Lubelskie: Nie płacą alimentów, a zadłużenie rośnie. Rekordzista ma do spłaty prawie pół miliona

Gabriela Bogaczyk
Gabriela Bogaczyk
Archiwum
15 tys. mieszkańców Lubelszczyzny uchyla się od płacenia alimentów wobec swoich dzieci. Surowe kary nie odstraszają dłużników. Średnio mają do spłaty 45 tys. złotych.

Zobowiązania dłużników alimentacyjnych w Polsce wynoszą ponad 11 miliardów złotych. Najwięcej z nich mieszka na Śląsku i w woj. mazowieckim. Na Lubelszczyźnie jest 15,7 tys. osób, które nie płacą alimentów na swoje dzieci. Pojedyncza zaległość wynosi średnio 45 tys. złotych. Łącznie mieszkańcy naszego województwa mają do spłaty 720 mln złotych. Z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wynika, że rekordzistą z naszego regionu jest 46-letni mężczyzna, którego zadłużenie sięga 474 tys. złotych. Znajduje się on w połowie stawki rekordzistów na tle kraju. Na pierwszym niechlubnym miejscu jest 31-latek z woj. małopolskiego, jego dług wynosi prawie milion złotych.

O wsparcie do Funduszu Alimentacyjnego mogą wystąpić osoby, które nie otrzymują alimentów zasądzonych od rodzica. To pomoc finansowa, która maksymalnie wynosi 500 złotych miesięcznie. Co nie oznacza, że osoby unikające łożenia na wychowanie swoich dzieci, mogą czuć się z tego zwolnione. To swego rodzaju pożyczka, którą wcześniej czy później będą zobowiązani spłacić.

Ostatnio dokonano kilku ważnych zmian dla osób uprawnionych do otrzymywania alimentów. Od października 2020 r. próg dochodowy uprawniający do świadczeń z Funduszu Alimentacyjnego wzrósł z 800 do 900 zł. Wprowadzono również zasadę "złotówka za złotówkę". Jeśli więc na jedną osobę w rodzinie przypada 1000 złotych, to fundusz wypłaci maksymalnie 400 złotych miesięcznie.

- Każde takie zmiany oceniam jako dobre. Dzięki temu jakaś część dzieci otrzymała jakiekolwiek wsparcie. Dodam, że te 500 zł z Funduszu Alimentacyjnego rzadko kto otrzymuje. Średnio jest to 300-400 złotych. Zgodnie z planami rządu kryterium dochodowe będzie co trzy lata wzrastało wraz z podnoszeniem minimalnego wynagrodzenia. Jest to zdecydowanie za rzadko. Nazwałabym to "zabiegiem kosmetycznym" - komentuje Dorota Herman z Fundacji KiDs.

Dłużnicy alimentacyjni nie mogą czuć się zwolnieni z obowiązku łożenia na wychowanie swoich dzieci, dlatego może grozić im szereg konsekwencji. Od możliwości zajęcia wynagrodzenia za pracę na poczet alimentów, przez odebranie prawa jazdy czy karę grzywny, a nawet ograniczenie wolności. Obecnie dłużnicy alimentacyjni wpisywani są również do rejestrów prowadzonych przez BIG-i. Dzięki temu informacje o ich zaległościach są dostępne dla firm sprawdzających wiarygodność płatniczą konsumentów.

W czerwcu tego roku ma ruszyć Krajowy Rejestr Zadłużonych, do którego już po trzech miesiącach będą mogły zostać wpisane osoby zalegające z alimentami. Ujawnienie zadłużenia będzie się też wiązało z konsekwencjami dla pracodawców. Firma, która będzie bez umowy zatrudniać osoby widniejące w tym rejestrze lub będzie im wypłacać wynagrodzenie „pod stołem” naraża się na karę grzywny w wysokości od 1,5 tys. do 45 tys. zł.

Kolno wolne od koronawirusa

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Czy ci alimenciarze mają środki na własne utrzymanie? Czyli mieszkanie, na coś do jedzenia i stałą pracę, brak jednego z tych źródeł finansowych kładzie szlaban na wypłacalność alimentów. A jaką inną możliwość ma alimenciarz? Pętla na szyję bo inaczej nie da się żyć.

Dodaj ogłoszenie