Kabaret Smile: Chcą rozśmieszać publikę, ale też trochę uczyć

Artur Borkowski
Smile. Od lewej: Michał Kincel,  Andrzej Mierzejewski i Paweł Szwajgier
Smile. Od lewej: Michał Kincel, Andrzej Mierzejewski i Paweł Szwajgier Jacek Babicz
Andrzej, Paweł i Michał, członkowie kabaretu Smile opowiadają o tym, dlaczego się do tej pory nie pozjadali i...

Rozmawiałem z Robertem Górskim z Kabaretu Moralnego Niepokoju. Powiedział o Was: "W ostatnim czasie chłopcy zrobili niezwykle duży krok do przodu".
Andrzej Mierzejewski: - I dobrze. I dobrze.
Paweł Szwajgier: - Dziękujemy bardzo. My też chwalimy Roberta Górskiego. Lubimy, szanujemy. Zarówno w pracy jak i poza nią.
Michał Kincel: On mówił za co nas szanuje?

"Smile mają serię naprawdę znakomitych numerów. Świetnie zrobionych tekstowo i aktorsko".
Michał: - Czyli łapówka zadziałała!

Duża?
(Śmiech, chóralny).
Michał: - Normalna.
Paweł: - Tak się wydarzyło, szczęśliwie dla nas, że podczas ostatnich kilku lat wybraliśmy trochę szybszą drogę niż to było wcześniej i nie zwalniamy tempa.
Andrzej: - Nie wybraliśmy szybszej drogi, bo droga jest ta sama, ale to co robimy jest lepsze. Ludzie to doceniają, trafiamy w ich gusty i powoli poczucie humoru kabaretu Smile się zawęża, krystalizuje. Humor jest bardzo trudnym tematem, subtelną kwestią. Trzeba poprostu robić to, co się tobie podoba, co ciebie śmieszy.
Kabaretów jest bardzo dużo. Rodzajów humoru też. Od prostackiego do literackiego. Literacki ma mało fanów, prostacki dużo. Ale coraz mniej, ponieważ widz jest coraz bardziej wyrobiony i szuka czegoś innego. My przez wiele lat pisaliśmy bardzo różne skecze. Szukaliśmy. Generalnie Smile to jest humor społeczny. Obserwujemy rzeczywistość, często absurdalną, i przenosimy ją na scenę. Bardzo ważny jest u nas humor sytuacyjny. Stawiamy na niego. Kreujemy jakąś postać, w którą widz wchodzi i się śmieje. Po prostu.
Paweł do Andrzeja: - Może my tu jesteśmy niepotrzebni?
(Andrzej się śmieje.
Michał udaje, że chrapie).

Jesteście razem już 11 lat, a słychać i widać, że ciągle się lubicie.
Paweł: - Mam nadzieję, że nigdy nie zabraknie nam szacunku do wszystkich ludzi i do siebie wzajemnie. Spędzamy ze sobą dużo czasu. Dla widza jest to np. koncert w Szczecinie, a dla nas dodatkowo parę godzin jazdy w jedną i drugą stronę. My tam nie jedziemy osobnymi samochodami, tylko siedzimy w jednym. Musimy ze sobą przebywać i funkcjonować. I gdyby nie wiązało się to z tym, że się lubimy i tolerujemy, to nic by z tego nie wyszło. Byśmy się pozjadali.
Dlaczego Smile?
Andrzej: - Razem z Pawłem chodziliśmy do VIII LO i tam były początki naszego grania. Zmuszono nas do występu w "Wiośnie Teatralnej" i ludziom spodobało się to, co zrobiliśmy. Zostaliśmy zgłoszeni do przeglądu i trzeba było podać nazwę "tego naszego czegoś". Akurat byliśmy po lekcji angielskiego i napisaliśmy na druczku Smile. Dzisiaj bym pewnie inną nazwę wybrał.
Michał: - Dobrze, że nie byliście np. po chemii, bo moglibyśmy się nazywać siarkowodór.
Paweł: - Albo po biologii - mitoza (śmiech).
Andrzej: - Zespół Queen też na samym początku nazywał się Smile, a potem wiadomo jak skończył.
Paweł: - Narkotyki, dziwne kontakty seksualne...
(Andrzej się śmieje).

