Kitlińscy. Sport to ich wspólna pasja i tradycja rodzinna

Krzysztof Szuptarski
Rodzina Kitlińskich na stadionie lekkoatletycznym w Lublinie. Od lewej kolejno: Michał, Marek Ambroży, Bartosz i Piotr materiały prywatne
Lekkoatleci AZS UMCS Lublin, bracia Bartosz i Michał Kitlińscy poszli śladami dziadka Marka Ambrożego Kitlińskiego oraz rodziców Agnieszki i Piotra, którzy również uprawiali wyczynowo biegi średnie. Sport w rodzinie Kitlińskich, zdominowanej w większości przez przedstawicieli królowej sportu, to nieodzowny element ich codziennego życia. Dlaczego akurat lekkoatletyka?

– Zapewne nie wszyscy wiedzą, ale Bartosz i Michał to już piąte pokolenie w naszej rodzinie, które trenuje bieganie z sukcesami – podkreśla Marek Ambroży Kitliński, dziadek Bartosza i Michała oraz ojciec Piotra, przez wiele lat pełniący funkcję szkoleniowca sekcji lekkiej atletyki w Unii Hrubieszów. - W dawnych czasach sport, a w szczególności bieganie uprawiał mój dziadek Walenty, potem przed wojną biegali oraz grali w piłkę nożną mój ojciec Tadeusz i wujek Eugeniusz, aż w końcu przyszła pora na mnie. Zacząłem trenować już za czasów słynnego polskiego, lekkoatletycznego wunderteamu, który wówczas był tak nazywany, ze względu na to, że miał znacznie większe osiągnięcia sportowe od innych reprezentacji startujących w tym okresie. Wszyscy wtedy biegali, skakali, rzucali, a my z kolegami robiliśmy różne zawody na podwórkach, ogródkach, czy lasach, przybierając nazwiska znanych mistrzów. Potem poszedłem do szkoły do Lublina, trenowałem między innymi w Lubliniance, jednak powróciłem do Hrubieszowa, gdzie mieszkam do dziś – dodaje.

Obecny senior rodu Kitlińskich wychował całą plejadę znakomitych lekkoatletów, medalistów mistrzostw kraju w różnych kategoriach wiekowych, reprezentantów Polski, a wszystkich nazwisk nie sposób nawet wymienić. Najbardziej utytułowanym z jego podopiecznych jest trzykrotny olimpijczyk w chodzie sportowym na dystansie 50 km Rafał Fedaczyński, reprezentujący obecnie barwy AZS UMCS Lublin. Jego wychowankami są także między innymi: Artur Kern - aktualny, halowy rekordzista Polski w biegu na 5000 m, czy chociażby Maria Paczos - wielokrotna medalistka krajowych czempionatów w biegach średnich, która po zakończeniu kariery sportowej została trenerem. Pracowała m.in. w reprezentacji Finlandii, a obecnie szkoli kadrę narodową Luksemburga. Pod okiem ojca trenował również jego syn, Piotr Kitliński.

– Piotrek od początku wykazywał wielki talent do biegania. Zdobywał medale w mistrzostwach Polski juniorów młodszych, potem juniorów w biegu na 800 m, a po przeprowadzce do Lublina został nawet mistrzem Polski seniorów w biegu na dystansie 1500 m. Tam poznał też swoją żonę Agnieszkę, która była już niezwykle utytułowana, mając różne medale krajowych czempionatów na 800 m. Pojawiła się miłość oraz wspólna pasja do sportu i po pewnym czasie wzięli ślub. Tak naprawdę to ona mogła z powodzeniem biegać jeszcze kilka lat, jednak postanowiła zakończyć karierę sportową – mówi Marek Ambroży Kitliński. – Nie mogę nie wspomnieć oczywiście o moim młodszym synu Marku, który również zaczął trenować lekkoatletykę i startował z powodzeniem w zawodach wojewódzkich. Ze względu na warunki fizyczne po 7 klasie rozpoczął jednak treningi w Unii Hrubieszów, ale w piłce nożnej, a następnie grał m.in. w AZS Podlasie Biała Podlaska i Stali Kraśnik. Obecnie mieszka w Lubartowie, jest trenerem piłki nożnej drużyn z powiatu lubelskiego, sędzią lekkoatletycznym oraz nauczycielem wychowania fizycznego w jednym z lubartowskich liceów.

Piotr Kitliński jest wychowankiem Unii Hrubieszów i z tym klubem osiągał swoje największe sukcesy sportowe w kategoriach juniorskich. W 1991 roku przeprowadził się do Lublina, rozpoczynając treningi w AZS UMCS, w tej samej sekcji, gdzie ćwiczyła jego obecna żona Agnieszka. Biegaczka, startująca jeszcze wtedy pod panieńskim nazwiskiem Gołębiowska, miała już sporo sukcesów na koncie.

– Taka ładna dziewczyna wpadła mi w oko, aczkolwiek trochę to trwało, zanim Agnieszka na mnie spojrzała przychylnym wzrokiem. W pewnym momencie razem zaczęliśmy ćwiczyć u trenera Honorata Wiśniewskiego i od tamtego czasu nasz kontakt był częstszy, wspólne treningi, wyjazdy na zawody, czy zgrupowania sportowe. Coraz bardziej zbliżyliśmy się do siebie, aż w końcu w 1996 roku nastąpiły oświadczyny i następnie wzięliśmy ślub. Dwa lata później urodził się nasz pierwszy syn Michał – wspomina Piotr Kitliński, trener AZS UMCS. – Czy od razu wiedziałem, że Michał będzie trenował? Liczyłem na to, ale na pewno nic na siłę. Jestem z usportowionej rodziny, ale nigdy nikt na siłę nie zachęcał mnie, do jakiejkolwiek dyscypliny. Oczywiście pewnym ułatwieniem dla mnie było to, że mama Ewa, jak i tata Marek byli nauczycielami wychowania fizycznego. Mama zresztą w tej samej szkole, co ja. Z kolei tata był trenerem w Unii Hrubieszów. Plącząc się między szkolnymi zajęciami pozalekcyjnymi u mamy, a treningami u taty, w pewnym momencie zacząłem sam biegać, ścigać się i startować w różnych zawodach, jak m.in. czwórboju lekkoatletycznym i biegach przełajowych. Pod koniec szkoły podstawowej zacząłem przychodzić na zajęcia lekkoatletyczne do trenerki Małgorzaty Muzyczuk, a następnie, w wieku juniora młodszego przeszedłem do grupy starszej, trenującej u mojego taty – wspomina.

Po zakończeniu kariery sportowej, pomimo posiadanych uprawnień, Piotr na początku nie był trenerem w żadnym klubie. W pewnym momencie mający wielkie tradycje klub sportowy Start Lublin zwrócił się do niego z pytaniem, czy chciałby stworzyć grupę lekkoatletyczną o kierunku biegów średnich. Kitliński zgodził się zostać trenerem, a po jakimś czasie przeniósł się do AZS UMCS, któremu pozostaje wierny do dziś. Pracę szkoleniową de facto rozpoczął od trenowania syna Michała, a w jego pierwszej grupie pojawili się m.in. Karol Kania i Michał Sierocki, którzy trenują do dziś. Ten drugi jest aktualnym, młodzieżowym wicemistrzem Europy w biegu na 110 m przez płotki.

Starszy z synów Michał Kitliński, który w tym roku skończy 22 lata, triumfował w różnych biegach od najmłodszych lat. Z kolei młodszy o sześć lat Bartosz chciał zawsze dorównać starszemu, który widział, ile sukcesów mieli jego rodzice. Michał zdobywał medale w różnych kategoriach wiekowych i Bartosz również chciał osiągać sukcesy, więc rozpoczął starty na różnych zawodach. Na początku były to biegi przełajowe, jak i uliczne, organizowane m.in., przy okazji cyklu "Cztery Dychy do Maratonu", czy "Chęć na Pięć", których tata Piotr jest dyrektorem do dziś. Tak się akurat złożyło, że zarówno Michał, jak i Bartek pod względem lekkoatletycznym poszli w kierunku rodziców i jak na razie ich ulubioną konkurencją jest 800 m.

– Medal, z którego cieszę się najbardziej, to brąz na młodzieżowych mistrzostwach Polski na 800 m. Z kolei do największego mojego sukcesu zaliczyłbym "życiówkę" na tym dystansie, która aktualnie wynosi 1.48,99. Wiele osób wręcz przeraża fakt, że ich rodzic mógłby ich trenować. Nie jest to jednak takie straszne, jak mogłoby się wydawać. Mój tata doskonale mnie zna, dlatego może dobrze dobrać trening do moich możliwości. Dodatkowo w przeszłości też był trenowany przez swojego tatę, więc wie, jak mogę się czuć w różnych sytuacjach. Moim głównym celem sportowym jest uniwersjada, która ma się odbyć w 2021 roku. Wcześniej chciałbym jednak zdobyć jeszcze kilka medali mistrzostw Polski, seniorów i młodzieżowych, wraz z wymarzonym złotym na 800 m – podkreśla Michał Kitliński.

– Moim największym sukcesem jest zdecydowanie złoty medal mistrzostw Polski U-16 z Tarnowa z 2019 roku na dystansie 600 m. Po dość dramatycznej walce udało się zostać mistrzem Polski młodzików. Na treningach z moim tatą czasami dochodzi do wymiany opinii. Wynika to głównie z tego, że mam taki charakter, który nie lubi, jak się mówi, co mam dokładnie robić i w jaki sposób. Jak każdy sportowiec chciałbym walczyć z orzełkiem na piersi i reprezentować Polskę w różnych zawodach, wystartować kiedyś na igrzyskach olimpijskich oraz rywalizować o medale podczas największych światowych imprez. W najbliższym czasie, jeżeli w ogóle dojdzie do jakichkolwiek zawodów, moim celem jest medal Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, czyli mistrzostw Polski do 18 lat – kończy Bartosz, młodszy z braci Kitlińskich.

Ich nie zobaczysz już w Ekstraklasie w tym sezonie

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Osoba pisząca ten artykuł podaje nie do końca rzetelne informacje. Piotr i Agnieszka trenowali w AZS Lublin a nie AZS UMCS Lublin. To były i są dwa inne osobne kluby. Sam im zresztą kibicowałem na zawodach II ligi drużynowej w Kielcach. Na marginesie to Agnieszka Gołębiowska nigdy nie reprezentowała AZS UMCS Lublin

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3