Makabryczna zbrodnia poruszyła Lublin. Poćwiartowali kolegę, a części ciała przewieźli w autobusie do lasu. Później ruszyło ich sumienie

Piotr Nowak
Piotr Nowak
Mundurowi przeczesujący podlubelski las natrafili na makabryczne znalezisko. Pod warstwą świeżej ziemi natknęli się na uciętą rękę i nogę ludzką. Wkrótce w okolicy zaroiło się od policjantów, a o zbrodni mówiło całe miasto. - Gdzie są mordercy? - pytali wstrząśnięci mieszkańcy. Był marzec 1995 r.
Makabryczna zbrodnia poruszyła Lublin. Poćwiartowali kolegę, a części ciała przewieźli w autobusie do lasu. Później ruszyło ich sumienie

To nie była zbrodnia doskonała. Podejrzenia pasażerów autobusu linii 25 wzbudziło dwóch mężczyzn wiozących łopatę i dużą torbę. Na oko 20 lub 30-letni panowie wysiedli na końcowym przystanku w Prawiednikach. W ich zachowaniu dało się wyczuć „coś dziwnego”, jak później zeznali świadkowie. Po wyjściu z pojazdu MPK chwilę stali, a potem przez jakiś czas „szwendali się po skraju lasu”. Wkrótce zniknęli wśród drzew.

Nietypowe zachowanie pasażerów autobusu mieszkańcy Prawiednik zaobserwowali w sobotę 25 marca około godz. 12-13. Zaalarmowali policjantów, którzy wyruszyli na poszukiwania.

„Funkcjonariusze przybyli na miejsce nic niezwykłego nie dostrzegli. Dopiero po kilkudziesięciominutowej penetracji lasu natrafiono na świeżo rozkopaną ziemię. W tym miejscu, na głębokości jednego metra ukryta była ucięta ręka i noga ludzka. Krwawiące części kończyn owinięte były w nylonowe worki i opakowane dodatkowo w torby reklamowe” - relacjonował Kurier Lubelski 25 lat temu.

Ruszyły poszukiwania szczątków ludzkich. Kilkudziesięciu policjantów całą noc penetrowało las. W niedzielne przedpołudnie, kilkadziesiąt metrów od pierwszego znaleziska, natrafiono na zamaskowany igliwiem kolejny świeżo zasypany dół. Były w nim ukryte pozostałe dwie kończyny ofiary.

- Z wstępnych oględzin wynika, że człowiek, którego poćwiartowane fragmenty zwłok znaleźliśmy, został zamordowany w piątek lub sobotę – informował nadkomisarz Zbigniew Głowacki, szef lubelskiej policji, który osobiście nadzorował poszukiwania. Sekcja fragmentów zwłok wykazała, że przestępcy pocięli ofiarę piłą.

W międzyczasie podejrzani zdążyli się ulotnić. Policja przystąpiła do typowania ewentualnych sprawców.

Policja szybko ustaliła tożsamość podejrzanych
Policja szybko ustaliła tożsamość podejrzanych Archiwalne wydanie Kuriera Lubelskiego

„Twarze przestępców”*

„Godziny, a najwyżej dni dzielą policję od schwytania morderców człowieka, którego poćwiartowane zwłoki znaleziono 4 dni temu w lesie koło podlubelskich Prawiednik. Taką opinię wyraził nadkom. Zenon Maj z KWP w Lublinie” - donosi Kurier z 29 marca. W tym samym numerze dziennika ukazały się portrety pamięciowe dwóch mężczyzn. Zostały sporządzone na podstawie zeznań kilkunastu świadków.

W poszukiwania aktywnie włączyli się lublinianie. Po apelach w prasie do policji zgłaszali się ciągle nowi ludzie, którzy widzieli dwóch podejrzanych mężczyzn jadących kilka dni temu do Prawiednik i wracających do Lublina.

Problemów nastręczała identyfikacja zwłok. Media przypominały, że chociaż las w Prawiednikach został przeszukany metr po metrze, nadal nie odnaleziono tułowia i głowy ofiary. Mimo to prowadzącym śledztwo udało się zidentyfikować denata.

- Po wykryciu zbrodni przesłaliśmy odciski linii papilarnych zamordowanego do Centralnej Registratury Daktyloskopijnej w Warszawie. Na tej podstawie ustaliliśmy, że ofiarą zabójstwa padł 28-letni Robert J. - mówił nadkom. Zbigniew Głowacki, szef lubelskiej policji.

Szybko okazało się, że 28-latek był osobą znaną policji. Był karany za kradzieże i rozboje. Spekulowano, że mógł paść ofiarą gangsterskiej dintojry.

28-latek był mieszkańcem dzielnicy Dziesiąta. W jego śmierć nie mogli uwierzyć sąsiedzi. - Był lubianym, fajnym, przystojnym chłopakiem, któremu parę miesięcy przed śmiercią urodziły się bliźniaki - wspominała jedna z mieszkanek.

Zaraz po otrzymaniu danych z Warszawy w okolice, gdzie był zameldowany Robert J. wyruszyło kilka ekip policyjnych. Sprawdzono z kim utrzymywał ostatnio kontakty, wytypowano krąg podejrzanych, przesłuchania trwały do późna w nocy.

„Pod ciężarem zbrodni”

Śledztwo szybko zaczęło przynosić efekty. W ciągu paru dni policja ustaliła tożsamość podejrzanych: 19-letniego Grzegorza G. pseudonim „Gonzo” i 22-letniego Jacka Cz. pseudonim „Majster”. Poszukiwania ruszyły na całego. Media publikowały fotografie i rysopisy podejrzanych.

„Prokuratura Wojewódzka w Lublinie zdecydowała się podać dziś do publicznej wiadomości personalia poszukiwanych. Za mieszkańcami ulicy Młodzieżowej w Lublinie wystosowano listy gończe. Prawdopodobnie usiłują uciec do Francji, ale mogą również ukrywać się gdzieś w Lublinie lub w którejś z podlubelskich miejscowości” - czytamy w Kurierze z 31 marca.

Przełom w śledztwie nadszedł niespodziewanie. W nocy z czwartku na piątek do oficera dyżurnego policji w Lublinie zadzwonił jeden z poszukiwanych – Jacek Cz. pseudonim „Majster”.

Tak ten moment relacjonował Kurier Lubelski: „Rozmówca przedstawił się i oznajmił policjantowi, że wrócił właśnie z zagranicy, potem spytał, czy przypadkiem nie jest poszukiwany. Po krótkiej wymianie zdań rzekł: - Wyjdę na Zemborzycką i poczekam na radiowóz”.

Niebawem telefon na biurku oficera zadzwonił ponownie. Tym razem głos w słuchawce poinformował o miejscu przebywania Grzegorza G. ps. „Gonzo”. Wkrótce zatrzymano obu podejrzanych.

- Chcieliśmy wreszcie zrzucić z siebie ciężar zbrodni, dlatego postanowiliśmy oddać się w ręce policji – powiedział zaraz po zatrzymaniu 19-latek.

Podczas pierwszego przesłuchania „Gonzo” i „Majster” zgodzili się pokazać, gdzie zakopali szczątki ofiary. Głowę ukryli w lesie w Prawiednikach, a tułów 4 km dalej w Dąbrowie, nieopodal ośrodka wypoczynkowego. Wskazali też melinę przy ul. Młodzieżowej, gdzie brzeszczotem do metalu pocięli zwłoki. Ze szczegółami opowiedzieli też o okolicznościach zbrodni.

Zamordowany był ich dobrym kolegą. We trzech planowali wyjazd na saksy do Niemiec. Na granicy w Świecku Robert J. ps. „Jeżo” nie dostał zezwolenia na wyjazd ze względu na swój wcześniejszy konflikt z prawem.

Mężczyźni wrócili do Lublina. Kupili wódkę i postanowili się upić. W pewnej chwili „Majster” zażądał od Roberta J. zwrotu wydatków na wyjazd. „Jeżo” poklepał go tylko lekceważąco po ramieniu. Jacek Cz. chwycił nóż i dwa razy uderzył Roberta J. w szyję. Mężczyzna wykrwawił się na miejscu.

„Majster” poszedł do pobliskiego baru „Skorpion”. Tam spotkał „Gonza”. Razem obmyślili plan pozbycia się zwłok i go wykonali.

„Rozliczył go nożem”

Lublinianie żyli przygotowaniami do świąt Bożego Narodzenia, kiedy w Sądzie Wojewódzkim w Lublinie dobiegał proces dwóch mężczyzn oskarżonych o zabójstwo i poćwiartowanie zwłok.

Prokurator żądał piętnastu lat pozbawienia wolności dla Jacka Cz., oskarżonego o zabójstwo, oraz czterech i pół roku dla Grzegorza G., który był jego poplecznikiem, pomógł zatrzeć ślady zbrodni” - czytamy w archiwalnym Kurierze. Wyrok zapadł 19 grudnia 1996 r.

Sąd w składzie dwóch sędziów zawodowych i trzech ławniczek skazał 22-letniego Jacka Cz. na dwanaście lat więzienia, a 19-letniego Grzegorza C. na cztery i pół roku pozbawienia wolności. Okolicznością łagodzącą był fakt, że C. ćwiartował „tylko” zwłoki swojego przyjaciela. Czyn ten wówczas nie był traktowany jako zbrodnia, ale występek. Kolejnym elementem wpływającym na wysokość wyroku był młody wiek C., który w rozumieniu prawa był młodociany.

„Teraz przebywa na wolności, ale przesiedział w areszcie tymczasowym dziewiętnaście miesięcy, czyli trzecią część wyroku. Jest to okres uprawniający do ubiegania się o przedterminowe zwolnienie z odbywania reszty kary” - relacjonował reporter.

Dalsze losy skazanych nie są pewne. Byli znajomi twierdzą, że jeden z osadzonych zmarł kilka lat po trafieniu do celi. Drugi wyszedł na wolność i zamieszkał w Lublinie. Podobno widziano go spacerującego z rodziną nad Zalewem Zemborzyckim. W sąsiedztwie lasu, w którym znaleziono zmasakrowane szczątki Roberta J.

* śródtytuły są prawdziwymi tytułami artykułów, które ukazały się na łamach Kuriera Lubelskiego w 1995 i 1996 r.

Czytaj nasz nowy letni cykl „Kroniki Kryminale 1957-2020"

Kroniki Kryminalne Lublina. Masakra w kamienicy przy 3 Maja....

„Świętokradztwo!”, „Pięćdziesiąt milionów nagrody”. Cała Pol...

Kroniki Kryminalne 1957-2020. Dzieciobójstwo w Czerniejowie....

Tragedia w Kazimierzu Dolnym. 13 dzieci utonęło w Wiśle trzy...

Lata 90. Lublin jak Chicago. Haracze, strzelaniny, bomby - g...

Problemy kadrowe gastronomii

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie