Łukasiewicz: Prawdę o śmierci kapitana skryje "mgła wojenna"

RedakcjaZaktualizowano 
Kapitan Daniel Ambroziński został odznaczony pośmiertnie
Kapitan Daniel Ambroziński został odznaczony pośmiertnie Waldemar Wylegalski/POLSKA
Rodzina kapitana Ambrozińskiego jest skazana na suche raporty i relacje, które nie oddają prawdy o Afganistanie - mówi płk. Piotr Łukasiewicz, pełnomocnik szefa MON ds. Afganistanu w rozmowie z Jakubem Mielnikiem

Jak to możliwe, że bazą Adżiristan w Ghazni, gdzie zginął kapitan Daniel Ambroziński, dowodził chorąży?
Przede wszystkim to nie jest baza w klasycznym rozumieniu, z dużym zapleczem, tylko posterunek obserwacyjny, na 20, 30 żołnierzy. Zadaniem żołnierzy polskich, afgańskich i afgańskich policjantów, którzy tam służyli, było utrzymanie punktu i przygotowanie do rozbudowy, tak żeby w przyszłości mogła tam powstać baza ogniowa. Dowodzenie takim posterunkiem przez młodszego oficera jest czymś naturalnym.

A może wybrano młodszego oficera, bo doświadczeni poprzednicy domagali się poprawy warunków działania?

Warunki w Adżiristanie poprawiały się z każdym tygodniem. Nie zapominajmy że jest to baza oddzielona od głównych szlaków komunikacyjnych oraz od wszystkich baz polskich górami wysokimi na 5 tys. metrów, bez infrastruktury drogowej, bez możliwości dojazdów. Domaganie się, żeby od początku infrastruktura tej bazy była w pełni przygotowana, świadczy o tym, że nie rozumie się warunków tej konkretnej misji. Miejsce było zdobyte i trwała jego rozbudowa do warunków znośnych.

Mówiąc o zdobywaniu Adżiristanu, ma Pan na myśli ofensywę i ciężkie walki z talibami?
Oczywiście nie była to klasyczna ofensywa, był to raczej desant śmigłowcowy w rejonie, gdzie wcześniej do lata 2008 roku funkcjonowała władza lokalna i posterunek afgański i amerykański. Potem Amerykanie się wycofali, więc my dokonaliśmy desantu żołnierzy naszych i afgańskich w celu nawiązania kontaktów z lokalną starszyzną. Okazało się, że rebelianci, którzy panowali w tym dystrykcie, przyjęli nasze pojawienie się z dużym niepokojem, bo przeszkodziliśmy interesom łupieżczym lokalnych watażków i grup kryminalno-rebelianckich. To spowodowało później reakcję w postaci zasadzki na patrol, w którym poległ kapitan Ambroziński.

Jakie to były interesy?
Nasza baza znajduje się w pobliżu wsi i bazaru, który jest lokalnym centrum, nie tylko biznesowym, ale też kulturalnym i towarzyskim. Komendant polowy, który przebywał w sąsiedniej wsi, był skłócony z tą wsią, w której był bazar i my przebywaliśmy, nakładał więc nielegalne podatki na targowisko. Z chwilą, gdy wylądowali Polacy, ci ludzie stwierdzili, że mają ochronę, i odmówili płacenia daniny. Trzeba pamiętać, że ludzie, których nazywamy talibami, bojownikami dżihadu etc., to w większości przypadków zwykli bandyci. Wylądowaliśmy tam po to, by tych ludzi ochronić i szkolić armię i policję, które będą bronić tych ludzi i ich środków do życia przed bandytami.

A więc kapitan Ambroziński zginął, broniąc bazaru?
Absolutnie nie! Kapitan Ambroziński zginął, broniąc ludzi, którzy po wycofaniu się stamtąd Amerykanów w 2008 roku byli zdani na łaskę lokalnych watażków. Ci, którzy wcześniej wspierali Amerykanów, zostali zamordowani, bo w okolicy dominuje handel o podłożu kryminalnym. Za odmowę płacenia podatków po prostu się morduje. Kapitan Ambroziński nie zginął, broniąc bazaru, zginął, broniąc ludzi, którzy zamieszkują tamten fragment Afganistanu przed nękającymi ich bandami.

Jego krewni mają do armii pretensje, że nie są wystarczająco informowani, i podejrzewają, że część winy za jego śmierć może być po stronie sposobu organizacji tej misji
W pełni rozumiem ból i żal rodziny kapitana. Ofiara, jaką poniósł, zasługuje na największy szacunek ze strony sił zbrojnych. Rozumiem też potrzebę dowiedzenia się jak najwięcej na temat okoliczności, w jakich zginął ich ukochany mąż i syn. Im dalej od tego zdarzenia, tym pojawia się więcej pytań. Czasami te pytania próbują wyjaśniać koledzy, z których każdy ma swoją wersję wydarzeń. Myślę, że ta potrzeba nie będzie w pełni zaspokojona. Ta rodzina chciałaby poczuć, co czuli ci żołnierze w Adżiristanie. Jest to niemożliwe, pozostają jakieś suche raporty, jakieś przekazy ze strony kolegów czy dowództwa, które oczywiście w pełni nie zaspokoją głodu tych informacji. Amerykanie mają określenie "fog of war" - "mgła wojenna", gdzie my tutaj w kraju nigdy nie poczujemy, co tam się wydarzyło. I to tyle. Raczej nie może być mowy o jakiś rażących zaniedbaniach. Jeżeli ktoś ma odmienne zdanie i posiada jakieś dowody, że coś mogło być nie tak, powinien poinformować o tym przełożonych.

Gdyby wszystko szło tak znakomicie, nie mielibyśmy ofiar i nie byłoby mowy o tym, że misja jest trudna. Zwłaszcza w realiach polskiej armii, gdzie bezwład organizacyjny i improwizacja odgrywają decydującą rolę.

Wojna z definicji zakłada improwizację, zwłaszcza w przypadku misji afgańskiej, która jest inna niż wszystkie poprzednie. To jest misja stricte bojowa, mimo że wojska międzynarodowe w nazwie są siłami stabilizacyjnymi.

Ale realia są frontowe.
Realia są frontowe, zwłaszcza w przypadku miejsc takich jak Adżiristan, gdzie mamy do czynienia z rebelią prowadzoną przez podstępnego i kompletnie nieprzewidywalnego przeciwnika. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. Nie zdarzyło się jednak jeszcze, aby ktokolwiek wskazał konkretny przypadek naruszenia dyscypliny czy reguł dowodzenia w przypadku Adżiristanu.

To jak to się dzieje, że oficer z jednostki logistycznej kończy na pierwszej linii frontu, prowadząc patrol na tereny talibów?

Pan kapitan Ambroziński był jednym z oficerów zespołu szkoleniowego, a zespoły szkoleniowe są właśnie na pierwszym froncie walki z rebeliantami. Ich zadaniem jest szkolenie, przebywanie ze swoimi podopiecznymi Afgańczykami, wojskiem lub policją, przebywanie na froncie, niemalże spanie w jednej bazie. To, że akurat kapitan Ambroziński był logistykiem, nie znaczy, że nie weźmie udziału w walkach. Każdy żołnierz który wyjeżdża do Afganistanu, musi mieć świadomość, że jego patrol, konwój może zostać zaatakowany i będzie musiał walczyć.
Rozmawiał: Jakub Mielnik

Kapitan Daniel Ambroziński został odznaczony pośmiertnie

polecane: Flesz - Co piąta transakcja będzie wymagać użycia PIN-u

Wideo

Materiał oryginalny: Łukasiewicz: Prawdę o śmierci kapitana skryje "mgła wojenna" - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

j
ja

.. a może przyznać się do błędów i wyciągnąć wnioski??? NIEEE!!! Musi być sukces - dlatego wciąż organizacyjnie i mentalnie jesteśmy w głębokiej komunie. Racjonalne tłumaczenia są dla ludzi prawych, taka ściema to retoryka sukcesu za wszelką cenę, dla karierowiczów.

C
Clausevitz

No i ktoś niezwykle umiejętnie wytknął brak znajomości sztuki wojennej. Ach to ciągłe powoływanie się na Amerykanów.....Może warto zacząć od podstaw i coś przeczytać? A gdzie reakcja prowadzącego wywiad? Mgła wojenna, amerykańska zapadła?

$$$$$$$$$$$$

Akurat obecnie rejestruje się tyle na wojnie(szczególnie tej),że nie ma problemu z ustaleniem jak było.Tylko trzeba chcieć...Akurat nasza armia ma tyle do ukrycia.Szczególnie wojskowi urzędnicy, którzy na wojnę jadą zarobić kasę i tylko ona się liczy.A jak ktoś przeszkadza w spokojnym zarabianiu...;-)

P
Piotr Łukaszewicz

To nie Amerykanie mają "Mgła wojny" Oni ten termin zapożyczyli od Niemców (Nebel des Krieges), który oznacza poziom braku wiedzy o sytuacji uczestników operacji wojennej tak przeciwnika, jak i własnych. Termin ten został wprowadzony przez pruskiego wodza i teoretyka wojskowości, Karla von Clausewitza w jego traktacie "O wojnie". Rekomenduję odświeżenie podstaw wiedzy o sztuce wojennej. A w kontekście treści wywiadu sugeruję cytat z "Metod wojskowych" Sun Pin: "Najważniejsze w Tao ataku na drugie państwo jest podbicie serc jego obywateli. Koncentrowanie się na tym sprawi, że ich serca staną się uległe... ...nie używaj czczych słów i pustych frazesów. Musisz zdobyć ich serca perspektywą znacznych zysków."

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3