Motoryzacja na Lubelszczyźnie. Ludzie zakochani w zabytkowych autach (FOTO)

Marcin Jaszak
archiwum Automobilklubu Lubelskiego
Udostępnij:
40 lat temu Kurier Lubelski ogłosił spis zabytkowych pojazdów. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Za kilka dni pod redakcję Kuriera przyjechał Ryszard Słoboda swoją hansą lloyd 1100. W ślad za nim ludzie zaczęli wyciągać stare auta z szop czy stodół. Podczas akcji zarejestrowano i opisano 65 samochodów z Lubelszczyzny. Dziś automobiliści z Koła Weteranów Szos Automobilklubu Lubelskiego wspominają pierwsze rajdy, orszaki weselne oraz kolejne zdobywane mistrzostwa - pisze Marcin Jaszak.

Początek lat siedemdziesiątych. Trwa epoka Gierka, "otwarcie" Polski na Zachód ipierwsze smaki konsumpcji. Mimo wciąż panujących długich kolejek do sklepów i ogólnego braku wszelkich produktów, począwszy od mięsa i kiełbasy, kończąc na papierze toaletowym, społeczeństwo pragnie żyć na wzór zachodni. Stare staje się niemodne i odchodzi do lamusa. Liczy się nowe i "ładne".

- Kończą się powoli stare samochody i idą w odstawkę. Po Lublinie jeździły wtedy jedynie przedwojenny fiat 508, citroën BL11 - wspomina Wojciech Turżański z Automobilklubu Lubelskiego.

Nie wszystko było jednak stracone. Zebrało się kilku zapaleńców i szybko okazało się, że takich weteranów na czterech kółkach jest w naszym regionie znacznie więcej.

"...Kurier, wspólnie z Automobilklubem Lubelskim, postanowił przeprowadzić spis weteranów szos... Nadsyłajcie podadresem redakcji zgłoszenia... Jesteśmy ciekawi, ile jest jeszcze na Lubelszczyźnie polskich fiatów 508, DKW, wandererów, adlerów, mercedesów, willysów, opli i innych..." - to fragment tekstu w Kurierze Lubelskim z 7 września 1973 roku.

Na odzew nie trzeba było długo czekać. Za kilka dni pod redakcję Kuriera przyjechał Ryszard Słoboda swoją hansą lloyd 1100. "...Redakcję odwiedził też inż. Jan Milczek zMotycza. Poinformował nas, że jest właścicielem dwóch BMW 315. Jeden faeton a drugi kareta... Mamy też pierwsze zgłoszenie z terenu. Pan Stanisław Dawidowicz z Puław ma opla olympię z roku 1936... Pan Jerzy Dura zLublina jest właścicielem opla adama...".

- Takich samochodów było całkiem dużo. Redaktorzy Leszek Mazurek i Jerzy Turżański jeździli nowym fiatem 125 p i katalogowali te wszystkie auta. Robili zdjęcia i spisywali ich historie. Dzięki tej akcji, ludzie zaczęli wyciągać stare samochody zszop czy stodół. Ja swoje BMW 315 kupiłem od kobiety, która się cieszyła, że się go pozbywa, bo jak mówiła, to hitlerowski samochód - opowiada Jan Milczek zAutomobilklubu Lubelskiego.

"...Jeśli okaże się, że staruszków jest chociażby kilkanaście, w początkach listopada zorganizujemy Zjazd Gwiaździsty Weteranów Szos do Lublina. Wystawę tych samochodów, ewentualnie próby sprawności..." - pisał Leszek Mazurek.

- Znaleźli prawie 65 samochodów na terenie Lubelszczyzny. Takiego wyniku się nie spodziewali. Na początku listopada udało się zorganizować zapowiadany zjazd. Pogoda była późnojesienna i trochę prószył śnieg. Samochody spotkały się koło PZM-otu i stamtąd wystartowały w pierwszy rajd wokół Lublina. Auta były podzielone na dwie klasy - do 1939 roku i do 1945 roku. Później odbyło się zebranie w automobilklubie i powołaliśmy do życia Koło Weteranów Szos. Ja miałem zaszczyt zostać jego prezesem i pełniłem tę funkcję przez trzydzieści cztery lata. Poza tym muszę wspomnieć, że od początku mieliśmy szczęście dokonserwatorów zabytków, którzy nas wspierali, jak nieżyjący już Mieczysław Kurzątkowski i pani Halina Landecka, która wprowadziła kartoteki pojazdów zabytkowych. Dzięki temu nasze auta mogą jeździć z żółtymi blachami - mówi Milczek.
Akcja uświadomiła ludziom, jaka jest wartość zabytków techniki. Nie tylko przestali się wstydzić, ale odkurzyli swoje stare auta i zaczęli je naprawić.