Jak powstaje dobry skecz?
Paweł: - Kwestia najważniejsza to pomysł. Można go mieć w ciągu minuty albo trzech miesięcy.
Andrzej: - Jak już mówiłem, ważna jest podpatrzona sytuacja z życia, którą przenosimy na scenę. Można oczywiście postawić na niej dwóch ludzi, którzy będą mówili głupie teksty, może nawet śmieszne w jakiś tam sposób, tylko po co?
Michał: - Czasami sytuacja jest tak fajna, że z pięciu minut skeczu robi się dwanaście i za każdym razem można pokazać ludziom delikatnie zmieniony numer.
Andrzej: - Są takie skecze, których każde następne wykonanie jest inne. Publiczność wyzwala w nas działania, żeby coś dodać do tekstu. I tekst się rozrasta, rozrasta. Bardzo to lubię.

Zaproście mnie na próbę Smile.
Michał: - Mamy pomysł albo nie. Zaczynamy coś rzeźbić, produkować, piec nowy numer, a czasami nic nam nie wychodzi. To trudno opisać. Tak się po prostu zdarza.
Andrzej: - Bardzo dużo skeczy piszemy na "Ryjka", czyli Rybnicką Jesień Kabaretową, gdzie tematy numerów są konkretnie zadawane. Wtedy jest łatwiej.
Paweł: - Na pewno wskazane jest ciśnienie, czyli termin, na który musimy przygotować skecz, ale nie wolno z nim przesadzić, bo się mózg tak zamknie, że nic z niego nie wypłynie.
Andrzej: - Kiedyś nie potrafiłem oddzielić swoich zwykłych, prywatnych spraw, rodziny od pracy. Gdy zbliżał się termin występu myślałem non stop o kabarecie. Teraz jest mi łatwiej. Jestem w domu, to jestem w domu, a kiedy pracujemy zostawiam wszystko i pracujemy.
Michał: - Może to być dla niektórych dziwne, ale pracujemy trochę jak firma. Zdarzają się tygodnie, że zaczynamy o 9 i kończymy o 15. Albo piszemy skecze albo pracujemy koncepcyjnie lub też nagrywamy w studiu utwory do programu. To, że jesteśmy regularni w robocie, pozwala nam mniej się stresować naszym zajęciem.

Polska nadaje się do skeczy?
Michał: - Trzeba przyznać, że jesteśmy krajem absurdów. Ostatnio walczyłem z serwisem telefonów komórkowych, który chciał, żebym zapłacił za nienaprawiony aparat. Takie sytuacje trzeba wyśmiewać.
Jacek Fedorowicz powiedział ostatnio w "Trójce", że dzisiaj kabaret pełni inną funkcję niż dawniej i ja się z tym zgadzam. Czasy się zmieniły i dzisiaj kabaret nie jest już wentylem społecznego bezpieczeństwa, kiedy to ludzie wkurzeni na otaczającą rzeczywistość przychodzili na występ i wyśmiewali się na amen i mieli z tego chwilę radości w smutnym życiu. Teraz kabaret ma bawić, trochę uczyć, ale na pewno nie można mu przypisać roli mentorskiej.
Andrzej: - Z Polski da się śmiać, jak najbardziej. Choć my polityki nie ruszamy, natomiast zawsze będziemy obśmiewać postanowienia rządu, których konsekwencje dotykają każdego z nas: większy podatek, becikowe, tacierzyństwo itd.

Trzydziestolatkom podoba się nad Wisłą?
Andrzej: - Ja będę miał trzydziestkę dopiero w marcu (śmiech).
Paweł: - Z całym szacunkiem, ale mam 29 lat. Więc może porozmawiamy za jakiś czas.
Michał: - Chciałbym powiedzieć, że bardzo lubię w takich sytuacjach moich kolegów z pracy. Jestem najstarszy, mam 31 lat. Niestety. Ja się cieszę, że mieszkam w tym kraju. Polska mi się podoba. Uważam, że jesteśmy narodem, który chce za szybko za dużo. Jeżdżąc po kraju, a robimy masakrycznie dużo kilometrów, widzimy, że Polska dokądś zmierza. Powstają drogi, obwodnice, miasta pięknieją, dworce kolejowe robią się ładniejsze. Ludzie są coraz bardziej otwarci, uśmiechają się do drugiego człowieka i potrafią powiedzieć, jak to się dzieje na świecie, w Europie: Cześć, sie ma, fajnie cię widzieć.
Ta otwartość jest bardzo ważna. Wierzę, że następne pokolenia będą otwarte na innych, bo po prostu takie będą.

Panie Pawle nazywają Pana "człowiek spokój". Dlaczego?
Paweł: - Widzi pan, tak sobie siedzę. Nic nie robię.

Aż tu nagle...
Paweł: - Rzadko jest "aż tu nagle". Chyba o to chodzi.
Andrzej: - Ja powiem szczerze (śmiech). Czasami spokój Pawła potrafi wyprowadzić mnie z równowagi.

Andrzej - "Duffy"?
Andrzej : - Jak byłem jeszcze chłystkiem potrafiłem rozbawiać kolegów, bo mówiłem jak Duffy, słynny kaczor z kreskówek. Potem przyszła mutacja i czar prysł. A "Duffy" zostało.

"Człowiek nerwowy, ale bardzo dobrze zorganizowany". To o Panu, Panie Michale.
Michał: - No trudno. Jestem strasznie impulsywny, koledzy dobrze mnie znają. Cieszę się, że po tylu latach współpracy nauczyli się obsługi mojej osoby. Ale też dzięki nim zmieniam się. Mam nadzieję, że na lepsze.
Andrzej: - Tak naprawdę każdy z nas jest inny. To trzeba przyznać. Każdy od drugiego czegoś się uczy. Ciągle.
Śpiewania możecie się chyba uczyć od Michała?
Michał: - Wiem, że śpiewam przyzwoicie. Nie mogę oszukiwać, że tak nie jest, bo ćwiczę śpiewanie od 10 lat. Ale te piosenki nie byłyby takie, gdyby nie było moich kolegów. Piosenki piszemy razem, razem na scenie je wykonujemy. Ja mam wokal. Ale wokal bez śmiesznych pomysłów byłby tylko piosenką, a nie piosenką kabaretową.

"Pan Tadeusz", "Piosenka o miłości", "Dom Kultury", "Bździszewo", "Internet" to moje ulubione Wasze kawałki.
Andrzej: - Super. Fajnie. Szanuję takiego widza, który wie, co mu się podoba. I reaguje śmiechem, oklaskami na to, co dla niego robimy.

Jak ważny jest dla Was dobry kontakt z widownią?
Michał: - Kiedy dajesz z siebie na scenie 100 procent i otrzymujesz od publiczności fajną energię, to możesz dać i 105 procent. Jeśli się "nie załapiemy", to bardzo ciężko się nam występuje.
Andrzej: - Nasze programy trwają godzinę czterdzieści, dwie godziny. I gramy, i będziemy grali takie skecze, jak wymieniony przez pana "Pan Tadeusz" czy "Dom Kultury", bo one wprawdzie wywołują mniejszą reakcję publiczności niż inne, ale chcemy, żeby Smile śmieszył, ale też uczył. Aby nasze numery zostały zapamiętane na dłużej.
Paweł: - Skłaniały do zastanowienia się.
Michał: - Czy ja mogę spuentować Andrzeja i Pawła? Może i nie mają jeszcze trzydziestki, ale czasem jak się słucha naszych morałów w skeczach, to oni mają grubo po 50.
Paweł: - Jest jakaś wewnętrzna dojrzałość, która nigdy nie idzie w parze z tym, na ile lat człowiek się czuje, ani z faktycznym wiekiem.
Michał: - Staramy się unikać śmiechostek.
Andrzej: - Fajnie, jak skecz zostawia coś w głowie widza. Choćby przez pięć sekund po zakończeniu występu.
Paweł: - Chodzi o to jedno zastanowienie się.
Michał: - My przecież też tworzymy popkulturę.

Jacy będziecie po pięćdziesiątce?
Andrzej: - Ostatnio o tym właśnie rozmawialiśmy.
Paweł: - Faktycznie była taka rozmowa. O etapach życia, gdzie będziemy w danym momencie i potwierdziło się to, że Michał jest człowiekiem nerwowym, bo powiedział, że on nic nie wie, on się boi, on to wszystko czarno widzi. Gdzie on będzie? Co to będzie? Może zacznie drugie studia robić?
Michał: - Koledzy chcieli mnie uspokoić i powiedzieli, że przy moim charakterze i trybie życia prawdopodobnie nie będę już żył.
(Śmiech, chóralny).
Andrzej: - Nie doszliśmy do wspólnego porozumienia, czy dalej będziemy na scenie.
Paweł: - Życie pisze takie scenariusze, że obyśmy za 20 lat mogli spotkać się w tym samym gronie, na podobnym wywiadzie. Dla mnie to będzie pełnia szczęścia.
Andrzej: - A może będziemy pływanie synchroniczne robić? Nie wiadomo.
Michał: - Ja będę miał parking strzeżony i będę go odśnieżał.
(Śmiech, chóralny).
Gdzie w najbliższym czasie będzie się można z Was i dzięki Wam pośmiać?
Andrzej: - 22 lutego zapraszamy do Zamojskiego Domu Kultury, a 1 kwietnia do "Chatki Żaka" na premierę nowego programu. Natomiast 7 marca otworzymy trzecią edycję programu "Dzięki Bogu już weekend" w telewizyjnej "Dwójce".

Co szykujecie?
Andrzej: - Rozmawiamy o tym od dobrych trzech miesięcy. Program jest na żywo, więc będzie o kobietach, bo następnego dnia mają one swoje święto.
Paweł: - To będzie taka wigilia Dnia Kobiet.

Lada dzień ukaże się nowe DVD Smile. Co się na nim znajdzie?
Andrzej, Paweł, Michał: - O!, O!, O! Cuda!!!
Andrzej: - Jestem bardzo dumny z tej płyty. Jesteśmy po montażu materiału i powiem szczerze, że nawet się uśmiałem. Choć nie lubię siebie oglądać.
Michał: - Ja też ciebie nie lubię oglądać (śmiech).
Andrzej: - Na pewno każdy znajdzie swój ulubiony skecz w ponadtrzygodzinnym programie. Ponadto na płycie pojawią się kabaret Ani Mru-Mru i Kabaret Młodych Panów.
Michał: - Płyta jest taka długa, że można ją włączyć jednego dnia i skończyć oglądać następnego.
Paweł: - Jeśli włożysz ją do odtwarzacza o 23.

Panowie, zdejmijcie na zakończenie kabaretowe kostiumy. Zdradźcie odrobinę ze swojej prywatności.
Andrzej: - Ja mam najdłuższy staż małżeński, mam też najwięcej dzieci (śmiech). Dwoje i żonę. Praca - dom, praca - dom. Bardzo lubię sport. Przede wszystkim piłkę nożną.
Paweł: - Tak jak Andrzej jestem kochającym mężem pierwszej żony. Niedawno urodził mi się syn. W cyklu Andrzeja: praca - dom, praca - dom, mam jeszcze Stare Miasto. Przeplata się to wszystko.
Andrzej: - Paweł jest ambasadorem lubelskiej Starówki.
Michał: - Jestem zwykłym, normalnym facetem, który rano wstaje i idzie do pracy. Wraca z pracy i zajmuje się domem, żoną i dzieckiem. I lubię gotować.

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 9

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

n
natalia

skoro tak wam się to nie podoba to czemu to oglądacie i czytacie? nikt was nie zmusza. jeśli można to proszę nie obrażać tych co lubią i potrafią śmiać się z nas samych. trzeba mieć dystans i poczucie humoru bo inaczej ciągle będziemy się opluwać tym jadem

s
superrolnik

czy ty miernoto umysłowa sądzisz, że zobligujesz całe forum do uwierzenia w swój geniusz krasomówczy???
niewyszukane ataki na moje wpisy do forum świadczą raczej o zaniku twojego organu,
który w defensywie przed codziennym spożywaniem bełtów obkurcza się i chowa się w zakamarkach czerepu...

idź lepiej zdaj w końcu maturę!
to przynajmniej mama i tato będą mieli
czym się chwalić przed współstaczami z kolejki do MUP'u.

m
maciej w uszance

jak ,,superrolnik,, , ,,Adamek ,, i całe to francowate kołtuństwo Polski południowo wschodniej !!!

s
superrolnik

najlepiej jak w tv pokazują publiczność podczas przeglądów tych pożalić się - błazenad.
wszyscy pieją z radości jak taki błazen naśmiewa się właśnie z nich samych.
99% katoli słucha o sobie jakcu są zacofani i porypani - nikt nie buuuczy, nikt nie gwiżdże...
udają, że to ich nie dotyczy
a potem idą walić kolanami przed katabasem...
po prostu głupie show dla skołowanych głupków :)

L
Liberał

Współcześni kabareciarze to wojownicy politycznej poprawności, a więc tchórze i oportuniści. Gdzie im do kabaretów czasu PRL-u, które ironią czy aluzją ośmieszali władzę i homo sovieticusa? Dzisiaj odwaga sporo kosztuje. Ludziom trzęsą się nogi na myśl o żartach z lemingów, pederastów, feministek, muzułmanów, murzynów czy Żydów, ale z katolików, polskości, konserwatyzmu, kleru można bez ograniczeń. Kto zatem ogranicza? Gdzie jest urząd cenzury?

s
superrolnik

z uwagi na odfiltrowanie mojego wpisu zaatakuję ponownie:
dlaczego aktualni kabareciarze są tacy asekuranccy?
nie naśmiewają się z platfor-mersów?
jak pis-maki były u władzy to śmichu było co nie miara!!!

teraz też chciałbym się powyśmiewać z naszych jaśniepanujących celebrytów.

wniosek jest jeden: aktualne błazny to tanie, lękliwe i zakłamane tufty!!!
bez jaj i honoru.

jest jeszcze paru rasowych kabareciarzy z jajami jak arbuzy,
ale nikt ich na antenę nie wpuści :(

L
Liberał

Największym problemem współczesnych polskich kabaretów jest fakt, że wszyscy mają dostęp do starych nagrań Dudka, Pod Egidą, Teya czy nawet Potem, co zupełnie wystarczy by stwierdzić jakie dno i żenadę dla podludzi prezentują te młode ekipy.

N
Nowy Rok

Pozostała część mojego komentarza dostępna jest dla abonentów Piano.
Pełen dostęp do tego i 41 innych serwisów internetowych w pakiecie Piano już od
9,90zł tygodniowo.

A
Adamek

Fcale nieso śmieszne jak animrumru,TYKO NEONUWKA!jak tam plepski jutro robole do gnoju,mam do oddania dziórawe gacie hceta plebsikó ?i tak jesteśta golodupce.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3