Rozstali się z wielką korporacją i założyli własny biznes. Teraz działają w całej Polsce. Nie obyło się bez sporu z byłym pracodawcą. Sprawa znalazła swój finał w sądzie. Statki powietrzne to nie tylko domena PZL-Świdnik. Od 15 lat remontowaniem samolotów i śmigłowców w Polsce i Europie zajmuje się firma Navcom Systems ze Świdnika. Ostatnio przedsiębiorstwo stworzyło nowe biuro projektowe, zajmujące się opracowywaniem zmian w wyposażeniu elektronicznym śmigłowców i małych samolotów.

- Dzięki niemu obsługa  klienta będzie wykonywana bardziej kompleksowo - informuje Bogusław Jędrasik, prezes i współzałożyciel Navcom Sy-stems.

Żeby to było możliwe, przedsiębiorstwo ze Świdnika musiało wcześniej uzyskać certyfikat PART 21, zatwierdzony przez Europejską Agencję Bezpieczeństwa Lotniczego.

Podstawą działalności firmy jest naprawa wyposażenia radionawigacyjnego i elektrycznego.

- Specjalizujemy się w obsłudze cywilnych i wojskowych śmigłowców Mi-2 oraz W-3 Sokół - tłumaczy Jędrasik. Navcom Systems zatrudnia obecnie 20 pracowników, którzy w ubiegłym roku byli odpowiedzialni za serwis 21 śmigłowców Mi-2, pięciu W-3 i 12 małych samolotów. Wyjątkowy w skali światowej jest autorski pomysł braci Jędrasików: Ruchoma Baza Obsługowa.

RBO to laboratorium na kółkach. Jest w stanie dotrzeć do  klienta, jak deklarują twórcy,  „w dowolnym miejscu i czasie”, i wykonać prace obsługowe bez konieczności demontażu sprzętu. Przeglądy urządzeń radioelektronawigacyjnych są przeprowadzane bezpośrednio u kontrahenta, co przyśpiesza realizację zlecenia.

Spór w rodzinie

Założycielami i właścicielami Navcom Systems są Bogusław i Grzegorz Jędrasik, wcześniej pracownicy PZL-Świdnik z 25-letnim stażem w branży lotniczej.

Relacje między Navcom Sy-stems a PZL-Świdnik stały się napięte w 2012 roku. To wtedy Navcom wygrał przetarg na  serwisowanie śmigłowców Mi-2, będących na wyposażeniu polskiej armii.

Części do maszyn produkuje PZL-Świdnik. - W ramach umowy musieliśmy wymienić uszkodzone podzespoły. Zwróciliśmy się do ich jedynego producenta, czyli PZL, o zakup nowych podzespołów niezbędnych do realizacji umowy serwisowej z MON, ale usłyszeliśmy odmowę - przypomina Jędrasik.

Sprawa miała finał w grudniu 2014 r. To wtedy UOKiK uznał, że PZL-Świdnik nadużywał dominującej pozycji i nałożył na wytwórnię karę finansową. Decyzję podtrzymał Naczelny Sąd Administracyjny.

Teraz współpraca układa się pomyślnie i Navom ma kolejne plany rozwijania swojego biznesu. - W ubiegłym roku kupiliśmy hangar i już go przygotowaliśmy do naszej działalności - mówi Jędrasik i zapowiada starania o uzyskanie kolejnych certyfikatów umożliwiających modernizację urządzeń lotniczych.

 

Piotr Nowak