Jerzy Buzek: Ostatnie 10 lat to wielki sukces Polski

Agaton Koziński
- Polska już umie wydawać unijne pieniądze. Teraz musimy je wydawać jak najefektywniej - mówi Jerzy Buzek, były premier i były przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Donald Tusk rzucił projekt stworzenia unii energetycznej. Jak Pan go ocenia?
Ten projekt jest dziś jednym z kluczowych dla Unii. Unijne instytucje od dawna realizują pomysł Europejskiej Wspólnoty Energetycznej.

To projekt, który zaproponował Pan jako przewodniczący Parlamentu Europejskiego.
Tak. Przewidywał on m.in. wspólne zakupy surowców energetycznych, stworzenie mechanizmów solidarności energetycznej - w tym budowę wzajemnych połączeń między krajami UE - oraz opracowanie w pełni przyjaznych dla środowiska technologii produkcji energii, głównie z węgla. Wiele z tego udało się już osiągnąć. Tyle że kraje członkowskie niechętnie podeszły do pełnego wdrożenia całego pakietu. Wprowadzono konkretne rozwiązania, nie nadając temu nazwy "Wspólnota". To trochę jak z unijnym traktatem - udało się go wprowadzić dopiero po zmienieniu nazwy "konstytucja" na "traktat lizboński". Unia energetyczna może lepiej chwycić, bo mamy zupełnie inną sytuację polityczną - kryzys na Ukrainie.

A dlaczego projekt Europejskiej Wspólnoty Energetycznej tak nie chwycił?
Wiele tematów w Unii potrzebuje czasu. Czy negocjacje budżetu na lata 2014-2020 szły lekko, łatwo i przyjemnie? Nie. Trwały dwa lata, wywołały wiele napięć, co jakiś czas któraś ze stron zrywała rozmowy. Podobnie trudno ustalić dziś relacje między UE a Rosją po ostatnich zajściach na Ukrainie. Przykłady można mnożyć, bo Unia to 28 krajów - różnej wielkości, o różnym poziomie rozwoju i różnych interesach. Miałem świadomość, proponując w 2010 r. tak ambitny projekt Europejskiej Wspólnoty Energetycznej, że państwa unijne mają często rozbieżne interesy. Ale gdy postawiło się wysoko poprzeczkę, udało się osiągnąć niezłe rezultaty.

Jakie elementy Europejskiej Wspólnoty Energetycznej już mamy?
Przeznaczyliśmy na przykład 6 mld euro z budżetu UE na budowę połączeń gazowych i elektrycznych między poszczególnymi krajami. Polska zbuduje z tych funduszy 12 połączeń z sąsiadami. Miliard euro mamy na rozwój nowych technologii czystego wykorzystania węgla.

Teraz Pan mówi, jakby Europejska Wspólnota Energetyczna sprawnie działała.
Tak dobrze nie jest. Wspólne zakupy surowców utrudniane są zasadniczo przez prawo spółek energetycznych, tajemnicę biznesową i swobodę konkurencji. Wielkie koncerny będą protestować przeciw oddaniu prawa do negocjacji cen z Gazpromem, dzięki któremu zarabiały krocie. Bułgaria, Węgry, Austria - zależne od rosyjskiego gazu - popierają budowę przez Gazprom Gazociągu Południowego. W tym kontekście widać, jak wielkim błędem Unii Europejskiej była rezygnacja z budowy gazociągu Nabucco. Zmniejszyłby on uzależnienie wielu państw regionu od dostaw z Rosji. Udało się za to przeforsować zapisy o uczciwej konkurencji. Pozwoliły one nałożyć kary na Gazprom za naruszanie reguł. Raport o wspólnym unijnym rynku energii, którego byłem autorem, a który Parlament Europejski przyjął olbrzymią większością głosów. Unię czeka jednak prawdziwy egzamin: na ile członkowie będą realizowali własne krótkoterminowe interesy, a na ile - długofalowe interesy całej Wspólnoty. Nie tylko w dziedzinie energii.

Krytycy idei wspólnych zakupów twierdzą, że to tylko piękna idea.
To znacznie więcej niż idea. Od dwóch lat obowiązuje w UE zasada, że negocjacje zakupów energii na zewnątrz Unii muszą być zgłaszane Komisji Europejskiej. Zatem koordynacja zakupów już się zaczęła. Mamy nawet traktatowy zapis o współpracy Unii z krajami trzecimi dla wzajemnego bezpieczeństwa energetycznego. Teraz naszą unijną wspólnotę energetyczną musimy rozszerzyć na naszych najbliższych sąsiadów: Ukrainę, Mołdawię, Gruzję, sześć państw zachodnich Bałkanów. Ważne, abyśmy byli połączeni nie tylko gazociągami i liniami przesyłu prądu, ale też wspólnym prawem i rynkowymi zasadami. Dla Ukrainy byłoby to teraz zbawienie - mogłaby uzyskać zasilanie w energię z Zachodu.

Przygotowuje Pan właśnie nową strategię rozwoju Europejskiej Wspólnoty Energetycznej poza Unię.
Z upoważnienia rządów wspomnianych dziewięciu krajów oraz Komisji Europejskiej przewodniczę zespołowi ds. przyszłości takiej rozszerzonej wspólnoty. Wiadomo, że odpowiedni traktat o współpracy będzie obowiązywał do 2026 r. Wynikają z tego obopólne korzyści - i dla nas w Unii, i dla sąsiednich państw. W maju przedstawię raport z konkretnymi wnioskami, jak rozszerzyć nasz wspólny unijny rynek poza Unię.

1 maja mija 10 lat od naszego wejścia do Unii. Jak Pan ocenia ten okres?
To lata wielkiego sukcesu Polski. Począwszy od dużych, średnich i małych firm, które na wielu polach nie dały się zachodnioeuropejskiej konkurencji, przez polskich rolników eksportujących żywność do całej UE, po zwykłych obywateli i młodzież, którzy swobodnie podróżują po Europie, by się uczyć, poznawać świat, prowadzić biznesy. Wszyscy skorzystaliśmy też na inwestycjach dzięki dotacjom unijnym.

Co jest najbardziej widoczne w sukcesie Polski?
Średni dochód na głowę wzrósł u nas z 49 proc. średniej unijnej w 2003 r. do 67 proc. w 2012 r. A PKB zwiększył się o połowę! Są jeszcze efekty pośrednie.

Jakie pośrednie efekty naszej obecności w UE ma Pan na myśli?
Jesteśmy krajem stabilnym, przewidywalnym, w którym warto inwestować. Dla każdej firmy spoza Unii wejście do Polski oznacza dostęp do rynku europejskiego i do 500 mln potencjalnych klientów. Nie byłoby tego bez członkostwa w UE. Nie oznacza to, że uniknęliśmy błędów. Wiele rzeczy można było zrobić lepiej. Bilans jest jednak zdecydowanie pozytywny.

O tych wszystkich korzyściach było wiadomo jeszcze w trakcie naszych negocjacji akcesyjnych z UE. Nasze oczekiwania wobec Unii z 2004 r. się sprawdziły. Ale też dziś od UE nie oczekujemy niczego innego niż 10 lat temu. Czy to wina klasy politycznej, która nawet nie spróbowała wyjaśnić Polakom, jak złożonym mechanizmem jest Unia? Tematyka unijna jest właściwie nieobecna w polskiej debacie publicznej - pomijając głosy eurosceptyków.
Uczciwie będzie, jeśli my - politycy i dziennikarze - podzielimy się odpowiedzialnością. Od nas wspólnie zależy, jaki przekaz o Unii trafia do Polaków. Ale też nie biczujmy się. Poparcie dla Unii przekracza w Polsce 70 proc. To dużo więcej niż w innych państwach. Jesteśmy pokazywani jako kraj, który dobrze poradził sobie w czasach kryzysu. Wysoko oceniono też polską prezydencję w 2011 r. Inni nam zazdroszczą. Dlatego - choć rozumiem pewne pana zastrzeżenia - uważam, że możemy mówić o sukcesie Polski.

Tyle że to sukces sztuczny - bo napompowany pieniędzmi z UE. Gdy zabraknie dotacji po 2020 r., polski euroentuzjazm stopnieje jak śnieg w kwietniu.
To nie jest sztuczny sukces! Miliardy z Unii to ułamek inwestycji - w skali roku ok. 10 proc. Jeżeli wydamy je rozsądnie, euroentuzjazm nie stopnieje. Ważne jednak, by wszystkie środowiska przekonywały, że nie wolno traktować Unii jak bankomatu. Unia to projekt cywilizacyjny.

Zamiast tego część polityków twierdzi: "Pieniądze z Unii - tak, wspólnota - nie".
To schizofrenia. Na tak wąskim i partykularnym rozumieniu europejskiego projektu stracą wszyscy - i Polacy, i reszta Unii.

Czyli uważa Pan, że Polacy popierają Unię nie tylko dlatego, że dużo nam płaci?
Zdecydowanie! Paradoksalnie, w innych państwach Europy Środkowej pieniądze z UE - w przeliczeniu na jednego mieszkańca - są podobne do tych, które nam przyznano lub nawet większe. Mimo to członkostwo w Unii nie wzbudza tam takiego entuzjazmu.

Jak tłumaczyć tę różnicę?
W Polsce od 1989 r. budowaliśmy pozytywne nastawienie do Unii. Środowisko Solidarności zdołało przekonać partie postkomunistyczne, że tylko integracja z zachodnimi strukturami jest szansą dla Polski. To dziedzictwo Solidarności. Główna aleja przed siedzibą europarlamentu w Brukseli nosi nazwę Solidarności 1980. To znaczące upamiętnienie wysiłku ludzi związanych z tym ruchem.
Pan działał w Solidarności jeszcze w czasach komunizmu. Czy już wtedy ten proeuropejski kurs był tak oczywisty?
Tak. Wtedy, chociażby na pierwszym zjeździe Solidarności, nasze proeuropejskie aspiracje może nie były aż tak widoczne, ale przecież znalezienie się w strukturach Europy Zachodniej było marzeniem kilku pokoleń Polaków.

Polskie związki z UE można podzielić na trzy etapy. Pierwszy - czas wchodzenia do europejskich struktur - już za nami. Drugi właśnie trwa - okres szybkiej modernizacji przy wykorzystaniu pieniędzy z Unii. Trzeci rozpocznie się po 2020 r., gdy tych funduszy będzie dużo mniej, ale też podstawowy zrąb połączeń komunikacyjnych czy energetycznych będzie gotowy. Jak ten trzeci etap będzie wyglądał?
To zależy od najbliższych lat. Musimy dokończyć kluczowe reformy i wzmocnić naszą konkurencyjność. Wtedy po 2020 r. sprostamy wyzwaniom gospodarczym, technologicznym, społecznym, demograficznym i - co jest nowością ostatnich miesięcy - obronnym. Trzeba tak zaplanować wydatkowanie środków z UE, aby - zgodnie z zasadą domina - jedne projekty uruchamiały kolejne. To się da zrobić. Potrafimy już wydawać unijne pieniądze właściwie co do grosza. Teraz musimy je wydawać jak najefektywniej.

Jak zwiększyć efektywność wydawania unijnych pieniędzy?
Kluczowa dla Polski stają się strategia rozwojowa, sprawniejsze państwo, racjonalna polityka przemysłowa, wzrost inwestycji, wykorzystanie zasobów pracy, rozszerzenie naszej obecności na rynkach globalnych, przygotowanie do wejścia do strefy euro.

W 2020 r. Polska nadal nie będzie krajem na tyle ważnym, by mieć wpływ na wszystkie sprawy w UE. Będziemy musieli dalej wybierać tematy, którymi będziemy chcieli się zajmować. Jak Pan sądzi, na czym powinniśmy się koncentrować? Na kwestiach energetycznych, Ukrainie, bezpieczeństwie?
Rok 2020 to dość odległa perspektywa. Świat zmienia się tak szybko, że lepiej wskazać, czym musimy zająć się dziś. Z pewnością najważniejsze jest bezpieczeństwo - militarne, ale także energetyczne, surowcowe, klimatyczne, demograficzne, gospodarcze.

Ale przecież zawsze chodziło nam o takie bezpieczeństwo.
To prawda. Europa może mieć jednak w tych sprawach coś do powiedzenia tylko pod jednym warunkiem: musi być autentyczną wspólnotą - sprawniej zarządzaną, szybciej podejmującą decyzje, konkurencyjną, a przy tym pewnie opartą na wartościach.

Jak Polska powinna się w tym wszystkim znaleźć?
Wykorzystać to, co dla naszego rozwoju gospodarczego, społecznego, a więc i siły politycznej jest najważniejsze. Myślę o innowacyjności, reindustrializacji i wreszcie - rewitalizacji terenów, które były kiedyś główne przemysłowo w Europie, jak Śląsk. Przez kryzys bez większego uszczerbku przeszły tylko te kraje, w których istnieje solidny przemysł. To są nasze szanse, a ten wielki proces reindustrializacji, rewitalizacji, nowego spojrzenia na gospodarkę powinien z całą pewnością zacząć się od Śląska.

A jak ma się to do negocjacji USA - UE w sprawie wolnego handlu?
To nowa szansa dla Europy, ale też Polski. Ceny energii w Stanach Zjednoczonych są dużo niższe niż w Unii. Polska, ze stosunkowo tanią energią z węgla, może dać szansę całej UE. Musimy jednak zastosować najnowsze technologie chroniące środowisko i zdrowie ludzi. Reasumując pytania o rok 2020: integrację trzeba wzmacniać, a nie osłabiać - dla rozwoju gospodarczego, solidarności społecznej i tworzenia miejsc pracy oraz dla stabilności i bezpieczeństwa politycznego. I to jest zadanie na najbliższe lata.

Ale kondycja samej UE budzi wątpliwości. Ledwo przeszła przez kryzys finansowy, już wpadła w kolejny - tym razem związany z Ukrainą. Czy Bruksela jest w stanie wytrzymać tyle mocnych napięć?
Unia Europejska bardzo się zmienia. Pod wpływem kryzysów, choć nie tylko - przypomnę przyjęty w 2008 r. traktat lizboński. Wzmocnił on kompetencje unijnych instytucji, m.in. europarlamentu, i wprowadził zasadę solidarności energetycznej. Co do kryzysu - wywołały go chciwość, nieodpowiedzialnie zarządzane instytucje finansowe i nadmierne zadłużenie niektórych państw. Unia nie była źródłem kłopotów (choć przyzwalała na nadmierne zadłużenie), za to szukała na nie odpowiedzi.

Co zrobiliśmy, by uniknąć nieodpowiedzialności instytucji finansowych czy krajów narodowych w przyszłości?
Sporo. Wzmocniliśmy nadzór nad rynkiem finansowym i monitorujemy pomoc publiczną. Wprowadziliśmy przeglądanie budżetów narodowych, tak żeby unikać tworzenia nadmiernych deficytów. Uzależniliśmy wsparcie dla krajów pogrążonych w kryzysie od wdrażania przez nie reform.

Powstała także unia bankowa. Ale ledwo UE wypracowała sposoby radzenia sobie z kryzysem finansowym, zaczął się kryzys ukraiński. Nie za dużo naraz? Unia sobie poradzi?
Nie ma wyboru. Europa to mały kontynent, a Unia to tylko jego część. Żaden kraj europejski - w dłuższej perspektywie - sam nie sprosta globalnym wyzwaniom i konkurencji. Z trudem, ale udało się państwom UE wypracować wspólne stanowisko wobec Rosji.

