Kacejko: „rynek pracy” przegrywamy z Wrocławiem i stolicą

Aleksandra Dunajska
Małgorzata Genca
Z prof. Piotrem Kacejko, rektorem Politechniki Lubelskiej, rozmawia Aleksandra Dunajska.

Politechnice Lubelskiej jako jedynej uczelni w Lublinie ubyło w tym roku niewielu „pierwszaków”. Zyskujecie na tym, że kierunki techniczne są teraz modne?
Chyba tak. Do łask wróciła informatyka, ustabilizowało się budownictwo, popularne są architektura, międzywydziałowa mechatronika. Z drugiej strony, mamy rachunkowość i finanse, gdzie chcielibyśmy kształcić m.in. nową generację księgowych - którym bliska jest informatyka, a nieposługujących się wyłącznie kalkulatorem.

Ale niż demograficzny też Politechnikę dotknął?
Na pewno. Jest to zauważalne m.in. w spadku poziomu studentów, zwłaszcza tych, którzy dostają się na uczelnię ze słabszymi wynikami. Jestem realistą i mam świadomość, że Politechnika Lubelska to uczelnia drugiego wyboru - maturzyści aplikują na studia w innych miastach, a dopiero jeśli tam się nie dostaną, zaczynają studia u nas. Ze smutkiem stwierdzam też, że nawet nasi pracownicy w większości ekspediują swoje dzieci na uczelnie poza Lublin.

Dlaczego?
To nie jest tylko kwestia rangi i prestiżu. Elementem „zasysającym” dla uczelni jest jej gospodarcze otoczenie, możliwości związane z zatrudnieniem. Wśród młodzieży panuje przekonanie, częściowo uzasadnione, że z pracą w Lublinie jest marnie. Jeśli więc ktoś po studiach i tak zamierza wyjechać z Lublina, to często woli to zrobić już wcześniej. Moja córka studiowała w Lublinie, bo podobnie jak przed laty ja, chciała zrobić przyjemność ojcu, któremu na tym zależało. Ale po dyplomie, po kilku tygodniach poszukiwania tutaj pracy, wyprowadziła się do Wrocławia.

Jak próbujecie przekonać maturzystów, że jednak warto zostać i wybrać Politechnikę?
Zatrudniliśmy specjalistów od marketingu. Uważam, że mamy bardzo dobre biuro promocji. Organizujemy Dni Otwartych Drzwi, jeździmy do szkół średnich w regionie, prezentując naszą ofertę. Z kilkunastoma szkołami mamy umowy, nasi wykładowcy prowadzą tam lekcje. Pokazujemy też, że uczelnia to nie tylko wykłady i ćwiczenia. Prezentujemy nasze wynalazki, których twórcy, także studenci, wygrywają różne konkursy, chwalimy się osiągnięciami sportowymi, podkreślamy, że mamy fajny kampus, nowoczesne budynki, laboratoria. Jednak na kształt lubelskiego rynku pracy nie mamy wpływu. Nie wygramy tu z Warszawą czy Wrocławiem.

Czy uwzględniając obawy i oczekiwania studentów, uczelnia nie powinna bardziej precyzyjnie odpowiadać na oczekiwania pracodawców dotyczące pracowników?
Staramy się wpatrywać w potrzeby rynku i dostosowywać do nich swoją ofertę. Jednak firmy potrzebują dziś fachowców o bardzo konkretnych umiejętnościach. Z niepokojem obserwuję, że próbują przerzucić na uczelnie obowiązek i koszt kształcenia osób w często bardzo wąskich specjalnościach. Tymczasem politechnika to nie szkoła zawodowa, jej absolwent nie musi być gotowy do pracy na konkretnym programie komputerowym czy określonej obrabiarce. Staramy się wychodzić naprzeciw pracodawcom i wprowadzać np. przedmioty, których oczekują. Ale nie można dać się zwariować - nasz absolwent ma być wykształcony bardziej ogólnie, żeby mógł się odnaleźć w wielu firmach, a konkretne przedsiębiorstwo mogło go bez większego trudu doszkolić do swoich wymagań.

