Julia Adamowicz (Pszczółka Polski-Cukier AZS UMCS Lublin): Nasza skuteczność na początku sezonu była bardzo słaba

KK
fot. Łukasz Kaczanowski
Udostępnij:
Rozmawiamy z Julią Adamowicz, koszykarką Pszczółki Polski-Cukier AZS UMCS Lublin. Występujące w Energa Basket Lidze Kobiet akademiczki rozegrają w tym roku jeszcze trzy spotkania i wszystkie odbędą się w lubelskiej hali MOSiR. Pszczółki podejmą kolejno Sunreef Yachts Politechnika Gdańska (1 grudnia, godz. 18), Widzew Łódź (15 grudnia) oraz Arkę Gdynia (21 grudnia). W aktualnych rozgrywkach podopieczne Wojciecha Szawarskiego zanotowały w Lublinie tylko jedną wygraną i trzy porażki, więc teraz chcą poprawić bilans na własnym parkiecie.

W miniony weekend przerwałyście serię sześciu porażek z rzędu i wygrałyście w Poznaniu z tamtejszym Enea AZS. Jak smakowało tak długo wyczekiwane zwycięstwo?
To naprawdę wspaniałe uczucie cieszyć się z wygranej po tylu kolejnych porażkach. Wierzymy, że ostatni mecz będzie dla nas przełamaniem, nie zatrzymamy się tylko na jednym zwycięstwie i teraz rozpoczniemy passę triumfów. W grudniu czekają nas trzy kolejne spotkania we własnej hali. Będziemy mieć przewagę swojego parkietu i koszy, więc powinnyśmy ją wykorzystać.

Z pewnością liczyłyście na lepszy początek sezonu w waszym wykonaniu...
Oczywiście, że tak. Na naszą gorszą dyspozycję złożyło się wiele czynników. Miałyśmy problemy zdrowotne, nękały nas mikrourazy, a przede wszystkim długo brakowało nam drugiej wysokiej zawodniczki pod koszem. W kilku spotkaniach, które nieznacznie przegrałyśmy, Magda Szajtauer była właściwie osamotniona na pozycji nr 5, w ogóle nie miała rotacji i czuła zmęczenie. W takich sytuacjach gra się znacznie trudniej. Nie możemy jednak szukać usprawiedliwień. Przede wszystkim to nasza skuteczność na początku sezonu była bardzo słaba. Zwłaszcza w meczach, gdy grałyśmy u siebie, nie wykorzystywałyśmy przewagi własnej hali, tylko rywalki rzucały lepiej od nas.

Mimo wszystko, nie straciłyście wiary w awans do fazy play-off?
W żadnym wypadku. Za nami tak naprawdę dopiero połowa pierwszej rundy i czeka nas jeszcze wiele kolejek. W dodatku, nasz skład został uzupełniony o zawodniczkę podkoszową. Dlatego trzeba robić wszystko, żeby wreszcie pokazać pełnię naszego potencjału, bo mamy dobry zespół, który jest głodny zwycięstw.

Doświadczona Amerykanka Sheniqua “Nikki” Greene wniesie do zespołu znacznie więcej niż młoda Kai James, z którą klub rozwiązał kontrakt na początku listopada?
Kai miała problemy przede wszystkim z kontuzjami. Ciężko było się jej odnaleźć, bo jak nie doskwierał jej achilles, to dokuczało kolano. Nie mogła pokazać swoich wszystkich umiejętności. W dodatku brakowało jej doświadczenia, które na pewno ma “Nikki”. Minie jeszcze trochę czasu zanim ona wdroży się w zespół, ale z każdym kolejnym treningiem rozumiemy się coraz lepiej.

Nad czym musicie jeszcze pracować, by częściej sięgać po wygrane?
Musimy przede wszystkim ćwiczyć dużo gry w obronie, pamiętać o pomocy i rotacji, a także dokładnie wykonywać nasze wszystkie ruchy w ataku. Ważne będzie też ograniczanie szybkich ataków przeciwnika. Koszykówka jest teraz bardzo szybka i każda z pięciu zawodniczek rywala może napędzać błyskawiczne ataki, które trzeba zatrzymywać.

Teraz czekają was mecze z dwoma drużynami z dołu tabeli, więc o punkty powinno być łatwiej?
W tej lidze nikogo nie można lekceważyć. Zarówno Sunreef Yachts Politechnika Gdańska, jak i Widzew Łódź na papierze są teoretycznie słabszymi drużynami od nas. Jednak takie zespoły mogą zmylić przeciwnika swoją pozycją w tabeli i dzięki agresywności oraz wielkiej chęci wygrywania, sprawić niespodzianki. Trzeba mieć na uwadze, że chociażby Widzew ostatnio nieznacznie przegrał z Wisłą CanPack Kraków i pokazał się w tym meczu z bardzo dobrej strony.

Dołączyłaś do Pszczółki przed obecnym sezonie. Jak się czujesz w lubelskim klubie?
Bardzo dobrze. Co prawda, od dwóch miesięcy mam delikatny problem ze stopą, ale czuje się coraz lepiej. Wierzę, że w tym sezonie spotka nas jeszcze wiele dobrego i od meczu w Poznaniu rozpoczniemy marsz w górę tabeli.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

M
Mało kto
A na "górze" w AZSie UMCSie podobno zmiany, zmiany, zmiany..
b
barti
Odnoszę takie wrażenie, że James zwyczajnie nie zaaklimatyzowała się u nas w Lublinie. Nie byłby to pierwszy przypadek w historii występów Amerykanek w ekipie Pszczółek (D. Williams czy A. Handford).
D
Daniel
Po odejściu z Lublina, Kai James wylądowała w tureckiej ekstraklasie, w zespole Canik Belediyesi. Jej obecna drużyna zajmuje 9 miejsce w tabeli (na 14 zespołów tamtejszej ligi) z bilansem 3-3. W swoim nowym klubie James zagrała dotychczas 3 mecze uzyskując średnio 6,7 punktu i 8 zbiórek na mecz. Trzeba zauważyć, że w tym tureckim klubie nie jest ona podstawową środkową, gdyż w pierwszej piątce Canik Belediyesi jako środkowa występuje Litwinka Kristina Alminaite.
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie