reklama

Małysz: Nie rozumiem Justyny Kowalczyk

RedakcjaZaktualizowano 
Z Adamem Małyszem rozmawia (w drodze do Engelbergu) Robert Małolepszy

Chyba po raz pierwszy od lat jedzie Pan do Engelbergu z uśmiechem na ustach. Zawsze było tak, że zamiast przygotowywać się z rodziną do świąt, musieliście ruszać w drogę, a do wigilijnego stołu siadaliście tuż po powrocie ze Szwajcarii.
Fakt, zawsze tak było. Tym razem, dzięki odwołaniu konkursów w Harrachowie, mieliśmy czas na wszystko. A jeszcze fajnie się układa, bo po powrocie z Engelbergu zostanie nam kilka dni do świąt.

No i wyniki z Lillehammer powodują, że chyba chce się Panu skakać. Zaraz po norweskich konkursach żałował Pan wręcz, że nie będzie można startować za tydzień.
Zawsze, jak się jest w formie, to się chce skakać. Mnie się wydaje, że formę mam niezłą, stabilną. Potwierdziły to treningi w Lillehammer na początku ubiegłego tygodnia. Do kraju wróciliśmy dopiero w czwartek.

W Polsce można już gdzieś skakać?
Jeszcze nie, ale z tego, co wiem, to śnieżą już skocznie w Zakopanem, Wiśle i Szczyrku. Jeszcze przed świętami będę więc mógł poskakać, nie wyjeżdżając daleko od domu. Zresztą w drugi dzień świąt też pewnie wyląduję na skoczni. W Szczyrku odbędą się zaległe mistrzostwa Polski. Powinienem wystartować.

Kadra z Łukaszem Kruczkiem wyjechała do Engelbergu już we wtorek. W środę mogli dzięki temu poskakać w Ramsau. Pan został w domu i ruszył w drogę dzień później. Nie podobał się Panu pomysł treningu w Engelbergu?

Hannu [Lepistoe, trener Adama - red.] nie był specjalnie za tym, bym jechał do Ramsau. To w tej chwili jedyna przygotowana skocznia w całej Europie Środkowej. Trenuje tam masa ekip. Straszny tłok. Na dodatek to tylko średnia skocznia. Uznaliśmy, że nie ma co się pchać do Ramsau. Skoków na śniegu mam wystarczająco dużo. W czwartek ma być dostępny do treningów obiekt w Engelbergu. Poza tym są przecież zaplanowane trzy konkursy. Jeszcze się więc naskaczę.

Prezenty świąteczne już Pan kupił?
Tak, poza upominkiem dla żony. Może wypatrzę coś w Szwajcarii.

A co chciałby Pan pod choinkę?
Zgadujcie.

Wystarczy podium czy jednak przydałby się triumf w Engelbergu?

Nie będę narzekał, jeśli uda mi się stanąć na podium, ale pewnie, że chciałbym wygrać. Po to się w końcu startuje.

Jest już Pan w formie na wygrywanie konkursów?
Mam nadzieję, że tak.

Engelberg Pan lubi?

Kiedyś tam wygrałem. Dzień później byłem drugi, choć też powinienem zwyciężyć. Sędziowie trochę przesadzili jednak z notami dla Hockego. W sumie więc mogę powiedzieć, że lubię tę skocznię, ale łatwa nie jest. Tam nie ma lodowych rozbiegów, przez co czasami są problemy z prędkością najazdu, a dla mnie, jak wiadomo, to ważny element. No i tam niemal zawsze wieje. Kiedyś z tego powodu kwalifikacje zawsze odbywały się o 8 rano, a konkursy koło 9.
Czy po zawodach w Engelbergu polska drużyna wciąż będzie nazywana przez trenerów innych ekip rewelacją sezonu?
Mam taką nadzieję. Zresztą jestem przekonany, że w tym sezonie cały czas będziemy mocni jako drużyna. Zaczynają pro-centować ostatnie lata pracy z młodzieżą. Naprawdę jesteśmy mocni. Żeby jeszcze tylko nasze małe treningowe skocznie były w lepszym stanie...

Kurtkę ma Pan ciepłą?
Pijecie do Justyny Kowalczyk?

Ona narzeka, że związek nie zapewnił jej odpowiedniego sprzętu.
Szczerze mówiąc, nie wiem, o co jej chodzi. Przecież ma wszystko, czego chce. Gdy tworzył się tzw. Team Małysz, miałem skrupuły, że tylko dla mnie będzie pracować trzech ludzi. Justyna ma w sumie siedmioosobowy sztab. A co do kurtek, to byliśmy przecież w Kuusamo w tym samym czasie. My chodziliśmy w cieńszych kurtkach niż Justyna i nikomu nie było zimno. Zresztą tam był plus jeden stopień.

A samochód ma Pan dobry?
Auto mam od sponsora. Inter Car z Zabrza dał mi na rok chry-slera voyagera. Na nasze podróże po Europie to superauto. Właściciel firmy Erwin Kempa to mój przyjaciel. Zawsze mi pomaga. Ale ze związku też mogliśmy dostać samochód. Z tego, co wiem, Justyna ma świetne auto [mercedesa - red.]. Generalnie związek o nas dba. Wiem, że zespół Łukasza Kruczka też nie ma na co narzekać.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Materiał oryginalny: Małysz: Nie rozumiem Justyny Kowalczyk - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3