Strona Zdrowie24 Strona Zdrowie24
    Lekarze i pielęgniarki. Wspólna praca pełna napięć

    Lekarze i pielęgniarki. Wspólna praca pełna napięć

    Marianna Fijewska „Tajemnice pielęgniarek. Prawda i uprzedzenia”. wyd. W.A.B, Warszawa 2019

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Dla pielęgniarek strach czy uległość wobec lekarzy to stan naturalny

    Dla pielęgniarek strach czy uległość wobec lekarzy to stan naturalny ©123rf/zdj. ilustracyjne

    Jak wyglądają i jak się zmieniały w ostatnich latach relacje w szpitalach między lekarzami i pielęgniarkami? Dziennikarka Marianna Fijewska zebrała opowieści doświadczonych pielęgniarek.
    Dla pielęgniarek strach czy uległość wobec lekarzy to stan naturalny

    Dla pielęgniarek strach czy uległość wobec lekarzy to stan naturalny ©123rf/zdj. ilustracyjne

    Jedna z pielęgniarek zapytała mnie, czy wyobrażam sobie firmę, w której pracownicy po trzydziestu latach wspólnej harówy wciąż zwracają się do siebie per „pan” i „pani”. W której nie ma integracji, wspólnych wyjść na kawę czy obiad. Przyznałam, że rzeczywiście, trudno mi wyobrazić sobie taką firmę. „To są realia szpitala, proszę pani. Jakby w powietrzu nieustannie wisiało jakieś niepojęte napięcie” - powiedziała. Skutki tego napięcia dało się odczuć w rozmowach z pielęgniarkami.

    Gdy pielęgniarka zaczęła się spotykać z chirurgiem i byli parą, dla pozostałych pracowników szpitala był to mezalians

    W odpowiedzi na rzucane przeze mnie pytanie: „Jak wyglądają pani relacje z lekarzami?” najczęściej słyszałam ironiczny śmiech, pełne irytacji „A da pani spokój!”, albo „Ja im się stawiam, ale dla koleżanek to jest pan i władca!”. Zdarzały się też reakcje pozytywne, zwłaszcza wśród młodszych pielęgniarek. „Fantastycznie! Omawiam z nimi wyniki pacjentów, mówię swoje zdanie, wcale się ich nie boję”, ale nawet w tych odpowiedziach wyczuwało się delikatne rozdrażnienie i przesadną stanowczość. Jakby strach czy uległość wobec lekarzy była stanem naturalnym. Jakby równe i partnerskie relacje trzeba było sobie wywalczyć. Oto kilka relacji doświadczonych pielęgniarek.



    Basia, 30-letni staż, oddział chirurgiczny, szpital powiatowy pod Warszawą:
    „Mój pierwszy dyżur w życiu, rok 1988, druga w nocy. Jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, bo właśnie spełniam swoje marzenia. Będę ratować ludzkie życie i pracować u boku lekarzy - bohaterów, których zawsze podziwiałam. Nagle wpada chirurg. Jest kompletnie pijany. Bełkocze coś, że miał imieniny i wszyscy goście poszli do domu. Uznał więc, że weźmie butelkę i przyjdzie na oddział. Spojrzałam w grafik - okazało się, że zaczyna zmianę o 7 rano.”

    Anna, 25-letni staż, oddział internistyczny, szpital publiczny, woj. małopolskie:
    „Pracowałam w małej przychodni pod miastem. Trafiła do mnie kobieta z rocznym dzieckiem, któremu trzeba było szybko zrobić zastrzyk. Mały leżał na łóżku, ze ściągniętymi spodenkami. Już miałam się wkłuwać, gdy weszła pani doktor, internistka. „Zobacz, tak to się robi” - powiedziała, zabierając mi strzykawkę. Stanęła kilka, może kilkanaście centymetrów od chłopca i wycelowała w jego pupę, tak jakby strzelała lotką do tarczy. Igła wbiła się w pośladek, dziecko zaczęło płakać, a pani doktor szybko zrobiła zastrzyk. Poczułam się upokorzona. Matka się nie odezwała, a ja nie miałam odwagi nawet spojrzeć w jej kierunku”.



    Mariola, 33-letni staż, pielęgniarka szkolna w trzech podmiejskich szkołach, woj. wielkopolskie:
    „Bilans. Przychodzą do mnie kolejne dzieci, patrzę w ich karty zdrowia, które wypełniał lekarz, i nie mogę się nadziwić. Wszędzie „P”, co znaczy „Prawidłowo”. A przecież widzę, że dziecko ma wadę postawy, zgryzu, wzroku, nadwagę i Bóg wie, co jeszcze, a tam wszędzie „Prawidłowo”. W przychodni pracowała wtedy młoda pani pediatra i najwidoczniej nie chciało jej się dokładnie badać dzieciaków. Niestety, nie mam uprawnień do odnotowywania swoich uwag, więc podpisuję się pod tym, że dziecko jest zdrowe. Mam obowiązek wypełnić kartę zgodną ze „stanem faktycznym”, czyli z tym, co napisał lekarz. Nic innego nie mogę zrobić.
    - A aferę?
    - Słucham?
    - Aferę. Mogła pani zrobić aferę.
    - Jaką aferę? W małych miejscowościach lekarza się nie wybiera. Jest taki, jaki jest.”

    Małgosia, 20-letni staż, OIOM, szpital publiczny w Warszawie:
    „W latach 90. lekarze uważali, że pielęgniarki powinny wskakiwać im do łóżek. Pracowałam wtedy na OIOM-ie w jednym z warszawskich szpitali. Razem z nami pracowało dwóch anestezjologów. Prowadzili zakłady, który pierwszy będzie miał daną pielęgniarkę. Jeden z nich złożył mi propozycję seksualną całkiem wprost. Drugi był nieco bardziej subtelny i zaprosił mnie do gabinetu na „wizytę prywatną”. Odpysknęłam coś jednemu i drugiemu, a oni nadali mi przydomek Królowa Lodu. Mówili tak na mnie przez następne lata.
    - Inne dziewczyny też odmawiały?
    - A skąd! Pamiętam dyżury nocne, podczas których do gabinetu potrafiły wejść dwie pielęgniarki. Najpierw jedna, a potem druga. Wszystko niby utrzymane w tajemnicy, ale z tymi dwoma lekarzami sypiało pół szpitala. Co z tego, że jeden z nich miał żonę i synów? Totalny amok”.



    Grażyna, 30-letni staż, oddział chirurgiczny, szpital powiatowy, woj. mazowieckie:
    „Dawniej romanse lekarzy z pielęgniarkami to był standard. Śmieszyły mnie koleżanki, które tak się starały utrzymać rzecz w tajemnicy. „Cicho sza, żeby nikt się nie dowiedział, bo przecież pan doktor ma żonę i dzieci”. A i tak cały szpital wiedział, która pielęgniarka z którym chirurgiem na nocnych dyżurach…
    - A teraz? Teraz są romanse?
    - Co pani! U nas na oddziale wszystkie jesteśmy po pięćdziesiątce i, powiedzmy sobie szczerze, ani dla lekarzy, ani dla pacjentów nie jesteśmy zbyt apetyczne. Stare z nas babki, taki zawód. A doktory też stare. Pewnie już nawet nie mogą.”

    Helena, 29-letni staż, oddział internistyczny, szpital wojewódzki w zachodniej Polsce:
    „Dawniej pielęgniarki bzykały się z lekarzami jak kaczki. Niech pani nie myśli, że coś za to miały w pracy. Nie. To był prestiż. Trzeba się było przespać z lekarzem, żeby mieć poszanowanie w środowisku. Oni traktowali to jak zwykły seks. One miały nadzieję na wielką miłość. Teraz ci lekarze mają już ponad 50 lat i pewnie doskonale pamiętają, jak bzykali pielęgniarki. To dlatego wielu traktuje nas bez szacunku. W ich oczach byłyśmy i będziemy służkami”.



    Monika, 30-letni staż, oddział chirurgiczny, szpital publiczny, woj. małopolskie:
    „Koleżanka z oddziału pochwaliła się nam, że ostatni weekend spędziła w SPA. Usłyszał to ordynator i nagle bardzo się zainteresował. „Jakie zabiegi miałaś?” - zapytał. Trochę się zmieszała. Powiedziała, że głównie maseczki na ciało i twarz. „A może chciałabyś, żebym zrobił ci najlepszą ze wszystkich maseczek na świecie”. „To znaczy?” - zapytała. „Maseczkę ze świeżej spermy” - odpowiedział. Stary zboczony chirurg, wszystkiego można się po nim spodziewać”.

    Paulina, 20-letni staż, oddział internistyczny, szpital publiczny, woj. lubelskie:
    „Lata 90. Koleżanka z oddziału zaczęła spotykać się z chirurgiem. Przez kilka miesięcy byli w związku i dla wszystkich pracowników szpitala był to mezalians. Jakbyśmy cofnęli się do średniowiecza i szlachcic zechciał być z chłopką.”



    Adam, 2-letni staż, lekarz internista, szpital publiczny w Warszawie:
    „Czasy się zmieniły. Miesiąc temu balowałem na weselu kolegi lekarza z pielęgniarką. Świetna para. Nikt w środowisku nie odważyłby się oceniać ich związku. Mają plan, żeby razem otworzyć przychodnię. Myślę, że będą się znakomicie dogadywać.”

    Monika, 8-letni staż, oddział chirurgiczny, szpital publiczny w Warszawie:
    „Profesor chirurgii uszczypnął mnie w tyłek podczas obchodu. Przy pielęgniarkach, stażystach i pacjentach. Zareagowałam, że absolutnie sobie tego nie życzę, a on natychmiast odwrócił sytuację, robiąc ze mnie sztywną wariatkę. Potem ciągle komentował: „Na żartach to ty się naprawdę nie znasz!”, „Dziś znowu spięta!”, „Ta Monia ciągle obrażona!”. Później zaczął mnie ignorować - nawet gdy mówił o moim pacjencie, patrzył na inne pielęgniarki, jakbym w ogóle nie istniała. Stary zbok.”

    „Będzie to duży problem”. Dyrektorzy szpitali komentują nowe normy zatrudnienia pielęgniarek i położnych

    Źródło: TVN 24



    POLECAMY:


    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (10)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Artykuł nie na temat

    Iva (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1 / 2

    Nie bardzo wiem, jaki był zamysł autora. Spodziewałam się wypowiedzi o braku szacunku, traktowaniu z góry, podwiażaniu wiedzy pielęgniarek, wyśmiewanie ich studiów, poleceniach typu "to Pani weźmie...rozwiń całość

    Nie bardzo wiem, jaki był zamysł autora. Spodziewałam się wypowiedzi o braku szacunku, traktowaniu z góry, podwiażaniu wiedzy pielęgniarek, wyśmiewanie ich studiów, poleceniach typu "to Pani weźmie mopa i wytrze", a nie historii o romansach sprzed 20 lat.zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    W szpitalu

    F.K. (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 5 / 2

    Zaczynałam pracę jako pielęgniarka na psychiatrii. Byłam członkiem zespołu terapeutycznego, wszyscy mówiliśmy sobie po imieniu,łącznie z profesorem. Póżniej pracowałam z anestezjologami i...rozwiń całość

    Zaczynałam pracę jako pielęgniarka na psychiatrii. Byłam członkiem zespołu terapeutycznego, wszyscy mówiliśmy sobie po imieniu,łącznie z profesorem. Póżniej pracowałam z anestezjologami i chirurgami. Nigdy nie czułam się pracownikiem pomocniczym. Część moich koleżanek uważało się za elitę wśród pielęgniarek,ale ja tak nie uważam, pielęgniarka na każdym oddziale jest ważna. Z lekarzami byłyśmy w większości na stopie koleżeńskiej.Wiem że na terenie szpitala było kilka związków damsko -męskich ,ale tylko w jednym przypadku dotyczyło to lekarza i pielęgniarki. Do jednego z naszych kolegów przychodziły różne dziewczyny,ale on miał zasadę że nie s.a się we własne gniazdo.Owszem były jakieś zaczepki ze strony chirurgów zwłaszcza gdy byli w stanie po spożyciu ale nigdy chamskie. Powiedziałam jasno i wyrażnie że nie jestem zainteresowana i koniec. Pracowałam krótko na internie, tam relacje miedzy lekarkami i pielęgniarkami ,były zdecydowanie złe Na tym oddziale pracowały głownie kobiety lekarki. Moja zasada zawsze była taka żaden cham na moim dyżurze spać nie będzie. Powody dla których go budzę zawsze się znajdą. zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Godność

    Aloja (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 5

    Poszanowanie drugiego człowieka, w wielu przypadkach, poszło w zapomnienie. Dotyczy to także relacji lekarz - pielęgniarka, lekarz - pacjent.. Traktują nas tak jak dajemy się traktować..!!...rozwiń całość

    Poszanowanie drugiego człowieka, w wielu przypadkach, poszło w zapomnienie. Dotyczy to także relacji lekarz - pielęgniarka, lekarz - pacjent.. Traktują nas tak jak dajemy się traktować..!! Niektórym osoba wydaje się że bycie fer, to znaczy mieć postawę sluzalcza,,. A najważniejsze to poszanowanie godności Człowieka! zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Lekarze i pielęgniarki

    Augusta (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 5

    Kiedyś pielęgniarki miały wykształcenie średnie i miały status personelu pomocniczego. Pracowałam w latach 60 w szpitalu klinicznym na różnych oddziałach i nie słyszałam o jakimś...rozwiń całość

    Kiedyś pielęgniarki miały wykształcenie średnie i miały status personelu pomocniczego. Pracowałam w latach 60 w szpitalu klinicznym na różnych oddziałach i nie słyszałam o jakimś molestowaniu,owszem na chirurgii była jedna pielęgniarka w związku z lekarzem,ale nie było mowy o jakiejś presji i nikt się nie gorszył. Lekarze byli uprzejmi i nie wyobrażam sobie stopy koleżeńskiej między nimi a personelem pomocniczym tak samo pielęgniarki nie piły kawy z salowymi. To były różne światy i było dobrze! Teraz pielęgniarki z wyższym wykształceniem uważają się za coś lepszego,słyszałam jak jedna oburzyła się na pacjenta,który zwrócił się do niej per siostro. Wszystko się pochrzaniłozwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    a propos zwracania się per "siostro"

    Pielęgniarka (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 4 / 3

    Oburzenie pielęgniarki po zwróceniu się do Niej słowem "siostro" uważam za słuszne. Ja do pacjentów nie mówię per "ojczulku" czy "mateczko"

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Brak rzetelności i realizmu

    Beata (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 4 / 3

    Pracuję 30 lat jako pielęgniarka, cała praca zespołu jest oparta na wzajemnym szacunku, tak jest teraz i było kiedyś. Nie można całego środowiska obrażać, opierając się na kilku wypowiedziach...rozwiń całość

    Pracuję 30 lat jako pielęgniarka, cała praca zespołu jest oparta na wzajemnym szacunku, tak jest teraz i było kiedyś. Nie można całego środowiska obrażać, opierając się na kilku wypowiedziach dziwnie myślących osób, mających prawdopodobnie bardzo niską samoocenę. To jak postępujemy zależy od nas samych, a na szacunek trzeba sobie zapracować
    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Żenada

    Lisek (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 4

    Obrzydliwe jacy są lekarze i jak głupie były kiedyś pielęgniarki!


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    cala prawda

    dorota i marzena oraz aga (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 3

    Nadal sa gupie i tempe.my jestesmy tego przykładem

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Do żenady

    Augusta (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 3 / 4

    A teraz są "mundre"?

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Haha

    Kjhgfy (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 8 / 4

    Mezalians ??? Hahaha! Nie wierzę! Za kogo oni się mają? A coz to pielęgniarki to jakieś niewyksztalcone chlopki czy co??? Oj doktorom słoma z butów wystaje , oj wystaje!!!

    Zapytaj lekarza

    1 3 4 5 ... 28 »
    28 stycznia

    Światowy Dzień Trędowatych

    zobacz więcej »