"Kuferek": Kupuj, używaj i jeszcze raz używaj. Odzież, która od nowa staje się nowa

Sylwia Hejno
Rób dobre zakupy, kupuj odpowiedzialnie, to nie tylko puste hasła. Coraz więcej ludzi wybiera ciucha, bo wie, że można się tam ubrać dobrze i... uczciwie. Założony przez grupę zaradnych kobiet sklep "Kuferek" przy Krakowskim Przedmieściu 53 to przykład na połączenie mody i samopomocy.

Jeszcze kilkanaście lat temu kupowanie w taniej odzieży uchodziło za obciach i przyznawać się do ciucha z drugiego obiegu w towarzystwie nie wypadało. Dzisiaj nawet kolorowe pisma w dziale z modą chwalą się znaleziskami z second-handów.
W Lublinie ich nie brakuje, a od niedawna, podobnie jak w innych miastach, króluje trend na lumpeksy w wydaniu pięciogwiazdkowym. Do grona takich sklepów dołączył niedawno "Kuferek". Jest w nim jednak coś zupełnie szczególnego.

Ciuchland z przesłaniem
"Kuferek Moda & Art Spółdzielnia Socjalna", bo tak brzmi pełna nazwa sklepu, powstał z funduszy unijnych przeznaczonych na pomoc osobom bezrobotnym i z niepełnosprawnością. Od progu wita przyjemne wnętrze, minigaleria z obrazami i kącik dla dzieci. I uśmiechnięte panie, które dzięki własnej zaradności, zamiast prosić państwo o pomoc, rozkręciły własny biznes.

- Unijne szkolenie, na które się zapisałam ja i moje koleżanki, trwało prawie rok. Postanowiłyśmy, że chcemy założyć ciuchland, ale nie taki jak wszystkie. Udało nam się sprawnie wystartować w czerwcu zeszłego roku, a od lutego, gdy skończy się projekt, będziemy już na swoim - opowiada Mirosława Woźniak, prezeska spółdzielni.

Od tygodnia w "Kuferku" oficjalnie funkcjonuje galeria "Cztery pory roku". Można w niej kupić dzieła pracownic i zaprzyjaźnionych osób. Z tej okazji odbył się wernisaż, polał się szampan, były ciasteczka, pokaz mody second-hand i wykład o etycznych zakupach.

- Osoby, które zaopatrują się w ciuchlandach, cechuje często wyższy poziom świadomości konsumenckiej - uważa Barbara Dąbek z Fundacji Kupuj Odpowiedzialnie. - Kupując w sieciówkach, wspieramy koncern, natomiast pieniądze wydane w ciuchlandzie trafiają do właściciela, w tym wypadku spółdzielni socjalnej. Możemy więc świadomie decydować, kogo chcemy wesprzeć.

Kupowanie używanej odzieży ma także szereg zalet, praktycznych i - choć może to zabrzmieć dziwnie - zdrowotnych. Ubrania na sklepowej półce są prawdziwą bombą detergentów, które przenikają przez skórę, na co szczególnie wyczuleni są alergicy. Najbardziej toksyczna jest czarna farba, która zawiera w sobie tysiące szkodliwych substancji. Przyniesiona prosto ze sklepu czarna tkanina ma około ośmiu tysięcy związków chemicznych. Świeżo kupione, nafaszerowane chemikaliami ubranie trzeba więc obowiązkowo przeprać, najlepiej nieraz. Tylko że wtedy wyśniona bluzeczka czy sukienka okazuje się być pospolitą szmatą. W przypadku lumpeksów, tych lepszych, oba problemy mamy z głowy, a ubranie, które widzimy na wieszaku, na długi czas pozostanie w tej postaci, w jakiej je widzimy.

- Wszyscy to znamy: w sklepie materiał jest miły w dotyku, a po kilku założeniach zmienia się nie do poznania. Dzieje się tak dlatego, że początkowo tkanina jest wciąż nasączona detergentem, który wpływa na jej fakturę. Potem się wypłukuje. Rzeczy w second handach są poddane naturalnemu testowi jakości. Znajdziemy tam tylko te ciuchy, które przetrwały wiele prań i wciąż są w dobrym stanie. Takie sklepy funkcjonują także w zgodności z ekologiczną zasadą "trzech R" od "recycle, reduce, reuse". Oznacza ona, aby sięgać po rzeczy z odzysku i używać ich ponownie, przez co zmniejszy się ich ilość w środowisku - dodaje Barbara Dąbek.

Zapaszek jak marzenie
Każdy z grubsza zna ten specyficzny, ciuszkowy swądek, coś pomiędzy pralnią chemiczną a domestosem. To on zapewnie przyczynia się do tego, że na hasło lumpeks niektórzy kręcą nosem. Kolejna niespodzianka. Pomiędzy gęsto nabitymi rzędami ubrań pachnie... no właśnie, niczym szczególnym. Może nutką przyjemnych perfum, co wynika z tego, że w "Kuferku" pracuje pięć kobiet.

- Nie stosujemy odświeżaczy, nie mamy też pralni na zapleczu - rozwiewa moje domysły Mirosława Woźniak. - Po prostu mamy świeże, czyste ciuchy. Wszystko zaczyna się na etapie wyboru hurtowni. Korzystamy wyłącznie z tych dobrych, miejsca, gdzie ubrania są zgniecione w worku czy gdzie nieprzyjemnie pachnie, omijamy szerokim łukiem. Następnie te ubrania sortujemy - sprawdzamy dokładnie materiał i ogólny stan. Wybieramy rzeczy markowe i dobrej jakości, szukamy różnych rozmiarów. To oczywiście ma potem swoją cenę, na pewno wyższą niż w niektórych innych second-handach.

Gdy jest tanio i dużo, łatwo wpaść w zakupoholiczny szał. Bo na pewno przyda się ten kolorowy szal, wprawdzie piętnasty, tę dziurę na spodenkach to się ładnie zaszyje, a ten sweterek, może trochę rozciągnięty, ale będzie jak znalazł, tyle że po domu. Potem z siatki ciuchów przydaje się jedna, góra dwie rzeczy, a pięćdziesięciu złotych w portfelu nie ma bezpowrotnie. Poprawka: dużo nie znaczy wcale tanio.

Ile kosztuje tanio i dlaczego tak dużo
W "Kuferku", podobnie jak w innych tego typu sklepach, nie znajdziemy skandalicznie tanich rzeczy. Ubrania są w dobrym stanie, zdarzają się egzemplarze jeszcze z metkami lub prawie nowe. Cena kilkunastu czy klilkudziesięciu złotych raczej studzi zapał tych, którzy przychodzą na zakupy z reklamówką.

- Czasem zdarzy się klient, który narzeka, że ubrania powinny być po złotówce, ale wtedy wyprowadzamy go z błędu i tłumaczymy, że u nas jest drożej, ale za to wyjdzie z odzieżą, która mu długo posłuży. Nie sztuka wrócić z wyprawy na ciuchy z paroma siatkami, tylko co z nimi potem zrobić? - zastanawia się Mirosława Woźniak.

Nie oznacza to oczywiście, że sklepy ze znacznie tańszą odzieżą są złe, a jedynie tyle, że i w ciuchu warto kupować z głową, bo nawet jeśli ubranie kosztuje 2 złote, to wciąż kosztuje i zajmuje miejsce w szafie.

- Fajne ubranie w naszej kulturze nie jest luksusem, a wręcz podstawową potrzebą. Znane marki działają z kolei w taki sposób, aby ubrania wychodziły z mody niemal już w chwili ich kupowania, asortyment potrafi się w nich zmieniać co dwa tygodnie. Second-handy ze swoją różnorodnością pozwalają nam natomiast za tą modą nadążać bez względu na to, co się aktualnie nosi na wybiegach. Znajdziemy w nich fasony i z lat dziewięćdziesiątych, i osiemdziesiątych.Na półkach znajduje się wszystko - ubrania dla grubego, chudego, małego i dużego, na każdą porę roku i na każdą kieszeń. W moim przekonaniu to są po prostu sklepy dla wszystkich - mówi Barbara Dąbek.

- Przychodzą przeróżne osoby, kobiety, mężczyźni, osoby lepiej i gorzej sytuowane. Nie jesteśmy nachalne, zawsze namawiamy, żeby przed zakupem spokojnie przymierzyły ubranie w przymierzalni. Jeżeli chcesz kupić, to kup coś, co ci się przyda. Dla niektórych wydanie na przykład dwudziestu pięciu złotych, to wciąż spory wydatek, dlatego często wracają w ostatnim tygodniu miesiąca, gdy mamy obniżkę o pięćdziesiąt procent - dodaje Mirosława Woźniak.

Pokaż swoją szafę, a powiem ci kim jesteś
Z badań OBOP wynika, że 42 procent Polaków kupuje ubrania w szmateksach. "Na ciuchy" chodzą ludzie biznesu i celebryci. I to właśnie jest w tym wszystkim najpiękniejsze, że w małym, prywatnym sklepiku mogą spotkać się bezrobotna gospodyni domowa i złakniona nowych fasonów szafiarka. Ciuchlandy wprowadziły swoisty egalitaryzm, w którym nie zasobność portfela się liczy, ale gust i pomysłowość.

- Osoba zaopatrująca się w lumpeksach to osoba otwarta, kreatywna, wolna od stereotypów i podążająca za modą - potwierdza Barbara Dąbek.

W "Kuferku", podobnie jak w innych dobrych lumpeksach, znajdziemy nie tylko odzież, ale i buty, torebki, szale i biżuterię. Wszystko, co potrzebne, aby się ubrać od stóp do głów, szalenie modne w tym sezonie sztuczne futerka i soczyste, wręcz halogenowe kolory. Niewykluczone także, że do domu wrócimy z nastrojowym witrażykiem czy obrazem na pamiątkę miłych zakupów. Pracowniczki chętnie pomagają i doradzają, bo prowadzenie artystycznego butiku stało się ich prawdziwą pasją, którą chcą się podzielić z innymi. Młode mamy mogą z czystym sumieniem zostawić maluchy w kąciku animacyjnym i oddać się buszowaniu między rzędami wieszaków.

- Do tej pory nie wierzę, że w to weszłam - śmieje się Mirosława Woźniak. Wcześniej nieszczególnie lubiłam chodzić do ciuchlandów. Teraz moje postrzeganie tego wszystkiego zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni.

Galerie handlowe otwarte od 1 lutego?

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Z
Zakupocholiczka

Lubie takie sklepy witaj Cocoszmatell

Z
Zakupocholiczka

Lubie takie sklepy witaj Cocoszmatell

s
szer

W lumpeksie kupiłem kurtkę narciarska nówkę za 20 zł a na allegro 1500 zł, oryginał. nowe koszule z miękkiego materiału, dresy oryginały mięciutkie jak wewnętrzna część ud pulchnej kobitkli.

M
Matka

Dobrze ze są Lumpkin bo z zasiłku z mopr to nawet na nowe skarpety nie wystarczy dla dzieci

m
morda

Z jednej strony oprócz chińczyków lumpeksy przyczyniły się nieco do upadku przemysłu tekstylnego, sklepów odzieżowych, obuwniczych itd. a z drugiej strony są niejako stabilizatorem sytuacji społecznej w Polsce, bo przy płacy minimalnej, czy najniższej rencie, emeryturze, zasiłku dla bezrobotnych czy z MOPR niemożliwą rzeczą byłoby kupienie nowych rzeczy choćby najlichszego gatunku po tzw. "normalnej cenie".

Dodaj ogłoszenie