Marcin Broniszewski już od dekady jest zaufanym współpracownikiem Franciszka Smudy

KK
Broniszewski pracuje w Górniku od 16 października 2018 roku
Broniszewski pracuje w Górniku od 16 października 2018 roku Fot. Górnik Łęczna
Stanowią trenerski duet, który zna się na wylot i bardzo często potrafi rozumieć się bez słów. W rundzie wiosennej będą wraz z Górnikiem Łęczna walczyć o awans do I. ligi. Franciszek Smuda i Marcin Broniszewski są jak ogień i woda, ale właśnie dzięki temu potrafią się uzupełniać.

Po raz pierwszy ich drogi skrzyżowały się w 2009 roku, w ekstraklasowym Zagłębiu Lubin. Popularny „Bronek” pełnił wówczas rolę asystenta Andrzeja Lesiaka, którego zwolniono z klubu za słabe wyniki. Nowym trenerem „Miedziowych” został Smuda, który postanowił pozostawić Broniszewskiego na stanowisku jako jedynego z całego dotychczasowego sztabu szkoleniowego. Panowie szybko znaleźli wspólny język i od tamtej pory regularnie współpracowali. Broniszewski pomagał „Franzowi” w reprezentacji Polski jako trener-analityk, a następnie pełnił funkcję drugiego szkoleniowca u boku Smudy w niemieckim Jahn Regensburg (2013 r.), Wiśle Kraków (2013-15) oraz Widzewie Łódź (2017-18).

- Generalnie, przez tyle lat więcej było momentów, gdy rozumieliśmy się dość dobrze, ale są takie dni, że pojawiają się nowe sytuacje i wtedy uczymy się na nie właściwie reagować - przyznaje Broniszewski. - Być może ta współpraca trwa tak długo, ponieważ w jakiś sposób się uzupełniamy. Trener Smuda jest mocną osobowością z określonym charakterem. Mówi to, co mu ślina na język przyniesie i się tego nie wstydzi. Wszyscy doskonale o tym wiedzą i ja potrafię sobie z tym radzić. Moje usposobienie jest inne, podobnie jak poglądy na pewne sprawy. Te elementy się dograły. Nie kryję tego, i trener doskonale o tym wie, że mam swoje plany i ambicje, by w przyszłości pracować samodzielnie jako pierwszy szkoleniowiec. Niemniej jednak, godnie i pokornie wykonuję te obowiązki, które są mi dziś zlecone i jestem drugim trenerem - dodaje.

Marcin Broniszewski pochodzi z rodziny z tradycjami piłkarskimi. Jego ojciec, Mieczysław był zawodnikiem Mazura Karczew i Wisły Płock, a w latach 70. zaczął spełniać się w roli trenera. Od 1976 do 1988 roku pracował w juniorskich reprezentacjach Polski, z którymi zdobywał medale na mistrzostwach świata i Europy. Później prowadził wiele klubów grających na poziomie Ekstraklasy, a także niższych klas rozgrywkowych, w tym w 1993 roku Motor Lublin. Będąc synem trenera, Marcin od najmłodszych lat wsiąkał w piłkarski świat i tak go pokochał, że postanowił pójść w ślady ojca. Najpierw ukończył studia na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie, a następnie rozpoczął naukę w szkole trenerów Polskiego Związku Piłki Nożnej. Obecnie posiada licencę UEFA Pro. Do tej pory samodzielnie w roli pierwszego trenera pracował tylko tymczasowo przez kilka tygodni w krakowskiej Wiśle (2015 i 2016) oraz pierwszoligowej Pogoni Siedlce (styczeń - maj 2017), bez większego powodzenia.

Jak wygląda podział obowiązków pomiędzy Smudą a Broniszewskim? - Trener jest na boisku od 50 lat i zjadł zęby na piłce. Trudno, by ze względu na swoje doświadczenie, brał udział we wszystkich elementach, np. w przygotowaniu zajęć, itd. On nakreśla tylko ogólny cel, jaki należy zrealizować i co go interesuje. Dobór środków treningowych, planowanie pewnych rzeczy, podziały spadają na moje barki, trenera Nazaruka i trenera Norko - przyznaje Broniszewski.

39-latek nie przejmuje się tym, że niektóre osoby w środowisku piłkarskim uważają, że metody trenera Smudy są przestarzałe. - W piłce nożnej trzeba biegać i robi się tego coraz więcej. Zawodnicy wykonują coraz większą ilość sprintów i w tym obszarze nic się nie zmienia. Trener całe życie był zwolennikiem podejścia, by dużo biegać. Wytrenowanie drużyny do takiej ilości biegania wymaga ogromu różnych środków. I chyba stąd przylgnęła do trenera ta łatka, że to “stara szkoła” - mówi.

Wydaje się, że sukces wieloletniej współpracy Smudy i Broniszewskiego jest oparty na wspomnianej już różnicy ich charakterów. - Ten balans często rozkłada się w zespole. Jeśli pierwszy trener jest zdecydowany i charyzmatyczny, to ten drugi przytula i głaszcze. Chociaż... są takie dni, że ja przejmuję rolę “złego gliny”, zwłaszcza gdy podsumowujemy rozegrane mecze. Wtedy nie przytulam, lecz wytykam błędy. Robię to wręcz brutalnie, bez taryfy ulgowej dla nikogo - kończy “Bronek”.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kibic Spartakusa

może uratować oblicze Pana oraz Smudy jak również istnienie klubu z zawodowymi kopaczami. Bez awansu, za rok Górnik podzieli los Spartakusa i nigdy nie wyjdzie poza IV sort rozgrywek.

Dodaj ogłoszenie