Bardzo delikatne i miałkie jest to nasze stanowisko wobec Rosji.
To zdanie tych, którzy nie muszą ponosić politycznej odpowiedzialności, liczyć się ze swoimi parlamentami i wyborczymi realiami. Zgoda - z perspektywy Polski stanowisku temu daleko do ideału. Wszyscy wiemy, że prezydent Putin będzie posuwał się dalej - dopóki nie skalkuluje, że mu się to nie opłaca. Komisja Europejska pracuje nad sankcjami, które utrudnią przepływ pieniędzy między Rosją a Europą. Bardzo boleśnie odczuje to sektor bankowy i powiązane z nim firmy oraz oligarchowie. Trwają rozmowy USA - UE o obłożeniu sankcjami całych sektorów rosyjskiej gospodarki.

Kiedy wszystkie te działania przyniosą realne efekty?
Już teraz mamy sygnały o poważnym odpływie kapitału - zarówno zagranicznego, jak i rodzimego - z rosyjskiego rynku. Problemy finansowe Rosji spotęgować może też spadek cen ropy poniżej 110 dol. za baryłkę - a pamiętajmy, że Stany Zjednoczone mają dziś możliwość kreowania tych cen.

A co najbardziej może wpłynąć na Rosję?
Cały czas powtarzam, że najdotkliwszą sankcją byłoby uniezależnienie Unii od dostaw surowców energetycznych. Od dłuższego czasu przygotowujemy się do tego. Wspomóc nas mogą Amerykanie, którzy za parę lat będą w stanie eksportować do Europy gaz z łupków. Czeka nas długi marsz, ale to potężna broń w rękach Unii. Jestem przekonany, że Rosja też o tym wie i się z tym liczy.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Materiał oryginalny: Jerzy Buzek: Ostatnie 10 lat to wielki sukces Polski - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny

coraz więcej ludzi ma samochody, że przejść na osiedlu trudno

G
Gość

a dla nas porażka i nędza. Coraz więcej ludzi grzebie po śmietnikach, a ty warchole się cieszysz?!

s
spokojny

Ukończył studia na Wydziale Mechaniczno-Energetycznym Politechniki Śląskiej w 1963 ze specjalizacją inżynieria chemiczna. W 1969 obronił doktorat, habilitował się w 1979. W 1997 otrzymał tytuł naukowy profesora nauk technicznych.

W 1963 podjął pracę w Instytucie Inżynierii Chemicznej Polskiej Akademii Nauk w Gliwicach. Na początku lat 70. przebywał na stażu na Uniwersytecie Cambridge. W 1974 został nauczycielem akademickim na Politechnice Śląskiej, a w 1994 wykładowcą na Politechnice Opolskiej. Przez trzynaście lat w PAN kierował zespołem eksperckim ds. ochrony powietrza.

W 2001 został wykładowcą i prorektorem ds. nauki Akademii Polonijnej w Częstochowie. Był także członkiem i sekretarzem naukowym Komitetu Naukowego Inżynierii Chemicznej i Procesowej Polskiej Akademii Nauk w Gliwicach.

G
Gość

Ty siwy hipokryto. Jesteś takim samym profesorem kak: Bartoszewski. Brzeziński i paru innych. Masonie ciszej nad tą trumną.

G
Gość

uruchamia totalną propagandę sukcesu.
Już pierwsze słowa Buzka, cyt; "Polska już umie wydawać unijne pieniądze"
mogą przyprawić człowieka o zawrót głowy.
Zawracam uwagę na słowa "już umie". PO 10 latach .... "już umie".
Inaczej mówiąc, po 10 latach, żebrak nauczył się wydawać cudze pieniądze.
I to ciemniaki z PO uznali za swój "sukces".
Moje gratulacje.

D
Deutsch-Oberschlesier

który utrzymuje to wegetujące niewydolne zdegenerowane państwo

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Jerzy Buzek: Ostatnie 10 lat to wielki sukces Polski

G
Gość

Największa migracja społeczno-zarobkowa oraz najniższy przyrost naturalny w powojennej historii Polski jest najlepszym potwierdzeniem hipokryzji tej całej "klasy" politycznej.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3