reklama

Kaziu, Kaziu, Kaziu... opanuj się!

Mariusz GrabowskiZaktualizowano 
Jeszcze trzy lata temu premier, dziś przypadek celebryty uzależnionego od tabloidów i prasy kolorowej, co udowadnia sesją w "Vivie". Co się stało z Kazimierzem Marcinkiewiczem? - pyta Mariusz Grabowski

Ze świecą by szukać kogoś, kto podważyłby zawodowe umiejętności Kazimierza Marcinkiewicza. Fizyk po Uniwersytecie Wrocławskim, prawnik po Uniwersytecie Poznańskim, jeszcze rok temu doradca w prestiżowym Goldman Sachs Group Incorporated, jednym z największych na świecie banków inwestycyjnych.

A po drodze wiceminister edukacji w rządzie Suchockiej, poseł na Sejm trzech kadencji, no i premier bijący nad Wisłą rekordy popularności wśród rodaków. A także naturalny kandydat na fotel głowy państwa. "Kazimierz Marcinkiewicz byłby znakomitym kandydatem na prezydenta Polski w 2010 roku" - z całą powagą, przy wtórze Grzegorza Schetyny, głosił dwa lata temu m.in. Jarosław Gowin.

Rację mają jednak zgryźliwi filozofowie, dla których natura ludzka pełna jest niezgłębionych tajemnic. Bo oto dziś 50-latek Kazimierz Marcinkiewicz stracił cały swój zawodowy profesjonalizm i image poważnego polityka zamienił na celebrycką sławę.

Ale epitety typu "chłopiec z tabloidów" najwyraźniej nie sprawiają mu zbytniej przykrości i wszystko wskazuje na to, że dobrze się czuje w roli codziennego gościa na plotkarskich portalach w rodzaju Pudelka, nieszczędzącego czytelnikom pikantnych szczegółów ze swojego żywota. Jak na konserwatywnego wychowanka ks. Witolda Andrzejewskiego z Gorzowa Wielkopolskiego i byłego wiceministra edukacji z ramienia ZChN-u, sprzeciwiającego się wychowaniu seksualnemu w szkołach i z wartościami chrześcijańskimi na ustach, to przemiana godna zastanowienia.

Choć z drugiej strony, dla bacznego obserwatora parcie Marcinkiewicza na sławę nie było niespodzianką. Już jako premier lubił błysnąć medialną oryginalnością: głaskał po główkach przedszkolaków, pojawiał się na studniówkach, obcałowując dłonie maturzystek, albo dawał się sfotografować na pierwszej stronie "Faktu" w garniturach od Armaniego.

W grudniu 2005 roku, po wynegocjowaniu unijnego budżetu cała Polska mogła go obejrzeć, jak radośnie wykrzykiwał słynne "Yes, yes, yes!", którego interpretacja przysparzała tyle bólu głowy jego specom od wizerunku. Gdy rok później obejmował posadę w EBOiR w Londynie, był już "najsłynniejszym Polakiem nad Tamizą". Nie do końca traktowanym poważnie, ale świetnie prezentującym się na fotografiach w kolorowych periodykach.

W przekroczeniu granicy, za którą kariera zamienia się w operę mydlaną, skutecznie pomogła mu Isabel Olchowicz, dla której porzucił rodzinę. Oboje zafundowali nam tasiemiec medialny, który będzie zapewne przedmiotem niejednego doktoratu na wydziałach socjologii społecznej. Ilości artykułów o Marcinkiewiczu i jego wybrance, którymi zalały nas tabloidy, przypominała ocean.

Drobiazgowo byliśmy informowani o każdym kroku zakochanych, o tym, że oto Kazimierz zabrał Isabel do Tokio, że wspólnie jadają obiady w Soho, mieszkają przy Notting Hill, że jej przyjaciele zaakceptowali Kazia, a z kolei jego trzymają Isabel na dystans, że ona jest w ciąży, a zaraz potem, że już nie jest. Ekspremier RP nie omieszkał nawet zarekomendować rodakom wierszy swojej lubej, w których ta dawała wszystkim rady w kwestii życia uczuciowego.

A wszystko przy faryzejskim biadoleniu naszego bohatera, że brukowce bezpardonowo atakują jego prywatność. Trochę to przypominało przypadek Stevensonowskiego doktora Jekylla alias pana Hyde'a, gdy na początku tego roku żalił się w wywiadzie dla "Polski": "Nie wiedziałem, że aż w takim stopniu można grzebać w życiu prywatnej osoby".
Chodziło o aferę z "Super Expressem", któremu były premier udzielił wywiadu, a potem się z niego wycofał, grożąc procesem. Pikanterii całemu zdarzeniu dodało oświadczenie gazety, że Marcinkiewicz sam wysłał redakcji fotografię narzeczonej jako ilustrację wywiadu. W nagrodę plotkarski portal Deser.pl wysunął jego kandydaturę na Kena polskiej polityki (najlepszą Barbie została już wcześniej Nelly Rokita).

Gierki z tabloidową popularnością nie wyszły Marcinkiewiczowi na zdrowie. Jego popularność wśród rodaków, którzy jeszcze kilka lat temu darzyli go gorącą miłością, coraz bardziej spada. Co ciekawe, coraz częściej postrzegany jest groteskowo: jako ten, który rano wygłasza napuszone komentarze na tematy gospodarcze w TVN 24, a wieczorem jest gwiazdą plotkarskich newsów. Nie pomogła mu nawet próba uspokojenia wizerunku: rozwód z poprzednią żoną i małżeństwo z nową. Rzecz odbyła się dyskretnie, w Barcelonie, z dala od paparazzich i dziennikarzy. Ale niestety, Kazimierz z odzysku nie jest już atrakcyjnym towarem politycznym. "Rozwiedziony Marcinkiewicz traci szanse na prezydenturę" - ze smutkiem ogłosił w RMF FM Jarosław Gowin.

Wyswobodzenie się z tabloidowego potrzasku nie będzie dla Marcinkiewicza łatwą sprawą. "Tabloidy mają szczękościsk pitbulla. Gdy raz dopadną zwierzynę łowną, nie popuszczą, aż wyssą z niej ostatnią krew" - diagnozuje w wywiadach sytuację byłego premiera socjolog dr Krzysztof Prendecki. Ale można się też zastanawiać, czy Marcinkiewicz w ogóle chce wolności od łatwej popularności. Oto bowiem w wydaniu "Vivy" z 29 października nasz bohater i jego nowa żona ozdabiają wspólnie aż 18 stron. Sypią się małżeńskie ploteczki, czułostki i zwierzenia, a całość ilustrują zdjęcia z ich podróży do Wenecji. Dowiadujemy się, że Isabel zarabia znacznie więcej niż minister w Polsce, a Kazio jest nie tylko kochający i szarmancki, ale tańczy lepiej niż Rafał Maserak. Nawet tytuł tego tekstu jest wymowny: "Miłość na przekór światu". Brzmi to niczym wyzwanie rzucone wrogom.

Tym bardziej że zauroczony młodą i utalentowaną żoną Marcinkiewicz okazuje się wymarzonym obiektem do bicia. W telewizyjnym magazynie TVN 24 "Ona i on" wzięła go ostatnio pod obcas Małgorzata Domagalik i na oczach telewidzów udowodniła kochającym go niegdyś Polakom, że z konserwatywnego wojownika zamienił się w liberalnego safandułę: od Polski woli anonimowy Londyn, wciąż szuka szczęścia i pozbył się swoich dawnych homofobicznych stereotypów. Dowód?

Niedawno bawił się z Isabel w gejowskim klubie Utopia. Przetańczyli całą noc i Kazimierzowi wcale nie przeszkadzało, że wokół kłębi się tłum homoseksualistów. Faktycznie, w jednym z majowych numerów "Super Expressu" pojawił się tekst o nocnej eskapadzie sławnej pary na gejowskie parkiety. Opatrzony komentarzem Roberta Biedronia, gejowskiego aktywisty, dowodzącego, że Marcinkiewicz nigdy nie był poważnym politykiem, tylko populistą.

Jak widać, nie będzie mu łatwo trafić z powrotem do serc rodaków, skoro ciosy spotykają go ze wszystkich stron. "Na razie musi się wyszumieć" - twierdzi Prendecki. A także powściągnąć medialne zapędy żony, która popełnia gafę za gafą. Dwa dni temu w "Dzień Dobry TVN" zadeklarowała, że w Polsce może wytrzymać jedynie kilka dni, co wywołało gniewny pomruk na forach internetowych.

Zapewne jednak Kazimierz Marcinkiewicz wyjaśni nam te nieporozumienia na swoim blogu. Uroczysta premiera już 17 listopada i - kto wie? - może wtedy poznamy nowe talenty naszego bohatera. Na przykład literackie?

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Kaziu, Kaziu, Kaziu... opanuj się! - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 6

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

r
rych

Pamietam Marcinkiewicza jeszcze z czasow gdy byl zwyklym nauczycielem fizyki (w tym moim) i matmy w Gorzowku. Wydawal sie calkiem madrym facetem, ale okazal sie strasznie slaby psychicznie. Pokonala go zwykla popularnosc, bo nawet slawa zazwac sie tego jeszcze nie dalo. Mam jednak przeczucie, ze wkrotce przyjdzie opamietanie, ale bedzie to bardzo bolesne doswiadczenie, bo to czlowiek naprawde inteligetny, mimo, ze ostatnio robi wszystko by udowodnic, ze jest zupelnie odwrotnie. Bedzie to doswiadczenie bardzo bolesne rowniez z innego powodu. Marcinkiewicz spalil bowiem za soba wszystkie mosty i o odbudowaniu autorytetu, jakim byl dla wielu, nie ma juz mowy.

z
zgredek

Marcinkiewicz,ten Kazio,jest juz tylko beznadziejny ! Isobel wyssie go do konca i adieu !
Daje jej gora 2 lata !
A on wroci z podkulonym ogonem do Gorzowa ! moze zostanie wojtem w okolicznej gminie !

K
Krasi

celebryty ale niestety to samo grozi D. Tuskowi. Jest jednak nadzieja, że D. Tusk się z tego "wykaraska" - w mediach poszła krytyka działań Premiera, więc może "przystopuje" z tym PR-em

l
lodzermensch

No i?

B
Borys

marne, smieszne, zalosne itd Dlaczego w tablodiach nie mamy Pendereckiego, Basia Trzetelewska, Wajdy, Jandy czy nawet Tuska czy Gowina czy Kaczynskiego z naszego podworka??? Wystarczy zobaczyc czym karmia sie tabloidy czy raczej jakich "osobowosci" poszukuja na pierwsze strony :) "osobowosci" ktore maja sie nijak do spoleczenstwa, nei sa utozsamiane ze spoleczenstwem i przede wszystkim nei wnosza zadnych pozytywnych wartosci dla spoleczenstwa i sa krytykowane za wynaturzenia, dziwactwa itd :)

p
polo

Zamienić starsza brykę na młody rocznik nie każdy może. Kto wie jak człowiek by się zachował gdyby i jemu trafiła się okazja zamiany Syreny, na Audi "Izabel" 2,5TDi.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3