reklama

Kryzys Staszka Waflińskiego cz. 5

Jacek RębaczZaktualizowano 
Jacek Babicz
Staszek Wafliński nie umarł. W każdym razie postanowił, że zanim umrze ze wstydu, to przynajmniej zobaczy jak hojna jest jałmużna.

Czy możliwe, aby święta aż tak ludzi odmieniały? Wszyscy wokół mówią o kryzysach i deficytach, a tu proszę. Ludziom się poprawia! W obu kopertach po pięćset złotych. Pięć stów jałmużny, no, no… A właściwie to dlaczego od razu jałmużny? Powiedzmy raczej: Wsparcia. To jest wsparcie sąsiedzkie. Tymczasowe, ma się rozumieć, wsparcie w ramach solidarności sąsiedzkiej. Tak brzmi lepiej. No, o takiej propozycji mogę pomyśleć, dumał Staszek. Mogę ją rozważyć. Może nawet przyjąć?

W każdej kopercie poza banknotami znajdowała się wizytówka. Sklep z AGD i restauracja. Wsparcie pochodziło zatem od firm. Na pewno mają dzięki temu jakieś ulgi finansowe, wywnioskował Staszek. Taka solidarność sąsiedzka jest zatem obustronnie korzystna.

To bardzo szlachetne z ich strony. Tyle tylko, że nawet tysiąc złotych to jedynie kropla w oceanie potrzeb.

- Tato - do kuchni, gdzie siedząc nad zielonym kubkiem z herbatą rozmyślał Staszek, weszła córka Ewa. - Telefonował do mnie ktoś z banku. Prosili o numer telefonu do ciebie.

- Po co?

- Może w związku z tym, że żyrowałeś nam pożyczkę.

- Aha - kiwnął głową Wafliński. Rzeczywiście podżyrował.

- Podałam im twój numer. Przecież nie będziemy się ukrywali jak tamten cham, mój były, Sławek.

- Aha. Nie będziemy się ukrywać. Na pewno. Bo i gdzie?

- A może… - Ewa nie dokończyła, gdyż komórka Staszka już dzwoniła. Bank w grzecznych, ale stanowczych słowach poprosił Waflińskiego o niezwłoczne odwiedziny.

Nie ma na co czekać, postanowił Staszek. Jadę.

***

- Dzień dobry, dzień dobry - dyrektor banku poderwał się z fotela zwinnie jak ważka. Nadleciał z rozpostartymi skrzydłami i szczerą radością na twarzy - Staszek Wafliński?

- Tak. Wafliński - wydukał z trudem zaskoczony Staszek. Ta zupełnie nowa technika negocjacji w wykonaniu bankiera jednak go zaskoczyła.

- Wiem, wiem. Poznaję. Mieliśmy przecież okazję się spotkać i zapoznać. Pan nie pamięta? Oczywiście. Kto by pamiętał wszystkich dyrektorów banków z jakimi się spotyka? No kto? Nikt. Tyle tych banków się namnożyło, prawda?

- Rzeczywiście… Tak, w kilku bankach mamy dłu… No, jest tych banków parę, nie zaprzeczam.

- Staszku, drogi Staszku, usiądź wygodnie, proszę… Mogę tak do ciebie mówić, przecież się zapoznaliśmy?

- Oczywiście, dyrektorze…

No tak, myślał Wafliński siadając, niby się ze mną spoufala. W odpowiedzi liczy na szczerość z mojej strony. Może także chce mnie zawstydzić? Bo przecież nie oddać pieniędzy koledze, to jednak bardziej przykra sprawa niż w wypadku jakiegoś nieznajomego, obcego pracownika banku. Ech, te ich bankowe chwyty! Wszystko po to tylko, aby jak najskuteczniej wydoić klienta.

A ten kot? Wafliński zauważył, że w kącie gabinetu leżał na skórzanej kanapie kot. Wielki, czarny kocur leniwie rozchylił powieki.

- Aj, jaj, jaj. Gapa ze mnie straszliwa. Wybacz. Mów do mnie Marek albo Mosze, jak ci wygodniej. Siadaj, Staszku, siadaj i nie gniewaj się. Nie gniewasz się prawda?

- Nie.

- No właśnie! Bo o co się gniewać? Drobne niedopatrzenie.

- Jedna czy dwie raty - pokiwał głową Wafliński. - Góra trzy albo cztery. Nic poważnego.

- Nic poważnego! Jak ty to celnie ująłeś, Staszku. Rzeczywiście. Bo ty przecież wiesz sam jak to jest z pracownikami. Prawda? Jak trudno o dobrego, sumiennego pracownika. Każdy tylko patrzy na pieniądze. Jak zarobić więcej? Jak zgarnąć kasę do kieszeni? Byle więcej. Napchać. Napakować kieszenie. Nawet kosztem innych. Ale żeby tak spojrzeć na człowieka? Pomyśleć. Zrozumieć. Zastanowić się. Oj, ciężko o dobrego pracownika. Przecież to wiesz. Prawda?

Po chwili namysłu zdezorientowany Wafliński wybrał salomonowe rozwiązanie. Zrobił mądrą minę i odpowiedział filozoficznie:

- No.

- Jak mogę ci Staszku pomóc?

- Słucham? - tym zagraniem dyrektor banku kompletnie zaskoczył Waflińskiego.

- Czy mógłbym ci jakoś pomóc?

"Pomóc?" - powtórzył w myślach Staszek. To teraz w języku bankierów doprowadzenie człowieka do bankructwa nazywa się pomocą? Widocznie tak. Skoro eutanazja jest "dobrą śmiercią", to dlaczego bankructwo nie może być pomocą?

- Moja córka ma w twoim banku kredyt.

- Ile?

- Dwieście tysięcy.
- Euro?

- Nie, dwieście tysięcy złotych.

- Ot, dowcipniś. - Dyrektor banku się zaśmiał. - Cały Staszek, cały! Dwieście tysięcy to w jeden weekend na tak zwane szkolenie dla pracowników niższego szczebla ja wydaję. Mów Staszku, jaki interes cię do mnie sprowadza.

- No, te dwieście tysięcy- odparł zupełnie już zagubiony Staszek.

Ma mnie, dotarło do niego. Tak mną zakręcił, że straciłem grunt pod nogami. Czuję się jak zabłąkany we mgle. Nie wiem, co odpowiadać. Jak się bronić. A on teraz mnie dobije. Zaraz nastąpi egzekucja.

- Ty się tym martwisz? Tym, że twoja córka ma gdzieś w komputerze zapisane w jakiejś rubryczce dwieście tysięcy złotych? Tym się frapujesz?

- No, w sumie, to tak.

- Staszku. Już nie ma.

- Słucham?

- Ja się na ciebie pogniewam.

- Słucham?

- Pogniewam się i koniec. Jak ty mogłeś? Zamiast zwrócić się od razu do kolegi… Oj, nieładnie, nieładnie. Tak unikać kolegi! - bankier pogroził Waflińskiemu palcem. - Popraw się, Staszku!

- Oczywiście, Marku… Mosze… tak właśnie zrobię.

- Kredyt twojej córki został właśnie umorzony.

- Słucham?

- Tfu, tfu, tfu. Nie ma.

Wafliński popatrzył podejrzliwie na nadmiernie ekspresyjnego bankowca.

I jak tu się dziwić, że tacy zarabiają po sto tysięcy miesięcznie? Wyprowadził mnie w pole. Zagubiłem się. A on teraz weźmie mnie za rękę i zaprowadzi tam, gdzie zechce.

- Staszku, my jak każdy bank, przewidujemy, że jakiś procent kredytów nie zostanie spłacony. To są tak zwane złe kredyty. Zawsze trochę ich jest. W naszym banku jest ich trzy procent.

- Aha.

- A ty mnie odpowiedz: Czy ja mam te trzy procent dać jakiemuś złodziejowi?

Wafliński już miał skinąć głową i potwierdzić słowa bankiera, ale węsząc podstęp wolał się nie odzywać.

- Mam dać pieniądze oszustowi? - kontynuował dyrektor. - Człowiekowi, który chce zagarnąć cudze… Ba! Gorzej niż cudze. On chce zagarnąć moje pieniądze! To znacznie gorzej! Czy ja mam tak zrobić? Mam rozdawać złodziejom pieniądze? Nie, powiesz. Oczywiście, że nie. Niech się wezmą do roboty zamiast kraść pieniądze od Mosze! Ty tak powiesz. Wiem, bo cię znam. Prawda, że tak powiesz?

Wafliński chrząknął, jakby coś utkwiło mu w gardle i pokiwał głową, co równie dobrze mogło wynikać z konieczności odkaszlnięcia.

- Wiedziałem, że tak powiesz. Oczywiście - przytakiwał bankier. - Dlatego ja w te trzy procent wpiszę kredyt twojej córki i już. Nie ma długu.

- Nie ma?

- Nie ma Staszku. Nie ma. Ale czy ty, powiedz teraz szczerze, masz do mnie jeszcze jakiś interes, bo kiepsko u mnie z czasem?

- Nie. Nie mam.

- Ale gdybyś miał, to przyjdziesz prosto do mnie, prawda? - dyrektor banku uśmiechał się bardzo miło. Wyglądał na naprawdę zadowolonego.

- Oczywiście - z trudem odpowiedział Wafliński, bo w gardle wyschło mu zupełnie.

- No to spadaj - usłyszał Staszek, chociaż mógłby przysiąc, że bankier nie otworzył ust.

Ktoś jeszcze był w gabinecie?
***

Zanim Staszek Wafliński opuścił budynek banku został zatrzymany przez Specjalistkę do Specjalnych Klientów. Prowadząc za łokieć, zaciągnęła go do pokoju z napisem VIP-Room, gdzie dostał do podpisania plik dokumentów. Literki biegały mu przed oczami jak stado spłoszonych mrówek, ale te największe, tłuste jak królowe, uparcie układały się w słowa: "Kredyt umorzono". Podpisał. Wziął egzemplarze dla siebie.

Po wyjściu z banku skierował się do najbliższej kawiarenki, gdzie kupił butelkę wody mineralnej. Wypił na miejscu. Potem stojąc na chodniku jeszcze raz czytał otrzymane dokumenty. Zdmuchiwał płatki śniegu opadające na papier. Naprawdę umorzono dług jego córki.

Gdzie ja mogłem spotkać tego dyrektora banku? Chodziliśmy razem do podstawówki? A może do przedszkola? Kolega z przedszkola - to jak kolega z wojska. To zobowiązuje.

Nie… Nigdy go nie spotkałem. To nie dlatego. Wytłumaczenie jest zupełnie inne.

Przypomniał sobie "Opowieść wigilijną". Ten dyrektor z banku, Marek albo Mosze, jak zwał tak zwał, to musi być nawrócony bankier. Skąpiec, który zrozumiał. Innego wytłumaczenia nie ma.

Święta istnieją.

Niech ktoś spróbuje twierdzić inaczej!

Goście Niespodziewani przychodzą do domów i odmieniają życie. Chociaż trzeba także wykazać trochę własnej inicjatywy - myślał Staszek. Nie wystarczy czekać. Nie pojawiają się ot tak, na życzenie. Nie wysiadają z jaguara na Krakowskim Przedmieściu ubrani w garnitur od Armaniego i nie pozdrawiają z daleka machaniem rąk, abyś wiedział, że właśnie ciebie szukają.

- Stach! - krzyczy mężczyzna w drogim garniturze. - Stach!

Wafliński przeciera oczy.

Boria. To on. Wysiada z czarnego jaguara, który zatrzymał się na zakazie. Ma na sobie drogi czarny garnitur, zapewne wełna z domieszką jedwabiu. Samochody trąbią, ale ani Boria, ani jego kierowca nic sobie z tego trąbienia nie robią.

- Zachadij, Stach!

Po chwili Wafliński siedzi na tylnej kanapie jaguara.

cdn

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

E
Elżbieta

Świetne opowiadanie ..........czekam na więcej ....pozdrawiam!!!!!!!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3