reklama

Kryzys Staszka Waflińskiego cz. 2

Jacek RębaczZaktualizowano 
Jacek Babicz
"Kryzys Staszka Waflińskiego" to nowe opowiadanie Jacka Rębacza.

- Ile jest tych długów? - zapytała Monika.

- Pół miliona.

- A po odjęciu kredytu na mieszkanie?

- Już odjąłem.

- My nie mamy aż tyle oszczędności.

- Nie mamy.

- Jak narobiliście tyle długów? - westchnęła Monika. - Jakim sposobem?

- Żyliśmy. Tak wyszło. Po prostu żyliśmy jak ludzie. A potem ten skurwiel uciekł.

- Nie przeklinaj przy dziecku - odezwał się Staszek. Wstał i oznajmił: - Pójdę wyrzucić śmieci.

Żona popatrzyła na niego mrużąc oczy. Wiedziała doskonale, że w wewnętrznej kieszeni kurtki ma schowane papierosy. Oficjalnie rzucił palenie przed miesiącem.

- Zaraz wracam.

Staszek zabrał na wpół wypełniony worek z kuchni, zarzucił kurtkę i wyszedł. Schodząc w dół oddalał się od marzenia o Wyspach Kanaryjskich. Za to z każdym kolejnym krokiem po schodach docierała do niego przykra świadomość, że stał się posiadaczem horrendalnego długu. Zadłużenia kilkakrotnie przekraczającego jego oszczędności, za które zamierzał użyć życia na emeryturze.

Pamiętał, bo nieraz sobie sam powtarzał stary, żydowski dowcip.

Trzech duchownych: ksiądz, pastor i rabin prowadzą teologiczną dysputę. Pada pytanie. Kiedy zaczyna się ludzkie życie?

- W chwili narodzin - odpowiada protestancki pastor.

- Nie. W momencie poczęcia - oponuje katolicki ksiądz.

- Ależ skąd - zabiera głos żydowski rabin. - Obaj drodzy koledzy mylicie się. To następuje w momencie, kiedy pies zdechnie, a dzieci wyjdą z domu. Wtedy zaczyna się życie.

Tym razem żart nie był śmieszny. Dzieci wyszły owszem, na chwilę. Jak Jaś i Małgosia do lasu. Nazbierały problemów i wróciły. Co robić?

Na dworze śnieg sypał coraz mocniej. Wigilijna noc zapadła ciemna, mroczna, nieprzenikniona.

Co robić?
Przystanął na chodniku. Wyjął papierosa i zapalił. Już po kilku pociągnięciach dymu przyszły zawroty głowy. Mroczny budynek gimnazjum na-przeciwko zadrgał, chcąc oderwać się od ziemi. Jak Titanic ruszający z nabrzeża Liverpoolu w ostatni rejs. Samochody stojące na parkingu poruszyły się bezgłośnie. Staszek poczuł, jak-by otaczający go świat chciał otworzyć przed nim nowe, nieznane drzwi. Wejście gdzieś, gdzie nigdy nie bywał.

Wyrosła przed nim czeluść jaskini. Był to śmietnik.

- Tfu! - ze złością rzucił papierosa na ziemię.

Drzwi do śmietnika były wyłamane. Usłyszał dochodzący ze środka hałas. To koty, na pewno. Wstrętne koty. Nie lubił kotów. One lekceważyły sobie wymogi posłuszeństwa. A dyscyplina zawsze jest potrzebna. Gdyby Ewa i ten jej Sławek rozumieli, co znaczy dyscyplina! Czy to możliwe, aby koty gadały ze sobą w śmietniku?

Możliwe.

Przecież w Wigilię nawet koty mogą mówić ludzkim głosem.

Staszek wyjął z kieszeni paczkę papierosów. Dosyć, pomyślał. Koniec udawania. Nie palę i basta.

Rzucił paczkę w głąb śmietnika.

- Sękju, sękju! - Z ciemnego wnętrza dobiegł radosny krzyk.

O kurde… Rozumiem, że w ten wieczór koty mówią ludzkim głosem. To jestem w stanie zrozumieć, pomyślał Staszek. Ale żeby po angielsku?

***

- Jestem! - krzyknął Piotr wchodząc do mieszkania.

Iza czekała na niego w pokoju. W telewizji trwał koncert kolęd. Na stole leżały pałeczki, miseczka z sosem wasabi i wielka taca sushi.

- Pyszności!

- Co tam w domu? - zapytała.

- Mama dzwoniła przed chwilą, abyśmy przyjechali do nich na Wigilię.

- No i?
- Podziękowałem za zaproszenie, ale nie pojedziemy.

- Podziękowałeś?

- Tak, jestem kulturalnym młodym człowiekiem i nawet podziękowałem.

- A może jednak?

- Nie, Izek, nie pojedziemy. Taki awaryjny tryb zapraszania mi nie odpowiada.

- Mnie to nie przeszkadza. Moglibyśmy…

- Nie moglibyśmy. Czy zaczniemy wreszcie jeść te delicje?

- Twoi rodzice na pewno myślą, że to ja nie pozwalam ci być z nimi w czasie Wigilii. I na pewno także ja się nie zgodziłam, abyśmy razem do nich pojechali.

- Dlaczego opowiadasz takie brednie, kobieto? Z głodu?

- Mówię prawdę. Zawsze tak jest. Zawsze winny jest ten lub ta, która zabiera rodzicom ich dziecko.

- Nie musisz mi przypominać o swoim bogatym doświadczeniu. Pamiętam o nim doskonale.

- Nie bądź taki!

- Jaki? Chcę sam decydować o sobie. Tylko tyle. Chyba mi wolno. Czy to może jednak jest zabronione?

- A czy na pewno jesteś sam?

- Nigdzie nie pojedziemy. Zjemy pyszne sushi i korzystając z nieobecności twoich współlokatorek będziemy potem się dziko kochali aż do rana. Pasuje?

- Czasem mam wrażenie, że jesteś ze mną tylko dla seksu.

- Oraz z powodu sushi.

- Rzeczywiście. Najpierw jedzenie, a potem seks. Przepraszam, że pomyliłam hierarchię twoich wartości.

- Jezu, co ciebie dzisiaj ugryzło, kobieto?

- Ząb czasu - warknęła i poszła do łazienki.

***

- Mamy gościa! - oznajmił donośnie Staszek otwierając drzwi.

- Piotruś?! - Monika wybiegła do przedpokoju i zatrzymała się nagle jak skamieniała.

- Gość Niespodziewany. Przecież mamy dla niego miejsce przy stole, prawda kochanie?

Głowa Moniki o oczach wielkich jak spodeczki skinęła, że tak.

- Pójdę odgrzać barszcz i wrzucić uszka na wrzątek - wycedziły jej usta.

Odwróciła się na automatycznej pięcie i skierowała do kuchni. Staszek usłyszał jeszcze, jak jego żona pyta samą siebie z niedowierzaniem: Kałmuk?

- Wejdź, proszę, gościu - mówił powoli Staszek i pokazywał mężczyźnie drogę.

To nie Kałmuk, myślał przy tym. To nie może być Kałmuk.

- Dobry wieczór - Ewa zdążyła już wytrzeć załzawione oczy. Sprzątała ze stołu wazę i tacę ze zlepionymi uszkami. - Pomogę mamie.

Mongoł, usłyszał Staszek z kuchni przyciszone głosy. Mongoł albo Kałmuk.

- Bam! - Krzyś zademonstrował gościowi swoją umiejętność szybkiej likwidacji chińskiej tandety.

Gość zaśmiał się, a Staszkowi przeszło przez głowę pytanie: Czy to był śmiech mongolski?

W następujących potem próbach nawiązania konwersacji okazało się, że ich gość ma na imię Boria, jest Czeczenem - co z satysfakcją zauważył Staszek, nie Kałmukiem i nie Mongołem - ale, niestety, mówi tylko po rosyjsku.

Obecność Niespodziewanego Gościa poprawiła Waflińskiemu nastrój. Staszek nie był przesadnie religijny, ale oto nadarzyła się okazja, aby móc po chrześcijańsku czynić dobro. Skorzystał z niej zatem. Zaproszenie biednego, zmarzniętego ruska, który w śmietniku szukał resztek, niewątpliwie było dobrym i bardzo chrześcijańskim uczynkiem. Dawało także dodatkową satysfakcję. Uświadamiało Staszkowi, że mimo iż jego świat runął jak World Trade Center od podstępnego, niespodziewanego ciosu. Mimo że Wyspy Kanaryjskie będzie do końca życia oglądał tylko na Discovery Chanel. Pomimo świadomości kłopotów finansowych wielkich jak Rów Mariański, był jednak ktoś, komu po prostu jest jeszcze gorzej.

Biedny, bezdomny rusek.

Boria był dobrze wychowany. Cenił tradycję i wynikającą z niej dyscyplinę. Kłaniał się nisko. Ustępował kobietom pierwszeństwa. Nie siorbał. Nie mlaskał. Nigdy nie siadał do stołu z bronią. Wyjął zza paska pistolet i odłożył go na meblościankę zanim zaczęli jeść.

W każdym razie zanim Boria zaczął jeść.

cdn

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3