Kamil Kiereś (trener Górnika Łęczna): Przed nami bardzo ważne decyzje

Karol Kurzępa
Karol Kurzępa
W miniony weekend piłkarze Górnika Łęczna przypieczętowali awans do I ligi wygraną 2:0 nad Legionovią Legionowo w ostatniej kolejce sezonu 2019/20. O zakończonych rozgrywkach, a także wyzwaniach czekających klub w najbliższym czasie porozmawialiśmy z trenerem zielono-czarnych, Kamilem Kieresiem.

Pomimo zwycięstwa, ostatni mecz sezonu nie był dla was łatwy, zwłaszcza w pierwszej połowie. Przed przerwą wiele razy denerował się pan na swoich piłkarzy...
Nie był łatwy. Po meczu ze Stalą Rzeszów mówiłem na konferencji, że musimy wytrzymać ciśnienie. Byliśmy już wtedy blisko awansu, jednak nie udało się, bo mecz zakończył się remisem. Trzeba było umieć docenić to, co osiągnęliśmy. W minionym tygodniu od początku starałem się uświadomić zespół, że nie przyjeżdżamy w sobotę grać z drużyną z 17. miejsca w tabeli, tylko z normalnym rywalem. W piątek na analizie rywala siedzieliśmy aż 50 minut. Zwracaliśmy uwagę na to, że kilka kolejek temu Bytovia Bytów prowadziła z Legionovią 2:0, a za chwilę przegrywała 2:3. Musieliśmy być w posiadaniu piłki, ale także dobrze radzić sobie w fazach obronnych. Zdawaliśmy sobie sprawę, że to nie będzie łatwy mecz. Trzeba jasno powiedzieć, że w pierwszej połowie Legionovia próbowała nas skarcić po stałych fragmentach. Dobrze się jednak w tym elemencie broniliśmy, wyciągnęliśmy wnioski z meczów z Pogonią Siedlce i Stalą Rzeszów. Bardzo się cieszymy z tego, że awansowaliśmy, wygrywając.

Dziesięć ostatnich meczów to sześć wygranych, trzy remisy i jedna porażka. Nikt nam tego nie dał, sami sięgnęliśmy po ten awans, ale też zdobyliśmy mistrzostwo II ligi. To też jest fajna nobilitacja. Warto to podkreślić.

Patrząc na sezon całościowo, to zanotowaliście świetną rundę jesienną, wiosenny falstart i potem mocny finisz.
Trzeba jednak spojrzeć na nasz zespół, że nie mieliśmy takiego falowania. Była bardzo dobra runda jesienna, potem był dołek, ale po nim wyszliśmy i graliśmy dobrze. Nawet ten przegrany mecz z Pogonią Siedlce to było dobre spotkanie w naszym wykonaniu, tylko zgubiły nas detale. Bardzo trudny jest moment, gdy przychodzą cztery porażki. Powiedziałem wtedy zawodnikom, że na pewno nie wygramy już tylu spotkań, co jesienią. Z prostej przyczyny: dlatego, że jest już mniej meczów do rozegrania. Jednocześnie podkreśliłem, że możemy zwyciężyć mniejszą liczbę spotkań, ale możemy wygrać więcej w kontekście całego sezonu.

Newralgicznym momentem w rozgrywkach była porażka z Elaną Toruń w czwartej kolejce. Mieliśmy wtedy 12. miejsce w tabeli i trzy mecze bez zwycięstwa. Usiedliśmy z drużyną i powiedzieliśmy sobie jasno: teraz wspinamy się na sam szczyt. I do jesieni wspięliśmy się na to drugie miejsce.

Pamiętam jeszcze jeden ważny moment, gdy po dosyć dobrym meczu przegraliśmy z Widzewem 1:2. Na odprawie padło, że gramy o pierwsze miejsce, pozycję lidera. Mimo że po pandemii przegraliśmy kolejne dwa mecze, to z nas to nie uciekło. Kluczowy był remis na wyjeździe z Resovią. Potrafiliśmy ocenić ten punkt jako przełamanie. To się opłaciło. Odnieśliśmy kolejnych pięć zwycięstw. Globalnie kluczowe są trzy serie. Pierwsza: 16 punktów w sześciu meczach jesienią. Druga: 13 punktów w pięciu kolejnych spotkaniach, także jesienią. I trzecia: 16 punktów w pięciu meczach w końcówce sezonu. Te serie dały nam bardzo mocny fundament, by w pozostałych meczach jednostkowo powalczyć o ten awans.

Czy z powodu pandemii koronawirusa to był najdziwniejszy sezon w pana trenerskiej karierze?
Był dziwny i specyficzny, ale jednocześnie pełen doświadczeń.

Rywalizujemy teraz latem i mi się wydaje, że w Polsce powinniśmy grać układem wiosna-jesień. W czerwcu i lipcu są najlepsze boiska i pogoda. Mimo że jest gorąco. A my w tym okresie zazwyczaj tylko trenujemy i gramy sparingi.

Doświadczeniem było przygotowywanie zespołu pod względem motorycznym. Nie zgubiliśmy motoryki, pomimo treningów indywidualnych. Nikt do końca nie wiedział, jak się w tym poruszać. Szukaliśmy własnych doświadczeń do wykorzystania w sytuacji, w której nikt jeszcze nie był. To się udało. Muszą pochwalić działaczy klubu: prezesa, wiceprezesa i dyrektora sportowego. W najtrudniejszym momencie nie dali ani mi, ani drużynie odczuć jakiejś złej atmosfery. Odczuliśmy to wsparcie.

Dał się pan nam poznać jako człowiek bardzo spokojny, przynajmniej w kontaktach z mediami, zarówno po porażkach, jak i po zwycięstwach. Po ostatnim gwizdku w Legionowie pojawił się na pana twarzy duży, szczery uśmiech.
Jest uśmiech. W piątek na zgrupowaniu przedmeczowym oglądaliśmy finał Pucharu Polski. Widziałem, jak Michał Probierz bardzo cieszył się z tego, że zdobył to trofeum. Tak samo my się bardzo cieszymy z tego, że awansowaliśmy i zdobyliśmy mistrzostwo tej ligi. Ciężko pracowaliśmy, poświęciliśmy na to cały rok.

Kamil Kiereś (trener Górnika Łęczna): Przed nami bardzo ważne decyzje
fot. K. Kurzępa

W trakcie zakończonego już sezonu zwykł pan mówić o budowie domu z kolejnych cegiełek, co miało ilustrować zakładany progres Górnika. W jakim kierunku teraz pójdzie ta budowa?
Spodziewałem się tego pytania. Dziś nie chcę jeszcze dawać deklaracji, jak to ma wyglądać. Na razie nigdzie nie wyjeżdżam, od poniedziałku usiądziemy z dyrektorem i będziemy zastanawiać się, co dalej. Z tych rozmów wyniknie ewentualny kierunek.

Teraz przed nami bardzo ważne decyzje. Trzeba pamiętać, że większości zawodników kontrakty właśnie się kończą. One były aneksowane do końca lipca

. Zatem przed dyrektorem sportowym jest sporo pracy.

W tym roku czekają was krótkie urlopy. Sezon ruszy na przełomie sierpnia i września.
Nie ma jeszcze klarownych informacji. Słyszałem, że mamy startować 30 sierpnia. Zawodnicy wiedzieli, że jeżeli w sobotę awansują, to zyskują wakacje. Mają teraz dwa tygodnie wolnego, spotkamy się dopiero 10 sierpnia na treningu. Jeżeli byłyby baraże, to trzeba byłoby nadal walczyć o awans i wakacji dla zespołu by nie było.

Fakt, że zostało już tak mało czasu do kolejnych rozgrywek, utrudni wam pracę?
Trzeba się do tego dostosować. To kolejne doświadczenia spowodowane pandemią koronawirusa. To jest sezon nowych doświadczeń. Etapu przygotowań nie będzie, bo zawodnicy muszą wypocząć.

Dwa tygodnie urlopu to nie jest okres, w którym dużo stracą pod względem motorycznym. Wystarczy tydzień, by wprowadzić ich do treningu. Nie układałem jeszcze tego planu, ale przygotowania skończą się na dwóch, może trzech sparingach. To będzie powrót do mikrocykli i ewentualnie mocniejszy mikrocykl, ale stricte przygotowań nie będzie. Jeśli będą ruchy kadrowe, to czasu na wkomponowanie i przebudowanie nie ma. Wszyscy są w jednakowej sytuacji.

ZOBACZ TAKŻE:

Górnik Łęczna świętował awans do I ligi w Legionowie. Zobacz zdjęcia

Górnik Łęczna wraca do I ligi. Wygrana w Legionowie przypiec...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie