18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Joanna Skalba: Misja nie jest dla każdego, ale wolontariat tak (ZDJĘCIA)

Agata Wójcik
Joanna Skalba w Ugandzie
Joanna Skalba w Ugandzie archiwum prywatne
Udostępnij:
Joanna Skalba to z pozoru zwykła studentka. Jednak jest osobą o wielkim sercu, która od zawsze kocha pomagać innym. O jej pierwszej, dwumiesięcznej misji w Ugandzie i planach na przyszłość.

Do Ugandy pojechała z Salezjańskiego Ośrodka Misyjnego w Warszawie, który co roku wysyła wolontariuszy na misje. W ośrodku w Namugongo pracowała ze 150 chłopcami, głównie dziećmi ulicy, którzy mieszkają razem z salezjanami na placówce.

- Chłopcy są przyzwyczajeni do pracy wolontariuszy. Zawsze się cieszą na nasz przyjazd, bo wiedzą, że na pewno przywieziemy mnóstwo ciekawych rzeczy i nie będą się nudzić - mówi Joanna Skalba, która jest studentką czwartego roku filologii polskiej UMCS i pomaga w Regionalnym Centrum Wolontariatu w Lublinie.

Wyklejanie, malowanie, układanie klocków, zajęcia muzyczne i sportowe, to tylko niektóre z rozrywek, w których dzięki przywiezionym z Polski przez wolontariuszy pomocom i ich pracy, mogły wziąć udział czarnoskóre dzieci. - Uwielbiałam to, co robię i nadal mam bardzo pozytywne odczucia i emocje, gdy tylko przypomnę sobie o tych chłopcach i tym miejscu. Tęsknię za Afryką całym sercem - zwierza się Asia.

Młoda wolontariuszka miała wiele szczęścia, gdyż podczas misji udało się jej zobaczyć i poznać kraj, do którego przyjechała. Zdarza się bowiem, że wolontariusz przez rok spędza czas tylko w ośrodku i nie ma czasu na wycieczki. - Uganda to zupełnie inny świat. Dużo jest terenów nieskalanych cywilizacją, niezwykłych zwierząt i roślin. Nawet drobiazgi, począwszy od ogromnych mrówek, a skończywszy na nietypowym kształcie księżyca, sprawiały, że to miejsce było dla mnie magiczne. Wszystko mnie zachwycało - ekscytuje się Asia i dodaje, że swoim stylem bycia urzekli ją także mieszkańcy, którzy są otwarci i spontaniczni. Dużo tańczą, śpiewają i nigdzie się nie śpieszą. - Zupełnie inaczej niż my. Kiedyś wybraliśmy się na spacer. Szliśmy bardzo wolno, dla mnie to było naprawdę żółwie tempo. Chłopcy jednak ciągle pytali ,,Ciociu, dokąd tak biegniesz?''. Bardzo zdziwiłam się ich reakcją i postanowiłam pokazać, jak chodzę na co dzień. I poszłam tak, jak chodzę po Lublinie. Złapali się za głowy i powiedzieli, że to nierealne tak na co dzień biegać.

Dzień w placówce był bardzo uporządkowany. Pobudka o 7 rano, później posiłki i spędzanie czasu z chłopcami do późnych godzin wieczornych. - Czasami było mi ciężko i chciałam wracać. Misja to specyficzny czas, inna kultura, nowe miejsce i nowi ludzie. Tęskniłam za domem, ale dzień był tak maksymalnie wypełniony, że nie było czasu na rozmyślanie. Skupiałam się na tym co tu i teraz, bo chciałam dać jak najwięcej z siebie chłopcom. Skupiałam swoje myśli i działania tylko na nich - mówi Asia.

Jak podkreśla, misja zmieniła jej całe życie. Swoją drogę udało się jej znaleźć podczas pielgrzymki na Jasną Górę, gdzie spotkała osoby, które już były na misji i przekonywały, że misjonarzem może być nie tylko ksiądz czy zakonnica, ale także świecki. - Zaszczepiłam się wtedy i uznałam, że muszę tam pojechać - wspomina dziewczyna. Wyjazd poprzedziły roczne przygotowania w SOM w Warszawie. Asia co miesiąc podczas spotkań m.in. modliła się z innymi wolontariuszami i uczyła różnych zabaw, które później mogła pokazać chłopcom.

- Rodzice bardzo się bali. Gdy tylko usłyszeli, że chcę jechać na misję powiedzieli, że mnie nie puszczą - mówi Joanna i dodaje, że kiedy wyjazd stał się powodem ich kłótni, postanowiła zrezygnować. - Nie jeździłam na spotkania przez trzy miesiące, ale to pragnienie było takie silne, tak bardzo czułam, że muszę tam wrócić, że w końcu oznajmiłam mamie: - Wracam, nie wiem, czy pojadę do Afryki, ale muszę wrócić do ośrodka.

Rodzice dostrzegli wtedy, jak to dla córki jest ważne i po spokojnych rozmowach i wizycie mamy dziewczyny na jednym ze spotkań, Asia w końcu mogła się szeroko uśmiechnąć.

- Misja nie jest dla każdego, ale wolontariat zdecydowanie tak. Połykasz bakcyla i później to nie ty znajdujesz drogę do pomagania innym, ale ona znajduje ciebie - mówi Asia. I dodaje: - Nie ukrywam, że po głowie chodzi mi drugi wyjazd, może nawet na rok. Jeżeli się zdecyduję, czeka mnie wiele przygotowań, bo to kolejna, ważna, życiowa decyzja.

Regionalne Centrum Wolontariatu w Lublinie,
ul. Jezuicka 4, tel. 81 534 26 52, 81 532 45 45

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

D
Daniel
Znam Asię może nie tak dobrze jak jej najbliżsi znajomi, ale nawet bez tego mogę śmiało stwierdzić to naprawdę wspaniały człowiek. Ma takie ogromne serce, że mogłaby nim obdarować mnóstwo osób ;)
k
kleks
Niesamowita laska! szacun i podziw! tak 3maj
k
kleks
Niesamowita laska! szacun i podziw! tak 3maj
Dodaj ogłoszenie