Lublin: Ogromny sukces lekarzy z kliniki na Staszica. Uratowali życie ciężarnej pacjentki z COVID-19

Gabriela Bogaczyk
Gabriela Bogaczyk
Po czterech tygodniach spędzonych na intensywnej terapii, 35-latka z Sieradza wróciła do szpitala w swoje rodzinne strony. Ciężarna trafiła do lubelskiej kliniki w krytycznym stanie z powodu zakażenia koronawirusem. Była wtedy w 24 tygodniu ciąży. Dzisiaj czuje się już dobrze, a płód rozwija się prawidłowo.

- Jestem bardzo szczęśliwa, że już wracam. Że to tak się skończyło - powiedziała pani Ewa opuszczając szpital przy ul. Staszica w Lublinie. W środę przetransportowano ją śmigłowcem na dalszą obserwację do Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Żegnając się z personelem powiedziała, że w innych, przyjemniejszych okolicznościach chętnie wróci do Lublina.

35-latka trafiła do szpitala klinicznego nr 1 w Lublinie ze Zgierza, kiedy wykryto u niej zakażenie koronawirusem. Jednocześnie była w 24 tygodniu ciąży.

- Przebieg covid był niezwykle szybki, wręcz piorunujący. Pacjentka miała całkowicie zajęte płuca. Jej ciężki stan wymagał intensywnej terapii. Wentylacja mechaniczna przy pomocy respiratora okazała się nieskuteczna, stan pacjentki szybko się pogarszał. Lekarze ze Zgierza zastanawiali się nad cięciem cesarskim. Rozważyli jednak, że lepszym rozwiązaniem na tamtą chwilę może być terapia pozaustrojowego natleniania krwi, czyli tzw. ECMO - opowiada prof. Mirosław Czuczwar, szef kliniki anestezjologii i intensywnej terapii w SPSK1, gdzie działa ośrodek pozaustrojowego leczenia niewydolności narządowej.

W Wielką Sobotę ciężarna została przetransportowana ze Zgierza do Lublina wojskowym śmigłowcem "Sokół". Lubelscy lekarze podłączyli pacjentkę do tzw. płucoserca i przetransportowali już w trakcie krążenia pozaustrojowego do SPSK1. Wszystko po to, aby pomagając matce, umożliwić jej donoszenie ciąży. - Nie wiedzieliśmy w jaki sposób konieczność zastosowania inwazyjnej terapii przełoży się na rozwijający się płód w łonie matki. Okazało się, że dziecko pacjentki zniosło to bardzo dobrze. Ku naszemu zdziwieniu, kiedy matka walczyła o życie, ciąża rozwijała się normalnie. Waga dziecka zwiększyła się w tym czasie z 550 do 1000 gramów - mówi prof. Czuczwar.

Codziennie zespół perinatologów z SPSK1 monitorował płód przy pomocy wielu badań i zaawansowanych metod ultrasonograficznych. Kierownik kliniki położnictwa i patologii ciąży podkreśla, że szanse na przeżycie dziecka w 23 tygodniu ciąży wynoszą 7-10 proc. W tej chwili, w 28 tygodniu, szanse przeżycia dziecka wzrosły do nawet 70 proc. - Mam nadzieję, że ta ciąża potrwa jak najdłużej. To są dwa oddzielne życia, które tworzą zespół naczyń połączonych. To, co dzieje się u matki, np. zaburzenia oddychania, kłopoty z utlenowaniem krwi, przenoszą się na dziecko. Stąd bardzo ważna była nasza ścisła współpraca z lekarzami intensywnej terapii po to, aby zapewnić dziecku jak najbardziej optymalne warunki dla przeżycia i dalszego rozwoju - wyjaśnia prof. Anna Kwaśniewska, szefowa kliniki położnictwa i patologii ciąży SPSK1.

Po skomplikowanym leczeniu w lubelskim szpitalu osiągnięto taki postęp, że w środę pacjentka została przetransportowana do szpitala bliżej miejsca zamieszkania. Jest w stanie dobrym i stabilnym. Dochodzi do siebie, oddycha samodzielnie, normalnie rozmawia, układ krążenia nie wymaga wspomagania. Trafiła teraz do Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

- Jestem szczęśliwa, że udało nam się doprowadzić pacjentkę do 28 tygodnia ciąży. Na tym etapie możemy mówić o triumfie wiedzy, doświadczenia i umiejętności. Jednak na ten moment nie wiemy, jakie mogą być następstwa po Covidzie w tym przypadku. Pozostaje wielka niepewność co do dalszych losów dziecka i matki. Z naszych obserwacji wynika, że u ciężarnych po Covidzie, mogą wystąpić powikłania po porodzie - tłumaczy prof. Kwaśniewska.

Lekarze zauważają, że podczas trzeciej fali pandemii zwiększyła się liczba zakażonych ciężarnych i położnic w ciężkich stanach. Zdarzało się, że młode kobiety, u których stwierdzono zaawansowaną postać koronawirusa, umierały kilka dni po porodzie. Do tej pory w klinice anestezjologii i intensywnej terapii było siedem zakażonych kobiet tuż po porodzie albo w ciąży. Trzem udało się pomóc, cztery niestety nie przeżyły.

- Nieprawdą jest, że żeby umrzeć na Covid trzeba być starszym człowiekiem i mieć choroby współistniejące. Średnia wieku pacjentów podłączonych do płucoserca na naszym oddziale wynosi 40 lat. Myślę, że teraz będzie jeszcze niższa - przestrzega prof. Mirosław Czuczwar.

EURO 2020 - Polacy jadą do domu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie