Mahler na zakończenie sezonu w lubelskiej filharmonii

Paweł Franczak
Wykonaniem "Piątej" pokieruje Wojciech Rodek
Wykonaniem "Piątej" pokieruje Wojciech Rodek Małgorzata Genca
"V Symfonia jest przeklęta. Nikt jej nie rozumie. Szkoda, że nie mogę dyrygować pierwszym wykonaniem 50 lat po mojej śmierci", narzekał Gustav Mahler w 1904 roku. A miało to miejsce jeszcze przed tym, zanim autor sam pokierował premierą "Piątej". Teraz, 101 lat od śmierci Mahlera, V Symfonia jest najlepiej znanym jego dziełem, lecz kwestia dyrygentury pozostaje niezmienna - to piekielnie trudne zadanie, któremu 22 czerwca będzie musiał podołać Wojciech Rodek z lubelskiej filharmonii.

"Symfonia powinna być jak świat. Musi obejmować wszystko", zwykł mawiać austriacki kompozytor. I nie rzucał słów na wiatr.
"V Symfonia" zaczyna się przejmująco. Fanfara osamotnionej trąbki daje sygnał dla orkiestry, która eksploduje potężnym akordem. W pierwszej części Mahler zbliża się do śmierci, w granym w ponurej tonacji cis-moll marszu pogrzebowym, by w Scherzo opisać dźwiękami "ludzkość w pełnym świetle dnia, w zenicie życia".

Życie i śmierć, światło i ciemność to jednak za mało, by symfonia "była jak świat". Potrzeba jeszcze miłości. Stąd wspaniałe Adagietto, napisane dla Almy Schindler, utwór spopularyzowany w XX wieku przez użycie w filmie "Śmierć w Wenecji" Viscontiego i na niezliczonych pogrzebach (grano je choćby na pogrzebie Roberta Kennedy’ego).

W świecie melomanów trwają ciągłe dyskusje co do szybkości wykonania tego fragmentu. W oryginale widnieje dopisek "grać bardzo wolno", więc przez lata Adagietto grano nawet 11-12 minut, choć ostatnio dyrygenci podkręcają tempo, mieszcząc się w 9-10 minutach. Zobaczymy, po której stronie barykady stoi Rodek.

Całość kończy się wstrząsającym Rondo-Finale, będącym połączeniem sonaty, ronda i fugi.

Nie trzeba być zawodowym muzykiem, by domyślić się, jakim wyzwaniem dla orkiestry i dyrygenta jest wykonanie "V". Nawet przy najlepszych chęciach można stoczyć się z wyżyn patosu w śmieszność kiczu.

Najlepiej opisuje to dyrygentka Marin Salop, dyrektorka artystyczna Baltimore Symphony: "Nigdy nie miałam aspiracji wspiąć się na Mount Everest, ale wyobrażam sobie nerwowe oczekiwanie alpinisty, spoglądającego w górę na swe zadanie. Bez względu na przygotowanie, trening, pragnienia i chęci, nie sposób przewidzieć, jak potoczy się wspinaczka. To dokładnie te same doznania, które czuję ja, tuż przed tym, gdy mam wejść na scenę i kierować "Piątą".

Zakończenie sezonu: V Symfonia Mahlera, filharmonia, 22 czerwca (piątek), godz. 19.00, bilety 20 zł

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie