MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Muszeńko, Ty moje wszystko. List miłosny z 1927 roku znaleziony w Lublinie. Może uda się odnaleźć bliskich zakochanej pary

Gabriela Bogaczyk
List miłosny do Klementyny Michalskiej z 1927 roku. Kobieta była w trakcie kursu PBK
List miłosny do Klementyny Michalskiej z 1927 roku. Kobieta była w trakcie kursu PBK Łukasz Kaczanowski
Na kopercie widnieje adres Polskiego Białego Krzyża w Warszawie. I dopisek: Pani Klementynie Michalskiej - na kursach. On zwraca się do niej pieszczotliwie Muszeńko, a ona nazywa go narzeczonym. Zakochany autor podpisuje się prawdopodobnie jako Lolo, trudno rozczytać. Jest 8 września 1927 roku.

AKTUALIZACJA: Wiemy, kim była Klementyna z listu miłosnego

Pani Moja, Jedyna, Kochanie Najdroższe! - tak zaczyna się list, który odnalazł niedawno w Lublinie Henryk Cioczek, gdy porządkował rzeczy po zmarłej mamie. - W takiej eleganckiej torebce przechowywała listy, w tym ode mnie z Ameryki, ale moją uwagę przykuł ten najstarszy - opowiada Henryk Cioczek, który przyniósł nam list miłosny z 1927 roku. I nie ukrywa, że ma nadzieję, że poprzez tę publikację uda się może odnaleźć kogoś z bliskich zakochanej pary sprzed stu lat.

- Kompletnie nie mam pojęcia, kim była adresatka Klementyna Michalska. Nie było nikogo u nas takiego w rodzinie. Nie mogła być to też jakaś koleżanka mamy, bo miała wtedy ze dwa latka, a Klementyna była o wiele starsza. To było jedno pokolenie różnicy. Ale jakimś sposobem ten list miłosny znalazł się w Lublinie. Może autor albo adresatka byli stąd - tłumaczy Henryk Cioczek, lekarz urodzony w Lublinie, na stałe mieszkający w Nowym Jorku.

List został wysłany w 1927 roku na warszawski adres Sto-Krzyska 5, gdzie mieściła się główna siedziba Polskiego Białego Krzyża. W dopisku na kopercie czytamy, że należy go dostarczyć do Klementyny Michalskiej - na kursach.

Czytaj dalej na następnej stronie ->>

Co to był Polski Biały Krzyż?

- Tego stowarzyszenia nie należy mylić z Czerwonym Krzyżem - zaznacza prof. Elwira Kryńska, pedagog, historyk wychowania z Uniwersytetu w Białymstoku. Organizacja powstała w 1918 roku w Ameryce, aby wesprzeć przyszłe polskie wojsko. Powstała z inicjatywy Ignacego Jana Paderewskiego i jego żony Heleny. - Wówczas nie można było powołać Polskiego Czerwonego Krzyża, bo nie było jeszcze Polski na mapie Europy - wyjaśnia ekspertka.

W momencie, gdy nasz kraj odzyskał niepodległość, Paderewscy przenieśli organizację do Warszawy, a szczególny nacisk położono na szerzenie kultury i oświaty, walkę z analfabetyzmem wśród polskich żołnierzy. - Podejrzewam, że Klementyna była właśnie na kursie instruktorek w Warszawie, który upoważniał do prowadzenia nauczania w szkołach, czy uniwersytetach podoficerskich prowadzonych przez PBK dla żołnierzy. Wydaje mi się, że adresatka listu była instruktorką III - najwyższego stopnia, bo w tym liście jest mowa o wykładzie - zauważa prof. Kryńska. Dokładnie chodzi o słowa: „Przyjemniej mi bardzo, że Muszeńka się tak wyróżnia, że odczyt zrobił duże wrażenie, że Muszeńka imponuje wszystkim. Życzę Ci powodzenia z następnymi odczytami chociaż może ich być jak najmniej, bo Cię to pewnie męczy” - pisze amant.

Po miesięcznym kursie instruktorki wracały do swoich okolic i uczyły czytania i pisania oraz prowadziły lekcje: języka polskiego, matematyki, historii i geografii dla żołnierzy z korpusów, a wymagało to umiejętności organizacyjnych, zaradności życiowej i energii.

- Co istotne w kontekście tej historii miłosnej, pierwszy kurs centralny odbył się właśnie w Warszawie w 1927 roku. Uczestniczyło w nim 31 słuchaczek. Niestety do dzisiaj zachowały się jedynie fragmentaryczne akta z tamtego okresu, więc trudno powiedzieć, czy Klementyna była właśnie w tym gronie 31 osób, ale wiele na to wskazuje - mówi.

Zazwyczaj były to młode kobiety, w wieku ok. 20 lat. Dlatego można przypuszczać, że nasza adresatka urodziła się ok. 1907 roku, może wcześniej. Na takie kursy dostawał się nie byle kto. Kandydatki musiały posiadać przynajmniej średnie wykształcenie i minimum jeden rok pracy kulturalno-oświatowej lub społecznej. - Przechodziły one przeszkolenie fachowe z zakresu oświaty pozaszkolnej, uświadomienie obywatelskie i społeczne oraz przysposobienie wojskowe wraz z wychowaniem fizycznym - wylicza prof. Kryńska.

Z listu wynika, że nadawca też musiał być wykształconym człowiekiem. - Autor - prawdopodobnie „Lolo” (było to dosyć popularne wtedy zdrobnienie od imienia Leopold) - ma pismo kaligraficzne, typowe dla tamtego okresu, gdzie nauka pisania była bardzo ważna w szkole, a częste stosowanie pisma ręcznego dodatkowo utrwalało nawyki - objaśnia Wojciech Stępień, lubelski grafolog.

O tym, że był prawdopodobnie zapracowanym prawnikiem, świadczy też fragment listu: „w ostatnich dniach źle się strasznie czułem, gorączkowałem, spać nic nie mogę i znowu to serce boli, a przy tem dużo pracy. Tłuszkiewicz nie co dzień przychodzi do kancelarji, a gdy jest to wiesz jak on robi - chodzi, a Adamczuk ciągle mnie robotę znosi. Przez dwa razy więc nie pisałem do Ciebie. Myśli zebrać nie mogłem, wiedziałem, że grzeszę, że Ty niepokoić się będziesz, a pisać - siły nie było...”

Czytaj dalej na następnej stronie ->>

W liście wspomina też, że otrzymał pismo z Polskiego Białego Krzyża. „Co Adamczuk zrobił - nie wiem. Jutro się dowiem i napiszę Ci, interesuje mnie to tak samo jak i Ciebie” - pisze Lolo.

To wszystko może nas kierować w stronę lubelskiego okręgu PBK, bo taki lokalny oddział był również u nas. - W lubelskich archiwach o PBK jest naprawdę niewiele informacji. Jest może kilkanaście notatek, że odbyło się jakieś zebranie, że zorganizowano akcje charytatywne na rzecz państwa w okresie międzywojennym w Lublinie, Chełmie i Zamościu - mówi Stanisław Dąbrowski, działacz społeczny, były prezes lubelskiej Ligi Obrony Kraju.

Historycy potwierdzają, że akta PBK są obecnie zachowane fragmentarycznie, zwłaszcza w zniszczonej w 1944 r. Warszawie i rozsiane po całej Polsce. - W Lublinie zachowało się niewiele dokumentów, głównie korespondencja z lat 1923-1936. Do interesujących pamiątek po lubelskim oddziale należą natomiast dwa plakaty promujące działalność oddziału. Jeden z nich z 1918 r. zachęca do wsparcia finansowego na oświatę w Wojsku Polskim, drugi z 1920 r. zachęca do wstępowania do Wojska Polskiego. W archiwum w Lublinie zachował się również statut organizacji z 1920 roku - wylicza dr Dominik Szulc z Instytutu Historii PAN.

Akta aktami, ale list Lolo do Klementyny jest świadectwem ich wielkiego uczucia. Mężczyzna nazywa ją czule „Muszeńką”. Można odnieść wrażenie, że był człowiekiem bardzo zazdrosnym, ale to wszystko przecież z miłości. Sam się do tego przyznaje: „Chcę, abyś Ty już była, abym mógł już mieć Cię tak blisko i ręce Twoje śliczniutkie całować. Zazdrosnym jestem o każde Twoje słowo, każdy Twój uśmiech, każde spojrzenie do kogoś tam kierowane. Uważam, że to wszystko moje. Muszeńko to już nawet nie Twoje, tylko moje. Widzisz, jakim ja despotyczny. Przy tym tak szalenie pragnę Ciebie, a myśl, że tam są osoby, które mogą patrzeć na Ciebie i być koło Ciebie, oddychać tym samym powietrzem - pozbawia mnie reszty rozsądku, nie panuję nad sobą i szaleję Muszeńko”.

Jeden z akapitów poświęca również przeprosinom, ale co konkretnie przeskrobał - tego się nie dowiadujemy. - Muszeńko. Nóżęta Twoje maleńkie całuję w pokorze, daruj mi, przebacz. Niedobry byłem, ale przecież ja nie chciałem Cię obrażać, przecież ja Cię tak szaleńczo kocham” - powtarza kilkakrotnie w liście.

Przyznaje, że jest niesamowicie szczęśliwy, gdy ona mówi do niego „narzeczony”. „Weselej mi się robi na duszy, no bo przecież kiedyś przyjdzie to szczęście, że powiesz mnie tak. Ty moje wszystko” - zwraca się do ukochanej.

Czy Lolo i Klementyna powiedzieli sobie „tak”? Może ktoś z Państwa wie coś o tym?

Prosimy o kontakt mailowy: [email protected] bądź pod nr telefonu 81 446 28 00

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski