"Kosmos" - najlepsze kino w mieście. A ile się trzeba było nauciekać!

Sylwia Hejno
Dariusz Jeż, aktor
Dariusz Jeż, aktor Małgorzata Genca
Rusza rozbiórka legendarnego kina "Kosmos". Jego ostatnie chwile uwieczniliśmy na zdjęciach. Zachęcamy Państwa do przysyłania do Kuriera prywatnych wspomnień o kinie, którego wkrótce nie będzie. Nagrodzimy je filmowymi upominkami. W tym tygodniu publikujemy wspomnienia Dariusza Jeża, aktora Sceny Prapremier InVitro, który szczenięce lata spędził jako konik pod "Kosmosem".

Wątek lubelskiego kina pojawia się także w "Złym" - biograficznym spektaklu, w którym m.in. mały Daruś handluje nielegalnie biletami. Ze sceny pada magiczna liczba "cztery". O co chodzi? Tylko tyle biletów mogła kupić jedna osoba. Kasjerki były w tej kwestii nieugięte. Tylko co to za przeszkoda dla młodych, sprytnych gagatków z Wieniawy?
"Kosmos", "najlepsze kino w mieście", jak słyszymy w "Złym", kończy żywot. W jego miejscu za dwa lata stanie hotel.

Obejrzyj "Kosmos" przed rozbiórką

Piszcie do nas!
Przysyłajcie Państwo wspomnienia związane z kinem "Kosmos": pocztą (Kurier Lubelski, Krakowskie Przedmieście 10/1, 20-002 Lublin z dopiskiem "Kosmos"), mailem ([email protected] z tytułem "Kosmos"), bądź przynoście je do naszej redakcji. Najlepsze listy (zastrzegamy sobie prawo do ich redakcji i skrótów) oraz zdjęcia opublikujemy. Na wyróżnionych przez nas autorów czekają atrakcyjne nagrody - przeboje filmowe na DVD. Ufundował je Kulturomaniak z E.Leclerc przy ul. Zana 19 w Lublinie.

Pierwsze pieniądze, pierwszy alkohol i pierwsza golizna

Był taki moment, że nawet rozważałem, czy w geście protestu nie przykuć się do filaru. O tym, że "Kosmos" ma być wyburzony, dowiedziałem się na pogrzebie kolegi z dzielnicy. Fatalna historia, stoczył się i zapił. Pomyślałem wtedy, że coraz bardziej nie mam już dokąd iść i czego wspominać. Dla nas, chłopaków z Wieniawy, to było nasze kino. Jeśli postanowiliśmy wejść na film, to nie było sposobu, aby nas powstrzymać.

Ta chwila miała w sobie coś z teatru, zanim się zacznie spektakl. Był zajebisty ścisk, człowiek na człowieku, nie ma jak się ruszyć. Wszyscy czekają. Pani wchodziła do kasy i przez moment się tam wierciła. Po chwili podnosiła się kotara i pokazywało się okienko z biletami. I jak ten tłum nie wyrwał! Czasem od naporu ciał aż leciały szyby.

Jak się było młodszym, to można było brać na płacz. Czasem panie się ulitowały, bo wiedziały, że nie mamy kasy. Siadaliśmy w kilku łebków na schodach, żeby nikomu nie zasłaniać. Z wiekiem staliśmy się cwani. "Pani Jadziu, no co, pani nas nie wpuści?". Albo "Cztery bilety, nas pięciu, ale ten piąty, mały, chuderlawy, sama pani widzi, to się go na kolanach posadzi". Jeszcze inna droga na seans wiodła bocznym wejściem. Wkradaliśmy się po kronikach. Jeden odryglowywał drzwi, co strasznie było słychać, ale panie jakoś nie słyszały, albo udawały, że nie słyszą, i cała banda dzieciaków wdzierała się do środka. W ostateczności, gdy totalnie nie było kasy, a bileterki ostro pilnowały, przekupywało się pana z kotłowni. To zawsze zdawało egzamin, zwłaszcza że lubił sobie facecina wypić.

Wszystkie filmy: "Trzęsienie ziemi", "Bitwa o Midway", "Wielka majówka", czy "Psy" widziałem w "Kosmosie". Tam też chodziłem na randki. Nie pamiętam na jakie filmy, bo chodziło przecież o to, żeby położyć rękę na oparciu za dziewczyną. Jedną zabrałem na "Wilczycę" w nadziei, że gdy w wielkim strachu ona zacznie krzyczeć "Aaaa!", to ja ją po męsku obejmę. Wiele z tego nie wyszło, bo to ja się wystraszyłem. Kino działa na mnie bardzo mocno. Na niejednym filmie popłakałem się jak idiota.

W "Kosmosie" zarobiłem pierwsze pieniądze, gdy beztrosko hasałem jako młody konik. W jeden wieczór mogłem zdobyć równowartość pensji mojej mamy, to było coś. Wreszcie kupiłem sobie nowe ciuchy i mnóstwo bajerów. Ale ile się trzeba było nastać między filarami i nauciekać przed różnymi tajniakami, którzy tropili koników!

Mieliśmy system. Kolejka z zawijaskami często aż wychodziła za "Kosmos". Jednego dawaliśmy do przodu. On krzyczał w kasie: "Dwadzieścia!", na co kasjerka twardo "Cztery!", bo tylko tyle można było jednorazowo kupić biletów. Wtedy ci z tyłu podnosili wrzawę i uderzali w lament, a ten przy okienku, wsparty tymi wszystkimi wrzaskami wołał: "No, jak to?! A co z biletami dla kolegów?!". Blokowaliśmy kolejkę do skutku. Gdy był wyjątkowy ścisk, to podawaliśmy jednego z nas nad głowami, jak na koncercie. Z takimi wyszczekanymi podrostkami nikt nie dyskutował. Zresztą, panie nigdy nie dzwoniły na milicję, chociaż mogły. Po tych wszystkich latach już nas znały.

W "Kosmosie" widziałem pierwszą goliznę w filmie "Kontrakt". W "Kosmosie" pierwszy raz się upiłem, żeby było śmieszniej, na "Przygodach Bolka i Lolka". Panie krzyczały: "Jak wam nie wstyd, takie smarkacze!". Każdy starał się, jak mógł, żeby wyglądać dojrzalej, specjalnie z myślą o tych filmach z golizną. Wiadomo - należało się poważnie ubrać, a ci co mogli, przez kilka dni specjalnie zapuszczali zarost. Ja nie mogłem, bo jakoś nic nie chciało na mnie wyrosnąć.

"Kosmos" był naszym punktem zbornym. Jeśli nie wiedziałeś, gdzie są chłopaki, albo ominęła cię impreza, to szedłeś do "Kosmosu" i tam na pewno ktoś coś wiedział. Zimą grzaliśmy tyłki na parapetach. Były takie szerokie, a la marmurek, zachęcające do siadania i, co istotne, pod nimi biegły kaloryfery.

Z demokracją pojawił się popcorn, automaty do gry i wszystko się spieprzyło. Kino wykończyły magnetowidy. Jak grzyby po deszczu na osiedlach wyrosły wypożyczalnie kaset z rozmaitą chałą i coraz mniej osób miało ochotę oglądać filmy w kinie. Dla mnie było nie do zastąpienia. Pamiętam, jak siedziałem w "Kosmosie", a sala stopniowo pustoszała. Łza się w oku kręci. Dzisiaj nadal wolę ten specyficzny smród starego kina od multipleksu bez atmosfery.
Dariusz Jeż, aktor. Wysłuchała Sylwia Hejno

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Giga

Bylismy z mezem i nasza Corenka/bylam wowczas w ciazy/,na seansie sylwestrowym. Coz to byly za czasy-40 lat minelo jak z bicza...Szkoda,ze tego pieknego Kina juz nie bedzie w kajobrazie Lublina,wielka szkoda.

24h

...

Dodaj ogłoszenie