A może warto to zmienić? I dawać pracodawcom oferującym konkretne miejsca pracy młodych ludzi „skrojonych na miarę” pod ich potrzeby? Tak jak to robią niektóre dobre firmy szkoleniowe.
Mam inną wizję kształcenia na wyższej uczelni, moim zdaniem, dającą studentom więcej możliwości. Tym bardziej że poza Polską, gdzie nasi absolwenci też pracują, firmy chętnie same inwestują w pracowników. To powinien być standard. Poza tym w Polsce, jeśli firma jest zainteresowana naszymi studentami, oferuje im miejsca stażowe pozwalające poznać pracownika i dać mu doświadczenie. Potem z tej grupy wybierani są ludzie, którzy zostają tam na dłużej. Próbujemy jednak na bieżąco reagować na opinie pracodawców o studentach PL, np. w ubiegłym roku pani z działu zasobów ludzkich PZL Świdnik miała uwagi co do znajomości języka angielskiego wśród naszych absolwentów. Spostrzeżenia zostały przekazane naszym lektorom i mają być uwzględnione.

W tegorocznym rankingu „Perspektyw” Politechnika zajęła 8. miejsce wśród 21 uczelni technicznych w kraju. Wysoko oceniono innowacyjność, potencjał i efektywność naukową, nisko - prestiż i umiędzynarodowienie.
Ósme miejsce w rankingu to świetna pozycja, możemy jej tylko bronić. Udało nam się wyprzedzić Politechnikę Krakowską czy WAT. Naszą silną stroną jest innowacyjność, mierzona liczbą zgłoszeń patentowych w przeliczeniu na jednego nauczyciela akademickiego. W ubiegłym roku uzyskaliśmy ich 88. Te wskaźniki osiągamy dzięki kilku grupom pracowników, działających m.in. pod kierunkiem profesów Zbigniewa Patera, Mirosława Wendekera, Wojciecha Franusa czy Lucjana Pawłowskiego. To są kreatorzy innowacyjności na uczelni.

Słabością jest nasza oferta studiów w języku angielskim. Oczywiście mamy studentów spoza Polski, np. 600 Ukraińców, a także m.in. Turków czy Marokańczyków z wymian międzynarodowych. Ale pełna oferta anglojęzyczna jest ograniczona. Kiedy pytam dziekanów, czy wprowadzamy jakieś kierunki anglojęzyczne, wszyscy są zainteresowani. Ale kiedy przychodzi czas na konkrety, trzeba ogłosić ostateczną ofertę i zacząć nabór, okazuje się, że nikt nie jest gotowy. Nasi nauczyciele akademiccy są przeciążeni obowiązkami, a przygotowanie zajęć w obcym języku to dodatkowe, pracochłonne zadanie. I ja to rozumiem. Ale mam nadzieję, że jeszcze pracowników przekonam do podjęcia tego wyzwania.

Minister Jarosław Gowin mówi o potrzebie odbiurokratyzowania uczelni. Popiera Pan tę ideę?
Witam te zapowiedzi z radością. Problem jednak w tym, że między tym, co mówi minister Gowin, a tym, co rzeczywiście odczuwamy, jest spora sprzeczność. Przykład - od 1 stycznia ma zacząć działać tzw. Zintegrowany Plik Kontrolny, nie tylko dla uczelni, ale też dla innych podmiotów publicznych. Oznacza to obowiązek wprowadzania do systemu informatycznego wszystkich faktur i każdej znajdującej się na nich pozycji - każdej ryzy papieru, każdego gwoździa i śrubki. Płacimy kilka tysięcy faktur rocznie, proszę sobie wyobrazić, jaka to dodatkowa praca. Nie potrafię powiedzieć, jaki jest cel tej zmiany.

Kolejna zapowiedź resortu to tworzenie grupy uczelni „flagowych”, dla których będą przeznaczone większe pieniądze.
Od dłuższego czasu w Polsce kiełkuje taka idea. Nie jest zła, pod warunkiem że nie odbędzie się to kosztem uczelni średnich. Robiliśmy niedawno badania i spośród 1400 naszych absolwentów po roku bez pracy zostało dosłownie kilkanaście osób. Jeżeli więc nawet nie powstają u nas wielkie dzieła naukowe, to na dydaktycznej i naukowej mapie Polski mamy znaczenie, kształcimy przecież kadry potrzebne gospodarce.

Jakie wyzwania stoją przed PL?
Przede wszystkim chcemy tworzyć mechanizmy współpracy z biznesem, które będą się przekuwały nie tylko na ogólnego ducha zrozumienia, ale też na konkretne pieniądze. Musimy przekonać biznes, że warto zaryzykować i inwestować w badania na uczelni. Pieniądze europejskie na wynalazki są dostępne tylko wtedy, kiedy uczelnia oferuje swój potencjał intelektualny, a przedsiębiorca - finansowy wkład do projektu. Taką wzorcową współpracę zawarliśmy z firmą Sigma. Technicznie wygląda to tak: nasi pracownicy mają pomysł na nowatorską maszynę do plastycznej obróbki metali. Firma finansuje budowę prototypu, a potem egzemplarzy przeznaczonych na rynek. Zyskami się dzielimy - za sprzedanie każdej maszyny do uczelni trafiają określone pieniądze. Inny przykład to PZL Kalisz. Na potrzeby tej fabryki nasi pracownicy skonstruowali silnik lotniczy wielopaliwowy do samolotów turbośmigłowych. Działa na benzynę, ropę, naftę lotniczą, bez specjalnego przerabiania.

Jesteśmy też w serwisie INSTAGRAM. Obserwuj nas!

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

l
llu

++ za poczucie humoru :)

s
słuszna koncepcja

Proponuję przenieść stolicę do Lublina. A w zasadzie to przywrócić stolicę w Lublinie. Od razu polepszy się nam rynek pracy :)

:)

. "Ja studiujac informatyke nauczylem sie tworzenia abstrakcji (...)" . . .

. . chyba tylko w części: "Abstrakcją w programowaniu nazywamy pewnego rodzaju uproszczenie rozpatrywanego problemu (...)"
:)

d
dociek

Podstawowa zasada to student po ukończeniu studiów nigdy nie powinien "kopać" w swojego byłego wykładowcę którego zaliczenie ma w indeksie , co niestety jest standardem w tej uczelni. Do osiągnięć Politechniki Wrocławskiej to jeszcze im jest bardzo daleko i hu hu jeszcze więcej.Najgorszy jest przerost ambicji nad możliwościami" i nepotyzm który w tej uczelni króluje.

l
llu

Zgadam sie z Rektorem, uczelnia wyzsza jaka jest Politechnika powinna ksztalcic szeroko. Przekazac wiedze niezmienna jak matematyka, fizyka oraz nauczyc jak samemu zdobywac wiedze. Bo po co uczyc tylko obslugi jakiegos oprogramowania skoro za 10lat juz bedzie przestarzale. Oczywiscie nie moze tez zbyt daleko odchodzic od technologii. Jednak technologia ma pewne niezmienniki i to je przede wszystkim powinien absolwent pojac.
Ja studiujac informatyke nauczylem sie tworzenia abstrakcji oraz poznalem szereg technologii. Dowidzialem sie o roznych problemach jakie byly w przeszlosci oraz jak je rozwiazano. Zlapalem bakcyla do ksztalcenia sie i trwa to po dzis dzien. Obecnie pracuje w Anglii dla lidera HiTech na swiecie i nie czuje sie gorszy od innych inzynierow. Jestem wdzieczny moim wykladowcom. Mam nadzieje ze bede mogl w przyszlosci rowniez odwdziecznyc sie uczelni i wzmacniac jej dobre imie.

b
babka guślarka

Stare ludowe przysłowie mówi, że wartość dodana do przedsiębiorstwa lub czegokolwiek to jednocześnie wartość ujęta z twojego życia i zdrowia, wolego czasu i twoich nieodtwarzalnych zasobów :)

m
mosquito

nie tworzymy wartości dodanej.

u
uszczypliwy

Za to zwykli ludzie o tym wiedzą już od 20 lat ....

Dodaj ogłoszenie