reklama

Marzenie o sięgnięciu nieba wciąż inspiruje budowniczych

Mariusz GrabowskiZaktualizowano 
Biblijna wieża Babel według Breughla
Natura ludzka sprawia, że człowiek nie lubi pełzać po ziemi, lecz marzy o przestrzeni - pisał XVI-wieczny filozof Michał Montaigne. Monstrualna wieża Burdż Chalifa w Dubaju doskonale to potwierdza

Otwarty przedwczoraj z wielką pompą gigantyczny, 828-metrowy drapacz chmur Burdż Chalifa w Dubaju zapewne stanie się powodem namysłu nie tylko dla inżynierów, ale także moralistów.

Bowiem, z jednej strony, stanowi dowód na nieograniczone możliwości technologiczne współczesnej cywilizacji, która pozwala na spełnienie wszelkich technicznych marzeń, z drugiej zaś - równie monstrualnej pychy, która każe człowiekowi nieustannie mierzyć się ze Stwórcą. Innymi słowy, współczesny homo sapiens realizuje swoje architektoniczne utopie nie tylko coraz wyżej, ale i coraz zapamiętalej.

Fajerwerki, które z hukiem wystrzeliły nad dubajską iglicą, świadczą jednak na razie o potędze pieniędzy arabskich inwestorów z konsorcjum Emaar. Budowano ją przez niespełna pięć lat, za - bagatela - półtora miliarda petrodolarów. Ma 206 kondygnacji, taras widokowy na 124 piętrze, z którego można podziwiać lazurowe fale na Zatoce Perskiej, a na piętrze 158 meczet.

Amatorzy kąpieli w imponującym rozmiarami basenie mogą jednak wjeżdżać tylko na 76 kondygnację. Projektanci z prestiżowej firmy Skidmore, Owings and Merrill (ci sami, którzy wymyślili słynną amerykańską Wieżę Wolności) zadbali, aby budowla nawiązywała stylem do architektury islamu, dlatego też zdobią ją egzotyczne ornamenty i detale. Sporą kasę zgarnął też włoski projektant i dyktator mody Giorgio Armani, pod którego kierownictwem urządzono luksusowy hotel na najniższych piętrach.

Historia budowy tego architektonicznego marzenia na chwałę Allacha warta jest przytoczenia paru pikantnych anegdot. Oto bowiem kilkakrotnie zmieniano projekt elewacji (firma odpowiedzialna za nią zbankrutowała tuż po rozpoczęciu prac budowlanych), gmach kilka lat stał więc, strasząc stalowym szkieletem.

Z kolei na placu budowy przewijało się w bezładzie tysiące robotników, m.in. z Pakistanu, Nepalu i Bangladeszu, którzy ciągnęli budynek w niebo za śmieszne kilka dolarów dziennie. I pewnie Burdż Chalifa przekroczyłby z czasem magiczną na razie granicę kilometra wysokości, gdyby inwestor nie poskromił swoich apetytów. Powodem jest kryzys, który już teraz bezlitośnie skazuje Dubaj na recesję, a najwyższy budynek świata na miano najbardziej nietrafionego ekonomicznie przedsięwzięcia w regionie Emiratów Arabskich.

"To wieża Babel na miarę XXI wieku, istny sen o potędze" - twierdzą internetowi złośliwcy i mają rację, nie tylko z powodu różnorodności języków rozbrzmiewających latami na gigantycznym placu budowy. Biblijny opis z Księgi Rodzaju to przecież dla współczesnych wciąż aktualne memento.

Zacytujmy zatem stosowny fragment. "Rzekli: Chodźcie, zbudujemy sobie miasto wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi". Wiadomo, co było dalej. Pan zstąpił z niebios, przyjrzał się przedsięwzięciu i orzekł, że mu się nie podoba z powodów - nazwijmy je - językowo-etycznych.

I pomieszał zuchwałym budowniczym mowę, rozproszył po całej ziemi i nasi architektoniczni antenaci nigdy nie dokończyli swego zuchwałego dzieła. Współcześni archeologowie dodają do tamtej opowieści naukowy komentarz. Dowodzą bowiem, że ową budowlę sprzed bez mała czterech tysięcy lat wzniesiono na imponującą wówczas wysokość siedmiu pięter (ok. 90 metrów), jej ściany pokryto piękną glazurą, a jako budulca użyto suszonej na słońcu gliny.
Jak widać, przez tysiąclecia nic się nie zmieniło. Człowiek dalej buduje z uporem swoje wieże, choć z czasem, zachłyśnięty technologią, udoskonalił swoje próby. Dlatego historia naszej cywilizacji pełna jest powtórek z biblijnej przypowieści. Piramida Cheopsa (ok. 2500 r. p.n.e.) liczyła sobie już prawie 150 metrów, średniowieczna katedra z Kolonii 160 metrów, a nowojorski budynek Chryslera z lat 30. XX wieku ponad 300 metrów.

Przy ogromie Burdż Chalifa to co prawda niepozorny pikuś, ale zastanawiający jest ten nieustanny pęd człowieka w górę. Podobnie jak jego nieposkromiona chęć podróżowania, skłonność do nieustannych wojennych rzezi czy wywyższania się ponad bliźnich. Wielkie drapacze chmur zostaną po nas jako świadectwo istnienia demonów, które ludzkie umysły skazywały na wieczne budowanie, choć jego celów potomni zapewnie nie będą w stanie rozszyfrować.

Najlepszy przykład możemy znaleźć na warszawskim placu Defilad, gdzie pyszni się Pałac Kultury i Nauki, nasz odpowiednik dubajskiego kolosa. Gdy w 1950 roku szczodrzy radzieccy towarzysze dali Bierutowi możliwość wyboru między metrem a 230-metrowym drapaczem chmur, ten bez wahania wybrał drugą opcję, skazując nas na architektoniczno-estetyczny koszmar i trwające do dziś komunikacyjne piekło. Widać i w towarzyszu Bierucie, choć szczerym marksiście i ateuszu, tkwiła chętka dosięgnięcia nieba.

Skutek jest taki, że obserwowana z kosmosu Ziemia naszpikowana jest dziś wieżowcami niczym urodzinowy tort dla stulatka świeczkami. Przewodzi jak zwykle Azja. W tajwańskim Tajpej góruje w chmurach wieża o wysokości ponad 500 metrów, w chińskim Szanghaju pnie się w przestworza 490-metrowy Shanghai World Financial Center, w Kuala Lumpur w Malezji 450-metrowe iglice Petronas Towers.

Równie gęsto jest także w Ameryce. Stoją tam przecież chicagowska Willis Tower (442 metry), nowojorski drapacz Bank of America Tower (366 metry). Próbę czasu wytrzymuje z powodzeniem także Empire State Building (381 metry), który w latach 30. był symbolem nieposkromionego jankeskiego kapitalizmu. Pychą mógł się równać jedynie z wieżami World Trade Center (417 metrów), które w 2001 roku runęły jednak pod ciosami fanatycznych zazdrośników z Bliskiego Wschodu.

Co ciekawe, do tego wyścigu przystąpili również Rosjanie i od kilku lat dobrze sobie radzą w tej architektonicznej rywalizacji. Tylko w samej Moskwie stoi kilkanaście wieżowców, które sławią potęgę imperium, z czego przynajmniej połowa pamięta jeszcze czasy generalissimusa Stalina. Ale to w ciągu ostatnich kilku klat Rosjanie z impetem ruszyli w górę.

Oddany do użytku rok temu City of Capitals mierzy 300 metrów i przebił nawet słynny wysokościowiec Naberezhnaya Tower C z 2007 roku, który okrzyknięto technologicznym cudem XXI wieku, a który słynie z tego, że na 59 kondygnacjach mają swoje apartamenty przedstawiciele najbogatszej elity współczesnej Rosji. A przecież jest także Triumph Palace, który pięć lat temu zdumiewał wysokością 264 metrów i tytułem przodującego niebotyka w Europie. W Moskwie nawet uniwersytet musi być dla każdego z daleka widoczny. Ten nazwany imieniem M. Łomonosowa i do złudzenia przypominający warszawski "pekin" liczy sobie 240 metrów i jest bezsprzecznie najwyższą uczelnią świata.
Analitycy i progności są wyjątkowo zgodni: strzeliste wieże Babel są znakiem rozpoznawczym Rosji epoki Putina. Nikogo więc pewnie nie zdziwiła zapowiedź oddania w tym roku do użytku Wieży Federacji, która po siedmiu latach budowy wyrosła na terenie finansowej dzielnicy Krasnopresnenskaja.

Gmaszysko kosztujące prawie 530 milionów dolarów liczy sobie 506 metrów i oprócz wszelkich bajerów (na przykład obrotowe zwieńczenie wieży) natychmiast trafiło do Księgi rekordów Guinnessa za sprawą najwyżej zawieszonego zegara w historii architektury. I tylko kryzys sprawił, że za dwa lata nie ujrzymy w całej okazałości 614-metrowej Wieży Rosji, którą specjalnie dla rosyjskiej stolicy zaprojektował legendarny sir Norman Foster. Stalowe rusztowanie będzie musiało poczekać do lepszych czasów.

Co ciekawe, marzenia o współczesnej wieży Babel objawiają się czasem całkiem nieoczekiwanie i w najdziwniejszych miejscach. Kto widział nowy budynek TVP, zaprojektowany przez Czesław Bieleckiego i pyszniący się na stołecznej ul. Woronicza, wie, że i nam niedaleko do biblijnych budowniczych sprzed tysiącleci. Pewnie dlatego, że sny o potędze są - jak świetnie widać na tym przykładzie - wieczne.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Marzenie o sięgnięciu nieba wciąż inspiruje budowniczych - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3