Mariusz Świetlicki komentuje: Unia w ostrym zakręcie

Mariusz Świetlicki
Udostępnij:
Zamknięci we własnym grajdołku i zajęci dyskusjami o dacie wyborów zupełnie tracimy z pola widzenia kwestie zasadnicze, które będą rzutować na życie nie tylko nasze, ale także następnych pokoleń. Na naszych oczach zaczyna się bowiem sypać system polityczny Europy, który zapewnił pokój i dynamiczny rozwój tego kontynentu w ostatnich 70 latach.

Do niedawna dominowała w naszych umysłach i sercach, piszę o wszystkich Europejczykach, idea wspólnotowości i jednoczenia. Coś jednak w tym mechanizmie się zacięło. Zabrakło wspólnych celów, które mogłyby integrację dalej nakręcać. Przez wiele lat wspólnota europejska rozwijała się napędzana rywalizacją Zachodu ze Wschodem, a później połączeniem tych dwóch części.

Gdy już proces ten praktycznie się powiódł i zaczęliśmy się przyzwyczajać do dobrobytu, Europę dopadła bezideowość. Cele gospodarcze stały się nudne, zabrakło jednego wspólnego wroga, a wolność wydała się tak powszechna, że nie trzeba o nią walczyć. I gdy głównym tematem europejskich dyskusji zaczęły być kwestie światopoglądowe, to całość zaczęła się rozłazić.

Takie tematy jak aborcja, czy związki jednopłciowe potrafią poróżnić rodzinę, kraj, a tym bardziej kraje o nieco innej kulturze i tradycji. I nie chodzi o to, że te kwestie nigdy nie istniały. Istniały, ale nie były na pierwszym planie, a przez to wywoływały mniejsze emocje w skali całego kontynentu i nie rzutowały na powszechną chęć jedności. Teraz zaczęliśmy bardziej dostrzegać to co nas dzieli niż to co łączy. A w konsekwencji narosły ponownie antagonizmy narodowe, rywalizacja i próba narzucania swojej wizji świata innym. W takiej atmosferze doszło już do Brexitu.

Teraz pojawił się kolejny problem – epidemia koronawirusa. I jak zachowała się Europa? Kolejnymi podziałami. Zamknęliśmy granice poszczególnych krajów i uznaliśmy, że przybysz zza granicy, to śmiertelny wróg, którego trzeba odizolować. Jak mieszkaniec Lublina pojedzie do Wrocławia i wróci do domu, to nie jest groźny, ale jak pojedzie do Drezna, to już musi dwa tygodnie odsiedzieć w domu, aby niemieckiej zarazy na nikogo nie przeniósł. Nie tylko takie myślenie zainfekowało nasze głowy.

Kolejnym wpajanym przez rządzących poglądem jest przekonanie, że w czasach epidemii Unia Europejska się nie sprawdziła, a skuteczne w walce z nią są jedynie kraje narodowe. A proszę mi pokazać polskiego polityka, który podjął jakąkolwiek próbę uzgodnienia na szczeblu ponadnarodowym wspólnych działań. Mam takie wrażenie, że Rząd obecnie wręcz się cieszy, że mogliśmy pokazać Unii środkowy palec, a Prezydent chwali się w debacie, że napisał list do europejskich przywódców, jako dowód na jego skuteczne międzynarodowe działanie…

Łatwo nam niestety przyzwyczaić się do przyjemnego otoczenia, w którym żyjemy i zapomnieć, że nie jest ono dane raz na zawsze, że cały czas trzeba o nie się starać i je pielęgnować. Chwila nieuwagi, znudzenia, zwątpienia i może się okazać, że bezpowrotnie tracimy olbrzymią wartość, goniąc za świecidełkami. Unia znalazła się w najgłębszym kryzysie od czasu swojego powstania. Czy wystarczy nam sił, aby ją ocalić?

Zakupy róbmy racjonalnie a nie emocjonalnie KOMENTARZ

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie