Lubartów: To miała być jego „ostatnia szansa”. Kolejny wybuch agresji skończył się tragedią

Piotr Nowak
Piotr Nowak
Ojciec latami miał znęcać się nad synem. Wyzwiska były na porządku dziennym. - Tym razem zabiję – miał krzyknąć feralnego dnia i ruszył na syna z pięściami. Wtedy Kamil M. chwycił nóż. Proces 32-latka i jego 57-letniej matki ruszył w piątek.

Sąd Okręgowy w Lublinie bada sprawę zabójstwa 54-latka z gminy Niedźwiada. Do tragedii miało dojść 19 sierpnia ubiegłego roku w domu rodziny M. O pozbawienie ojca życia prokuratura oskarża 32-letniego Kamila M., syna ofiary.

- Nie przyznaję się do tego, że działałem z bezpośrednim zamiarem zabicia taty – powiedział oskarżony podczas piątkowej rozprawy.

Z ustaleń śledczych wynika, że agresja w domu narastała od kilku lat. 54-latek miał stawać się nerwowy pod wpływem alkoholu. Kilka miesięcy przed tragedią ojciec kopnął syna w nogę ciężkim gumowcem i złamał mu nogę. Od tego czasu syn utrzymywał się prac chałupniczych, jak składanie palm wielkanocnych.

Feralnego dnia Kamil M. wypił pięć piw. Starał się trzymać z daleka od ojca, który na jego widok miał reagować złością. „Spadaj z domu”, „nie chcę cię widzieć na oczy”, „ubiję cię jak psa” - miał mówić 54-latek.

Około godz. 22-23 Kamil M. wyszedł ze swojego pokoju do toalety. W przedpokoju natknął się na ojca. Mężczyzna miał się na niego rzucić, obalić na podłogę i przycisnąć do podłogi.

- Czułem się skrępowany. Nadusił mnie na szyję. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Nie mogłem nabrać tchu – mówi oskarżony. Opowiadając o zdarzeniach z 19 sierpnia nie mógł ukryć zdenerwowania. Łamał mu się głos. W pewnym momencie mama podała mu chusteczkę.

Z relacji syna wynika, że próbował odepchnąć ojca, ale ten był silniejszy. Niewiele myśląc postanowił użyć noża, którego chwycił tuż przed napaścią.

- Dźgnąłem go po prostu w plecy. Chciałem go ukłuć, żeby odstąpił, nastraszyć – wyjaśnia Kamil M. Po drugim ciosie oskarżonemu udało się oswobodzić. 54-latek usiadł w przedpokoju. Nadal miotał wyzwiska. Kamil M. udał się do swojego pokoju i zasnął. Rano obudził go płacz matki Joanny M.

- Ujrzałem tatę leżącego na plecach. Pod nim była krew - mówi oskarżony.

Joanna M. zadzwoniła do przychodni. Powiedziała, że jej mąż „uderzył się o kant pieca tyłem głowy i nie żyje”. Kiedy lekarz przyjechał na miejsce polecił pielęgniarce zawiadomić policję. Po przyjechaniu na miejsce funkcjonariusze aresztowali Kamila M.

Joanna M. usłyszała zarzuty zacierania śladów przestępstwa. Zdaniem prokuratury, kobieta wyciągnęła dywany spod ciała męża, zabrała je na dwór i spłukała wodą. Następnie umyła ciało denata. Oskarżona nie przyznała się.

- Odrobinę ojca wytarłam, bo był sierpień, dużo much było. Nóż bezwiednie opłukałam, ale go nie myłam i pokazałam policjantom – zeznała w sądzie.

Zdaniem domowników ojciec stawał się agresywny pod wpływem alkoholu. Już wcześniej bił syna kijem po głowie, złamał mu nos i nogę. Kamil M. kilkakrotnie lądował w szpitalu, ale nie zgłosił zawiadomienia na policję.

- Z mamą zadecydowaliśmy, że szkoda, żeby tata szedł do więzienia, że się poprawi, będzie miał nauczkę. Że wróci do domu i damy mu ostatnią szansę - przyznał w sądzie Kamil M.

Synowi grozi dożywocie. Za zacieranie śladów kodeks karny przewiduje do pięciu lat więzienia. Oskarżeni nie byli wcześniej karani.

Spis Powszechny 2021: są pierwsze kary za odmowę spisania się

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie