Kondrak śpiewa Stachurę w kawiarni Lipowa w Nałęczowie

    Kondrak śpiewa Stachurę w kawiarni Lipowa w Nałęczowie

    DS

    Kurier Lubelski

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    Jan Kondrak, pieśniarz, poeta, kompozytor

    Jan Kondrak, pieśniarz, poeta, kompozytor ©Łukasz Kaczanowski

    - Byłem prekursorem śpiewania Stachury - mówi w rozmowie z nami Jan Kondrak.
    Jan Kondrak, pieśniarz, poeta, kompozytor

    Jan Kondrak, pieśniarz, poeta, kompozytor ©Łukasz Kaczanowski

    Już w sobotę wystąpi pan w Nałęczowie z koncertem „Kondrak śpiewa Stachurę”. Trzeba przyznać, że jest to postać silnie związana z pana twórczością. Właściwie od samego początku.

    Byłem prekursorem, na gruncie lubelskim z całą pewnością, a na gruncie Polskim jednym z pierwszych głównych ludzi, którzy śpiewali wyłącznie Stachurę.

    To trwało przez kilka lat, aż do wybuchu stanu wojennego, który spowodował, że postanowiłem mówić o sprawach społecznych, czyli zacząłem uprawiać własną lirykę obywatelską.

    Od tego momentu jest dwóch Janów Kondraków na estradzie. Ten jeden liryczny od Stachury i podobnych tematów zatrącających mocno o literaturę oraz ten drugi, który zahacza piosenką literacką o sprawy społeczne to znaczy uprawia wzmiankowaną już lirykę obywatelską.

    W sobotę w Nałęczowie zaprezentuję wyłącznie piosenki Edwarda Stachury. Będą to zarówno moje kompozycje sprzed czterdziestu lat jak i kompozycje Piotra Mikołajczaka sprzed lat trzydziestu. To mój bardzo osobisty repertuar. Albo przeze mnie stworzony, albo dla mnie stworzony.

    Pozostańmy jeszcze przy twórczości Edwarda Stachury, po którą sięgało wielu artystów. Każdy jednak prezentował ją na swój specyficzny sposób. Inny jest Stachura Kondraka, inny jest Stachura Chodakowskiej, a jeszcze inny Stachura Starego Dobrego Małżeństwa. Trudno zestawić ze sobą np. Mszę Wędrującego w wykonaniu Anny Chodakowskiej z biesiadnymi, ogniskowymi wersjami Stachury w wykonaniu SDM. Pomiędzy nimi jest duży rozstrzał.

    Taki rozstrzał jest także pomiędzy mną a Starym Dobrym Małżeństwem, ale już między mną a Anną Chodakowską takiego dużego rozstrzału nie ma. Ponieważ ja zaczynałem od „Missa Pagana”, czyli od poematu, na którym ona również oparła swoje wystąpienie dodając także fragmenty prozy i poematów Stachury. Ściślej rzecz ujmując zrobił to Krzysztof Bukowski, autor scenariusza i reżyser pierwszego jej przedsięwzięcia.

    Krótko mówiąc myśmy z Chodakowską potraktowali Stachurę bardzo poważnie. Jako pisarza, który mocuje się ze światem, z jego słabościami i próbuje go naprawiać.

    Natomiast mam wrażenie, że Stare Dobre Małżeństwo potraktowało dorobek literacki Stachury jako dobry materiał do zaśpiewania czegoś w rodzaju „poetico polo”. Taka biesiada przy ognisku. Nic więcej i nic mniej. Jest to skrajne uproszczenie. Prościej już się nie da.

    Dobrym przykładem, że jeden utwór można wykonać na wiele sposobów jest pana „Ataman”. Pamiętam taką sytuację podczas koncertu promującego płytę „Kto Co”, kiedy powiedział pan po kilku pierwszych utworach, chyba w żartach, mniej więcej coś takiego: Wiem, że wiele osób czeka na ten utwór, więc zaśpiewam go już teraz i będziemy mieli to z głowy”. Czy „Ataman” w pana repertuarze to nie jest taki evergreen, bez którego nie może odbyć się koncert?

    Oczywiście to była kokieteria. „Ataman” jest utworem zbyt poważnym, zbyt ambarasującym wokalnie, żeby można było uwierzyć w takie słowa jak wtedy moje. Podczas koncertu musi być czas, aby wyczyścić pole między jednym utworem a drugim. Wszyscy tak robią na świecie. Tylko, że ja to robię własnym kosztem. Trochę drę łacha z siebie.

    „Atamana” w oryginalnej tonacji, w jakiej ja go wykonuję, czyli fis-moll śpiewa niewiele osób. Bardzo niewiele. Nawet ci którym wydaje się że potrafią zaśpiewać wysoko i nisko nie są wstanie uciągnąć tych czterech zwrotek i pięciu refrenów.

    To jest potwornie ciężki utwór i specjalnie taki jest. W nim znalazłem pole ujścia dla tego co ja potrafię. A „Ataman” trafia w moje geny. Krótko mówiąc mam stepowe korzenie i to stepowe śpiewanie pełną piersią leży w mojej naturze. Ta piosenka jak żadna inna pasuje do mnie.

    Poza tym treść tego utworu mi odpowiada. Opowiada historię umierającego żołnierza, którego opuścił dowódca, a ja mam w sobie zakodowaną nieufność w stosunku do wodzów.

    W ten weekend Nałęczów, ale przed nami nowy sezon koncertowy. Jak zapowiada się on u pana?

    Jednym z planów jest coroczny koncert dla Lublina z Lubelską Federacją Bardów w Filharmonii Lubelskiej. Zawsze jesienią szykujemy coś specjalnego. Tylko dla jego mieszkańców. Z myślą o naszym podstawowym elektoracie, dla naszego podstawowego miasta jakim jest Lublin.

    W tym roku przygotujemy specjalnie na ten wieczór koncert podzielony na trzy części. W jednej z nich zaśpiewamy najbardziej znane nasze piosenki. Takie, które są naszymi przebojami.

    Z płyty „Bardziej” zaprezentujemy pięć utworów, które mają teledyski lub będą je miały w niedługim czasie.

    Chcemy się też podzielić z lubelską widownią w filharmonii naszą zdobyczą tegoroczną, a mianowicie programem z piosenkami Boba Dylana. Zrobiliśmy własne tłumaczenia i opracowania utworów Dylana, który jak wiadomo zdobył dwa lata temu Nagrodę Nobla.

    Dlatego chcieliśmy się przyjrzeć tej twórczości, żeby sobie odpowiedzieć na pytanie „za co?”. Za co piosenkarzowi dano Nobla? Przecież nie powinien dostać nikt z piosenkarzy, a on właśnie dostał. To jest niesamowite. Myślę, że znam już odpowiedź na pytanie „dlaczego Dylan?”.

    Stąd pomysł, aby zaprezentować w październiku lubelskiej publiczności te utwory. Szczególnie, że nie będziemy wracać do programu z piosenkami Dylana ponieważ mamy swój repertuar, który jest po prostu lepszy. Chociaż szwedzka akademia nic o nas nie wie i Nobla pewnie nie dostaniemy. (śmiech - red.).

    Nie ma powodu aby śpiewać cudze, wylansowane przeboje, a nie swoje własne. Sens upatrujemy w promowaniu swojej własnej twórczości.

    Jednak skoro już ten program powstał i odniósł sukces na Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Artystycznej w Rybniku, to uznaliśmy że warto się nim podzielić tutaj w Lublinie.

    To będzie trzeci koncert z piosenkami Dylana i ostatni. Tak zapowiada się październikowy występ. Najfajniejsze rzeczy, najpiękniejsze rzeczy zaśpiewamy specjalnie dla lublinian w filharmonii.

    * Kondrak śpiewa Stachurę
    Kawiarnia Lipowa, Nałęczów
    sobota, godz. 19.30; bilety - 25 zł

    * Lubelska Federacja Bardów
    Filharmonia Lubelska
    28 października, godz. 17.00


    POLECAMY PAŃSTWA UWADZE:







    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    funkcjonariusz PO?

    Krzysztof (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 4

    Dotąd wydawało mi się, że prekursorem śpiewania Stachury był sam Stachura.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo