyjazdem, ale wiedziałam, że jego realizacja jest nierealna, zwłaszcza gdy ma się piętnaście, szesnaście lat. Mama nie chciała się zgodzić, żebym jeździła. Postawiłam jednak na swoim. Namówiłam koleżankę i ruszyłyśmy w świat.

Muszę jednak przyznać, że były takie momenty, iż szukałyśmy informacji na stronach internetowych. Byłam jednak bardzo sceptyczna, aby podróżować na zasadach carpoolingu. Wolałam autostop. To jest dla mnie proste. Bierze się plecak, wychodzi na ulicę, a potem po prostu jedzie. I tak też było za pierwszym razem. Wyszłyśmy na al. Warszawską i po dziesięciu minutach byłyśmy już w trasie - opowiada Małgorzata.

Dziewczyny z Lublina dojechały do Radomia. Stamtąd ruszyły w stronę Wrocławia, gdzie miały spędzić kilka dni u siostry Oli.

- Podczas drogi przytrafiło nam się wiele ciekawych sytuacji. Na samym początku żartowałyśmy, że na trasie nigdy nie wsiądziemy do czarnego bmw.

"Jeżdżąc autostopem trzeba stworzyć w sobie pojęcie bezczasu"

Postanowienie oczywiście spaliło na panewce - śmieje się Małgorzata. - Z Krakowa wyjechałyśmy właśnie czarnym bmw. Po krótkiej rozmowie kierowca okazał się sympatyczny. Podróż zaczęła przebiegać bardzo przyjemnie, aż w pewnym momencie zjechał z głównej drogi. Zapewne zrobiłyśmy dziwne miny, bo mężczyzna szybko dodał, że szuka czynnej apteki. Dojechaliśmy do małego miasteczka. Koleżanka zauważyła aptekę. Wskazała ją kierowcy, ale ten stwierdził, że jej nie widzi i pojechał dalej. Zaczęłyśmy się bać coraz bardziej. Po jakimś czasie kierowca przyznał się, że ma bardzo dużą wadę wzroku i nie dostrzegł apteki, a nie lubi jeździć w okularach korygujących.

Zagraniczne wpadki

Najzabawniejsze historie przeżyłyśmy za granicą. We Francji zatrzymałyśmy się w jednej miejscowości dopiero pod wieczór. Postanowiłyśmy rozbić namiot w jakimś bezpiecznym miejscu. Znalazłyśmy cichą i spokojną polanę, przeszłyśmy przez ogrodzenie bez latarek, aby nie zwrócić na siebie uwagi, i rozbiłyśmy namiot. Próbując usnąć w pobliżu ciągle słyszałyśmy ludzkie głosy. Po chwili ktoś do nas podszedł i coś zaczął mówić. Niestety, nie rozumiałyśmy ani słowa, więc go zignorowałyśmy. Udało nam się zasnąć i bezpiecznie spędzić noc. Gdy rano wyszłyśmy, żeby zobaczyć wschód słońca, okazało się, że rozbiłyśmy się na terenie należącym do hotelu - wspomina Małgorzata.

- W Niemczech natomiast popełniłam straszną gafę językową. Teraz się z tego śmieję, ale kiedy miało to miejsce, wcale nie było mi tak do śmiechu. Kierowca, który nas zabrał, zaczął opowiadać o Polsce, historii, II wojnie światowej. Dodał, że jego babcia umarła w Polsce, na co ja odpowiedziałam: A to dobrze.

Dopiero po chwili zorientowałam się, że źle go zrozumiałam. Byłam pewna, że powiedział, iż jego babcia urodziła się, a nie umarła, w Polsce. Szczęśliwie kierowca zrozumiał, że się pomyliłam, choć na początku był mocno zdziwiony moją reakcją - mówi jeszcze teraz z lekkim zakłopotaniem Małgosia.

- Wracając do kraju zatrzymałyśmy się na stacji benzynowej przy granicy francusko-niemieckiej. Niestety, nikt nie chciał nas wziąć "na stopa". W pewnym momencie podszedł do mnie mężczyzna i zapytał po francusku, w którą stronę chcemy jechać. Trochę na migi, trochę po francusku wytłumaczyłam mu, że w stronę Niemiec. Zaczęliśmy powoli się dogadywać, gdy przyszła koleżanka i zagadnęła o coś po polsku. Okazało się, że przez cały czas rozmawiałam z Polakiem - wspomina Małgorzata.

Podróż pełna refleksji

- Podróżowanie autostopem wymaga otwarcia się na nowe przestrzenie. Trzeba stworzyć w sobie pojęcie "bezczasu". Nie wychodzę na drogę, aby na konkretną godzinę dojechać do konkretnego celu. Warto otworzyć się na ludzi. Widzieć w nich dobro, a nie morderców czy gwałcicieli.

Podczas podróży spotkałam się z dwoma typami kierowców. Jedni po prostu nudzą się podczas drogi i chcą się za wszelką cenę wygadać. Mówią naprawdę o wszystkim. Są też kierowcy zamknięci. Podchodzą do pasażera z dystansem. Niekiedy nawet z politowaniem. W trakcie trasy zaczynają powoli oswajać się z sytuacją, nieśmiało zaczynają nawiązywać kontakt. Czasami pytają o cel podróży, dlaczego akurat stopem?

Ciągle zastawiam się nad fenomenem podróżowania autostopem. Ludzie potrafią bardzo się otworzyć wobec innych. Śmiało można powiedzieć, że autostop to nie tylko forma transportu - podsumowuje swój pierwszy, ale nie ostatni wyjazd autostopem Małgorzata Fąfara.

Zapraszamy Państwa do przysyłania wspomnień z podróży autostopem, zarówno tych w latach PRL, jak i bardziej współczesnych. Adres do korespondencji: d.stepien@kurierlubelski.pl lub Kurier Lubelski, Krakowskie Przedmieście 10, 20-002 Lublin


Nasze serwisy:
Serwis gospodarczy - Wybierz Lublin
Serwis turystyczny - Perły i Perełki Lubelszczyzny
Serwis dla fanów spottingu i lotnictwa - Samoloty nad Lubelszczyzną
Miasto widziane z samolotu - Lublin z lotu ptaka
Nasze filmy - Puls Polski


Codziennie rano najświeższe informacje z Lublina i okolic na Twoją skrzynkę mailową.
Zapisz się do newslettera!

TELEMAGAZYN - Ekranizacje patentem na hit?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3