- Przejazd ulicami Lublina został bardzo entuzjastycznie przyjęty. Mimo kiepskiej pogody wiele osób stało przy ulicach i podziwiało widok. Ja byłem wtedy jeszcze uczniem i robiłem zdjęcia na trasie prób zręcznościowych - wspomina Wojciech Turżański.

Wśród obserwatorów rajdu znalazł się też Dariusz Filimowicz. - Miałem wtedy dwadzieścia lat. Widziałem ten rajd i nie ukrywam, że w tamtym momencie zwyczajnie zamarzyło mi się auto sprzed lat. Od razu przystąpiłem do sekcji i w 1974 roku zrealizowałem swoje marzenia dzięki ojcu, który sfinansował zakup mojego pierwszego, starego samochodu. To był adler triumph junior. Znalazłem go na giełdzie w Warszawie. Dwuosobowy kabriolet, gotowy dojazdy. Był w pełni oryginalny, tylko licznik miał od fiata 125 p. Kupiłem ten samochód iw kwietniu pojechaliśmy na pierwszy rajd. Potem zaczęła się pasja i starałem się zdobywać samochody moich marzeń. W międzyczasie miałem malutkie BMW dixi, produkowane od1928 roku o pojemności 750 cm. To był przy mnie śmieszny samochodzik, bo byłem zawsze potężnej postury i ledwo się mieściłem w tym maleństwie - wspomina Dariusz Filimowicz.

Zaczęła się wielka przygoda.
- To była wielka improwizacja. Na pierwszy rajd pojechaliśmy do Katowic na cztery auta. Hanza, mercedes, adler i fiat topolino. Proszę sobie wyobrazić podróż takimi pojazdami wiatrem podszytymi. Dodatkowo panował wtedy kryzys paliwowy i koledzy z Katowic zorganizowali to tak, że robiliśmy tylko próby sprawnościowe na lotnisku. To była piękna impreza, trochę zakrapiana alkoholem. Poznaliśmy wtedy kolegów z Czechosłowacji - opowiada Milczek.

Zaczęły się rajdy i pionierskie czasy. Stare samochody służyły nie tylko do pokazywania się na zlotach i rajdach, ale i do codziennej jazdy.

- Moja żona, Wanda, miała triumpha heralda. Mały kabriolet, który miał niesamowicie dobry skręt. Jeździła nim na co dzień. Na rajdzie w Warszawie zdobyła mistrzostwo w próbach sportowych. Nikt nie spodziewał się, że tym samochodzikiem dokopie wszystkim - śmieje się Dariusz Filimowicz.

- Poza tym wtedy rajdy odbywały się, że tak powiem, na serio. Dziś zabytkowe auta są oszczędzane i wożone na lawetach. Wtedy trzeba było wszędzie dojechać na kołach. Pierwsze próby zręcznościowe wyglądały bardzo poważnie i były dużym wyzwaniem. Na jednym z rajdów dla samochodów terenowych, próba odbywała się w kazimierskich kamieniołomach. Samochody brnęły przez wodę po nieznanym podłożu - dodaje Turżański.

Ruch weterański na Lubelszczyźnie się rozwijał i wkrótce stał się sposobem na życie. Do dziś automobiliści pamiętają orszaki weselne, w których uczestniczyły stare pojazdy.
- To byli bardzo młodzi i pełni zapału ludzie. Nie pamiętam nawet w ilu weselach uczestniczyłem. Cieszę się tylko, że wtedy się nie rozpiłem - śmieje się Jan Milczek. - Na początku każdego orszaku weselnego jechał motocykl harley z 1927 roku o pojemności 1214 cm i ponadmetrowej rozpiętości kierownicy. Na tej maszynie siedział potężny, onadstutrzydziestokilogra-mowy Andrzej Oleszczuk. Za nim wszystkie zabytkowe auta i państwo młodzi. Zadawaliśmy wtedy szyku. Danusia Bieniaszkiewicz z Radia Lublin ogłosiła nawet plebiscyt. Zapytała wtedy, który orszak weselny jest piękniejszy. Weterański czy Lubelskiego Klubu Jeździeckiego? Na szczęście konkurs nigdy nie został rozstrzygnięty.

Automobiliści wspominają też inne historie. Ot, chociażby z wyścigów na ulicy Karowej w Warszawie.

- Koledzy reaktywowali wyścigi na Karowej.
Jeździłem tam regularnie i miałem jedną, oddaną fankę. To była staruszka, która kładła mi dłoń na ramieniu i mówiła, że wygram. Kiedyś jej zabrakło i przegrałem wyścig - opowiada Milczek.
Oczywiście te auta trzeba było remontować i naprawiać. A na ten temat wiedział zawsze najwięcej Andrzej Perczyński, były żużlowy zawodnik Motoru Lublin.

- Do sekcji zabytkowych samochodów zapisałem się zaraz na początku. Najpierw jeździłem motocyklem. Miałem między innymi najstarszy w Polsce motocykl Laurin-Klement. Potem zdobyłem mistrzostwo Polski w motocyklach zabytkowych. Jechałem wtedy na BMW z 1926 roku. Na tym samym motocyklu zdobyłem mistrzostwo Europy w Helsinkach. W międzyczasie zająłem się renowacją i remontowaniem zabytkowych aut. Dziś tę pasję przejął mój syn Piotr i ma teraz jedną z większych kolekcji w regionie. Oczywiście większość tych zabytków nadal czeka na remont - mówi Perczyński.

To wspomnienia. A jak dziś wygląda ruch weterański?

- Staram się uczestniczyć w większości rajdów. Dziewiętnaście lat temu pojechaliśmy z żoną na rajd do Szampanii we Francji. Piękna impreza. Od tamtej pory odwiedzamy Szampanię co dwa lata. Aktualnie mam w garażu mercedesa 170 z 1938 roku, który jest w trakcie remontu. Kiedy nim w końcu wyjadę na ulicę to będzie dla mnie wielkie święto - mówi Dariusz Filimowicz.
Z kolei Wojciech Turżański zaczął swoją przygodę niedawno.

- Nie przepadam za zawodami i wolę spokojną turystykę. Jeżdżę citroënem 2CV. Zjeździłem nim kawał Polski i świata. Pamiętam wakacje na Mazurach. Wyruszyłem tam z żoną i córką. Panie wróżyły, że przejedziemy nim najwyżej 150 kilometrów, a okazało się, że przejechaliśmy bez większych problemów ponad 1600 kilometrów. Takie wycieczki to podróże w inne czasy. To niesłychana frajda, kiedy wsiadasz do takiego auta i czas po prostu zwalnia, a inni kierowcy stają się niesłychanie życzliwi. Ustępują pierwszeństwa i pozdrawiają na każdym kilometrze. Poza tym życie klubowe to spotkania, majówki i nieformalne zjazdy - cieszy się Wojciech Turżański.

Te spotkania to między innymi niedzielne zjazdy pasjonatów zabytkowych samochodów na lubelskiej Starówce w każdą ostatnią niedzielę miesiąca.

- Autorem pomysłu jest zmarły niedawno Mirosław Mazur, konstruktor pierwszej repliki syreny sport. Wystawiamy pojazdy, zdobywamy nowych członków naszego koła, promujemy przez nas organizowane imprezy, idziemy na giełdę staroci, bo może akurat rzucili zbiornik paliwa do mojej dekawki. Pijemy kawę w ogródkach letnich, czy jemy obiad z rodziną. Na plac przed Trybunałem przyjeżdżamy rano i odjeżdżamy popołudniu. Warto przyjść i zobaczyć nasze kochane zabytki na czterech kołach - zaprasza Roman Gawęda z Automobilklubu Lubelskiego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marek S
......dla Państwa W i D Filimowiczów wielkich pasjonatów
zabytkowych pojazdów,wspaniałych ludzi.
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie